Jaki Nowy Rok taki cały rok? To pięknie...

Wtorek, 1 stycznia 2013 · Komentarze(19)
Jaki Nowy Rok taki cały rok? To pięknie...
Jeśli to prawda to niech to diabli wezmą...

Ciężki był poprzedni rok. Nie tylko rowerowo. Jaki będzie ten? Kto wie... Wiele zależy ode mnie, ale nie wszystko... jak dzisiejszy wyjazd...

Jako, że sylwester był wyjątkowo spokojny (plany uległy zmianie) to postanowiłem dziś zrobić dłuższą przejażdżkę... Śniadanie się przeciągało, a ja nie miałem nic przeciw temu... Jakoś ciężko mi się zebrać, nawet wtedy kiedy już mam na sobie ciuchy rowerowe. W końcu wychodzę. I... jest jak zawsze... wystarczy wyjść, a chęć do jazdy sama przychodzi.

Decyduję jednak nie szaleć, a po prostu po włóczyć się po naszym lasku. O, przepraszam, po Zespole Przyrodniczo-Krajobrazowym Miechowicka Ostoja Leśna :-) Tych, którzy nie widzieli zapraszam do zobaczeniu znakomitego filmu zrealizowanego przez firmę OPEN group na zlecenie Gminy Bytom. Uwaga film trwa 15min więc najpierw doczytajcie do końca ;)



Podjazd pod Krajszynę bez problemu, tylko jakoś tył mi lata... No tak... mało powietrza. Dziura, czy wystarczy dopompować? Spróbujemy z pompką...

Trzeba zrobić zdjęcie zanim ktoś to zdewastuje... © djk71


Niezły początek... Krążenie po różnych ścieżkach, tych znanych i tych mniej znanych... hamulec z przodu wciąż piszczy... Spróbujemy coś poprawić... trzeba, bo i koło jakoś słabo się kręci... Podkręcam i... na ziemi zostaje pół zestawu narzędziowego... Rozpadł się. Próba złożenie niezbyt udana :-( Jadę dalej. Naciskam przedni hamulec i... jakby nie odbijał... Po chwili puszcza i zaczyna brzęczeć/dźwięczeć... Tego jeszcze nie przerabiałem...

Trzeba zrobić zdjęcie zanim ktoś to zdewastuje... © djk71


Próba korekty na nic się zdaje, takich dźwięków jeszcze nie słyszałem... Do tego chyba rozwaliłem gwint w górnej śrubie... Niech to szlag. Co teraz? do domu jakieś 6km... Jechać? Prowadzić? Dziwne dźwięki dobywają się z hamulca... Tak to jest jak ktoś nie ma pojęcia jak działa sprzęt, którego używa...

Chyba przestaje się dziwić moim kolegom, że mają opory w sprzedaży sprzętu, oprogramowania, skoro nie do końca są pewni tego jak działa i co zrobić jak pojawi się problem...

Tego jeszcze nie widziałem... © djk71


I jak tu jechać taki rowerem na samotną daleką wyprawę? Co robić jak coś padnie?

Jadę powoli w stronę domu. Jeszcze kawałek i... postawili jakieś barierki... Nie no... Trzeba się przebić na drugą stronę... Wiedziałem.

Tyle wystarczy żeby się ubrudzić... © djk71


Mimo, że po drodze lód to tutaj... błoto... szlag by to trafił... 100m wystarcza, żeby buty, rower były obklejone gliną... Co mnie podkusiło...

Kto to wyczyści? © djk71


Brakuje jeszcze do kompletu żebym wywinął orła na lodzie...

Nie przewracam się, ale mam dość...

Dojeżdżając do domu widzę nasz kościół, na wieży którego ktoś umieścił choinkę...

Ozdoba? © djk71


Nie wiem po co... Bo ozdoba z niej taka, jaki ze mnie rowerzysta...

Rewelacja.. © djk71


Jeśli tak ma wyglądać cały rok...

Porażka...

Przedświątecznie...

Sobota, 22 grudnia 2012 · Komentarze(11)
Przedświątecznie...
Myślałem, że ostatnie podsumowanie będzie już rzeczywiście końcem sezonu. Nie wyszło ;) Franek810 wraz z Amigą namówili mnie na wspólny wyjazd. Dokąd? Nie wiem. Do końca nawet nie jestem pewien gdzie się spotkamy.

Ranek. I zaskoczenie. Świat istnieje, a wczoraj miał się skończyć. Na termometrze -6C, wstaję robię śniadanie i... Wskakuję do łóżka. Nie chce mi się wstawać. W końcu jednak zbliża się godzina, o które muszę ruszyć żeby pojawić się około południa gdzieś na makoszowskich peryferiach.

Ubieram się próbując sobie przypomnieć co się zakłada na siebie w takich warunkach i ruszam. Na zjeździe z Rokitnicy przypominam sobie, że ktoś kiedyś wynalazł krem do twarzy...

Mikulczyce, dzwoni Amiga. Są już razem na Stragańcu, spoko mam sporo czasu. Centrum próbuję omijać jakimiś opłotkami, ale nie mam jakiejś spójnej koncepcji.
Zatrzymuję się obok budowanego stadionu Górnika.

Stadion rośnie... © djk71


Ostatni raz rowerem byłem tu chyba ponad rok temu. Wtedy wyglądało to nieco inaczej.

Makoszowy. Cały czas mam wrażenie, że jest coś nie tak z rowerem. Za diabła nie chce jechać szybciej niż 20km/h. Nie wiem co się dzieje.

