Wpisy archiwalne w kategorii

Orientuj się

Dystans całkowity:8966.26 km (w terenie 3887.80 km; 43.36%)
Czas w ruchu:571:28
Średnia prędkość:15.69 km/h
Maksymalna prędkość:71.63 km/h
Suma podjazdów:935 m
Maks. tętno maksymalne:203 (144 %)
Maks. tętno średnie:175 (91 %)
Suma kalorii:8223 kcal
Liczba aktywności:98
Średnio na aktywność:91.49 km i 5h 49m
Więcej statystyk
AktywnośćBieganie Dystans30.26 km W terenie25.00 km Czas w ruchu04:21 Vśrednia8:37 min/km VMAX5:10 min/km Podjazdy171 m
Tętnośr.165 TętnoMAX180 Kalorie 2681 kcal Temp.9.0 °C SprzętTrabuco8GTX
LiszKor, czyli powrót do orientacji, tym razem biegowo :)
Pomyśleć, że kiedyś miesiąc bez zawodów na orientację to był miesiąc stracony. Co ja mówię miesiąc, czasem było kilka imprez w miesiącu, a czasem nawet i dwie w jeden weekend. Było tego trochę ;-) 

W ostatnich 2-3 lataach był pomysł żeby wrócić do tego typu zawodów, ale...  to treningi lub zawody biegowe (dotychczas głównie startowałem rowerowo), to pandemia i jakoś tak nie wyszło. Wczoraj w nocy wróciłem z tygodniowej, mocno męczącej delegacji i przypomniało mi się, że po sąsiedzku w weekend jest rozgrywany Liszkor. Kiedy jakiś czas temu pojawiło się info o zawodach miałem nadzieję, że uda mi się namówić kogoś ze znajomych, ale jakoś się nie udało. Teraz gdy spojrzałem na trasy od razu odrzuciłem rower - 150 km nie do zrobienia, a 50 też wyglądało na męczące - straszne, kiedyś bym nawet na krótką trasę nawet nie spojrzał - starzeję się :-) 

Za to w oko wpadły mi trasy piesze - 15, 25 i 50 km. Skoro i tak planowałem zrobić trening to pomyślałem, że mogę to zrobić na zawodach. Zapisałem się na 15 km. Niewielkie mam doświadczenie w orientacji w wersji biegowej więc uznałem, że wystarczy. I wystarczyłoby, gdyby wieczorem Monika (organizatorka) nie wyśmiała mnie, że będę startował z dziećmi. No i przepisałem się 25 km. Jednak łatwo mnie namówić do głupot... :-) 

Rano przyjeżdżam do bazy. Mnóstwo znajomych, choć jeszcze więcej już na długiej trasie rowerowej. Szkoda, że nie miałem się z nimi okazji spotkać. 
Krótkie rozmowy, odbiór numeru startowego, karty do podbijania punktów - lubię jednak ten klimat - i czas się przygotować.

Przebieram się, jak zwykle nie do końca wiedząc co na siebie włożyć, skoro jest (i ma być) chłodno. Ostatecznie wybieram długi wariant odzieży i przeciwdeszczówka do plecaka. 
Chwilę przed jedenastą odprawa, dostajemy mapy, rysuję planowaną trasę - chwila wątpliwości w jakiej kolejności zaliczyć punkty 21, 22, 11 i 50. Ostatecznie coś kreślę i ruszam. 

PK 23 - Rozłamany dąb
Biegnę spokojnie (tak mi się wydaje) bo wiem, że przede mną długi dzień (limit chyba do 19:00). W Miasteczku Śląskim, gdzie jest baza zawodów, ludzie wybierają różne warianty, ja póki co ten bezpieczny. Dobiegamy prawie do torów, zakręt i po chwili ktoś z biegnących znajduje punkt. Nie lubię początków tras, bo mimo, że każdy może wybrać dowolny wariant trasy to zwykle jednak kilka osób wybiera podobny i jest tłok. Z jednej strony fajnie, bo tak jak tu od razu trafiam za kimś na punkt, z drugiej jeśli ktoś popełni błąd to wszyscy za nim ślepo biegną lub jadą. 

PK 32 - Kikut brzózki
Punkt nad Chechłem więc biegnę praktycznie bez mapy, wiem gdzie go się spodziewać. Niestety zaczynają mnie boleć piszczele. Niedobrze, zbyt mocno zacząłem? Na szczęście kiedy jestem przy punkcie ból mija. 

Chechło © djk71

PK 24 - Cypel, a właściwie Drzewo przy mostku
Do punktu wciąż biegniemy w kilka osób. Może nie razem, ale gdzieś tam mamy się w zasięgu wzroku. 
Chwilę trwa szukanie punktu. Niby rozświetlenia na mapie powinny pomagać, ale nie zawsze jestem tego pewien ;-) 

PK 44 - Bunkier, drzewo obok
Biegniemy dalej. Znów kilka osób przede mną. Odbijając w stronę bunkra widzę, że koncepcje się nieco różnią. 
Przestaję patrzeć na innych i biegnę swoje. Po chwili jest i bunkier. 

Jest i bunkier © djk71

Podbijam punkt i chyba z zadowolenia, że go znalazłem ruszam w przeciwną stronę niż powinienem. Nadrabiam kawałek, ale po chwili jestem na właściwej trasie. 

PK 52 - Góra
Widzę rowerzystów, którzy zostawiają rowery na dole i podbiegają na punkt. Zawsze mi się wydawało, że te rowery tylko przeszkadzają. :) 

PK 36 - Narożnik ogrodzenia
Wybiegam z poprzedniego punktu, biegnę na azymut i nieco myli mnie ścieżka, na którą wbiegam. W efekcie cofam się i dobiegam do szosy. Nie tak to miało być. Tym razem pewnie nadrabiam z kilometr. 

Podbijam punkt i chwilę później trafiam na bufet. Witam się z dawno niewidzianymi gospodarzami bufetu i... mam chęć na kiełbaskę z grilla. Jadąc rowerem pewnie bym wziął, biegnąc nie ryzykuję. Częstuję się bananem i biegnę dalej. Ale bufet wypasiony. 

Na bufecie bogato © djk71

PK 41 - Górka (hałdka)
Z lekkim zaskoczeniem dojeżdżam do kolejnego punktu, nie zorientowałem się wcześniej, że to przy zalanej kopalni. Lubię to miejsce. 

Pasieki © djk71

PK 76 - Pień na skarpie
 Biegnąc do kolejnego punktu zastanawiam się kiedy tu byłem ostatni raz. Dawno. Tym razem nawet nie muszę szukać, stojący przy punkcie zawodnicy wołają do mnie z daleka. 
Chwile później ja pomagam innym. 

Mostek i nie tylko © djk71

Naprawdę dawno tu nie byłem. 
Kolejna woda © djk71

PK 50 - Duży pień
Biegnąc do następnego PK z niepokojem obserwuję niebo. Już wcześniej trochę kropiło, ale to wygląda gorzej. 

Będzie padać © djk71

I rzeczywiście po chwili muszę wyciągnąć kurtkę. 
Na dodatek muszę biec nieco dookoła, bo przede mną zamiast ścieżki szkółka leśna. 

PK 22 - Karpa
A co to jest karpa? Na szczęście coś mi się kojarzyło i po chwili jestem na punkcie :-) 

PK 11 - Drzewo z hubami
Biegnę dalej. Znów ciepło. Rozpędzam się i mijam punkt, ale szybko się reflektuję i po chwili robię kolejne dziurki na karcie. 

PK 21 - Trzy tańczące drzewa
Jeszcze tylko jeden punkt. W okolicy huty cynku. Kiedyś huty cynku i ołowiu. 
W kilku miejscach mam wątpliwości, czy na pewno dobrze wybieram ścieżki. Jest ich więcej niż na mapie.
Po drodze ciekawe widoki.

A cóż tu będzie? © djk71

Do punktu docieram jednak bez problemu. Nie wiem czy drzewa są trzy, ale jedno na pewno :)

Tańczące drzewo © djk71

Meta
Pozostaje dobiec do mety. Ciepło.

Rozpogodziło się © djk71

Pozostało mi ok. 3 km, czyli będzie więcej niż planowane 25. Ostatecznie wychodzi 30 km. Zmęczony, ale zadowolony. Nawet czas nie taki zły. 
Zjadam ciepłą zupę, coś słodkiego, uzupełniam płyny i pora się zbierać. Tylko, że nie chce się stąd wyjeżdżać, więc jeszcze rozmowy ze znajomymi, ale w końcu trzeba powiedzieć dość i.... zaplanować start w kolejnej imprezie. Oby tak samo dobrze zorganizowanej jak ta. :-)

Naprawdę chcę © djk71



AktywnośćJazda na rowerze Dystans80.30 km Czas w ruchu04:45 Vśrednia16.91 km/h VMAX43.92 km/h Podjazdy317 m
Tętnośr.156 TętnoMAX182 Kalorie 2537 kcal Temp.20.0 °C SprzętSuperior 929
Orient Akcja
Kolejna edycja Orient Akcji.

Orient Akcja © djk71

Od początku roku w planach, ale wiem jak moje plany wychodzą więc i teraz się nie nastawiałem zbytnio. Ostatecznie okazuje się, że jadę. Wstaję wcześnie, tak żeby o szóstej wyjechać i mieć sporo czasu przed startem. Zapominam dokumentów, powrót do domu. Na "jedynce" przebudowa drogi, po jednym pasie w każdą stronę. Ostatecznie docieram do bazy tak, że idealnie zdążam się przygotować, przebrać, odebrać numer startowy i bony na jedzenie.


Zdjęcie by Renata :-)

Rower gotowy.

Rower gotowy © djk71

Jest też chwila żeby zamienić choć po kilka słów ze znajomymi, których tu nie brakuje. Na dłuższe rozmowy nie ma czasu, na testową przejażdżkę też nie, a szkoda, bo przynajmniej bym ogarnął położenie dróg obok bazy.

Start
Ustawiamy się na starcie (bez rowerów). Sporo rowerzystów. Za chwilę na ziemi przed każdym z zawodnikiem położona zostanie mapa.

Czekamy na mapy © Ewa Redo

Będziemy mogli ją zobaczyć dopiero na hasło, równocześnie. Mapa A3 w skali 1:60 000. Zaznaczone są 24 punkty kontrolne. Ci którzy zaliczą od 1 do 13 (dowolnych spośród wszystkich) będą klasyfikowani na trasie Mega, ci którzy znajdą 14 i więcej na trasie Giga.
Jeszcze rano nie byłem pewien, którą trasę będę próbował przejechać. Czy komplet (ok. 120 km), czy tylko  krótszą wersję (ok. 60 km). Limit czasu 8:30h. Kiedy tu przyjechałem już podjąłem decyzję - dziś tylko Mega. Za mało jeżdżę żeby się porywać na całość.

Trwa odprawa © djk71

Odwracamy mapy. Rysuję trasę.


Zdjęcie by Xzibi Aries :)

Jak zawsze łatwo nie jest. Wybieram punkty z dolnej części mapy. Przyjrzyjcie się opisom punktów - da się? Da. A nie tak jak czasem: drzewo, drzewo, ścieżka, drzewo, ścieżka, koniec ścieżki, drzewo... Tu aż się chce szukać :-)
Ruszam.


