Wpisy archiwalne w kategorii

Bieganie

Dystans całkowity:6906.40 km (w terenie 1496.49 km; 21.67%)
Czas w ruchu:834:20
Średnia prędkość:8.27 km/h
Maksymalna prędkość:183.00 km/h
Suma podjazdów:53278 m
Maks. tętno maksymalne:210 (108 %)
Maks. tętno średnie:193 (100 %)
Suma kalorii:447473 kcal
Liczba aktywności:878
Średnio na aktywność:7.87 km i 0h 57m
Więcej statystyk

5. Bieg Niepodległości

Piątek, 11 listopada 2016 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Drugi bieg na 10km za mną.

Na mecie © djk71


Ale po kolei...

Dawno temu Młynarz namówił mnie żebym zapisał się na Bieg Niepodległości w Żaganiu. Raz, że fajna impreza, ponad 1000 startujących, dwa, że jak się zapiszę i zapłacę to w końcu nie będzie wymówki żeby ich odwiedzić, trzy będę miał motywację żeby potrenować.

Pomysł wydawał się świetny i tak zrobiłem.

Niestety z treningów nic nie wyszło, biegi skończyły się we wrześniu, co więcej było to marszobiegi i to dystansie o połowę krótszym. Z innych powodów jeszcze na dwa dni przed wyjazdem nie byłem pewien, czy pojedziemy, a jeśli nawet to byłem przekonany, że na pewno nie będę startował.

W końcu zapada decyzja - jedziemy. Żona mimo moich deklaracji pakuje mi ciuchy do biegania. Wieczorem przed startem podejmuję decyzję - biegnę. Choć to chyba mocne nadużycie, postaram się pokonać trasę dowolną techniką. Tyle, że limit czasu to 90 minut.

W moim pierwszym, i jak dotąd jedynym biegu, ponad dwa lata temu, miałem czas 56:49, dziś boję się, czy zmieszczę się w limicie. Cel jest taki żeby się zmieścić.

Przyjeżdżamy trochę wcześniej, bo w biegu dla dzieci staruje Kori. Radzi sobie doskonale :-)

Kori już po biegu © djk71


Idziemy z Piotrem się przebrać do auta. Zimno. Bardzo. Niewiele powyżej zera.

Przed startem © djk71


Ruszamy do swoich sektorów. Na minutę przed startem w z związku z dzisiejszym świętem rozbrzmiewa z głośników hymn. Fantastyczne zachowanie zawodników - wszyscy w jednym momencie przestają rozmawiać i się rozgrzewać. Genialna atmosfera.

Ruszamy. Biegnę z innymi równym tempem. W głowie świta myśl, że może spróbuję choć cały czas biec, wolno, ale biec. Pierwsze kilometry jakoś idą, ale szybko zaczynam czuć zmęczenie. Wkrótce pierwszy podbieg i przechodzę do marszu. I tak już będzie. Bieg (trucht) i marsz. Na półmetku już wiem, że zmieszczę się w limicie. Ale wiem też, że nie ma sensu nastawiać się na żaden czas. Trzeba po prostu dotrzeć do mety.

Biegnę © djk71


Po drodze mijam się z Piotrkiem. Mam nadzieję, że uda mu się osiągnąć zamierzony cel. Biegnie uśmiechnięty. Mnie na półmetku dopinguje Anetka z Igorem. Igorek biegnie nawet kawałek po chodniku dodając mi otuchy. Tak samo jest na ostatnim odcinku kiedy mam już zupełnie dosyć. Do tego wraz z moją rodzinką stoi przy trasie Jacek, który dotarł tu rowerem :-)

Już wiem, że dotrę do mety. Tuż przed metą dołącza do mnie Kornelia i dociąga mnie za rękę do mety :-)

Na szyi ląduje medal, a na twarzy uśmiech. Jestem na mecie. Cieszę się, że dałem się namówić. Potrzebowałem tego. W głowie od razu milion myśli, o kolejnych treningach, o kolejnych startach, o…Pewnie szybko uciekną, ale przez chwilę krążą jeszcze miło w głowie. Lubię to uczucie ;-)

Zmęczony, ale zadowolony. W tomboli udaje mi się jeszcze wygrać zimowy zestaw do biegania więc kolejny sukces :-)

Na zakończenie dnia nasi pokonują Rumunów po emocjonującym meczu. Czyli znów sukces :-) Dzień sukcesów. Dawno takiego nie było :-)

Forrest Gump i kawa

Czwartek, 29 września 2016 · Komentarze(4)
Tym razem bieganie po lesie. W sumie fajniej. Ciszej, spokojniej. Nie tak twardo. Tyle, że szybko robi się ciemno. Końcówka wypatrując dzików :-) I każdy podbieg kończy się marszem. Ale ogólnie biegło mi się dobrze. Momentami tak jak bym chciał docelowo. Niekoniecznie szybko, ale bez wysiłku. Choć oczywiście to bez wysiłku to obecnie jest żartem, po puls sporo powyżej 180, a momentami nawet ponad 190. Mimo to cieszę się, że pobiegałem.  Sprawiło mi to przyjemność.