Rzut oka w górę na budynek poczty i...

Ministerstwo propagandy? © djk71


Narzędzie propagandy?

Jadę dalej. Zatrzymuję się, żeby zmienić położenie licznika, bo coś kabel ociera o oponę i widzę nadjeżdżających moich towarzyszy.

Jeszcze trochę... © djk71


Przywitanie, łyk picia i krótka debata dokąd jedziemy. Był pomysł żeby odwiedzić Glaubenstadt, ale rzut oka na zegarek sprawił, że zmieniamy zdanie. Czasu mało więc wybór pada na Chudów. Zawsze mnie zastanawia fenomen tego miejsca. Ruiny zamku nie są jakieś wyjątkowo spektakularne, w sezonie są tam tłumy, a mimo to każdego tam ciągnie... Zawsze pełno tam rowerzystów, motocyklistów...

Chudów © djk71


Wcześniej jednak zatrzymujemy się nad czynnym już nowym mostem nad Kłodnicą.

Nowy most nad Kłodnicą © djk71


Oczywiście nie obeszło się bez sesji zdjęciowej... Amiga robił wszystko żeby się załapać...

Zdążę? © djk71


Na szczęście aparat był cierpliwy.

Czekam... © djk71


Ciężko mi się jedzie. Gonię chłopaków ostatkiem sił, licznik złośliwie wciąż nie chce przekroczyć "dwudziestki" (poza nielicznymi zjazdami). Na miejscu pustka. Nie ma nikogo. Nawet oberża wydaje się zamknięta i opuszczona.

Oberża w Chudowie © djk71


Nie sprawdzamy, korzystamy z własnych zapasów...

Wasze zdrowie! © djk71


Pora wracać. Jadę coraz wolniej. Pada propozycja zostania na bal sylwestrowy w Białym Domu. Nawet byliśmy skłonni się zdecydować, ale na miejscu okazało się, że to jakiś przekręt... Bo dom nie jest biały...

Biały dom? © djk71


Jedziemy w stronę Zabrza. Nie jest dobrze. Licznik zamarza? Chyba, bo 16km/h to maks... :-( Kończyce - prawie Centrum Południe :-) Pora się pożegnać. I tu niespodzianka. Oprócz życzeń Franek810 wręcza mi świąteczny podarunek...

:) © djk71


Dziękuję raz jeszcze. Wszyscy dziękujemy.

Teraz jeszcze tylko dojechać na Helenkę. Ciężko, coraz wolniej. Postój w Mikulczycach. Na podjeździe z Rokitnicy gdzie zwykle walczę żeby nie spaść poniżej 20km/h dziś nie próbuję nawet walczyć żeby utrzymać... 9km/h.

Nie wiem co się stało. Od połowy drogi bolały mnie... uda. Tego chyba nigdy nie przerabiałem. Zdarzało się, że nie miałem siły, ale jeszcze chyba nigdy nie bolały mnie mięśnie ud. Brak jazdy, czy coś innego? Nie mam pojęcia...

Mimo to, dzięki Panowie, że mnie wyciągnęliście..., Że udało się spotkać w takim okresie... że udało się przejechać choć parę kilometrów i trochę porozmawiać... Choć jak zawsze za mało... Ważne jednak, że choć tyle...

Do następnego razu... ;-)

Nie śpię

Środa, 19 grudnia 2012 · Komentarze(13)
Kategoria Ble ble ble
Nie śpię…

Nie chce mi się… Nie potrafię… Boję się… Nie, nie snu - nie mam koszmarów - boję się, że trzeba się będzie obudzić… Że przyjdzie kolejny dzień… Dziwne, często człowiek ucieka w sen… przed problemami, przed ludźmi, przed życiem… Sam tak czasem (często) robię… robiłem… A dziś nie chcę usnąć… To znaczy usnąłem (żeby uciec) i zostałem obudzony… A teraz nie chcę już spać… Bo rano trzeba będzie wstać… I będzie jak co dzień…

Jak co dzień, czyli… nie tak jak bym chciał… Ten rok dał w kość. Miał być zupełnie inny, w domu, w pracy, na rowerze… I był inny, aż za bardzo… A plany były takie piękne, a wystarczyło, że zniknął jeden mały klocek z tej całej układanki i wszystko się zawaliło. Klocek, którego w ogóle nie brałem pod uwagę, bo nie mogłem nawet podejrzewać, że mógłby mieć znaczenie….Albo inaczej, takich klocków jest mnóstwo, ale człowiek się nie zastanawia co by było gdyby ich nie było, bo musiałby się skupić tylko na gdybaniu, bo by zwariował…

Właściwie powinienem napisać podsumowanie rowerowego roku, bo przecież za kilka dni koniec roku, a może nawet świata… ;-) Skąd ludzie mają takie pomysły? Jak im się chce tracić czas na takie tematy? Skąd mają tyle czasu na takie tematy? A nawet gdyby, to co? Mamy na to jakiś wpływ? Nie, więc szkoda czasu… Zawsze byłem sceptykiem w takich tematach…

Jak podsumować ten rok rowerowy? Trochę ponad 3000km. Dużo i mało. Dużo, bo… nie wiem skąd się tyle wzięło… Zero maratonów, zero wypraw, zero treningów… Mało, bo… jest ciągły niedosyt.