Zdjęcie by Renata :-)

PK 10 - przy norze
Pierwszy miał być punkt piąty ale jakoś dziwnie spojrzałem na kompas i wyjechałem nie tą droga, którą chciałem. Kręcę i próbuję się zorientować gdzie jadę. Na dziesiątkę. Nie jest źle, bo tym punktem chciałem zakończyć, najwyżej pojadę w odwrotnym kierunku. Przede mną kilka osób. Zatrzymuję się z nimi zaczynamy szukać punktu. Nie ma. Coś jest nie tak. Cofam się i jeszcze raz mierzę. Niby dobrze. Po chwili okazuje się, że miejsce od którego mierzyłem, to nie to, o którym myślałem. Punkt jest dalej. Dojeżdżam i inni zawodnicy wskazuję mi kierunek. Super. Wtopa na dzień dobry.

PK 8 - wyrobisko
Próbuję nadgonić czas. Wyprzedzam chłopaków, których spotkałem na dojeździe do poprzedniego punktu. I tak wybierają inną drogę. Po chwili znów się mijamy, na punkcie jednak jestem pierwszy mimo, że trochę go przestrzeliłem.

PK 11 - zachodnia krawędź cmentarza
Wyjeżdżam na asfalt. Albo jestem taki słaby, albo wieje. Do tego świeci słońce. Wiem, że niektórzy się z niego cieszą, ja nie lubię. Odmierzam odległość i wjeżdżam... w złą przecinkę. Zawracam i znów muszę się cofnąć. Dojeżdżam do cmentarza i lewdo go zauważam. Do raczej pozostałości cmentarza. Jest punkt.

Pozostałości cmentarza © djk71

Przykry to widok © djk71


PK 4 - południowy skraj wrzosowej polanki
W drodze do kolejnego punktu kolega, z którym spotkaliśmy się na cmentarzu zawraca. Spadł mu mapnik, nawet się nie zatrzymuję, nie mam ani zipów, ani taśmy, nie bardzo byłbym tym razem pomocny. Trzeba pamiętać żeby uzupełnić narzędzia na przyszłość.
Spotykamy się przy punkcie.

PK 9 - pod hubą (kikut drzewa)
Droga na dziewiątkę nieco zagmatwana na mapie, ale okazuje się, że do punktu trafiam bezbłędnie, zaliczając po drodze kilka mostków.

Prawie czerwony dywan © djk71

Kolejny most © djk71

Punkt na kikucie drzewa © djk71

PK 24 - zbocze nad rozlewiskiem
Wybieram dojazd asfaltem. Potem droga obok lokalnego boiska.

Do tej pory myślałem, że te słupki stoją tylko przy drodze © djk71

Fajne ograniczniki boiska © djk71

I ciekawe drzewa obok jeziorka.

Co się dzieje z tym drzewem? © djk71

Rozlewisko dość spore, ale tym razem dobrze odmierzam, choć kolega jadący z przeciwka upiera się, że też odmierzył dobrze i szuka kawałek dalej. Punkt jednak jest tam gdzie stanąłem. Tak na prawdę o pomyłkę jednak nie trudno. Na mapie różnica 1 milimetra to w terenie 60 metrów, a szukając w krzakach to już jest co chodzić :-) 

PK 3 - wał
Jadę znów lekko dookoła, ale dziś zdecydowanie bardziej wolę asfalt. Coś nie mam siły. Punkt prosty więc szybko podbity.

PK 1 - przy słupku w wyrobisku
Zgodnie z prognozami zaciemniło się i zaczyna kropić. Zakładam kurtkę. Walczę z piachem deszczykiem, i mierzeniem odległości.

I gdzie teraz? © djk71

Pomierzyłem dobrze i... przejechałem. Mistrz. Wracam. Oczywiście jest ścieżka i jest punkt. Za mną już (albo dopiero) ponad 40 km, a ja czuję potworne. Źle się czuję. Ciężko mi się kręci. Spróbuję jednak zaliczyć kolejne punkty.

PK 13 - brzeg bagna
Deszcz tylko postraszył i szybko zniknął. Do punktu dojeżdżam tym razem bez problemu. Podchodzę jednak ostrożnie, pamiętam już bagna z innych zawodów i... potrafią postraszyć... Pięknie tu.

Ślicznie tu © djk71

Trochę strasznie © djk71


PK 19 - wykrot nad strumykiem
Wybieram inny wariant dojazdu niż początkowo planowałem i coraz bardziej mam dość terenu. Zero kondycji. Mijam punkt, docieram do asfaltu i odmierzam odległość. Nie ma. Cofam się choć to niezgodne z odległością. Oczywiście punktu nie ma. Jeszcze raz patrzę na mapę i... przecież punkt jest na łuku strumyka. Czyli tam gdzie wymierzyłem. Oczywiście jest :-) Brawo Kawecki! Nie ma jak sobie nie wierzyć.

Rower też potrzebuje odpoczynku © djk71


PK 21 - skarpa nad zachodnim brzegiem wyrobiska
Po drodze muszę się zatrzymać. Boli mnie głowa. Czuję nudności. Fatalnie. Chwili przerwy i ruszam dalej. Przed punktem piaskowy podjazd. Wprowadzam rower. Punkt zaliczony.

Skarpa przy wyrobisku © djk71

PK 23 - brzeg jeziorka
Jeszcze dwa punkty. Najchętniej bym już wrócił do bazy, ale spróbuję.
Trafiam na kolejne podjazdy i piaski. Piaskownice... Szlag by to trafił.

Piach, piach, piach... © djk71

Ledwo żywy docieram do jeziorka. Krótkie szukanie i jest punkt.

Jeziorko w lesie © djk71

PK 5 - karłowata sosna
Patrzę na mapę i szukam alternatywy do drogi, którą tu dotarłem. Nie chcę już piachu. Trudno nadrobię trochę, ale może będzie łatwiej. I jest. Sporo asfaltu i do tego chyba z górki. Ostatni punkt. Mijam jeziorko i wracający z punktu zawodnicy wskazują mi gdzie go szukać. Podbity. :-)

Jest i karłowata sosna © djk71


Meta
Nabieram sił i gnam do mety jak wariat. Tak mi się przynajmniej wydaje :-) Oddaję kartę.


Zdjęcie by Renata :-)

Krótkie rozmowy, chowam rower do auta, przebieram się i idę coś zjeść. Wszyscy siedzą na zewnątrz knajpki ciesząc się słońcem. Ja mam go dość. Zostaję wewnątrz. Czas wracać.

Mimo złego samopoczucia pod koniec, totalnego zmęczenia, zrobienia 80 km zamiast 60 km jestem zadowolony, że przyjechałem. Świetny klimat, super organizatorzy, piękny teren... To lubię. :-)

AktywnośćJazda na rowerze Dystans57.66 km Czas w ruchu04:15 Vśrednia13.57 km/h VMAX33.48 km/h Podjazdy377 m
Tętnośr.129 TętnoMAX173 Kalorie 1626 kcal Temp.13.0 °C SprzętRR_29
Tropiciel 27
Kolejny Tropiciel, kolejny raz w Twardogórze. Byłem tu już siedem lat temu. Wówczas była to kompletna klapa. Chodzi oczywiście o nasz start, a nie o imprezę. Jak będzie tym razem? Zobaczymy. Tym razem startujemy w sześć osób. Dwie drużyny po trzy osoby, czyli ETISOFT BIKE TEAM 1 i 2. I znów mamy kolejnych debiutantów, a właściwie dwie debiutantki: Asię i Sławkę. Oprócz tego jest Darek, Tomek oraz Krzysiek, który w ostatniej chwili zastąpił Amigę, no i oczywiście ja :-) Super, że kolejne osoby z firmy zdecydowały się na start. Jak dobrze liczę to z Amigą i ze mną wystartowało już na tej imprezie 10 osób z firmy :-)

W bazie spokój © djk71


Przyjeżdżamy do Twardogóry po 22-giej. Rozpakowujemy się, składamy rowery.

Składamy rowery © djk71


Rejestrujemy się i widzimy, że łatwo nie będzie.

Na celowniku © djk71

Ja odbieram brązowe odznaki przysługujące trzykrotnym zdobywcom tytułu Tropiciela.

Są brązowe odznaki © djk71

Byłem więcej razy, ale niestety pierwsze imprezy były bez kompletu punktów. Co nie znaczy, że źle się bawiliśmy. Pomysłowość organizatorów, Super zadania na punktach, uśmiechnięci wolontariusze zawsze sprawiały, że były to świetne imprezy nawet jeśli dla nas kończyły się porażką.

Jest i brązowa odznaka © djk71

Start
Obie nasze drużyny (EBT 1 - Asia, Tomek i ja oraz EBT 2 - Sławka, Darek i Krzysiek) startują o tej samej porze: 0:20 (drużyny startują o różnych godzinach żeby uniknąć tłoku na punktach z zadaniami). Chłopaki przed startem postanawiają zaliczyć jeszcze Orlena więc na start docierają w ostatniej chwili.

Dostajemy mapy i zaczynamy planowania. Jak zawsze najwięcej czasu pochłaniają dyskusje nad tym czy jechać dookoła asfaltem, czy na skróty terenem ryzykując, że trafimy na piaski, błota itp. Kiedy już mamy narysowany wstępny plan orientujemy się, że trzy punkty są... zamienione. A dokładniej mówiąc wycinki map są pozamieniane miejscami.

Mapa z zamienionymi punktami © djk71

Jak się bliżej przyjrzymy to rzeczywiście ścieżki na krańcach okręgów nie do końca pasują do siebie.

Coś te ścieżki się nie schodzą © djk71

Zajmiemy się tym na trasie.

Punkt H - leśna ścieżka
Ruszamy. Za nami kilka osób. Jak zwykle przy wylocie z miasteczka uliczki nam się dwoją i troją, ale próbujemy trzymać kierunek wg kompasu. Wydaje nam się, że mijamy strzelnicę i jedziemy w kierunku punktu. Coś jest jednak nie tak. Oczywiście jak to zwykle na starcie zapomnieliśmy o pomiarze odległości, ale czujemy, że jesteśmy za daleko. I rzeczywiście zamiast wylądować na północnym zachodzie jesteśmy na północnym wschodzie. Decydujemy się nie wracać. Nie teraz. Ruszamy na PK A, a do PK H wrócimy potem.

Punkt A - przy stawie
Dojeżdżamy do asfaltu i mkniemy prosto do punktu. Przy punkcie dochodzą nas odgłosy rodem z kompanii karnej. Oddajemy karty startowe i zostajemy poproszeni o wytypowanie po jednej osobie z drużyny do zadania.

Wygląda groźnie © djk71

Upewniam się, że będzie proste i wybieram Aśkę. W tej sytuacji w drugiej drużynie ochotnikiem jest Sławka, która rusza jako pierwsza.

Będzie sie działo © djk71

Towarzyszący jej mundurowy głosem nieznoszącym sprzeciwu mówi, a właściwie krzyczy co ma robić... Hasła typu: "Twoja babcia by to szybciej zrobiła" są chyba najłagodniejsze z wszystkich... Sławka jednak dzielnie kończy zadanie.
Teraz Aśka - ta zaczyna od ustawienia mundurowego - niech wie kto tu rządzi :-) Jej zadanie odbywa się w większej ciszy ;-) Punkt zaliczony.

Punkt zaliczony © djk71

Punkt H - leśna ścieżka (drugie podejście)
Ruszamy jeszcze raz do H. Chwila dyskusji którędy, ale w końcu wybieramy najkrótszą drogą. I dobrze. Jest punkt i w prezencie dostajemy wafelki - Góralki :-) Tym razem bez zadania.

