Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2009

Dystans całkowity:120.70 km (w terenie 31.00 km; 25.68%)
Czas w ruchu:07:24
Średnia prędkość:16.31 km/h
Maksymalna prędkość:47.20 km/h
Liczba aktywności:3
Średnio na aktywność:40.23 km i 2h 28m
Więcej statystyk
AktywnośćJazda na rowerze Dystans40.30 km W terenie6.00 km Czas w ruchu02:19 Vśrednia17.40 km/h VMAX47.20 km/h
Temp.23.0 °C SprzętRock Machine Flash
Po długiej przerwie
Po długiej przerwie
Długa, bardzo długa przerwa. Skąd się wzięła? Brak czasu... Dużo pracy, ciągle coś w domu, jakieś choroby... Do tego trochę czasu poświęconego na aktualizację strony i rozwój rozszerzonej edycji mojego ulubionego programu...

Taaaaa... Oczywiście... czasu było mało ale przecież gdybym tylko chciał to by się znalazł, obojętnie, czy o 4-5 rano, czy o 22-23, a pewnie i w bardziej "normalnych" godzinach. Najbardziej bolał nie do końca sprawny rower. Czas coś z tym zrobić.

I pewnie by tak trwało jeszcze długo ale wczoraj wieczorem zagościła u nas Kosma i JPbike. Po pełnym humoru wieczorku dziś wypadało się ruszyć i spalić trochę kalorii. Niestety, tuż po starcie okazało się, że i tak już ograniczony rodzinną imprezą czas przejażdżki został nam skrócony o kolejną godzinę... Bez komentarzy, choć szlag mnie trafił...

Jako, że czasu niewiele, a dodatkowo Monika na Kellysie to wariant w większości asfaltowy. Na początek kierunek Dolomity i... jednak trochę terenu... Górki jednak sobie odpuściliśmy. Tym razem. Mam nadzieję, że jeszcze tu z Jackiem wrócimy... :)



Dalej Kopalnia Srebra i tarnogórski Rynek. Chwilę wcześniej znajdujemy potwierdzenie, że nie tylko na nas Jacek zrobił dobre wrażenie...



Stamtąd najkrótszą i niestety najruchliwszą drogą do Piekar. Najkrótszą ale z krótką przerwą koło pałacu w Nakle. W Piekarach mijamy kopiec i lądujemy na kalwarii. To miejsce wciąż na mnie robi wrażenie, tyle kaplic w jednym miejscu...

Tu niestety musimy się rozstać, Monika z Jackiem ruszają w stronę Dąbrowy, a ja do domku. Tu widzę Monikę po raz ostatni z warkoczami.



Końcówka w terenie, to jednak to co lubię, choć tuż przed końcem trasy na zjeździe, który pokonywałem wielokrotnie, nawet czasem w zimie, dziś... blokada... po prostu boję się zjechać... Jednak brak regularnej jazdy zadziałał na psyche...



Fajnie było, choć szkoda, że tak krótko. Dzięki Jacku za znalezienie chwili czasu na wizytę w Zabrzu, mam nadzieję, że następnym razem będzie trochę więcej czasu na dłuższą przejażdżkę.
AktywnośćJazda na rowerze Dystans57.30 km W terenie8.00 km Czas w ruchu03:09 Vśrednia18.19 km/h VMAX44.20 km/h
Temp.21.0 °C SprzętRock Machine Flash
Zamki, pałace i nie tylko...
Zamki, pałace i nie tylko...

Wczorajsza wycieczka chyba nas bardzo zmęczyła ;) Dziś wyruszamy z Kosmą dopiero przed 14-tą. Wcześniej chwila zastanawiania się gdzie ruszyć i choć już blisko był wyjazd do Chudowa to w ostatniej chwili wybieramy coś innego. Trasa turystyczno-historyczna.

Cel pierwszy - Rybna. Ciężko mi się jedzie z niesprawnymi przerzutkami, gdy Monika daje czadu na 28 calach. Do tego wiatr momentami szaleje. Mijamy Kubalonkę i już po chwili jesteśmy w Rybnej. Okazuje się, że jedyne warkocze w Pałacu Warkoczów (1796r) to… te Moniki ;)



Dalej Pałac barona Fryderyka von Fürstenberga (1894r) w Kopaninie. Jedziemy trochę jak na zawodach na orientację i jak tam - bezbłędnie trafiamy. Strasznie zaniedbane miejsce, dziś ma tu siedzibę Dom Pomocy Społecznej.

Czyżby ktoś chciał to odnawiać i brakło kasy?