Styczeń
WOŚP - Śląska Świąteczna Masa Krytyczna

WOŚP - kamizleka masowa © djk71

Luty
Głównie siłownia… Niestety skończyła się tak szybko jak się zaczęła…
Do tego szukanie twentynajnera... Oczywiście nie tutaj:

Wyszukana moda w Zabrzu © djk71

Marzec
Zakup 29-era i debiut na zawodach XC - to jednak nie jest moja bajka. Za to rower… ech :-)

Podoba mi się © djk71

Kwiecień
Walka w konkursie BP i… ciężka decyzja o rezygnacji ze startów w tym roku w Pucharze Polski w Maratonach na Orientację :-( Praca wygrała :-(

A ja się dziwię, że nie da się kręcić... © djk71

Maj
Nowy rower Igorka, Mur, Zagłębiowska Masa oraz spotkanie Flasha na jego trasie dookoła Europy

Zadowolony © djk71

Czerwiec
Głównie starty Igorka w zawodach, ale również Na kole ku familokom… i w końcu Rudy

Kolejne trofeum © djk71

Lipiec
Chwila prawdy w Beskidach, Lubliniec i mini Tour de Pologne
No i Guns N' Roses

Spróbować? © djk71

Sierpień
Przede wszystkim Śnieżka oraz namiastka wakacji - czyli za niemiecką granicę
Zdobywcy Snieżki 2012 © djk71

Wrzesień
Ja i wyścigi szosowe ;) oraz BSOrient. Fajnie było spotkać tylu znajomych, tak bardzo zaniedbanych przeze mnie w tym roku...
I jeszcze przygodówka w Katowicach...

Śląski rower © djk71

Październik
Odyseja - Brakuje mi tych wyścigów z kompasem. Bardzo.

Dał radę... © djk71

Listopad
Tropciel - Było pięknie, mimo wszystko…

Odwrócony punkt © djk71

Grudzień
Jak do tej pory… Nic… i do chyba najlepsza ilustracja całego sezonu….

Jaki będzie przyszły sezon? Kto wie... Oby był lepszy... Tak na rowerze, jak i w pracy, jak w domu... Wszędzie...

Rowerowo - chciałbym wrócić do startu w Pucharze... Jest szansa, a czy będą możliwości... okaże się wkrótce...

W pracy - ...

W domu - ...

...

Już po trzeciej, czas kończyć to marudzenie...

Tropiciel 9 - Worek błędów

Sobota, 24 listopada 2012 · Komentarze(16)
Tropiciel 9 - Worek błędów

Rok temu świetnie bawiliśmy się z Wiktorem na siódmej edycji Tropiciela. Na wiosnę zamiast na Tropicielu bawiliśmy się na komunii :-). Tym razem postanowiliśmy tam wrócić w towarzystwie Amigi. Startujemy jako Rock&Rover;.
Jako, że startujemy o 1:20 przyjeżdżamy do Twardogóry późnym wieczorem, rejestracja, szybkie wyjście do Żabki i lądujemy na hali Gminnego Ośrodka i Sportu i Rekreacji.

Od wejścia widać, że konkurencja już prawie gotowa...

Będzie ciężko... konkurencja gotowa... © djk71


Przygotowanie rowerów, kolacja (a może już śniadanie), krótkie rozmowy z
Rafałem i Michałem

Zaraz się zacznie © djk71


Na hali © djk71


I czas na strat.

Mapy do ręki i szybkie planowanie. Rozłożenie punktów pozwala na ułożenie dość zgrabnej pętli, jednak decydujemy się na zaznaczenie tylko połowy. W trakcie zobaczymy co dalej.

Punkt Z - Przy wiadukcie
Chłopcy jadą w dość szybkim tempie. Dla bezpieczeństwa zamykam kolumnę :-)
Jeszcze chwila i zjazd z asfaltu. I droga, która prowadzi do punktu. Jedziemy, ale coś mi się nie podoba, wołam chłopaków, ale są zbyt daleko. W końcu się zatrzymują. Kompas - mapa - kompas. Niestety na mapie nie ma drogi, na której jesteśmy - mieliśmy skręcić wcześniej. BŁĄD
Powrót i szukanie właściwej ścieżki. Jest! Co prawda końcówka to spacer, bo właściwa ścieżka jest 10m dalej(!), ale docieramy do ogniska.

Ognisko © djk71


Punkt Y - Skraj lasu
Ruszamy i nie podoba nam się kierunek. Mieliśmy skręcić od razu przy punkcie. BŁĄD.
Mimo to jedziemy dalej. Moje hamulce z przodu wydają dziwne dźwięki. Dojeżdżamy do cmentarza. Gdyby nie gość stojący przed nim zrobiliśmy to samo, co duża część innych zawodników, czyli wjechalibyśmy wprost na cmentarz. Prawie BŁĄD. Na szczęście omijamy cmentarz i bez problemu zaliczamy punkt. Na widok gitary chcemy zdobyć dodatkowe punkty śpiewając, jednak organizatorzy nie chcą nam dać takiej szansy. Nie wiemy, że wywołujemy wilka (psa) z lasu.

Punkt T - Leśna droga
W drodze do kolejnego celu robimy przerwę na skrzyżowaniu. Na widok odblaskowych kamizelek kierowca nadjeżdżającego samochodu i jego pasażerka o mało nie dostają zawału.