Punkt K - wiadukt
Trochę asfaltu i z radości zapominamy mierzyć odległość. Trochę moja wina, bo zapomniałem sobie ustawić ekrany z odcinkami na liczniku. Dobrze, że Tomek tego pilnuje - ja mierzę, on czuwa :-) Zjeżdżamy z drogi i dyskusja dookoła asfaltem, czy na skróty. Wybieramy skróty i... dostajemy trochę w kość. Ale humor nas nie opuszcza. Może jest krócej, al e na pewno nie szybciej. Dobrze, że przy punkcie trafiamy na inną ekipę bo pewnie jeszcze chwilę szukalibyśmy obsługi punktu, a to był punkt bezobsługowy :-)

Punkt G - Wzgórze Bożenki
Odnalezienie punkt G zawsze budzi wiele emocji :-)

Punkt G © djk71

Nam po raz kolejny już na Tropicielu jego odnalezienie nie sprawia problemu.  Większości z nas podoba się podjazd i w drodze powrotnej zjazd (większości :-) ) Gorzej nam idzie z samym zadaniem. Widać, że byliśmy grzecznymi dziećmi, bo strzelanie z procy to nie nasza domeną.

Trafię, czy nie? © djk71
Ja też spróbuję trafić © djk71
Nie jest to łatwe © djk71

Mnie też nie wyszło © djk71

Za karę Darek i Tomek robią przysiady i pompują.

Karne przysiady © djk71
Trzeba pompować © djk71

Karty podbite. Czas na selfie :-)

Cienie na twarzach rządzą :-) © djk71

Punkt F - pomnik myśliwego
Na mapie w tym miejscu jest Punkt B, ale wykazujemy się sprytem i odkrywamy złośliwą zamianę punktów przez organizatorów bez żadnego problemu. Za to na punkcie walczymy długo z kartami i znalezieniem jokera. Widać karty, podobnie jak proca, to też nie nasza domena :-)

Pograjmy w karty © djk71

Punkt L - przy stawie
Od jakiegoś czasu w kość nam dają na przemian piachy i błoto. Ale nie poddajemy się. Gdy tylko zauważamy, że morale któregoś z zawodników opada szybko stawiamy go do pionu ;-) Punkt zaliczony bez problemu. Tu również tylko lampion i perforator. 

Nad stawem © djk71

Rozjaśnia się. Widoki coraz piękniejsze.

Coraz jaśniej © djk71
Poranne mgły © djk71

 
Punkt B - przy stawie
To również zamieniony punkt - miał być C. Na miejscu musimy zdobyć kod do sejfu.

Sejfy zamknięte © djk71

Walczymy z fizyką i wodą. Tomek chyba najbardziej, bo wlewając wodę ro rynienki, którą trzyma chyba kilkukrotnie go oblewam. Po chwili hasło zdobyte.

I co z tym zrobić? © djk71

Sejf otwarty, w środku... perforator. Karta podbita.

Punkt D - leśna droga
Zgodnie z wcześniejszą sugestią Aśki analizujemy jeszcze raz mapę i postanawiamy zmienić kolejność zdobywania ostatnich punktów. Brawa za czujność.

I już jasno © djk71

Aż chce się jechać © djk71

I gdzie teraz? © djk71

O co chodzi? © djk71
Czas ruszać © djk71

Dojeżdżamy do Goli Wielkiej. Krzysztof dostrzega plan tras rowerowych w okolicy i dzięki temu do punktu docieramy jak po sznurku. Szacun Krzyś. Niestety rower Krzyśka zaczyna być niegrzeczny. Nie dość, że zrzuca swojego jeźdźca to jeszcze sugeruje (głośno), że ma dość. Udaje się go jednak ponownie uruchomić i docieramy do punktu.
Tu czeka nas zadanie historyczne - próbujemy pewne fakty historyczne poukładać we właściwej kolejności. Łatwo nie jest. Za karę Tomek bawi się analogowym tetrisem. Widać, że ma to opanowane :-)

Analogowy tetris © djk71

Punkt C - przy stawie
Ostatni z zamienionych punktów.

Lubię takie wiadukty © djk71

Tu mamy do wyboru zadanie inspirowane wspinaczką (to wybierają nasi koledzy), nurkowaniem (to my) i... czymś jeszcze, ale nie pamiętam czym.
Aśka wczuwa się w rolę nurka  i sprawnie w asyście Tomka zalicza zadanie.

Ładne okulary © djk71
I którędy teraz? © djk71
Tomek naprowadza Asię © djk71
Już prawie u celu © djk71


Punkt E - leśna droga
Wyjeżdżając z zamienionego punktu nieco się gubimy i trafiamy na niewłaściwy przejazd. Źle, bo czasu do końca limitu (8h) coraz mniej. Korygujemy trasę i trafiamy we właściwe miejsce. Wcześniej trafiamy na sforę kolorowych bezdomnych psów. Na szczęście kończy się bez problemów. Na punkcie do rozwiązania zadanie logiczne. Jesteśmy już bardzo zmęczeni, bo liczenie nam nie wychodzi. Ostatecznie udaje się, ale łatwo nie było. Co prawda mogliśmy od początku zrezygnować z główkowania i zamiast tego zająć się degustacją robali, ale postanowiliśmy wytężyć umysły. Punkt zaliczonym ale ekipa i tak postania spróbować nowych smaków.

Pyszne robaczki © djk71


Mnie smakują.... © djk71

Meta
Teraz tylko pozostaje dojechać do mety. Dojeżdżamy w limicie czasu. Chyba nawet mamy jakieś pół godziny zapasu. Czas nie jest może rewelacyjny, ale cel osiągnięty. Zdobywamy tytuły Tropicieli. :-)
Wszyscy stwierdzamy, że tym razem trasa była trudniejsza. Głównie jeśli chodzi o teren. Zadania były super. Pogoda też dopisała, bez deszczu i cały czas około 10-13 stopni.

Pakujemy rowery i idziemy coś zjeść. Potem prysznic i oczekiwanie na zakończenie. Część naszej ekipy jedzie do domu wcześniej, Krzysiek z Darkiem ucinają drzemkę na sali, a ja krążę po bazie i okolicy.

Czas odpocząć © djk71

Tradycyjnie nie ma nagród za pierwsze miejsca, za to jest losowanie wśród wszystkich uczestników.

I losujemy nagrody © djk71

Kiedy już wydaje się, że będziemy wracali z pustymi rękoma okazuje się, że ostatnia z nagród trafia do mnie :-) Wygrywam teczkę na laptopa i nie tylko :-)

Wygrałem :-) © djk71

Ciekawa torba :-) © djk71

Pora wracać do domu. Dziękujemy organizatorom za kolejną super imprezę i... mam nadzieję, że do zobaczenia w październiku ;-)
Wielkie dzięki oczywiście wszystkim moim towarzyszom i towarzyszkom na trasie. Bawiłem się super.
AktywnośćBieganie Dystans14.30 km Czas w ruchu01:58 Vśrednia8:15 min/km VMAX4:54 min/km Podjazdy 70 m
Tętnośr.173 TętnoMAX185 Kalorie 1379 kcal Temp.10.0 °C SprzętXT7
Dębowy Włóczykij - Pięknowłosi rządzą ;-)
Dwa lata temu wystartowaliśmy z Igorem na Dębowym Włóczykiju (rajd na orientację) i... zwyciężyliśmy w kategorii rodzinnej. W zeszłym roku Igor był na turnieju, a my wraz z nim więc nie udało się obronić tytułu. W tym roku plany też były inne, ale ponieważ się zmieniły i we wtorek były jeszcze miejsca na liście startowej to... szybka konsultacja z synem i... zapisujemy się. Na trasę pieszą rodzinną - ostatni raz się Igor łapie wiekiem ;-)

Pomysł zupełnie bez sensu, bo w niedzielę Wings For Life więc ten tydzień miał być odpoczynkowy. Od poniedziałku jakoś się nie udaje. Najpierw przesadziłem z siłownią, wczoraj ze spacerowaniem, więc co tam można jeszcze dodać zawody na dwa dni przed startem ;-)

Pogoda od rana średnia. Chłodno i mży. Tradycyjnie nie wiadomo w co się ubrać.
Idziemy po pakiety startowe, zakładam kurtkę, najwyżej potem ją ściągnę.

Start
Dostajemy mapę. Skala 1:20 000, 15 PK do zaliczenia + kilka zagadek na punktach, każda warta dodatkowy punkt przeliczeniowy.

Mamy mapy © djk71

Rysujemy trasę pilnując po której stronie rzeki są punkty. Mamy kilka wątpliwości, szczególnie "piątka" jest nam nie po drodze, ale zobaczymy, najwyżej po drodze coś zmienimy.

Planujemy trasę © djk71


PK 2 Drzewo
Ruszamy truchtem. Widzimy ludzi biegnących jakby od PK9, ale przecież on jest po drugiej stronie rzeki. Albo rzeka jest węższa niż myślałem, albo jej nie zauważyli :-). Punkt zaliczony bez problemu.

PK 7 Barierka
Punkt w pobliżu. Wbiegamy na wiadukt kolejowy i chwilę przed nami chłopak z trasy rowerowej przelatuje przez kierownicę. Wygląda źle, ale podnosi się. Mówi, że jest ok, jest z rodziną więc zaliczamy punkt i biegniemy dalej.

PK 9 Grube drzewo
Na mapie mamy zaznaczoną dwunastkę, ale ścieżka obok rzeki wygląda obiecująco więc zmieniamy plany. Dobiegamy w okolice punktu i nie możemy znaleźć drzewa. Nie tylko my. Igor spogląda na mapę i zwraca uwagę, że jesteśmy za głęboko w lasku. Cofamy się i jest.

PK 12 Białe drzewo pośród czarnych
Chwila zawahania, czy to ścieżka, czy droga do gospodarstwa, ale jednak droga. Po chwili jest i punkt i zagadka o małpkach. Robimy zdjęcie i zostawiamy ją sobie na późnej.

Pierwsza zagadka © djk71

PK 5 Rozłożyste drzewo
Tu też zmiana planów, bo najpierw miała być ósemka, ale piątka wydaje się być bardziej po drodze. Dobry pomysł Igora. Punkt znaleziony  bez problemu.

PK 8 Drzewo
Zmieniamy brzeg rzeki za wcześnie i chwila zagubienia, ale szybka korekta i jest kolejny punkt. Zaczyna mi być ciepło.

PK 6 Drzewo dziura pod rurociągiem
Kolejny punkt łatwy do znalezienia i kolejna zagadka.

Kolejna zagadka © djk71

PK Z1 Tablica edukacyjna
Teraz dobiegamy do tablicy przy jak dobrze pamiętam plaży miejskiej. Kolejne zadanie przed nami.

Biedronczeki są w kropeczki © djk71

Trochę ciekawostek © djk71

PK 3 Rurociąg, 10 m na zachód od pieska i ludzika lego
Chciałem się rozebrać, bo mi ciepło, ale po wejściu na wał czuję wiatr i kolejny powiew zimna. Zostaję w kurtce. Zastanawiamy się gdzie przekroczyć rzekę, jeden z kolegów, z którym mijamy się na trasie wybiera skręt w prawo, my w lewo. Potem okaże się, że wybraliśmy lepiej. Igorowi się tak dobrze biegnie w terenie, że mija widoczny z daleka punkt. Wraca, podbijamy punkt i czas na kolejny.

PK 11 Rozłożyste drzewo
Obiegnięcie stawu wygląda w praktyce gorzej niż na mapie, ale dajemy radę. Co więcej wybiegnięcie z punktu też nie jest łatwe.

