Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Co jest ważniejsze?

Czwartek, 19 maja 2011 · Komentarze(9)
Co jest ważniejsze?

Myślałem, że na Dymnie dostałem w d... Myślałem, że tam byłem zmęczony. Myślałem... Wystarczyło wrócić do pracy żeby przekonać się życie potrafi dać bardziej w kość.

I nie chodzi o to, że nie lubię tego co robię. Wręcz przeciwnie... uwielbiam to robić... Chciałbym jeszcze więcej... tylko wszystko powinno mieć ręce i nogi... Tylko każdy powinien zająć się tym co robić powinien i tym na czym się zna... Tylko inni powinni choć próbować zrozumieć, że:

- od nich też coś zależy... że nie pracują tylko dla siebie...
- oni też muszą coś zrobić... żeby ktoś inny mógł coś zrobić...
- że nie tylko ich sprawy są najważniejsze...
- że doba ma tylko 24h...
- ... i ze nie koniecznie całe te 24h trzeba poświęcać firmie...
- że...

Szkoda pisać... Ogólnie każdy ma milion pomysłów, a jak przyjdzie co do czego to... o tym jeszcze porozmawiamy... tak wiem... za pół roku... za rok... Bo trzeba podjąć decyzję, bo... trzeba nadstawić tyłka, bo...

Do d... z takim działaniem. Dobrze, że nie wszyscy są tacy i że wielu jednak zależy... na firmie, a nie na własnym interesie...

Czasem myślę, że takie, a nie inne wyniki na maratonach to dokładne odzwierciedlenie tego jak podchodzę do pracy... Z jednej strony chciałbym pojechać jak najlepiej, ale przy okazji chciałbym coś zobaczyć, coś sfocić, być zadowolonym z tego, sprawić, aby inni też byli zadowoleni... co przekłada się na gorsze miejsce...

Może powinienem po prostu patrzeć na mapę i przednie koło i gnać nie zwracając uwagi na nic... tylko na lepszy wynik... Może w pracy też powinienem skupić się jak inni tylko na kasie... może.. ale nie wiem czy tak potrafię... Tzn. wiem... nie potrafię... Nigdy nie potrafiłem myśleć o pieniądzach... To chyba źle... ale taki już chory jestem...

Na razie musiałem odreagować... dziś tylko po asfalcie... żeby się zmęczyć... żeby nie mieć czasu na myślenie...

Chciałbym mieć okazję częściej się uśmiechać, nawet będąc tak zmęczony jak wtedy gdy mavic robił to zdjęcie ;-) Swoją drogą myślałem, że miałem bardziej pogryzioną głowę...

Dymno 2011 i pierwsze miejsce

Sobota, 14 maja 2011 · Komentarze(25)
Dymno 2011 i pierwsze miejsce

Niestety nie moje :( Ale mojego syna, i nie Dymnie tylko na innej imprezie :)
Chłopcy wraz z Anetką, Kosmą i znajomymi pojechali na zawody Family Cup w Radzionkowie.

W skrócie (podsumowanie skopiowane od Kosmy):

- Igorek – I miejsce (puchar + dyplom);
- Wiku – VI miejsce (dyplom);
- Igorek & Wiku – III miejsce w kategorii Rodzina (puchar + dyplom);
- Igorek & Wiku – wylosowany Karcher (myjka ciśnieniowa) w kategorii rodzinnej teletomboli;
- Kosma – IV miejsce (dyplom);
- Kosma – wylosowany plecak w teletomboli.

Zwycięzcy K & K! © kosma100



Jestem z nich dumny. Świetnie się spisali. Lepiej niż ich ojciec. Dużo lepiej. Ale po kolei…

Gdy wczoraj przyjechałem do Sadownego odprawa techniczna już trwała:

- Kilka map do tego poskładanych z różnych źródeł
- Mapy są nie do końca spasowane więc są 5mm (100m) białe plamy :-)
- Jedna jest przekrzywiona (nie do końca zajarzyłem o co chodzi)
- Ortofotomapa w skali 1:6000
- Inne skale ro: 1:50000, 1:25000, 1:13333
- Świetliki - czy jak to nazwali organizatorzy...
- Poza tym nie należy się mapami zbytnio przejmować bo są stare i w terenie to inaczej wygląda.
- Nie ma być deszczu ale organizator nie obiecuje, że wrócimy sucho…
- Oprócz zwykłych punktów punkty stowarzyszone za które dostaje się minuty karne…
- Jest zalecenie żeby jechać w długich ciuchach i zamkniętymi ustami - tyle komarów i innych owadów…
- Nie pamiętam co jeszcze ale przez głowę przeszła mi myśl, że przecież jeszcze się nie rozpakowałem więc może…

W końcu jednak zostałem. Trochę rozmów ze znajomymi i koło północy kładę się spać. Budzę się koło czwartej ale żeby nie robić zamieszania do szóstej jeszcze próbuję drzemać. W końcu wstaję. Przyglądam się wyruszającej ekipie ekstremalnej i pieszej. My mamy jeszcze sporo czasu do startu. W końcu ubieram się (zdecydowałem się jednak na krótkie spodenki) i ruszam pod kościół skąd nastąpi start.