Dąbrowa? © djk71


Jedziemy. Nie odmierzamy odległości i przy rozjeździe zastanawiamy się chwilę gdzie jesteśmy. BŁĄD. Po chwili jednak trafiamy na punkt. Tu czeka nas zadanie.
Ziemianka. Wraz z Wiktorem wchodzimy do niej na kolanach. Jest pełna przeszkód, których nie możemy dotknąć. Jest zupełnie ciemno. Do tego z zewnątrz Amiga świeci w naszą stroną latarką z efektem stroboskopowym. Przypomina mi się scena z poligonu w serialu Misja Afganistan. Pokonujemy trasę bez problemu. Na końcu okazuje się, że nikt tego nie kontrolował… ale nas zrobili :-)

Punkt R - Wzgórze Winne
Ruszamy i… wyjeżdżamy w innym miejscu niż planowaliśmy. BŁĄD.
Nic to, korekta trasy i wracamy w stronę Dąbrowy. Polne ścieżki, asfalt i szukamy drogi do punktu. Jest, choć drogę dystans mi się nie podoba. Wjeżdżamy w las i droga się kończy. Nic dziwnego, przecież do punktu nie jedzie się przez las. Wracamy. BŁĄD. 100m dalej jest kolejna ścieżka, czyli poprzednio wyjechaliśmy w innym miejscu, niż planowaliśmy. Czyli popełniliśmy BŁĄD. Dojeżdżamy i widzimy kilka grupek siedzących w skupieniu. Czyżby rozwiązywali jakieś zadania. Okazuje się, że po prostu odpoczywają. Podbijamy punkt, głaszczemy owieczkę i zastanawiamy się co robimy dalej. Jest późno. Już wiemy, że nie zaliczymy wszystkich punktów, a więc nie zdobędziemy tytułu Tropiciela. Świadomie odpuszczamy punkt, zbyt dużo czasu nas może kosztować.

Odwrócony punkt © djk71


Punkt X - Parking leśny
Ruszamy w stronę asfaltu. Skręt w lewo, skręt w prawo i jesteśmy przy punkcie. To znaczy powinniśmy być, bo pierwszym skręcie w lewo za bardzo skręcamy w prawo i nie zgadza nam się kierunek. BŁĄD. Wracamy i teraz jedziemy już w dobrym kierunku - północny zachód`. Jedziemy i wyjeżdżamy na skrzyżowaniu, które nijak ma się do naszych oczekiwań. Kolejna analiza mapy i… asfalt, do którego dojechaliśmy prostu z punktu nie był tym właściwym (BŁĄD), konsekwencją była cała masa kolejnych błędów. Jest mi zimno. Ściągam bluzę i zakładam kurtkę. Skoro wiemy gdzie jesteśmy to teraz już bez problemów mkniemy ponad 3km asfaltem. To chyba najdłuższy prosty asfaltowy odcinek na całej naszej dzisiejszej trasie.

Sanki? © djk71


Na miejscu czekają na nas pieski i wylosowane pytanie. Jaką długość ma najdłuższy wyścig psich zaprzęgów. Niestety podajemy błędną odpowiedź, mamy jednak szansę uratować punkt… śpiewając piosenkę o psie.
Długo, bardzo długo wahamy się co zaśpiewać. W końcu wybór pada na KSU "1944"



"Nakarmimy Szarika, a potem Gustlika" :-) Jeszcze posiłek i w efekcie na punkcie spędzamy… kilkadziesiąt minut :-( BŁĄD.

Punkt E - Tunel pod nasypem

Plan jest żeby pojechać Wąwozem Prądnim jednak odbijamy za bardzo w lewo i jedziemy Drągą Goszczańską. BŁĄD. Na jednym z kolejnych skrzyżowań orientujemy się co zrobiliśmy i skręcamy w prawo. Za chwile powinniśmy natrafić na drogę do punktu. Jest. Wąska, bo wąska ale jest. Niestety kończy się niespodziewanie. To nie ta, BŁĄD.
50m dalej jest prawie autostrada…. Tym razem bez problemu docieramy do punktu.

Meta
Ruszamy i… kompas wariuje. Przed nami na północ jest tunel kolejowy, a kompas mówi nam, ze to kierunek południowy. Kawałek dalej na naszej mapie również mamy odwrócony fragment, tym razem o 180 stopni - może więc organizatorzy zrobili to nieprzypadkowo. Może wiedzieli, że kompasy tu nie działają?
Jedziemy cały czas się zastanawiając o co chodzi. Już nie bardzo wiemy co się dzieje i gdzie jesteśmy. Spotykamy grupę piechurów, która ma chyba taki sam problem z kompasami.
Gdy tylko nam się wydaje, że wiemy gdzie jesteśmy drogi i kierunki znów nas zaskakują. Poddajemy się. Chcemy wyjechać do cywilizacji, do jakiegoś jednoznacznego punktu i ew. dopiero stamtąd zaatakować jeszcze jeden cel. Tak naprawdę wiemy już, że to koniec, że po prostu zmierzamy do mety. Po chwili docieramy do zabudowań, by po jakimś kilometrze zorientować się, że jesteśmy na granicy Moszyc i Twardogóry.

Jeszcze zdjęcie kościółka i meta.

Kościół w Twardogórze © djk71


Za dużo błędów. Na miejscu bigos lub fasolka. Wszyscy wybieramy bigos. Potrzebowaliśmy czegoś ciepłego. Wchodzimy na halę i Wiku momentalnie usypia. Przynoszę matę, śpiwór i padamy wszyscy. Po godzinie budzi mnie zimno. To chyba głównie wina zmęczenia. Znów pogaduchy. SpotykamBlase'a i Kasię. Czas się powoli przebrać. Amiga zdobywa cudem kawę. Plastikowa , ale najważniejsze, że jest. Powoli się pakujemy. Analizujemy jeszcze raz mapę i czekamy na zakończenie.