PK 10 Drzewo nad rzeką
W końcu udaje się trafić na właściwą drogę. Za torami mamy skręcić w prawo, tylko torów nie ma. Ale jest rzeka więc skręcamy. Po chwili mamy punkt. Przedostatni.

PK 4 Ścięte drzewo
Chwila wątpliwości którą ścieżką. Ja proponuję tą z mapy, choć ludzie są gdzie indziej. Ale nie wiemy czy mają rację. Chyba mieli, ale my też, tylko przebiegliśmy trochę dłuższą drogę. Kolejna zagadka.

I ostatnia zagadka © djk71

Meta
Przed nami ostatni odcinek więc pora rozwiązać zagadki. Nie mamy z tym większych problemów, jedynie prędkość kotów musimy sprawdzić w necie, ale jest to dozwolone. Okazuje się, że nie dla wszystkich zadania były tak proste.
Dobiegamy i okazuje się, że jesteśmy w pierwszej dziesiątce. Potem dowiadujemy się, że rzeczywiście :-) Nawet na pierwszym jej miejscu.

Mamy pierwsze miejsce :-) © djk71

Jesteśmy na podium © djk71

Witamy się ze zmarzniętą Anetką, jemy kiełbaski i czekamy na dekorację.

Zaraz potem trzeba wracać do domu.
Udane zawody. Wielkie dzięki dla organizatorów oraz wszystkich naszych rywali. I oczywiście dla Anetki za doping i zdjęcia.



AktywnośćBieganie Dystans26.27 km W terenie20.00 km Czas w ruchu04:27 Vśrednia10:09 min/km VMAX4:58 min/km
Tętnośr.167 TętnoMAX189 Temp.4.0 °C SprzętSalomon XA Enduro
SilesiaRace 2019 - Jaworzno
SilesiaRace - ostatni raz startowałem tu dwa i pół roku temu w Kuźni Raciborskiej - wtedy z Alą wybraliśmy trasę przygodową. Była super zabawa. Pierwszy raz (choć wtedy to nie było chyba jeszcze pod taką nazwą) byłem na imprezie u Marcina w 2011 - wtedy byłem w szoku gdy od startu wiele osób zaczęło biec... dla mnie bieganie było wtedy BE :-). Tak czy owak zawsze było świetnie.

Tym razem gdy padł pomysł startu w Jaworznie od razu się zapaliłem do tego. Do tego kilka innych osób z firmy też. Problemem był wybór trasy. Bieg, rower, czy może jednak przygodowa? Adasia i mnie kusił miks biegania, pedałowania i pływania kajakiem. Dziewczyny jednak przekonały nas, że kajak w lutym to może nie jest najlepszy pomysł. Stanęło na trasie pieszej 25 km.

W sobotni poranek w Jaworznie spotykamy się w piątkę. Oprócz mnie chyba tylko Ania ma wcześniejsze doświadczenie w szukaniu lampionów, choć tylko rowerowo. Dla Celiny, Teresy i Adam to chyba debiut. Klasyfikacja solo, ale można się poruszać w grupach. Decydujemy się szukać punktów razem.

Etisoft Running Team przed startem w bazie © djk71

Oczywiście będziemy starali się zaliczyć wszystkie punkty w jak najlepszym czasie, ale stawiamy głównie na zabawę i integrację ;-)

Odprawa i start
Przed startem spotykam kilka dawno nie widzianych osób, udaje się chwilę porozmawiać. Po chwili zaczyna się odprawa. Marcin opowiada co nas czeka na trasie.

Multimedialna odprawa © djk71

Po chwili wychodzimy na zewnątrz i dostajemy po dwie mapy i opis punktów. Teraz szybkie planowanie trasy - nie do końca szybkie, bo kiedy my kończymy planowanie, na starcie już chyba nie ma nikogo. Trudno, dogonimy ich... :-) Chyba :-)

No to zaraz zaczynamy © djk71


PK1 - pomnik - Ostatnie drzewo z rzędu, drzew na SW od pomnika
Biegnąc w stronę pierwszego punktu przecinamy velostradę. Robi wrażenie, choć Teresa od razu sprowadza nas na ziemię informując, że to tylko kilka kilometrów. Dobre i to na początek.
Właściwie nie muszę patrzeć na mapę, bo punkt jest ewidentny i nasza gospodyni prowadzi nas do niego bezbłędnie.

W sumie nawet nie wiem co to za pomnik © djk71

Na miejscu mała kolejka, ale to normalne na początku trasy.

W kolejce do... drzewa :-) © djk71

PK2 - koniec alejki - Ostatnia ławka po N stronie alejki
Tu już patrzę na mapę, biegniemy kawałek velostradą, a potem na skróty. Na chwilę zatrzymują nas światła, ale po chwili znów pędzimy do punktu.

Gdzieś na końcu alejki jest punkt © djk71

Ciepło. Bardzo ciepło. Gdy przyjechaliśmy do bazy, to stojąc przy aucie było dość chłodno i każdy założył na siebie coś więcej niż chyba pierwotnie planował. Przy punkcie część z nas się rozbiera.

PK 3 - geosfera - Budynek dyrekcji GeoSfery
Geosfera brzmi dla mnie dość intrygująco. Kojarzy mi się z czymś wokół ziemi. Biegniemy po raz kolejny skrótem.

Na skróty © djk71

Pieszo można sobie na więcej pozwolić niż rowerem. Geostrefa okazuje się miejscem gdzie można miło i aktywnie spędzić czas.

Część edukacyjna © djk71

Tam gdzieś jest punkt i ciasteczka © djk71

Podbijamy punkt i częstujemy się ciasteczkami. Okazuje się, że była nawet herbata, ale tego nie zauważyłem.

Mamy kolejny punkt © djk71

PK 4 - róg lasu
Tu już mniej oczywisty punkt, ale i on po chwili biegu jest naszym łupem. Teraz przed nami zmiana mapy.

PK A - Tablica z planetą Merkury - Z tyłu tablicy
Tym razem biegniemy w okolice jakiegoś zbiornika wodnego w kamieniołomach. Miejsce wygląda ciekawie (z tego co potem zobaczę na mapie jest tu nawet centrum nurkowania). Przez chwilę zaczynam się czy zacząć od punkt A, czy B, w końcu wybieramy pierwszy wariant.

Ładne miejsce © djk71

Żeby nie było za łatwo mamy po drodze schody. Super ;-) Nie wiem, czy ekipie tak dały w kość, czy też wręcz przeciwnie nawet ich nie zauważyli, bo punkt też mijają i biegną dalej. Czasem warto poczytać, co jest w opisie :-)
Wracamy tymi samymi schodkami, a kawałek dalej będą kolejne :-)

W dół jest łatwo © djk71


A skąd tu wydra? © djk71

I ruszamy na kolejny punkt © djk71

PK B - Meander strumienia - Na N od drogi, Po E stronie strumienia
Następny lampion blisko, problem pojawi się po jego podbiciu, bo trzeba będzie się przedostać na drugą stronę strumyka.

I co teraz? © djk71

Jakoś damy radę © djk71

Nikt nie mówił, że będzie łatwo © djk71


Łatwo nie jest © djk71

Ciekawe kto wpadnie © djk71

Jest wesoło :-). Postanawiamy uzupełnić przy okazji kalorie.

PK C - Szczyt górki
Szczyt wzniesienia, choć nie jest tuż przy ścieżce nie sprawia problemu.

Punkt na górce © djk71

Większym problem jest momentami ścieżka. Robi się coraz cieplej i wszystko zaczyna się topić.

PK D - Skrzyżowanie rowów
Za nami już 14 km i ponad dwie godziny w terenie. Czuć lekkie zmęczenie, bieg zaczyna się zmieniać w marszobieg. Docieramy do skrzyżowania gdzie spotykamy Monikę z ekipą. Nie trafili do punktu i próbują go wziąć z drugiej strony. Moim zdaniem trudniejszej, bo tutaj do punktu nie prowadzi żadna ścieżka. Inna sprawa, że my też planujemy atak od północy.
Na odprawie nie usłyszałem w jakiej skali jest ta mapa, a na trasie nie zauważyłem podziałki :-( W efekcie biegniemy trochę na czuja. Wydaje mi się, że powinniśmy skręcić w prawo, ale chyba zbyt cicho wyraziłem swoje zdanie i pobiegliśmy dalej. Niestety punktu nie ma :-(
Jeszcze raz spoglądam na mapę i... rzeczywiście pobiegliśmy do kolejnej przecinki. Teraz trzeba naprawić błąd. Próbujemy ataku od południa. Poruszamy się lewą stroną strumienia, jest mokro, ale dajemy radę.

W końcu go mamy © djk71

Na miejscu kolejne ćwiczenia fizyczne :-)

Kolejna przeprawa © djk71

PK E - Szczyt górki
Biorąc pod uwagę, że droga do punktu była właściwie na azymut, do następnego też ruszmy w ten sam sposób. Jest trochę śmiechu, ale w końcu docieramy do ścieżki. Teraz w lewo, potem w prawo, potem znów w lewo, pod górkę i po raz kolejny dziś dziurkujemy karty. Jakie to proste... kiedy się czyta popijać kawę w ciepłym mieszkanku. Tymczasem z nami już prawie 18 km i 3 godziny walki ;-)

PK F - Brzeg jeziorka
Chwila asfaltu, niby łatwiej, ale chyba wolę ( i ekipa też) teren. Jest ciekawiej (i nie ma samochodów).
Do jeziorka docieramy bez problemów. Jeszcze tylko trzeba znaleźć punkt, ale za drugim podejściem mamy go.

PK G - Drzewo - Po W stronie ogrodzenia (na zew. ogrodzenia).
Na hasło, że teraz będziemy szukali punktu G dziewczyny bardzo się ożywiają. Słychać komentarze "Ciekawe jak Wam pójdzie".
Poszło doskonale. Trafiamy bezbłędnie.

PK 5 - skrzyżowanie szlaków - Tablica informacyjna, z tyłu
Koniec punktów z mapy dodatkowej. Wracamy na mapę główną. Ekipa rusza, my z Celiną zamykamy tyły. Rozmowy o dzieciach i szkołach tak nas pochłaniają, że kiedy dobiegamy do punktu... nawet nie zauważam tego i prawie zapominam podbić punkt.
Dobra, to już końcówka ale trzeba być skupionym do końca.

PK 6 - między laskami - Rozłożyste drzewo
Teraz biegniemy na przełaj po zaśnieżonym polu.

Przez pola... © djk71

W lecie nie bardzo by to było możliwe. Tereska chyba widząc, że tempo spada karmi nas żelkami. Po chwili jesteśmy przy punkcie. Dzięki dziewczynom, z którymi mijamy się od jakiegoś czasu przy punktach nie musimy się zastanawiać, które to drzewo.

PK 7 - muzeum - Trzy punkty w muzeum 7A, 7B, 7C
Muzeum - prosty punkt, a właściwie punkty, tyle że najpierw trzeba zmierzyć się z kolejnymi podbiegami ;-) Dajemy radę. Wbiegamy do miasta.

Oryginalny pomnik © djk71
Rynek w Jaworznie? © djk71

Po chwili trafiamy do muzeum. Bez biletów mamy okazję je pozwiedzać.

Czas na zwiedzanie © djk71

Wygląda ciekawie, ale dziś nie ma czasu na zagłębianie się w historię.