Taką samą jak ostatnio picie kawy.

Jednak lubię © djk71

Przez całe lata piłem po kilka dziennie. Dużych, czarnych, mocnych i gorzkich. Najpierw jak wszyscy parzone, tzw. plujki, potem z ekspresów, rozpuszczalne... Aż po ponad dwudziestu latach rzuciłem to. Z dnia na dzień przestałem. I nie brakowało mi tego. Czasem zaciągnąłem się aromatem i wystarczyło mi to. Kilkukrotnie w ciągu ostatnich trzech lat skusiłem się na jakieś pojedyncze filiżanki, ale nie sprawiały mi przyjemności. Do czasu. Do tegorocznego wyjazdu do Włoch. I tam się zaczęło. Znów piję kawę. Choć teraz zwykle tylko jedną, małą (choć mocną) dziennie.

Uwielbiam ten zapach parzonej kawy i potem te kilka gorących łyków, mmm.... I mimo, że wciąż testuję różne gatunki w poszukiwaniu tej najlepszej (i akceptowalnej cenowo) to jak na razie każda sprawia mi przyjemność.

A co do przyjemności z biegania, to dodatkowo świetnie pozwala rozładować emocje. Niestety do czasu. Nie mija godzina i emocje znów wracają. Niestety te negatywne. Może po prostu nie można być szczerym. Może trzeba oszukiwać w domu, w pracy, w życiu. Przepraszam, nie oszukiwać... mówić to co inni chcą usłyszeć... I wtedy jest spokój... tzn. inni mają spokój... Albo trzeba biegać non-stop. Jak Forrest Gump. Run Forrest, run! Run Darek, run! Run away!

I po chorobie

Piątek, 23 września 2016 · Komentarze(6)
Wczoraj wieczorem połknięta ostatnia pigułka więc dziś czas coś zrobić. Jako, że rower ostatnio w odstawce, pływać będę mógł dopiero za tydzień, to pozostało bieganie. Jak to dumnie brzmi. A tak naprawdę to truchtanie. Do tego wciąż przeplatane marszem. No, ale co zrobić, jak po kilkudziesięciu metrach puls od razu skacze powyżej 180? A przecież "biegnę" tak, że wolniej się nie da.

No, ale nic, miało być bez marudzenia więc fajnie, że wyszedłem i nie zawróciłem (choć diabełek szeptał już: Wróć do domu!). To, że słabo to tylko powód żeby wyjść o raz kolejny. Tym bardziej, że przede mną dwie imprezy, w tym jedna biegowa i jedna przygodowa. Jest motywacja żeby się ruszać.

Pozytywny trucht

Wtorek, 13 września 2016 · Komentarze(0)
Rano po pływaniu był pozytywny wpis więc czas na kolejny.

Wieczorkiem bieg, a właściwie truchcik. O dziwo tym razem tylko z jedną przerwą na marsz. Pod koniec nawet kusiło żeby biec dalej, ale rozsądek kazał wrócić do domu. Puls wciąż wysoki.

Kusi mnie żeby wystartować w rajdzie przygodowym na Silesia Race w październiku. Niestety start jest parami, a koleżanka, z którą miałem startować musiała odpuścić :-( Gdyby ktoś chciał dołączyć (bez parcia na wynik) to proszę o kontakt :-)



Bieganie jak na basenie

Niedziela, 11 września 2016 · Komentarze(13)
Dzisiejszy bieg (?) jak na basenie... co chwilę brak powietrza. Ale też nic dziwnego. Co chwilę puls skakał do ponad 190. I jak tu biegać? Na 5 kilometrach 10 przerw na maszerowanie! Chociaż patrząc na wynik całości to metoda Gallowaya działa doskonale :-) Nie żebym planował tak biec, po prostu kiedy nie mogłem - przestawałem. Na razie nie ma planów. Ani startowych, ani treningowych. Po prostu cieszę się jak uda się coś zrobić. Plany od prawie dwóch lat są jak bańki mydlane, niektóre uda się złapać, ale większość zbyt szybko pęka, znika...  Albo jak piana w wannie. Pojawia się, jest wielka i za chwilę nie ma po niej śladu.