Komapsy wariowały © djk71


W trakcie zakończenia losowanie mnóstwa nagród. Jednym ze szczęśliwców jest w tym roku Amiga. W zeszłym roku padło na Wiktora i na mnie. Na Tropicielu jest nieco inaczej niż na innych zawodach. Zwycięzcy nie otrzymują nagród, za to każdy ma szansę coś wylosować. Fajny pomysł.

Kartki na nagrody © djk71


Impreza przygotowana perfekcyjnie , za wyjątkiem nagłośnienia. To była zupełna porażka. Zastanawialiśmy się ile osób brało udział w jej organizacji. Około 120 wolontariuszy! Szok!
No, ale jeśli startowało ponad 700 osób to nic dziwnego. Wielki szacun dla organizatorów.
Padło pytanie, co by tu można zmienić, ulepszyć. Trudne, bo po raz drugi bardzo nam się podobało. Może trochę więcej zadań. W zeszłym roku o ile pamiętam chyba na każdym punkcie coś się działo. W tym na 3 punkty z zadaniami nie dotarliśmy więc nie wiemy co tam było (słyszeliśmy tylko o strzelnicy). Poza tym w zeszłym roku bardzo nam się podobał klimat wojskowy, w tym można było pieski wykorzystać chyba w większej liczbie miejsc. Fajnie by było gdyby każdy Tropiciel był pod jakimś hasłem - w przyszłym roku Gwiezdne Wojny? :-) Poza tym można by zorganizować coś na mecie, mając kilka godzin w oczekiwaniu na zakończenie część śpi, a część pewnie chętnie by coś pooglądała, pobawiła się… A…. I więcej KAWY!!! Jej brak to był BŁĄD - tym razem nie nasz :-)

Tropiciel © djk71


Pomimo tylu błędów świetnie się bawiliśmy. Dzięki załogo za towarzystwo!

Po Wielkim Poście...

Niedziela, 18 listopada 2012 · Komentarze(17)
Po Wielkim Poście...

Po ponad 40 dniach przerwy (to jak Wielki Post) w końcu ruszyłem tyłek i w końcu sprawdziłem, czy jeszcze potrafię jeździć na rowerze. To rzeczywiście był sprawdzian. Po pierwsze, czy rower jeszcze działa po Odysei, po drugie, czy jeszcze potrafię z tego czerpać przyjemność... Jakoś tak ostatnio mam wrażenie, że gdzieś tam w środku byłem zadowolony, że nie udawało się wyjść pojeździć, że brakowało czasu, że nie brakowało wymówek...

Do tego nie byłem pewien jak zadziała rower na skróconym łańcuchu, ze śpiewającymi hamulcami...

Były jednak powody, by w końcu się przejechać... Po pierwsze za tydzień... Tropiciel więc wypadałby się ruszyć, po drugie Anetka mi doniosła, że jednak ktoś tu zagląda i czuje się zawiedziony, że tu cisza... Po trzecie, na blogu też się czepiają..., a po czwarte... ile się można nad sobą użalać, że się nie ma czasu...

Choć i tak planowałem wyjść, Olek dopilnował, żebym nie znalazł wymówki ;-)

Ruszamy do lasu. Przejeżdżając obok schronu w Miechowicach Olek wydaje się być zdziwiony jego istnieniem, nie wierzę...

Do schronu czas © djk71


Dalej w stronę DSD. Wjazd na hałdę i rzut oka na okolicę...
Dzięki namiarowi przekazanemu przez Izę dziś już z naprawionym aparatem. Można korzystać z zooma. Nie jest on tak duży jak obecnie można spotkać - x50, ale i tak co nieco przybliża...

Kopalnia Srebra z daleka © djk71


Zjazd i... syk... Tym razem nie u mnie...

Jak to się robiło? © djk71


Kiedy Olo walczy bez sukcesu z dętką, ja walczę z własnymi myślami...
Ostatnio mam wrażenie, że coraz mniej rozumiem ludzi... Z jednej strony powinienem już w tym wieku przywyknąć do wielu zachowań, z drugiej nie potrafię zaakceptować przedszkolnych zachowań. I nie ma tu znaczenia, czy mówię, o pracy, czy o znajomych, czy o rodzinie.

Koło © djk71


W koło to samo... Te same zagrywki, te same błędy, to samo myślenie tylko o sobie... to samo myślenie jak komuś dokopać, jak zwalić coś na innych, jak nie widzieć swoich błędów... Masakra...

Nie ma lekko, trzeba jechać po dętkę do domu.

Droga dziwna jest © djk71


Olo w tym czasie maszeruje z rowerem.

Spotykamy się "Pod dębem". Czas na chwilę rozmowy i naprawę. Niestety okazuje się, że przywieziona dętka też jest rozcięta, jednak tym razem udaje się ją załatać...

Żeby tak łatwo dało się łatać życiowe problemy... Żeby łatką można było zamknąć czyjeś usta... A czasem może swoje...

Odyseja 2012 - dzień drugi

Niedziela, 7 października 2012 · Komentarze(24)
Odyseja 2012 - dzień drugi
Po wczorajszym pierwszym dniu Odysei szybko usnąłem. Dawno tak się w nocy nie męczyłem. Choć usnąłem natychmiast po wejściu do śpiwora, to budzę się wielokrotnie w nocy. To zmęczenie. Kiedyś nie znałem tego uczucia. Wydawało mi się, że jak ktoś jest zmęczony to śpi jak zabity. Od jakiegoś czasu już wiem, jak człowiek się może męczyć w nocy będąc zmęczony.