Ciekawie, ale nie ma czasu © djk71

Mimo to ciekawy pomysł ;)

PK 8 - galeria handlowa - Klub fitness, Fabryka Formy, przy wejściu
Ostatni punkt też ciekawy - galeria handlowa. Biegniemy jakbyśmy właśnie wyczytali w gazetce promocyjnej, że dziś dają 3 kostki masła w cenie dwóch ;-) Budzimy zainteresowanie tych którzy przyszli tu na zakupy (albo żeby "ciekawie" spędzić weekend). Wewnątrz okazuje się, że punkt jest na piętrze, ale tym razem zamiast podbiegu mamy ruchome schody ;-).

Meta
Znów jesteśmy na velostradzie. Teraz już tylko trzeba dobiec do mety. Ostatnie dwa kilometry. Jest super, mamy komplet. Na mecie meldujemy się godzinę przed końcem limitu czasu. W sumie była tylko jedna wtopa (PK D). Jak na biegowy debiut wyszło dobrze. Ale czujemy zmęczenie. Spore zmęczenie. Czas na posiłek. Chwilę później część z nas decyduje się na szybki prysznic, część postanawia skomponować się zapachami z resztą uczestników :-)

W oczekiwaniu na zakończenie przeglądamy zdjęcia, dzielimy się wrażeniami z innymi uczestnikami, wreszcie zastanawiamy się co zrobimy w domu po wyjściu z wanny ;-)
W naszej drużynie Celina okazuje się szczęściarą losując nagrodę - super, należało jej się. To chyba jej najdłuższy dystans ;-)

Brawa dla wszystkich i... coś czuję, że to nie był nasz ostatni raz na takich zawodach. Co prawda kalendarze mamy pełne na ten rok, ale... kto wie.... ;-)
Ania, Celina, Teresa, Adam - dzięki wielkie za super zabawę i wzajemne wsparcie na całej trasie :-)

AktywnośćJazda na rowerze Dystans57.60 km W terenie41.00 km Czas w ruchu03:41 Vśrednia15.64 km/h VMAX32.18 km/h
Tętnośr.141 TętnoMAX180 Temp.9.0 °C SprzętRR_29 Uczestnicy
Tropiciel 26
Nie pamiętam, który to już mój Tropiciel, ale ten w najliczniejszym towarzystwie. Zgłosiło się nas 7 osób, miała być jeszcze Olga, ale choroba pokrzyżowała jej plany. Startujemy w dwóch zespołach:
EBT 1 - Ania, Krzysiek, Tomek i ja (dla Ani i Tomka to debiut)
EBT 2 - Dorota, Darek i Amiga (czyli też Darek :-) - dla Darka (nie Amigi) to debiut

Choć stanowimy dwa zespoły to w planach mamy wspólny start, tym bardziej, że Organizator postanowił, że startujemy o tej samej porze. Specyfiką tych zawodów jest to, że oprócz szukania zaznaczonych na mapie punktów, po ich odnalezieniu najczęściej należy wykonać jakieś dodatkowe zadanie. Dlatego żeby uniknąć kolejek na punktach, które i tak się zdarzają, zawodnicy są "wypuszczani" z bazy w odstępach 5-minutowych.

My startujemy o godz. 0:15 i z uwagi na fakt, że mamy drużyny mieszane (są w nich kobiety) mamy limit czasu równy 8 godzin. Do Wołowa przyjeżdżamy przed 22, ogarniamy sprzęt: rowery, mapniki, oświetlenie, czołówki itp. Podejmujemy decyzje w co się ubrać na całą noc (w perspektywie mamy opady) i jedziemy się zarejestrować.

Start
Najpierw pamiątkowe zdjęcie "na ściance" :-)

Jeszcze uśmiechnięci przed startem © djk71

Chwilę przed startem dostajemy mapy i zaczynamy się zastanawiać w jaki sposób zaplanować trasę, czy lepiej najkrótszymi drogami, czy najłatwiejszymi, najlepszej jakości...

Czas zaplanować trasę © djk71

Po chwili coś mamy :-)

PK A - droga leśna
Zaczynamy od punktu kontrolnego A. Krótko po starcie przejeżdżamy skręt, ale po chwili korygujemy błąd i wracamy na właściwą drogę. Tu znów chcemy szukać punktu za szybko. Za dużo nas, każdy ma swój pomysł i do tego nie kontrolujemy odległości. Trzeba uspokoić emocje.
Niestety widzę swój błąd. Nie jeździłem w tym kasku z tą czołówką i... okazało się, że montowanie jej w ostatniej chwili nie było dobrym pomysłem. Nie jestem w stanie patrzeć na mapę (szczególnie mając okulary progresywne) i jednocześnie ją oświetlać :-(.

Dojeżdżamy do punktu, podbijamy kartę, a właściwie karty, bo tym razem oprócz tradycyjnej papierowej mamy katy NFC i... zamiast zadania dostajemy snickersa. Dobrze, że nie był jak kilka lat temu zamarznięty ;-)

PK C - skrzyżowanie dróg leśnych
Jedziemy dalej. W drodze do punktu w chwilach wątpliwości pomaga kompas. Później okaże się, że dziś bardzo się przyda.
Na punkcie w lesie trafiamy na jakieś chyba nielegalne kasyno. Nic dziwnego, z przecieków wiedzieliśmy, że tym razem Organizatorzy zbratali się z mafią...

I kto wygra? © djk71

Jednak zamiast hazardu dostajemy serię dziwnych pytań. Nie wiemy co Panowie pili, ale nie mamy odwagi spytać.

Elegancko na punkcie © djk71

PK E - Staw Dolny, wiata
Wracamy do szosy i jedziemy do kolejnego punktu. Tu czeka nas dziwna gra, która odbywa się między naszymi zespołami.

Były też inne gierki © djk71

Krzysztof przegrywa więc za karę musimy przy ognisku rozszyfrować zagadkę śmierci dziennikarza radiowego. Ten kto ją wymyślił też... no dobra, przyjmijmy, że miał fantazję :-)

PK K - przy rzece Nowy Rów
Wyjeżdżamy z punktu w niewłaściwą stronę. Nie zgadzają nam się też ścieżki. Wracamy. Jedziemy inną drogą. Ta niespodziewanie się kończy. Widzimy, że nie tylko my się tu gubimy. Na kolejnej wywraca się Amiga. Na szczęście jest cały. Po jakiś 25 minutach błądzenia decydujemy się wrócić na asfalt. Nadrabiamy kilka kilometrów, ale do punktu trafiamy tym razem bezbłędnie.
Po drodze czaruje nas swym obliczem księżyc. Jest niesamowity kiedy chowa się za drzewami. Niestety nie mam aparatu, a wyciąganie komórki na trasie jest nieco uciążliwe.
Punkt bez obsady sędziowskiej, musimy sami dziurkować kartę perforatorem.

PK L - przy drodze leśnej
Do punktu jedziemy przez Dębno. Pojawia się pierwszy dziś bruk. Przejeżdżamy nieco za daleko, ale znów kompas pomaga. Cofamy się i po chwili mamy kolejny punkt samoobsługowy. Przy okazji uzupełniamy kalorie. Księżyc wciąż jest fantastyczny.

PK I - przy drodze leśnej
Spodziewaliśmy się mnóstwa zwierzyny w lasach, a tu chyba pierwsze i jedyne spotkanie z sarnami. Nie licząc jakiś myszy, czy innych gryzoni. 
Na punkcie musimy zdobyć monetę schowaną w wiadrze, które musimy przeciągnąć przy użyciu lin zawieszonych na drzewach. Zdanie zrobione szybko i możemy jechać dalej. Co prawda z punktu ruszamy w złą stronę, ale bardzo szybko korygujemy błąd. Znów kompas rządzi.

PK F - wzniesienie
Trochę pod górkę, a tu niespodzianka. Trafiamy na porwanego zakładnika. Mamy go pomóc uwolnić.

Mamy go uratować © djk71

Zapowiadało się trudno, ale Krzysiek wykazuje się niesamowitą intuicją :-) Bomba nie wybuchła ;-)

PK G - ambona przy stawie
Przejeżdżamy punkt, musimy się cofnąć. Dobrze, że akurat przy wjeździe jest tłum bo pewnie ciężko by go było znaleźć. Na miejscu nasza druga grupa ma zaśpiewać piosenkę - nie wysilili się - był Sto Lat :-)
My nie dość, że zaliczamy przysiady, to jeszcze dwójka z nas zostaje zakuta w kajdanki, a ja... nie potrafię ich uwolnić :-(

Zakuli nam zawodników © amiga

I znów Krzysztof nas (a właściwie ich) ratuje, bo inaczej musielibyśmy ich zostawić w lesie.

PK D - droga leśna, ruiny wieży obserwacyjnej
Wyjazd z punktu drogą, której nie widzimy na mapie. Na szczęście to był dobry wybór. W Krzydlinie Małej serwis Amigi roweru. Udaje się coś z tym zrobić i możemy jechać dalej.
Punkt na małej górce. Szukamy go jedną ścieżkę wcześniej, ale po chwili już jesteśmy na punkcie. Chyba wyglądamy na bardzo zmęczonych, bo Obsada punktu podbija nam kartę i każe jechać dalej. Sam punkt wygląda jak nielegalna gorzelnia :-)
Kolejna chwila odpoczynku i ruszamy dalej.

PK H - wiata przy stawie
Tu zupełnie nie pamiętałem co było, ale Ania przypomniała mi, że trzeba było dopasować łuski do modeli broni. Ja, jako pacyfista zupełnie nie mam o tym pojęcia, ale koledzy poradzili sobie bezbłędnie. Wyjeżdżając z punktu pakujemy się w jakieś chaszcze. Na szczęście udaje się przez nie przejechać i ruszyć na kolejny punkt.

PK B - stara żwirownia, punkt do odnalezienia
Tu też nie jest łatwo. Piękna droga nagle się kończy i objeżdżamy ją dookoła. Dziwnym trafem wyjeżdżamy w miejscu gdzie wjeżdża się na ścieżkę wiodącą do punktu. Myślę, że gdyby nie inni zawodnicy to zajęło by nam chwilę jego odnalezienie.
Na punkcie dostajemy teksty, w których musimy rozszyfrować zakodowane hasło. Bez problemu.

Meta
Teraz już tylko asfaltem do mety. Dojeżdżamy chyba ok. 6:40, czyli jakieś 1,5h przed końcem limitu czasu. Super. Oczywiście sporo wolniej niż zwycięzcy trasy, ale jechaliśmy tu żeby dobrze się bawić i cel chyba został osiągnięty. Nie wiemy tylko po co nam były zbierane kody?

Wciąż nie wiem po co te kody © djk71

Zjadamy ciepłą zupkę i wracamy do aut się przebrać.