Piana pojawia się i znika © djk71

Tak i moje plany. Szczególnie w weekendy. Od jakiegoś czasu ich nie cierpię. To zwykle dni kiedy nic się nie udaje. Kiedy widzę jak kolejne dni życia mijają bez sensu. Jak tracę kolejne minuty, godziny bez żadnego sensu i powodu... Nie cierpię weekendów.


Żona mnie zmusza

Czwartek, 1 września 2016 · Komentarze(3)
Po wczorajszym nieudanym basenie dziś jest szansa na nieudane bieganie. Próbowałem się nie obudzić, ale żona nie dała za wygraną. Mam biegać żebym nie był marudny :-)

Chłodno. Ubieram więc bieliznę pod koszulkę i w drogę. Początek spoko, potem przy każdym nawet najmniejszym wzniesieniu problem. Czyli jak na rowerze. Wirtualny partner jednak motywuje i pilnuje żebym się nie obijał. :-) Jak żona :)

I po urlopie

Wtorek, 16 sierpnia 2016 · Komentarze(2)
18 dni wolnego za mną. Dawno nie miałem tak długiego urlopu. I chyba nigdy tak mało rowerowego. Trzy krótkie jazdy, trzy próby biegania. Za to trochę chodzenia, np. podziwiając lustrzany rower w Krakowie :-)

Lustrzane koła © djk71

I trochę czasu z rodziną. Nie narzekam, tylko dziwnie tak jakoś... Jak nie ja...

Dziś pierwszy dzień pracy i... skoro koniec urlopu to trzeba coś zrobić. Spróbujemy pobiegać. To znaczy ja spróbuję, bo dziś sam. Pierwsze trzy kilometry spoko. Potem wraca ból piszczeli. Trochę marszu i jeszcze jedna próba biegu. Udaje się dobiec do domu. Dziś tak nie boli jak ostatnio. Zobaczymy co będzie dalej.

Z bólem piszczeli

Środa, 3 sierpnia 2016 · Komentarze(5)
Dziś samotnie i w planach krótko. Okazuje się krócej niż planowałem. Po niecałych 2 km zaczynam czuć piszczele. I to od razu dość mocno. Już kiedyś tak miałem i przerwałem bieganie. Teraz bym tego nie chciał. Pytanie skąd to się bierze? Boli tak, że przez chwilę nawet trudno mi iść. Muszę poczytać co za diabeł...

Po plaży

Niedziela, 31 lipca 2016 · Komentarze(1)
Wczorajszy bieg i dzień na plaży strasznie mnie zmęczyły. Dziś miał być dzień odpoczynku, ale wczoraj umówiliśmy, że wraz z Młynarzem i Igorem pójdziemy rano pobiegać po plaży. Z lekkim opóźnieniem, ale udaje się. Od początku wiem, że wspólne bieganie będzie oznaczało... wspólny start. I tak jest. Co prawda przez długi czas widzę ich przed sobą na pustej plaży, ale w końcu znikają mi zupełnie z oczu.

Biegnę sam. Biegnę to mocno powiedziane. Raz biegnę, raz maszeruję. Czekam, aż zobaczę ich wracających, ale ich nie ma. Dobra, miało być 10 km to będzie. Już wiem, że pobiegnę 5km i zawrócę. I tak jest, a chłopaków wciąż nie ma. Widać postawili sobie wyżej poprzeczkę.

Nie mam telefonu więc i tak tego nie sprawdzę. Zawracam. Po 9 km dogania mnie Igor. Końcówkę przemierzamy razem. Kończymy tuż pod namiotem... Wyzwanie Pepsi. Akurat otwierają. Zimna, mokra i z cukrem... idealna na ten moment :-)

Wypijamy i ruszam w poszukiwania Piotrka, który końcówkę zdecydował zrobić spacerkiem podziwiając naturę :-)

Fajnie rozpoczęty dzionek. Fajnie się biega po plaży, choć niezbyt łatwo, miejscami mokro, miejscami krzywo, a miejscami człowiek się zapada w piasku. Ale coś w tym jest. :-)

Bieganie z wysokim pulsem

Sobota, 30 lipca 2016 · Komentarze(0)
Wyjazd na urlop i ciąg dalszy próby biegania. Tym razem zamiast Wiktora idzie ze mną Igor. Więc będzie ciężko ;-)
Biegniemy po okolicy, w planie tylko 45 minut, ale po 20 minutach czuję, że jest źle. Pulsometr pokazuje 195. Nie mam pojęcia czemu. Jeszcze chwilę próbuję i znów to samo. Za ciepło? Nie ryzykuję wracam na kwaterę. Ale parę kilometrów do przodu. :-)