Poranek budzi nas niską temperaturą i deszczem. Oj, będzie się działo. Dowiadujemy się, że trasa zostanie skrócona. Ponoć większość tak chciała. Ciekawe, że wczoraj rozmawiałem tylko z mniejszością...

Nic to, mapy w rękę, szybki plan i ruszamy z Amigą na nierówną wojną z błotem i chłodem.

PK2 - Skrzyżowanie dróg leśnych
Ruszamy wraz z dużą grupą zawodników, jednak za torami większość skręca w prawo, a my w lewo w kierunku Bramy Zwierzynieckiej.

Brama Zwierzyniecka © djk71


Dojeżdżamy do kopalni i zonk :-( Wybrana przez nas droga zupełnie zarośnięta. Parę minut straconych na szukanie rozwiązania, kilka kolejnych na objazd. Nieźle się zaczyna. Do tego na zjeździe już nic nie widzę, okulary nie dość, że ociekają wodą to jeszcze parują. Nic nie widzę. Jakimś cudem zjeżdżam, by po chwili dotrzeć do punktu. Okulary lądują w kieszeni, co oznacza, że znów widzę mniej niż powinienem.

PK1 - Skrzyżowanie ścieżek
Tu docieramy bez przygód.

PK4 - Rów
Wieczorem znajomi namawiali mnie na Harpagana. Pa jedzeniu i kąpieli nawet zaczęły mi krążyć po głowie takie myśli. Teraz jednak widzę, że musiałem być bardzo zmęczony biorąc pod uwagę udział w kolejnych zawodach. Dziś na każdym podjeździe prawie umieram. Masakryczna kondycja. :-(
Punkt odnaleziony bez problemu.

PK5 - Szczyt jaru
Tu podjazd daje mi strasznie w tyłek. U góry popas i szybka decyzja o rezygnacji z PK8 - w moim tempie i tak nie zdążymy zaliczyć wszystkiego.

PK6 - Róg lasu, ścieżka
Jedziemy na azymut, po wyjeździe na asfalt lekka dezorientacja. Tablice miejscowości wcale nam nie pomagają, ale po chwili odnajdujemy się i bez problemu docieramy do szóstki. To bufet. Dobre ciacha, tylko kawy nie podawali :)

Bufet © djk71


PK9 - Drzewa na miedzy
Szybko asfaltem, tylko przed samym punktem mała ślizgawka.

PK7 - Pod skałą, wschodnia ściana
Choć szlak niebieski zaprasza by podjechać nim pod punkt, my decydujemy się dojechać tam od strony autostrady. Wybór dobry, tylko punktu nie widać. Efekt podobny jak dzień wcześniej. Szukamy nie przy tej skale co potrzeba. Tracimy mnóstwo czasu.

Pod skałą © djk71


PK3 - Pd-wsch róg polany
Jeszcze tylko jeden punkt i koniec.
Punkt wydaje się być prosty, ale zmęczenie sprawia, że mijamy skręt do lasu. Po chwili wracamy, ale nie zauważamy, że wjeżdżamy do niego inną ścieżką niż nam się wydaje. Szukamy punktu, a jego nie ma. Nagle orientujemy się, że zostało nam mało czasu, a meta jeszcze daleko. Wiemy już jaki zrobiliśmy błąd i może warto by było się cofnąć i tym razem znaleźć punkt, ale moja kondycja podpowiada mi, że może liczyć się każda minuta. Wracamy.

Dogania nas ekipa, z którą szukaliśmy trójki. Znaleźli ją, ale oni mają więcej sił niż ja. Jedziemy razem w stronę mety, ale ja robię to już resztkami sił. Do tego zamknięty przejazd kolejowy, przeciskanie się między zaporami... szaleństwo. Na metę docieramy na pięć minut przed zamknięciem. Jesteśmy sklasyfikowani na siódmym miejscu. Słabo, ale czego można było wymagać jak się nie ma siły.

Grunt, że zabawa była świetna. Dzięki Darku za towarzystwo, sorry za zamulanie, ale więcej nie byłem w stanie dać z siebie w ten weekend.
Dzięki organizatorom za świetną organizację i fantastyczną atmosferę. O ciasteczkach nie wspomnę :-)
Dzięki wszystkim, z którymi miałem okazję zamienić choć parę słów, czy to w bazie, czy na trasie... Fajnie Was było spotkać...

Po przyjeździe do domu odstawienie roweru, szybka kąpiel, obiad, garnitury do auta i kierunek Poznań. Jeszcze tylko szybkie czyszczenie roweru i... niespodzianka...

Dał radę... © djk71


Dobrze, że dojechałem do mety, bo nie byłoby już czasu na skucie łańcucha.

Odyseja 2012 - dzień pierwszy

Sobota, 6 października 2012 · Komentarze(9)
Odyseja 2012 - dzień pierwszy

Po wczorajszej rozgrzewce mam mieszane myśli, co do dzisiejszej trasy. Obawiam się, że będzie ślisko, niebezpiecznie, stromo. Zobaczymy. Mimo to nastroje wesołe. Fajnie zobaczyć wielu dawno niewidzianych znajomych, fajnie było spotkać tych, których do tej pory znało się tylko z sieci.

Niestety rano nie ma czasu na dłuższe pogawędki. Odprawa, rozdanie map i… czas zacząć zabawę. Szybka analiza mapy i ruszamy z Amigą w drogę.