Zakończenie
Przed zakończeniem udaje nam się chyba z godzinkę zdrzemnąć na sali (jedynie Amiga udaje się na spacer).
Tradycyjnie zwycięzcy nie otrzymują nagród, te losowane są wśród wszystkich uczestników. Spośród naszych zespołów jedynym szczęśliwcem jest Tomek :-)

Zakończenie imprezy © djk71

Czas się żegnać i wracać do domu. Zmęczeni, ale uśmiechnięci i zadowoleni. Czy tu wrócimy? Na pewno :-)

P.S. Opisy punktów zobaczyłem na mapie... po tygodniu, przeglądając mapę. Wcześniej miałem tak złożoną, że ich nie widziałem, a na starcie nie zauważyłem, że są ;-)
AktywnośćJazda na rowerze Dystans47.42 km Czas w ruchu02:17 Vśrednia20.77 km/h VMAX33.59 km/h
Tętnośr.161 TętnoMAX189 Temp.22.0 °C SprzętRR_29
Niedziela z Cittaslow
Dziś zawody na orientację w Kaletach. Kameralna impreza, a i tak udaje się spotkać znajomych.
Start w parach. Jedziemy z Anią - mam nadzieję, że nasz dział HR tego nie czyta - bo mamy zakaz wspólnego rowerowania  - czyżby chodziło o to? :-)

Start
Przed nami teoretycznie 30km i do odnalezienia 10 pkt. Z tego co zapamiętałem to już piąta edycja imprezy, nawet któryś punkt, czy punkty się powtarzają. Ci co byli będą mieli łatwiej, podobnie jak mieszkańcy Kalet i okoli, czyli pewnie prawie wszyscy.
Nie szkodzi. My przyjechaliśmy się pobawić i przejechać przed Tropicielem. Do tego żal nie wykorzystać pięknej pogody :-)

Przed startem © djk71

Planujemy wspólnie trasę: 9 - 10 - 8 - 7 - 6 - 5 - 4 - 3 - 2 - 1. Taki jest pomysł. W praniu wyjdzie nieco inaczej.

PK 8
Start i to czego nie lubię... ruszamy grupą i na pierwszym skrzyżowaniu, przed torami wszyscy skręcają w lewo, czyli nie tam gdzie planowaliśmy. Chwila wahania i... jedziemy za nimi. Przed wiaduktem ekipa się rozdziela, część jedzie prosto, część w prawo.
Dobra, jedziemy w prawo. Dojeżdżamy do prostego punktu. Pewnym utrudnieniem jest to, że nie wiemy w jakiej skali jest mapa. Dopiero na trasie przyjdzie nam się do niej przyzwyczaić.

PK 10
Ruszamy z punktu, rozmawiamy i... coś mi nie pasuje kierunek. No tak, na skrzyżowaniu pojechaliśmy w kierunku... Mikołeski, a miało być na Brusiek. Wracamy. Długi przelot do punktu. Za to punkt banalny. I wracamy.

PK 9
Przed nami znów długi przelot asfaltem. Dziewiątka równie prosta. Przy wyjeździe z punktu sami uprzejmi kierowcy, aż jesteśmy zaskoczeni.

PK 1
Czy ja mówiłem coś o długich przelotach? Teraz dopiero długa prosta do Sośnicy (nie, nie tej gliwickiej). 12 km asfaltem. Nuda.
Niestety za bardzo narzekaliśmy na nudę, bo tu za diabła nie potrafimy znaleźć punktu. Krążymy w kółko, próbujemy z innej strony. Na punkcie tracimy... 37 minut.

PK 2
Jedziemy w stronę Zielonej. Tu szybkie trzy punkty.

PK 3
Drugi z bliskich i szybkich punktów.

PK 4
I trzeci. Bez problemów.

PK 5
Do piątki również docieramy bez przygód, jeśli nie liczyć kilkukrotnego wyprzedzania się z jakąś rodzinką. My ich wyprzedzamy. Potem stajemy na punkcie, oni nas omijają i znów my ich. Tak nam się ta zabawa spodobała, że z punktu też ruszamy za nimi.

PK 6
Problem w tym, że nie widać szóstki, a już powinna być. Jedziemy dalej i nic, W końcu już wiem. Wyjechaliśmy z punktu  złą drogą. Wracamy. Przez mostek i teraz już jest prosto/ Ale kolejne 10 minut i 3 km w plecy.

PK 7
Przed nami ostatni punkt. Ale też ponoć najtrudniejszy. Niektórzy wspominali coś o błocie, na odprawie też coś o nim było. Do tego mamy około 40 minut na jego odnalezienie i dojazd do mety.
Na szczęście leśne ścieżki są dobrej jakości. Docieramy w okolice Jurnej Góry, którą pamiętam z Tropiciela, kawałek dalej miejsce, które chyba odwiedziliśmy kiedyś na rodzinnym rajdzie Górki i Pagórki kilka lat temu.
Zostawiamy rowery i zbiegamy w dół. Jest punkt.
Teraz tylko trzeba w limicie czasu wrócić.

Meta
Jesteśmy oboje zmęczeni, Ania tym bardziej, bo dojechała na start z Gliwic rowerem. Ale nie ma wyboru. Trzeba ciś... (Jacek - organizator - miał dziś na sobie koszulkę: "Niy ma gańby ciś na kole" - też mam taką gdzieś w domu). I ciśniemy. Odliczamy czas i pędzimy. Zdążamy. Zajmujemy piąte miejsce. Szału nie ma, ale oboje jesteśmy zadowoleni. Fajny trening i fajne okolice. Szkoda tylko, że choć to tak blisko, to b byłem tu tylko kilka razy i to dość dawno.

Dekoracja zwycięzców i czas wracać do domu. Fajna impreza. Czekamy na kolejne :-)

Niestety aparat w komórce świruje więc nie ma zdjęć, a szkoda, bo tereny piękne.


AktywnośćJazda na rowerze Dystans65.85 km W terenie55.00 km Czas w ruchu03:53 Vśrednia16.96 km/h VMAX33.56 km/h
Tętnośr.175 TętnoMAX199 Temp.21.0 °C SprzętRR_29
Orient Akcja, czyli piach, wiatr i plecy
To już X edycja Orient Akcji. Mimo, że do tej pory było mi dane wystartować w nich tylko raz (na V edycji), to miło wspominam te zawody. Po długiej przerwie w startach, trzy tygodnie temu trafiłem na KoRNO i pisząc relację wspomniałem, że Orient Akcja, była ostatnią, na której powalczyłem do końca. W tym roku też nie planowałem startować, ale Michał zagadał gdzieś w jakimś komentarzu żebym przyjechał i... zasiał ziarno niepokoju :-)

W niedzielę po długiej przerwie odezwał się kręgosłup. W poniedziałek w pracy, Amiga widząc jak się ruszam, pobiegł od razu rano po ketonal, kilka godzin później jednak i tak korzystałem z usług NFZ :-( Leki, leki i zalecone L4, na które brakło czasu. Na szczęście tabletki pomagały i mogłem jako tako funkcjonować. Nie zapowiadało się jednak na wizytę w Sieradzu, tym bardziej, że chcąc się zapisać na zawody, na pół godziny przed zakończeniem zapisów dostałem na stronie komunikat, ze rejestracja została zakończona.
Rano odezwał się Michał mówiąc, że widocznie był jakiś błąd i może mnie dopisać. Co było robić, w sobotę pobudka wczesnym rankiem i o 5:30 wjazd. Nie wiedziałem jak zareaguje mój organizm, trudno będzie bolało to wrócę do bazy, a wyjazd wykorzystam jako okazję do odwiedzin dawno niewidzianej rodzinki.

START
Przyjazd, rejestracja, kilka słów ze znajomymi, których jest tu więcej niż się spodziewałem i po chwili zaczyna się odprawa.

Odprawa na Orient Akcji (zdjęcie znalezione na FB)

Kilka minut później dostajemy mapy A3 (1:60 000) z zaznaczonymi 25 punktami. uczestnicy mają do wyboru:
- zaliczenie od 1 do 13 punktów i klasyfikację na trasie MEGA
- zaliczenie od 14-25 punktów i klasyfikację na trasie GIGA
Na całość mamy 8 godzin.  Już jadąc tu zdecydowałem, że tym razem tylko MEGA, 2,5h w aucie tylko mnie w tym utwierdziło. Plecy bolą.

Wytypowanie tylko części punktów do zaliczenia chyba nie jest wcale łatwiejsze niż zaplanowanie całości. Postanawiam zacząć ok PK 22, potem jednak zmieniam zdanie zostawiając sobie ten punkt na koniec. Kończę rysować trasę i wkładam mapę do mapnika - udaje się ją złożyć tak, że nie będę musiał jej odwracać na trasie - widzę wszystkie moje punkty. Kiedy jestem gotowy pada hasło START - idealnie.

PK 22 - koniec nasypu
Wyjeżdżam z bazy, dojeżdżam do asfaltu i skręcam w prawo. Jeszcze przed wiaduktem kolejowym powinien być skręt w lewo i... go nie ma. Cofam się i... jest, tylko trwające na jezdni roboty drogowe sprawiły, że go nie zauważyłem. Jadę i zaczynają się pojawiać pierwsze piaski - no tak łódzkie... ;-)
Pierwszy punkt i pierwsze problemy - albo coś jest nie tak, albo ja coś źle odczytałem, mam wrażenie, że punkt jest dalej niż mi się wydawało, ale może to oko jeszcze nie przywykło do skali. Punkt zaliczony w większej grupie - jestem klasyfikowany, można wracać do bazy ;-)

PK 20 - skraj wału
Jadę jednak na kolejny punkt i... faktycznie prawie wracam koło bazy. Jak ja to zaplanowałem? Dopiero kilkadziesiąt kilometrów dalej zorientuję się, że wyjeżdżając z bazy miałem na asfalcie skręcić w lewo i zacząć od punktu, na który właśnie jadę, a ten, o którego zacząłem miał zostać na koniec. Tak to jest jak się za dużo nakreśli na mapie.
Plecy bolą coraz bardziej, do tego pojawiające się piaski wymagają jednak włożenia sporego wysiłku w pedałowanie. Niedobrze.
Skręcam trochę za wcześnie i chwilę zajmuje odnalezienie punktu, tym razem pomocni byli inni zawodnicy, którzy znaleźli go przede mną. 

PK 11 - róg dawnego cmentarza
Tym razem punkt odnaleziony bez żadnych przygód. Nie licząc piachu ;-)

PK 1 - brzeg strumienia
Strumyka co prawda nie widziałem, ale mostek obok, całkiem klimatyczny ;-)

Mostek jest, strumyk był © djk71

PK 21 - górka
Nie lubię górek, skałek i obniżeń terenu, bo... zawsze się okazuje, że jest ich obok siebie kilka i zawsze zaczynam szukać od niewłaściwej. Tu jest podobnie, nie chciało się dokładnie odmierzyć odległości to zaliczam dodatkowe przedzieranie się przez jeżyny... Po chwili jednak jest i perforator.

PK 14 - grobla
Dojeżdżam w pobliże punktu i spotykam wracającego zawodnika, który nie znajduje punktu. Okazuje się, że pomylił opisy, a ja przy okazji dowiaduję się, że na mapie też są umieszczone opisy. Moja jest tak złożone, że ich nie zauważyłem. Do tej pory korzystałem z wyjaśnień umieszczonych na karcie startowej, co jest całkiem fajnym pomysłem.
Idziemy do punktu razem i tym razem znajdujemy go bez żadnych problemów.

PK 2 - obniżenie terenu
Znów piachy po drodze. Ma być obniżenie po lewej stronie, a ja widzę same wzniesienia. Zostawiam  rower, wspinam się, żeby z góry zobaczyć punkt.

PK 6 - wyrobisko
Dojeżdżam do punktu i... spotykam Grzesia. Dziwne, rano go nie widziałem. Po chwili wszystko jasne. Dotarł na start w ostatniej chwili. Czyli jak zwykle :-) Mnóstwo ludzi szukających punkt, ale trochę dalej. Tym razem mierzyłem i wydaje mi się, że jestem we właściwym miejscu. I tak jest. Tym raz to ja wskazuję innym gdzie szukać.

