Wpisy archiwalne w miesiącu

Październik, 2015

Dystans całkowity:35.66 km (w terenie 22.00 km; 61.69%)
Czas w ruchu:02:42
Średnia prędkość:13.21 km/h
Maksymalna prędkość:44.58 km/h
Maks. tętno maksymalne:193 (106 %)
Maks. tętno średnie:162 (89 %)
Liczba aktywności:1
Średnio na aktywność:35.66 km i 2h 42m
Więcej statystyk
AktywnośćJazda na rowerze Dystans35.66 km W terenie22.00 km Czas w ruchu02:42 Vśrednia13.21 km/h VMAX44.58 km/h
Tętnośr.162 TętnoMAX193 Temp.10.0 °C SprzętSuperior 929
Po Jurze bez sił
Wczoraj wracając ze szkolenia, padł pomysł wypadu rowerowego. Mimo, że półtora miesiąca już nie jeździłem, to kolorowa Jura sprawiła, że bez wahania się zgodziłem. Mieliśmy nadzieję, że ktoś jeszcze do nas dołączy, ale finalnie ruszyliśmy we dwóch z Krzyśkiem.

Start tam gdzie wczoraj się pożegnaliśmy, czyli Skały Rzędkowickie.
Ruszamy i od razu pierwszy podjazd, choć niezbyt ostry to daje w kość. Wjeżdżamy na górę i sapiąc jedziemy dalej. Krótki postój przed Górą Zborów. Niestety tam zakaz jazdy rowerem.

W tle Góra Zborów © djk71

Potem Podlesice i zaczyna się walka z piaskiem, a co za tym idzie walka z pulsem - 170-180 to standard, powyżej też nie dziwi.
Oprócz piachu pełno skałek. Krzysiek wniebowzięty ;-)

Skałek w okolicy pełno © djk71

W Bobolicach chwila przerwy. Niby dopiero 13km za nami, ale teren daje w kość. Ciepła herbatka jaką Krzysiowi przygotowała żona jest miłą niespodzianką :-)

Brama Laseckich © djk71
Odbudowany zamek w Bobolicach © djk71

Na zamku ponoć straszy :-)

Biała Dama? © djk71

Jedziemy dalej do Mirowa, trochę inną drogą niż znałem, przy skałkach. Krzysiek namawia mnie na wejście do jaskini. To jednak nie dla mnie.

Wejście do jaskini © djk71
Też bym się cieszył wychodząc :) © djk71

Tak samo jak wspinaczka, nie wspominając już o takich rzeczach...

Wariat © djk71

Brakuje słońca, ale i tak jest pięknie :-)

Pięknie tu © djk71

Mijamy Mirów

Zamek w Mirowie © djk71

I jedziemy do Niegowej, a stamtąd Moczydło i Łutowiec.

Tu odcięło mi prąd © djk71

Tu, po zaledwie 25km zupełnie odcina mi prąd. Nie jestem w stanie pokonać najprostszego podjazdu. :-(

Decydujemy się na zmianę trasy i przez Mirów i Kotowice zmierzamy do samochodu. Jak będą siły to może jeszcze tam zrobimy małą pętelkę.

Mimo, że jedziemy asfaltem to nie jestem w stanie pokonać obecnej średniej czyli... 12,5 km/h. Podjazd przed Kotowicami jadę z prędkością 5-6 km/h... Jeszcze próba ratowania się batonikiem, ale wiem, że to nic nie pomoże.

W Górze Włodowskiej znów skręcamy w  teren i zaczynają się poszukiwania ciekawostek w kamieniołomach :-)

Kamieniołom © djk71
Podjadę © djk71

Po chwili docieramy na parking i nie ma już mowy o żadnej dodatkowej pętelce... Ja bym już nie dał rady.

Zaraz meta © djk71

Zmęczony, zły na swoją kondycję (ale co się dziwić jak się nic nie robi, a waga wskazuje prawie 100kg), ale zadowolony, że udało się mimo wszystko pojeździć. I spędzić miło dzień. Dzięki Krzychu :-)


Rower na wieszak
Finałowa edycja Bike Orient, czy Silesia Race? Trudno zdecydować się co wybrać. Pierwszy to klasyk, czyli obecność obowiązkowa. Drugi to nowość, do tego blisko i znajomi się tam wybierają. Koniec końców wybieram jednak BO, ostatnia chyba możliwość spotkania tylu znajomych w tym roku. W ostatnim terminie wpłacam tańsze wpisowe i... dwa dni później rozkładam się zupełnie. Jeszcze walczę przez kilka dni w pracy, ale już nie mogą tam mnie znieść więc w końcu idę do lekarza i... łóżko...

Czyli nie jadę ani tu, ani tu... :-( Czyli nawet nie będzie okazji pożegnać się ze ze znajomymi, zamknąć sezonu. Bo nie sądzę, aby udało się jeszcze gdzieś w tym roku pojechać...

Czas rower powiesić na haku. Szczególnie, że jest gdzie :-)

Rower wisi © djk71

Mam nadzieję, że nie do wiosny. Że uda się go dosiąść wcześniej ;-)

Powodzenia dla tych co dziś startują i do zobaczenia!