PK25 - Krzyż
Nie myliliśmy się z podjazdami. Są :-) Jedziemy spotykając innych zawodników, jednak po zjeździe w teren większość wybiera inny, objazdowy wariant. My przez pole. Jakoś się jedzie tylko… krzyża nie ma. Wydaje nam się, że odmierzyliśmy dobrze odległość. Cofamy się nieco i próbujemy na przełaj.

Znajdziemy go... © djk71


Efekt- podrapane ręce i nogi. W końcu jest. Była droga w lewo ale… kilkadziesiąt metrów za zakrętem. Nasz błąd? Pewnie tak. Mamy pierwszy punkt.

Amiga dziękuje za odnalezienie punktu? © djk71


PK21 - Skrzyżowanie dróg
Jest ciepło. Około 20 stopni, dobrze, że ubrałem się "na krótko". Punkt odnaleziony bez problemów.

Obok punktu © djk71


PK20 - Skrzyżowanie dróg
Tak mocno się skupiam na szukaniu dalszej drogi, że o mały włos nie ominąłbym punktu w Płokach. Na szczęście Darek czuwał.

PK19 - Źródło
Tu chwila zagubienia, mapa swoje, drogi swoje, a my swoje. W końcu ruszamy zgodnie ze wskazaniami szlaku rowerowego. Jest punkt. Jeszcze tylko trzeba do niego… dojść… :-) Jest tam co prawda szlak rowerowy, ale nie przekonał nas do zjazdu…

Zielony szlak rowerowy © djk71


PK18 - Skrzyżowanie dróg
Jako, że na poprzednim skrzyżowaniu mieliśmy problem z uzgodnieniem mapy i terenu decydujemy się pojechać do punktu mieszczącego się przy dawnej Pustyni Starczynowskiej asfaltem przez Żuradę. Jak się potem okaże, to był dobry pomysł - inni brnęli po ośki w piachu.

Na pustynię? © djk71


PK17 - Skrzyżowanie drogi i przecinki
Wracamy drogą, którą przyjechaliśmy i… mam odcięcie prądu :-( Lądujemy w sklepie, uzupełnienie zapasów i energii i jedziemy dalej. Zostaję też posądzony o przynależność do bractwa rycerskiego… Hmmm… Punkt odnaleziony bez problemu.

PK16 - Skrzyżowanie ścieżek
Dużo tych skrzyżowań. Tu zaskakuje nas asfaltowa droga zamiast ścieżki. Kompas, mapa, linijka i skręcamy. Dobrze. Po chwili jesteśmy na punkcie. W tym samym czasie dociera tu kilka innych osób.

Droga... © djk71


PK15 - Róg młodnika
Małe dylematy przy wyjeździe z poprzedniego punktu, a potem przy szukaniu skrętu w lewo. Na szczęście znów wybieramy dobrze. Punkt odnaleziony bez pudła. Na dole jakaś parka walczy z awarią ale nie potrzebują naszej pomocy.

Inni zgubili rowery...

Mnie rower nie potrzebny © djk71


A nam się tu podoba...

Jura © djk71


PK23 - Skała, Pd. Podnóże
Zjazd w dół, asfalt i… skręcamy inaczej niż reszta - pod górkę :-) Potem zielony szlak i skała. Skała jest, ale ponieważ podjeżdżamy od strony północnej to chwilę zajmuje nam odnalezienie lampionu.

Jest skała... Tylko gdzie punkt? © djk71


Tym bardziej, że jest on… przy następnej skale :-)

A to ta skała... © djk71


PK24 - Droga leśna
Mało czasu, jeszcze mniej sił (mówię o sobie) decydujemy się zaliczyć jeszcze tylko jeden punkt. Powinno był łatwo, przy żółtym szlaku. Przy źródełku koledzy życzą nam dobrej zabawy ostrzegając, że żółty szlak będzie bohaterem tego odcinka.

Zimna woda © djk71


Amiga zastanawia się czy wobec tego jest po co jechać dalej... ;-)

Jechać dalej? © djk71


I jest dziwnie. Szlak pojawia się i znika. W końcu trafiamy na miejsce, które pokrywa się z mapą! Co za odmiana na tym szlaku :-) Po chwili jest też punkt.

Jeszcze rzut oka na okolicę...

Plac zabaw © djk71


Fajne drogi © djk71


Czas wracać. Jestem tak zmęczony, że nawet mi nie w głowie zakupy, mam ochotę się tylko położyć.
Jednak tuż po wjeździe na metę nasz współspacz ratuje nas puszką złocistego napoju. Do tego jedzonko i jest lepiej. Są siły żeby troch ę posiedzieć z resztą. Trochę, bo jutro czeka mnie bardzo długi dzień, w związku z tym idę spać trochę wcześniej niż reszta.

Brakowało mi tego. Uwielbiam to, to wszystko: zawody, adrenalinę, zmęczenie, towarzystwo… Brakowało mi tego bardzo…

Krótko przed Odyseją

Piątek, 5 października 2012 · Komentarze(4)
Krótko przed Odyseja
Krótka przejażdżka przed jutrzejszą Odyseją. Krótka, ale wystarczająca żeby zobaczyć, ze łatwo nie będzie. Ani pod górę, ani z góry. Z góry najprościej na tyłku. Sprawdziłem :-) Na szczęście bezboleśnie. Po chwili Amiga tylko zapytał: Po czym my jedziemy? To jest kisiel?