PK 19 - charakterystyczne drzewo
Drzewo jest faktycznie charakterystyczne. Normalnie pewnie pstrykałbym zdjęcie. I tu i wcześniej, ale brakuje mi podręcznego aparatu, takiego do wyciągnięcia nawet w trakcie jazdy, albo szybko na postoju. Telefon się do tego nie nadaje. Poza tym nie lubię robić zdjęć telefonem.
Spotykam zawodników, którzy strasznie narzekają na wiatr. Faktycznie, a ja się dziwiłem czemu całą drogę zawieszona na szyi karta startowa łopocze jak flaga na maszcie. I to zmęczenie... dopiero teraz zauważam, że faktycznie... nieźle wieje...

PK 25 - brzeg jeziorka
Jestem coraz bardziej zmęczony. Jeziorko to mocno powiedziane, choć trochę wody tu jest, w przeciwieństwie do strumyka na jedynce ;-)

PK 16 - kępa drzew
Tym razem punkt obok bunkra (czy też schronu) z 1939r. Takich budowli spotkam tu jeszcze kilka. Klimat jak w moich okolicach. Czyżby tu przebiegała granica? Chyba nie... chociaż nie wiem....

Schron (bunkier) z 1939r. © djk71


PK 5 - brzeg rzeki
Dojazd do punktu niby prosty, ale na zmęczeniu i do tego co chwilę podjazd i zjazd. Niby taki minimalny, ale wykańcza mnie. Punkt łatwo odnaleziony.

PK 8 - przy starorzeczu
To już ostatni punkt. Dojeżdżam i nie ma punktu. Jestem chyba bardzo zmęczony, bo zamiast poszukać 5-10m w prawo lub w lewo, bo przecież do tej pory za każdym razem gdy mierzyłem odległości trafiałem bezbłędnie, a tu przecież mierzyłem, to ja... odjeżdżam kilkadziesiąt metrów i zaczynam szukać w zupełnie innym miejscu. Po chwili dostrzegam zawodników w miejscu gdzie byłem przed chwilą. Wracam i oczywiście punkt był tuż obok.

Meta
Dojeżdżam do mety wykończony ale zadowolony.

Do bazy łatwo trafić © djk71

Zadowolony przed wszystkim dlatego, że dałem się namówić na przyjazd tu (super organizacja i atmosfera), ale również, mimo kilku błędów, ze swojego startu, że mimo bólu nie poddałem się i zaliczyłem komplet punktów na trasie MEGA.  Zajęło mi to pięć godzin, ale było to pięć godzin super zabawy. Jednak lubię te starty.... :-) W sumie wynik nie taki zły: 17 miejsce na 112 startujących.

Chwila rozmowy ze znajomymi, trochę kalorii z grilla i wracam do domu. Gdyby nie to, że miałem w planach odwiedziny u rodziny to zostałbym to zakończenia, ale nie tym razem. Poza tym kręgosłup domagał się już odpoczynku.
AktywnośćJazda na rowerze Dystans104.67 km Czas w ruchu05:42 Vśrednia18.36 km/h VMAX35.10 km/h
Tętnośr.169 TętnoMAX199 Temp.19.0 °C SprzętRR_29
KoRNO 2018, czyli znów na zawodach
Spojrzenie wstecz
Zacznijmy od końca :-) Kiedy po zawodach wróciłem do domu, wykąpałem się, zobaczyłem mecz... to od razu padłem. Wykończony, wszystko mnie bolało, swędziało, nie miałem zupełnie sił. Dopiero dziś znalazłem siły żeby usiąść do relacji. Wcześniej jednak zerknąłem wstecz żeby zobaczyć kiedy przestałem jeździć na zawody na orientację. W 2015, trzy lata temu. Wcześniej nie było miesiąca (a czasem przecież to był tydzień w tydzień) żebym gdzieś nie startował. Przez ładnych kilka lat.
W ciągu ostatnich trzech lat dałem się co prawda namówić znajomym na kilka imprez, ale większość z nich kończyłem bardzo szybko. Co ciekawe tych imprez było znacznie więcej niż się spodziewałem, chociaż już prawie żadna nie była z cyklu imprez w Pucharze Polski.
W 2016:
- Nadwiślański Maraton na Orientację - chyba pierwsza impreza, na której budowniczym trasy był Grzesiu
- Orient Akcja, czyli pojedynek z szermierzami - ostatnia chyba impreza, gdzie powalczyłem do końca
- Bike Orient, czyli patriotyzm ważniejszy niż zabawa - tu gdzie słońce mnie zupełnie pokonało
- Tropiciel 20, czyli w poszukiwaniu punktu G - impreza w super towarzystwie firmowym, choć z wieloma błędami na trasie... obok domu
- Bike Orient w Niegowie - towarzyska przejażdżka z Agatą.
- Silesia Race, czyli ciężko i świetnie - super zabawa pieszo-rowerowo-kajakowa z Alicją
- Tropiciel 21, czyli nie boimy się ASF - zabawa przygodowa w firmowym towarzystwie
W 2017:
- SKS, czyli Nadwiślański Maraton na Orientację - czyli Grześ nie odpuścił, ale ja tak
- Dębowy Włóczykij, czyli jest sukces - biegowy start z synem i zwycięstwo
- Krótko na KoRNO - czyli jak wypychać oponę trawą.

Tak mnie wzięło na wspominki, ale to chyba głownie dlatego, że udało się wczoraj spotkać tak wiele znajomych osób, w bazie, na trasie... Super, choć żal, że nie udało się dłużej porozmawiać...

Przed startem
Dobra, koniec, wracajmy do zawodów.
Tym razem też nie planowałem startować, ale budowniczy trasy, Grześ, tak długo marudził, że się zapisałem. Nie oznaczało to jeszcze, że wystartuję, bo w ostatnim czasie, byłem zapisany na kilka imprez i mimo, że były już nawet opłacone, odpuszczałem (jak choćby półmaraton tydzień temu). I tym razem było podobnie... piątkowy wieczór, trochę sprzętu wyciągnięte na wierzch i zero chęci do pakowania, jazdy, startu. Zostawiłem to do rana, mając nadzieję, że wydarzy się coś co będzie pretekstem do rezygnacji. Nie wydarzyło się... ;-(

Trudno, pakuję się, jem śniadanie i ruszam do pobliskich Sośnicowic, gdzie mieści się baza zawodów. Głośne powitanie przez znajomych sprawiło, że humor mi się trochę poprawił. Rejestracja, odbiór pakietu startowego i trzeba przygotować rower.
Po chwili dołącza do mnie kolega z pracy - Marcin, który debiutuje na tego typu imprezie (nie licząc wspólnego startu na Tropicielu), a tuż przed startem dwóch jego znajomych - Mariusz i Krzysiek, którzy też planują jechać z nami.
W międzyczasie spotykam również milion znajomych, dawno nie widzianych osób... aż się wzruszyłem... na myśl o różnych imprezach gdzie razem startowaliśmy, gdzie spędzaliśmy wspólnie czas....

START
W końcu odprawa. Zawody są przeprowadzane w formie rogainingu, czyli punktów kontrolnych ustawionych jest tak dużo, że nie ma szans zaliczanie wszystkich w limicie czasu. Do tego każdy z nich ma inną wartość przeliczeniową. Do zawodnika należy podjęcie decyzji, ile i które punkty chce zaliczyć.

Kilka słów od Budowniczego trasy © djk71

Dostajemy po dwie mapy w formacie A3, kartę A4 z opisami punktów i... do roboty. Zaznaczamy na mapie około dziesięciu punktów, od których chcemy zacząć, a potem będziemy sukcesywnie wybierali kolejne w zależności od czasu jaki nam pozostanie. Mamy 10h + ew. spóźnienia, za które będziemy karani karnymi punktami.

Planowanie trasy © Znalezione w sieci

PK 39 - przepust
W okolice punktu dojeżdżamy bez problemu. Tu jednak nie pamiętamy do końca o odmierzaniu odległości i zaczynamy go szukać trochę za daleko i do tego po niewłaściwej stronie ścieżki. Tracimy tu prawie 10 min.

PK 93 - most
Omijamy punkt 10 (za dychę) i jedziemy na punkt warty 90 punktów przeliczeniowych. Tu też spędzamy trochę za dużo czasu niezbyt dokładnie się odmierzając. 12 minut szukania prostego punktu. Ale z tego co zauważyliśmy to niektórzy mieli gorzej nie zauważając małego mostu. :)

Interesujący most © djk71

PK 35 - skraj hałdy, sosenka nieopodal wypłukaniu
Kiedy rzucam hasło Ostropa, Marcin mówi, że to wie doskonale którędy więc... nadrabiamy jakieś 1,5 km ;-)
Dojeżdżamy do hałdy rozmawiając o Wołowie, skąd pochodzą nasi towarzysze i zaczynamy szukać sosenki. Oczywiście najpierw musimy wspiąć się na hałdę.

Mam punkt, chcę zdjęcie © djk71
Tym razem zajmuje nam to "tylko" 7 minut.

Jak się weszło to trzeba zejść © Mariusz

PK 83 - skraj nasypu
Dojeżdżamy do Kozłowa, ten punkt zaliczamy w miarę szybko i bez problemów. To już czwarty punkt, a Marcin zakładał zdobycie trzech, o dziwo jedzie z nami dalej ;-)

PK 44 - drzewo vis a vis pomnika
Tym razem również bez problemu, szybko i sprawnie.

Pomnik Juliusza Rogera © djk71

Wyjeżdżając z punktu Krzysiek uszkadza mapnik. Zostaje mu podstawka pod miskę z zupą :-)

Miejsce na miskę zupy © djk71

PK 29 - skraj nasypu
Znów szybko i sprawnie. Ale to punkt za 20pp więc powinien być łatwy.

PK 75 - most wiszący, drzewo na W
Ciekawe miejsce, dziwne ścieżki, schodki, mostki - nigdy tu wcześniej nie trafiłem. Punkt nie trudno było znaleźć, bo to jedno z nielicznych miejsc gdzie były tłumy. Ale to pewnie dlatego, że ruszyła już też trasa krótka. Mimo to spędzamy tu chyba około 5 minut (dojście do punktu, zebranie ekipy). Pewnie w okolice Rachowic jeszcze wrócę.

PK 30 - duży buk
Chyba jedyny punkt, gdzie lampion (dziś lampiony to kartki A4 na drzewach) widzimy już z oddali.

PK 87 - kikut drzewa
Droga do punktu prosta, choć końcówka po wysokiej trawie i niezbyt równej nawierzchni. Dojeżdżamy idealnie tylko z jakiegoś nieznanego bliżej powodu szukamy po drugiej stronie ścieżki. 9 minut w plecy.

PK 76 - grób
Punkt łatwy. Kiedy ja pstrykam zdjęcia grobu, chłopaki korzystają z butli z wodą i uzupełniają zapasy.

Nie doczekał końca wojny, zginął w styczniu © djk71

PK 65 - górka
Punkt wydaje się prosty. Dojeżdżamy i... nie ma stawu, który powinien tu być. Grześ co wspominał, że niektóre cieki wodne wyschły więc może staw też - jest tu łąka. Nie podoba mi się bo jest za wysoko, powinno być choć wgłębienie, ale solidarnie z resztą szukam. Nie ma. Próbujemy się namierzyć z drugiej strony. Też nic. Czarny szlak na mapie wskazuje, ze powinniśmy być we właściwym miejscu. Coś jest nie tak. Marnujemy kupę czasu. W końcu Mariusz postanawia zrobić ostatnie podejście i namierzyć się jeszcze raz od strony, z której przyjechaliśmy. I... Okazuje się, że szlak na mapie nie jest tam gdzie w rzeczywistości. Na mapie jest jedną przecinkę wcześniej. A przecież doskonale wiemy, że nie można się sugerować szlakami... ale to zrobiliśmy... Szlag by to trafił.
Do tego idąc po punkt prawie gubię buty w bagienku.

