Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2015

Dystans całkowity:65.87 km (w terenie 21.50 km; 32.64%)
Czas w ruchu:03:37
Średnia prędkość:18.21 km/h
Maksymalna prędkość:45.02 km/h
Maks. tętno maksymalne:192 (105 %)
Maks. tętno średnie:172 (94 %)
Liczba aktywności:2
Średnio na aktywność:32.93 km i 1h 48m
Więcej statystyk
Podsumowanie 2015
Słaby rok. Fatalny rok. Najlepiej zaplanowany i… najgorzej wykonany. Życie sprawiło (a właściwie wciąż sprawia) zbyt wiele niespodzianek :-( Czy kolejny będzie lepszy? Na razie się nie zapowiada. :( Nie ma sensu też robić żadnych planów, szkoda narażać się na kolejne rozczarowania...

Dziś też nie będzie tradycyjnej jazdy na koniec roku, najpierw praca, potem szpital, więc nie będzie mi się już wieczorem chciało... Tak więc wpis podsumowujący rok już teraz. Na szczęście był już przygotowany wcześniej, bo zrobiłem go już kilka miesięcy temu wiedząc, że nici z jeżdżenia, potem tylko uzupełniłem kilkoma zdaniami.

Styczeń

Styczeń to bieganie, siłownia, spinning, pływanie i trochę roweru…
W międzyczasie zdążyłem jeszcze spłodzić tekst o Idealnym Maratonie na Orientację, który potem mi kilkukrotnie wypomniano (a przynajmniej wspomniano o nim) :-)

Największym wydarzeniem (dla mnie) był jednak pierwszy (i jak dotąd jedyny) start w zawodach biegowych.

Biegnę © djk71

Luty
W lutym ciąg dalszy intensywnych treningów oraz badania wydolnościowe.

No to kręcimy © djk71

Marzec
W marcu trochę choroby i pierwsze zawody

KoRNO

"Królewska" wieża ciśnień © djk71

i Róża Wiatrów

Pamiątka z imprezy © djk71

Poszło powyżej oczekiwań.

Kwiecień
Kwiecień to udany start na Bike Oriencie w Kamieńsku.

Ciekawy widok © djk71

I mniej udany Harpagan

Nie dość, że pod górkę to jeszcze wieje © djk71

Oraz świetna firmowa wycieczka do mikołowskiego Ogrodu Botanicznego.

Po naszymu © djk71

Maj
To miesiąc, o którym chciałbym zapomnieć… Nie tylko rowerowo….

Opony czekają © djk71

Czerwiec
To był miesiąc pod znakiem wyjazdu firmowego do Wisły… Oj działo się :-)

Ostatnie zdjęcie przed startem © djk71

Gdyby nie to, to pewnie bym się wcale nie ruszył z domu :-(

No dobra był jeszcze wycisk na Bike Oriencie w Przysusze

Sztolnia, ale nie ta © djk71

Lipiec
Jeszcze gorzej niż w maju… 77km w sumie :-(

Chce się jechać © djk71

Sierpień
Porażka na Śnieżce

Nie mam siły, ani powodu żeby się cieszyć © djk71

I brak sił na BO w dorzeczu Warty i Widawki

Tu było płytko © djk71

Wrzesień
Właściwie jedyny pozytywny akcent to firmowa wycieczka po okolicy. Fajnie było :)

Kilkanaście osób, a tylko jeden ma kufel :-) © djk71

Październik
Kolejny miesiąc bez roweru. Zawisł na ścianie

Rower wisi © djk71

No dobra, była jeszcze próba jazdy po Jurze... zupełnie nieudana :-(

W tle Góra Zborów © djk71

Listopad

Listopad, czyli próba powrotu do biegania oraz nowy rumak w stajni - Tadeusz :-)

Pierwszy raz z baranem © djk71

Grudzień
Koniec roku i kolejne problemy.