Kierunek Połomia i Brynek. Przed Połomią w lesie łapię gumę. Z dzielną pomocą Kosmy łatka założona i… wąż… Nie to nie wąż, ale coś syczy… w dwóch miejscach… No to raz jeszcze operacja łatania… Wszystko by było ok, gdyby nie te komary. Gdy koło już założone mija nas dwóch rowerzystów, i jeszcze dwóch, i jeszcze pięciu i…. Oj wielu ich było… Jakiś rajd, czy coś….

Po chwili już ich wyprzedzamy. Niedługo potem mijamy… część ekipy z Huragana. Hamulce, nawrót i krótka pogawędka z chłopakami. Wracają już z Częstochowy. Ci to mają kondycję. Dzwoni Anetka - dowiaduję się, że właśnie odwiedziła nas w domu policja. Mamy wezwanie w sprawie sprzed roku - 130km od domu - wezwanie jest… na wczoraj, dziś lub jutro…. Chyba komuś coś się pomyliło...

Brynek. Koło Pałacu Henckela von Donneresmarcka (1908r) spotykamy ekipę, z którą wyprzedzaliśmy się na trasie, a która znów nam uciekła w trakcie naszych huraganowych pogaduch…

Korzystając z tego, że ekipa robiła sobie zdjęcie, Monika szukała czegoś dla siebie ;-)



Fajne miejsce.





Dalej szlakiem do Boruszowic. Miało być szlakiem, bo Kosma zaczęła już tęsknić za terenem ale… gdzieś nam szlak uciekł i docieramy tam jednak asfaltem. Zbyt ruchliwym asfaltem. Na szczęście to jedyny chyba dziś tak ruchliwy odcinek.

Krótki postój obok zabytkowej fabryki papieru (1894-1923) (wcześniej fabryki materiałów wybuchowych). Gdzieś czytałem, że można zwiedzić to miejsce, ale dziś udaje nam się tylko stanąć przed zamkniętą bramą.



Krótki postój w Biec Garten jak to niektórzy przeczytali… :) i decydujemy się skrócić trasę. Jakoś strasznie wolno nam to wszystko dziś idzie i trzeba wracać. Zielonym szlakiem do Pniowca, świeżym asfaltem do Strybnicy i przez Opatowice do Starych Tarnowic.

Podjeżdżamy do bramy zamku (XVI w.) i…



... i brama się otwiera.



Szok. Przez chwilę, bo okazało się, że to za nami ktoś właśnie zamierzał wjeżdżać i otworzył ją… A już myśleliśmy, że to nasz widok…

Dziwnie pusty park w Reptach i Sztolnia Czarnego Pstrąga - 600m łodziami pod ziemią.



Niestety nie dziś…

Częściowo terenem do domu.

Fajnie było, choć było by fajniej gdyby działały przerzutki i mógłbym doganiać Monikę na asfalcie.

Okazuje się, że w najbliższej okolicy jest mnóstwo fantastycznych, historycznych miejsc, których nie znamy...
AktywnośćJazda na rowerze Dystans23.10 km W terenie17.00 km Czas w ruchu01:56 Vśrednia11.95 km/h
Temp.18.0 °C SprzętRock Machine Flash
Zamiast pochodu
Zamiast pochodu
Gdzie te czasy z pochodami.. tłumy ludzi... flagi... baloniki... Ech to se ne wrati... Nie, nie tęsknie za tym, choć trzeba przyznać, że robiło to wrażenie...

Dziś zjechała do nas Kosma więc... już się nie mogę wymigać od jazdy na rowerze... Anetka nie może z nami jechać więc bierzemy chłopaków i ruszamy w teren. Szybko okazuje się, że Kellysek + teren to nie jest to co Monika lubi najbardziej. Za to chłopcy bez problemów pokonują ścieżki miechowickiego lasu. Jedno co nam się nie podoba to... komary... już są :-(

Po 7km dzielnie pokonanych przez Igorka i Wiktorka zostawiamy chłopaków na meczu piłki ręcznej, a my jedziemy się pokręcić chwilę po najbliższej okolicy (bo mamy tylko pół godziny). Jedziemy zobaczyć jak koło kumpla zrobili wycinkę pod A1. Blisko, bardzo blisko 150-200m.

Chwila pogawędki i jedziemy dalej... Jako, że Kosma zdecydowanie nie lubi dziś terenu...



... wyjazd w Wieszowej na asfalt.

Na światłach mała awaria. Ciągle czerwone. Zawisły - czyżby chodziły na Windowsach? Kiedy w końcu zmieniają się na pulsujące wszyscy ruszają... Ci z podporządkowanych też... No comments.

Potem odkrycie - magiczna droga na szlaku Kleszczyńskiego. Podoba mi się tylko... niestety nagle kończy się na czyimś podwórku, a tam gdzie wiedzie szlak - również teren prywatny.

Odbieramy chłopaków i wracamy na osiedle.



Krótko, wolno ale sympatycznie.