But uratowany, choć mokry © djk71

Straciliśmy tu... 51 minut!!! Porażka

PK 12 - paśnik
Punkt za 10pp więc trudno przegapić ;-) Dawno nie widziałem tak dużego paśnika :-)

Na drabince w paśniku © djk71
Ja też chcę na drabince :-) © djk71

PK 81 - słupek graniczny, drzewo na W  (drzewo na W... wierzba?? ;) )
Na mapie wygląda na narożnik cmentarza. Wyjeżdżamy z lasu tuż obok. Zostawiamy rowery i idziemy szukać. Cmentarz jest, narożnik jest, punktu nie ma. Szukamy i nic. Jeszcze raz rzut oka na mapę i... to nie tu. jedziemy dalej. W końcu jest w sumie samo szukanie i podbijanie zajmuje nam około 12 minut.

Za nami prawie połowa czasu. Jest otwarty sklep, postanawiamy uzupełnić napoje.
W sumie od wjazdu do Kotlarni, do wyjazdu z zaliczeniem punktu i sklepu tracimy ponad 26 minut.

PK 22 - podstawa radaru
Pierwszy i jak się potem okaże nie ostatni dziś punkt z takim opisem.
Szybki i prosty punkt.

Podstawa radaru © djk71

PK 41 - wielki dąb, drzewo naprzeciw
Punkt zaliczony szybko, niestety Mariusz łapie gumę.

Pomnik przyrody © djk71

Zmienia dętkę, ale i ta okazuje się felerna. Wracamy do poprzedniej, łatanie, pompowanie. W sumie tracimy tu prawie 25 minut.

Kapeć musi być © djk71

PK 84 - pozostałość po niemieckiej baterii przeciwlotniczej
Mimo, że punkt "drogi" to łatwo i szybko odnaleziony. Mariusz walczy z licznikiem, który nie chce działać.

PK 27 - SE kraj jeziorka
Łatwo, prosto i przyjemnie :-)

PK 92 - Podstawa radaru
Kolejny punkt, który zaliczamy bez większych problemów. I kolejna "inna" podstawa radaru.

Inna podstawa radaru © djk71

PK 80 - drzewo po wschodniej stronie starorzecza
Teraz już coraz częściej patrzymy na zegarek. Musimy jeszcze wrócić na czas do bazy więc trzeba mądrze wybierać co się opłaca po drodze zaliczyć. Pomijamy 61 i jedziemy asfaltem. Szybko. Napęd zaczyna piszczeć. No cóż. Rano padało, potem walczenie w mokrych trawach, nie lubię tego dźwięku. Na szczęście na punkcie Marcin ratuje mnie strzykawką ze smarem. Strzykawką? Do czego on jej jeszcze używa? ;-)

Ładnie tu © djk71

PK 77 - dołek
Znów szybko i zaczyna mnie dopadać zmęczenie.
Dojeżdżamy w okolice punktu. Jak dołek to musi być...na górce. Nie mylimy się :-)

PK 94 - podstawa radaru
Coraz ciężej mi się jedzie. Pomimo, że to ja odnajduję punkt to tym razem podstawy radaru wcale nie widzę. Niedobrze.
Posilamy się bananami i ustalamy przebieg końcówki trasy. 10 minut nam mija.

PK 66 - grób
Zjadłem coś słodkiego jeszcze, ale dobrze nie jest. Dojeżdżam na punkt za chłopakami, prawie przez chwilę nie patrząc na mapę.
Podbijamy punkt i jedziemy dalej.

PK 51 - Stary Barah, rozwidlenie dróg
Prosty punkt, powoli na chwilę wracają siły.

PK 45 - Stary Barach, brzoza na górce
Też łatwo zaliczone.

PK 37 - Jeleń
Hmmm... Jeleń, czy królik? Gdybyśmy mieli sugerować się opisami to... pewnie byśmy jeszcze długo szukali...
Królik to czy jeleń? © djk71

Chodziła nam już po głowie myśl, że może kształt gałęzi na drzewie skojarzył się Budowniczemu z porożem... Tak, czy owak dziwne, ale punkt zaliczony :)

A może to jest jeleń © djk71

PK 71 - Dziewicze Groby, drzewo naprzeciw
Opis punktu intrygujący :-) Jedziemy. Odmierzamy odległość i jest kamień z takim napisem. Jest też i drzewo i punkt.

PK 82 - nora
Przed szukaniem punktu krótki postój w sklepie. Cola i takie tam.
Tym razem trzeba skorzystać z rozświetlenia. Krótki spacer i jest punkt. Ale 10 minut schodzi na miejscu.

PK 63 - skraj wyrobiska
Chłopaki dyskutują, którą ścieżką dojechać, a ja... nie widzę żadnej. Nie wiem o czy mówią. Dopiero potem się okaże, że patrzyli na rozświetlenie punktu, które ja... miałem zagięte i nie mogłem go widzieć.

PK 68 - koniec nasypu
Po drodze na jezdnym z rozjazdów chwila wahania, ale po chwili już jesteśmy na właściwym miejscu. To dziś ostatni punkt. I chyba najszybciej podbity. Czasu mało. Więc teraz już trzeba gnać na pełnych obrotach do mety. Czuję ogień w mięśniach, chcę dać zmianę Mariuszowi, ale już nie potrafię.

Meta
Dojeżdżamy 70 sekund przed końcem podstawowego czasu. Oddajemy karty. Najpierw kiełbaska i żurek - potrzebuję czegoś innego niż batoniki ;-)
Potem chwila refleksji. Okazało się że mogliśmy jeszcze pokusić się o PK 79 nawet biorąc pod uwagę karę za spóźnienie. Za każdą minutę dostalibyśmy minus 1pp, ale za punkt zdobylibyśmy 70pp, a raczej zajęło by na to mniej niż godzinę więc i tak bylibyśmy do przodu. No ale trudno. I tak jesteśmy zadowoleni.


(Zdjęcie znalezione w sieci ;-) )

Podsumowanie

Zajęliśmy 34 miejsce na 53 startujących. Zdobyliśmy 1630 punktów na 3840 możliwych (zwycięzca zdobył 2833). Zaliczyliśmy 29 PK z 78 (zwycięzca 53). Brawa dla zwycięzcy - tak jak obstawiałem Paweł musiał to wygrać, przecież jeździł prawie wokół domu ;-)

Biorąc pod uwagę, że czystej jazdy mieliśmy niecałe 6h to... 4h się obijaliśmy. No dobra, zakładając, że trzeba znaleźć punkt, podbić itd to i tak jakieś 2-2,5h straciliśmy na przerwy i błądzenie. Jest co poprawiać :-)

Marcin, Mariusz, Krzysiek -dzięki za towarzystwo i wsparcie na trasie.

ROC - dzięki za super zorganizowaną imprezę.

Grześ - dzięki, że mnie namówiłeś :-)

Wszyscy pozostali - szczególnie dawno nie widziani znajomi - Super było Was spotkać, szkoda tylko, że brakło czasu żeby dłużej pogadać, ale może jeszcze kiedyś ktoś mnie namówi do powrót do startów... Bo miło było znów poczuć ten klimat.
AktywnośćJazda na rowerze Dystans21.85 km W terenie3.20 km Czas w ruchu01:23 Vśrednia15.80 km/h VMAX31.81 km/h
Tętnośr.137 TętnoMAX180 Temp.17.0 °C SprzętSuperior 929
Krótko na KORNO
W tym roku słabo ze startami rowerowymi. Właściwie to był chyba jeden i do tego nieudany. Tym razem Wiktor namówił mnie na start w Koszęcinie. Blisko i szansa na rodzinny start więc się zgodziłem.

Przed startem krótkie rozmowy ze znajomymi, a tych tu dziś nie brakuje. Chwilę później dostajemy po dwie mapy w formacie A3 i zaczyna się planowanie trasy. Tym razem o tyle trudniejsze, że impreza w formule rogainingu, czyli podobnie jak w roku ubiegłym. Planujemy część trasy i zobaczymy co będzie się działo...

PK 77 (opisu nie pamiętam, bo był na odwrocie karty startowej, którą musiałem oddać na mecie :-( - chyba skrzyżowanie rowu z nasypem, czy coś w ten deseń).

Ruszamy, po chwili kawałek asfaltu i... zaczyna padać. Co ja mówię padać, lać. Zatrzymujemy się na przystanku autobusowym, chowam aparat, wyciągam wiatrówkę - niestety przed deszcze to ona mnie zbyt nie ochroni. I faktycznie po chwili czuję wodę wszędzie... w butach, w.... wszędzie...

Punkt prosty. Zaliczone.

PK 68 - chyba brzoza nad strumieniem.

Jedziemy spokojnie, momentami ślisko, grząsko... Odmierzam odległość na liczniku i... przejeżdżamy punkt. Licznik przestał działać. Świetnie :-(  Cofamy się i szybko odnajdujemy kolejny punkt.

Ruszamy dalej i... zatrzymujemy się. W Wiktora rowerze strzeliła dętka. A dopiero co rozmawialiśmy o tym, że jemu takie rzeczy się nie przytrafiają. Teraz przypomina sobie, że w sumie to miał kilka awarii... jak jeździł ze mną. Pytanie, czy to ja przynoszę mu pecha, czy po prostu najwięcej km zobił ze mną? :-)

Żarty żartami, ale nam nie jest do śmiechu bo... Ani jeden z nas nie wziął zapasowej dętki, ani zestawu do łatania... Innych narzędzi zresztą też nie... Po raz pierwszy chyba tak się wybrałem na rower, a na prewno po raz pierwszy na zawody.

Przypominam sobie, że mam chyba w plecaku jakąś gumę, ale do mojego roweru. Spróbujemy. Niestety nie dość, że mocno za duża, to też uszkodzona, to chyba pamiątka z Zakopanego.

Nic to, trzeba wracać, jakoś dojdziemy, do bazy tylko jakieś 10-11km. W pewnym momencie pada hasło: trawa.
Wyciągamy dętkę i... upychamy oponę... trawą. Nabiera kształtów i Wiku jedzie. Po chwili stajemy żeby... jeszcze trochę dopompować.

Zrywamy trawkę © djk71


W międzyczasie kilka osób co prawda pyta, czy nie potrzebujemy pomocy, jeden nawet zatrzymuje się i proponuje dętkę lub samoprzylepne łatki (pewnie ciężko byłoby je przykleić na mokrą dętkę), ale dziękujemy i decydujemy się wracać.
Zadziałała wyobraźnia... pojechalibyśmy dalej z takim samym wyposażeniem (a raczej jego brakiem). I gdybyśmy mieli potem wracać pieszo 50km to już nie byłoby śmieszne...

Trawa zamiast dętki © djk71


Jedziemy. Postój na wzniesieniu w mokrych ciuchach sprawia, że zaczyna mi być zimno. Kiedy Ruszamy na zjeździe dostaję drgawek. Trzęsie mną prawie jak trzy lata temu na Rudawskiej Wyrypie.

Na szczęście po chwili trochę przechodzi, ale wciąż jest mi zimno.

Meta
Udaje się powoli dojechać do mety. Pogoda zaczyna się poprawiać. Tomalos oferuje pomoc, ale dziękujemy. Oddajemy karty i wracamy do domu.

Nie tak to miało być, ale tak czasem bywa...