Dziura © djk71

Właściwie chęć zamknięcia bloga...


Nie tak to miało wyglądać... Oby przyszły rok był choć trochę lepszy. Czego sobie i Wam życzę!
Mam nadzieję, że do zobaczenia, tak tu, jak i gdzieś na trasie.

AktywnośćJazda na rowerze Dystans41.37 km W terenie19.00 km Czas w ruchu02:27 Vśrednia16.89 km/h VMAX43.94 km/h
Tętnośr.169 TętnoMAX192 Temp.9.0 °C SprzętTaduesz
Znów na rowerze
Kilka dni wolnego... Do tego pogoda dopisuje... Więc rower... Tak sobie mówię w kolejne dni... Środa... Czwartek... Piątek... Sobota... Zero wymówek i... nie jadę. Dopiero dziś na chwilę...  Wcześniej jakoś nie było chęci, parcia, powodu... Niby po głowie coś chodziło, ale nic z rezygnowałem bez żadnej przyczyny. Ot, taki nastrój...  Albo jego brak.

Dziś znów pogoda ok, wstaję rano i... gdzieś podświadomie szukam wymówki... Ale jednak wychodzę...

Stolarzowice i... już jestem zmęczony, a to dopiero 2-3km... Wjeżdżam do lasu i zaraz na wjeździe ląduję na drzewie. Zakręt był za ciasny. Niby rower bardziej zwrotny, ale jeździec jeszcze nie wprawiony. Na szczęście bez skutków ubocznych.

Rundka przez DSD kończy się spacerkiem w błocie, bo... nie ufam jeszcze nowemu rumakowi i zamiast jechać zatrzymuję się :(

Dalej na Chechło, pogoda sprawia, że jest tłoczno.

Nie wygląda zimowo © djk71

Potem Świerklaniec i powrót do domu przez Radzionków.

Odpoczynek nad torami © djk71

Lekko nie było. Zmęczony, ale zadowolony.
Ciekawe kiedy znów się uda pojeździć...

Miałem już nie pisać, przynajmniej przez jakiś czas, ale skoro już pojechałem to niech będzie... Nie wiadomo kiedy znów będzie okazja...

AktywnośćJazda na rowerze Dystans24.50 km W terenie2.50 km Czas w ruchu01:10 Vśrednia21.00 km/h VMAX45.02 km/h
Tętnośr.172 TętnoMAX188 Temp.6.0 °C SprzętTaduesz
Pierwszy raz w terenie
Mocno powiedziane w terenie. Głównie szosa. Korekta ustawienia siodełka zdecydowanie zwiększyła komfort jazdy. Teraz za to momentami czuję plecy. W Reptach kawałek terenem. Nawet rower daje radę. Gorzej ze mną nie mam siły. Nawet nie próbuję zwalać tego na wiatr, który dość mocno wieje. Po prostu jestem słaby.

Do tego po raz kolejny krzyżuję łańcuch i blokuję przerzutkę. Chyba ją nieco wykrzywiam :-(
Dziura, czyli nie potrafię już dłużej...
Kilka dni radości. Próba nowego otwarcia. Symboliczny, nowy (choć używany) rower, nowy początek. Choć wszystko wokół jest jak było, próbuję się z tym jednak pogodzić - już nie mam sił walczyć. Próbuję pogodzić się i zacząć żyć od nowa, dla siebie, dla rodziny... Kilka dni radości, próby planowania nowych kroków, zapisane nowe cele. W planach był nawet kilkudniowy urlop żeby choć trochę odpocząć. Urlop, którego nie było kiedy wziąć w tym roku.

I co? I gówno! Dziś DUP! Kolejny strzał między oczy! Kiedy coś zaczyna się układać, to nie zawsze znaczy, że to co złe znika. To się wtedy kumuluje, nawarstwia. Jak wiatr przed burzą. Cichnie na chwilę, by potem uderzyć ze zdwojoną siłą... Nic w przyrodzie nie ginie :(

Uderza w Ciebie, uderza odłamkami (i to wcale nie małymi) w twoich bliskich. Najbliższych...