Ja i zawody szosowe?

Niedziela, 30 września 2012 · Komentarze(6)
Ja i zawody szosowe?
Po wczorajszym dniu pełnym wrażeń dziś... XII Zabrzańskie Szosowe Wyścigi Rowerowe Niezrzeszonych w Zabrzu.

Część ekipy rusza wcześniej rowerami, my musimy dojechać samochodem.

Na miejscu od razu spotykamy znajomych, chwila rozmowy i czas na rejestrację. Myślałem, że pojadą tylko chłopcy, ale skoro wszyscy wzięli numerki to... ja też. Trochę bez sensu, po przecież się nie ścigam, a już na pewno nie na szosie, gdzie większość nie dość, że na co dzień się ściga, to jeszcze przyjechali na szosówkach. Ale co tam, bawmy się...

Pierwszy z naszej ekipy startuje Igorek... Dziś ma trudniej, bo sporo zawodników starszych od niego...

Skupienie na starcie © djk71


Mimo to dzielnie walczy z całkiem niezłym wynikiem dociera do mety.

Po nim Wiku

Napieram © djk71


Mimo sporej konkurencji ładnie pojechał. Brawo.
W tej samej grupie pojechała też Aniuta wygrywając swoją kategorię.

Chwila przerwy i startuje reszta naszej ekipy...

Dużo nas... © djk71


Wszyscy dzielnie walczą, a Monika nie daje szans konkurencji...

Na koniec pora na mnie... Start i próbuję się trzymać prowadzącej grupy. Udaje się, ale tylko dlatego, że to starzy wyjadacze i wiedzą, że na atak przyjedzie jeszcze czas. Do pierwszego nawrotu jadę z nimi. Wtedy ktoś z tyłu decyduje się na atak. Oczywiście nie ma szans, grupa po chwili go dogania, ale tym samym ucieka mi o jakieś 10m. Tak już jest do końca okrążenia. Na kolejnym nawrocie uciekają mi bardziej i już wiem, że ich nie dogonię. Mimo to jadę tak szybko jak potrafię starając się nie dopuścić do tego, żeby ktoś z tyłu mnie dogonił. Udaje się. Wjeżdżam na metę jako 11-ty.

W płucach ogień. Jestem zadowolony, że dojechałem dając z siebie wszystko. Czy pojadę następnym razem? Nie wiem. Na pewno nie są to zawody dla mnie. Nie bawi mnie to, ja wolę jednak zwiedzać, oglądać to co wokół, a nie tylko patrzeć w asfalt, w koła tych co przede mną...

Mimo to imprezę uważam, za udaną. Rodzinny start, spotkania ze znajomymi. Świetna zabawa. Dodatkową atrakcją było losowanie nagród pocieszenia przez zawodników - nikt nie wrócił z pustymi rękoma.

Trochę stracha nam napędziła Aniuta, ale na szczęście wszystko skończyło się dobrze.

Zabrze ma 90 lat!

Sobota, 29 września 2012 · Komentarze(7)
Zabrze ma 90 lat!

Dziwne to miasto. Niby stare, a prawa miejskie ma raptem od 90 lat. Wcześniej było największą wsią w Europie.

Miasto świętuje © djk71


Dziś miasto świętuje więc jedziemy z Wiktorem zobaczyć co się dzieje...

Wjeżdżamy w samą porę... Kawalkada dociera do parku... Prowadzą samochody z naszego muzeum...

Starych samochodów czar... © djk71


Zaraz potem orkiestra górnicza...

Górnicza orkiestra musi być © djk71


Za nimi oczywiście Skarbnik...

Skarbnik © djk71


W międzyczasie dostajemy osobiste pozdrowienia od pracowników Urzędu Miejskiego ;-)

I prezentacje przedszkoli i szkół...

Z wysoka © djk71


W tym "nasza" szkoła wioząca tort na konkurs ;-)

Tort, czy kopalnia © djk71


Można dowiedzieć się, kto znany urodził się w Zabrzu...

Zabrzanie © djk71


Zobaczyć, że można tu spotkać różne kultury...

Wschodnia kultura © djk71


Spotkać innych rowerzystów...

Rowerkiem.. © djk71


Można i razem © djk71


Były i eksponaty z nowego muzeum techniki wojskowej...

Robi wrażenie © djk71


Pohałasowały też inne jednoślady...

Inne jednoślady © djk71


A całość kończyła kawalkada tramwajów...

Staruszek © djk71


Nie wiem tylko czemu nie skręciły do parku ;-)

Musieliśmy jechać za nimi to zajezdni, gdzie były dni otwarte...

Ciężki sprzęt tramwajowy © djk71


Podobało nam się...

Kabriolet? © djk71


Widać było upływ czasu...

Czas mija... © djk71


Takich ławek już nie pamiętam...

Ławeczki © djk71


Pokrążyliśmy jeszcze trochę po Zabrzu i wróciliśmy do domu żeby... powitać Amigę, który do nas właśnie dojeżdżał.

Szybki obiadek, Wiku zostaje w domu, a my z Amigą jedziemy przywitać Kosmę i Tomka. Ciemno, ale na pytanie, czy jedziemy do domu, czy pojeździć, odpowiadają że... jedziemy. Las, czy miasto? Obojętnie... :-) Ok... Więc las... Mając w pamięci ostatnią nocną wycieczkę... wiem, że będzie fajnie. Krążymy po lesie miechowickim i po DSD. Na początku niektórzy lekko marudzą, ale w sumie wracają chyba zadowoleni.