Nie mogę, nie potrafię już tak dłużej...

Czuję się chyba trochę jak człowiek, który stoi z kawałkiem kija pod jedynym w okolicy drzewem naprzeciw dzikiego zwierza. Niby wie, że ten kij mu wiele nie pomoże, ale choć przez chwilę może nim pomachać. Drzewo nie jest azylem, ale może uda się na nie wdrapać i choć chwilę przeczekać. Gorzej kiedy ktoś mu zabiera ten patyk i ścina drzewo. Już nie ma jak się bronić, już nie ma gdzie uciec... Tak samo ja się teraz czuję...

Ten tam u góry musi mieć niezły ubaw bawiąc się ludźmi i wystawiając ich na kolejne próby... bawiąc się nimi jak klockami, jak pionkami w grze... Zresztą co ja piszę... jaki ten u góry? Kiedyś wierzyłem. Na swój, własny, może lepszy, może gorszy sposób ale wierzyłem... Nawet kiedy było ciężko i wszystko szło jak po grudzie... próbowałem z nim rozmawiać, szukać pocieszenia.
Dziś już nie. Nie wierzę, że może istnieć ktoś taki, ktoś tak złośliwy i mający tak ten cały świat, jak i każdego z osobna głęboko w dupie.
Dziś już nie potrafię w to wierzyć...

Dziś nie potrafię już wielu rzeczy... Kiedyś, co może dziwnie zabrzmi, praca była odskocznią, azylem. Miejscem gdzie zapominałem o wszystkim i w jakiś sposób się realizowałem. Nie patrząc na to, czy ktoś to zauważa, czy ma to gdzieś, robiłem swoje, często nawet więcej niż swoje. Po wejściu do firmy człowiek zapominał o wielu rzeczach i zajmował się tylko tym czym powinien, myślał o czymś innym, niejednokrotnie zapominając się przełączyć na prywatne myślenie po popołudniowym, czy wieczornym odbiciu karty. Co oczywiście też nie było dobre, ale chyba była to chęć pozostania w tym azylu.

Teraz każdy dzień to walka o to żeby jak najlepiej robić to co powinienem, a nie jest łatwo. Złe, krążące przez cały czas po głowie, myśli nie ułatwiają tego. Trudno się skupić na tym na czym się powinno, kiedy co chwilę coś się przypomina. A kiedy już udaje się chwilę skupić to przychodzi nowa wiadomość, nowa bomba... i znów szlag wszystko trafia. Tak się nie da... już nie wystarczają słuchawki na uszach z głośno puszczoną muzyką...

Nie da się też wielu innych rzeczy. Chyba nigdy nie czułem się tak bezradny jak dziś... I co z tego, że poczyniłem pewne kroki, przed którymi inni mnie do tej pory powstrzymywali. To też nic nie da. Już się nie łudzę... Już nie wierzę... Już nie mam żadnego pomysłu na kolejne działania... Co gorsza brak działań, też niczego nie załatwia... ale skończyły mi się już pomysły... Nie potrafię...

Nie potrafię... nie chcę... nie mam sił... Nawet tradycyjne powiedzenie, że mam to w dupie nie pomaga...

Dziura © djk71

Pozostała jakaś dziura w mózgu, w sercu, wszędzie... Dziura, z którą już nie ma co zrobić...

Nie wiem, czy pojawią się kolejne wpisy, może tak, może dostanę jakiegoś kolejnego kopa od życia, który znów odwróci mnie o kolejne 180 stopni, a może nie... Na chwilę obecną mam dość wszystkiego. Pisania też. Dzięki wszystkim, którzy tu zaglądali, komentowali, wspierali mnie. Na dziś nie mam sił pisać więcej...