Kosciół w Sadownem © djk71


Sprzęt odliczający czas do startu.

Zaraz zaczynamy © djk71


Oczekiwanie

Czekamy na start © djk71


Rozdanie map i… patrzę na nie bezradnie próbując je ogarnąć. Mam za mały mapnik...

Mam za mały mapnik © djk71


Zamiast rozrysować trasę, jak zwykle to robię, ruszam na pierwszy punkt. I od razu zonk. Nie ma drogi, która powinna tu być. Mimo wszystko jadę widząc, że nie tylko ja zmierzam w tę stronę. W trakcie jazdy próbuję zorientować się raz jeszcze. Już wiem gdzie jadę, choć są to punkty, które chciałem wstępnie pominąć. Tylko jak się to stało? Po chwili już wiem. Północ na tej mapie nie jest na górze. Jest przesunięta o około 45 stopni. No tak, przecież napisy też są pod kątem… Niech żyje spostrzegawczość.

PK 22 - przesmyk między jeziorem i odnogą Bugu. Koszmarnie przeskakuje się między dwoma mapami. Tą właściwą i tą ze szczegółowym położeniem punktu. Punkt jest. Ale dość łatwo można go było przeoczyć. Tym razem pomagają mi inni zawodnicy, którzy gromadzą się obok lampionu.

Nad Bugiem © djk71


Dalej wałem w stronę PK21 - jeziorko. Po zjeździe z wału mokro. Jakoś udaje się jechać. Na punkcie spotykam Tomalosa, który nadjechał z drugiej strony.

PK 19 to zagłębienie
. Hmmm… Pierwsza przeprawa przez strumyk. Nawet się nie zastanawiam i nie kombinuję - wskakuję do wody, nie jest głęboko, do połowy łydki.

Przez strumyk © djk71


Lecę dalej. Mokro. Na punkcie spotykam Mavica. Jak się potem okaże to był jego ostatni punkt - poszedł hak przerzutki (w sumie chyba 6 osób rozwaliło przerzutki).

Wyjeżdżam z lasu i… chwila zaćmienia - jadę w lewo zamiast w prawo. Ląduję w Prostyniu. Długą chwilę trwa zanim orientuję się gdzie jestem. Zbyt długo.

W Prostyniu © djk71


Jadą na PK1 - dół głęboki. Najpierw piachy, potem, mokradła. Ścieżki wyglądają inaczej niż na mapie. Ląduję w jakimś grzęzawisku. Nie ma punktu i nie do końca wiem gdzie jestem.

Gdzie jest punkt? © djk71


Wycofuję się i próbuję jeszcze raz. Znów nic z tego. Jestem zły. Rezygnuję. Trochę mnie to załamuje.

Ruszam w stronę PK2 - dół płytki. Wjeżdżam do lasu i trafiam na niewłaściwą ścieżkę. Kompas pomaga mi wrócić na właściwą drogę. Chwilę trwa szukanie punktu. Schowany w krzakach. Nie da się jechać. Prowadzę rower ale w końcu jest.

PK3 - zagłębienie na szczycie. Od północy nie widzę ścieżki, która jest na mapie. Trudno, spróbuję od wschodu. Mierzę odległość. Wbijam się pod kątem prostym do góry i… jest ;-) Dobrze.

A rower w dole... © djk71


Teraz pora na PK4 - szczyt grzbietu. Będzie ciężko. Same ścieżki leśne. Co więcej teren nijak ma się do tego co wg mnie wynika z mapy.

Przerwa na popas i ponowną analizę mapy. Nie ma sensu jechać na czwórkę po drodze za dużo krzyżówek i za mało konkretnych punktów odniesienia. Szkoda czasu. Odpuszczam i jadę na PK6 - ambona myśliwska. Droga wydaje się być prosta choć przebijanie się przez piachy nie jest łatwe. W pewnym momencie popełniam jakiś błąd i… nie wiem gdzie jestem. Błąkam się bezradnie po lesie chyba z godzinę. Porażka. Po drodze spotykam jeszcze dwa zespoły, które podobnie jak ja nie mają pojęcia gdzie są.

Wybieram jedną z dróg i jadę… do końca, aż będzie coś co pomoże mi w zlokalizowaniu się. W końcu jest asfalt i drogowskaz, wiem (chyba) gdzie jestem. Ok, jeszcze jedna próba ataku na PK6. Tym razem zakończona powodzeniem.

Teraz PK12 - mostek na rzece Ugoszcz (pod mostkiem) - piachy, sporo pchania roweru.

Ciężko... © djk71


Jest mostek tylko punktu nie widzę. Czyżby ktoś go ściągnął?

Punkt miał być pod mostkiem © djk71


Rzut oka na mapę i… kawałek dalej jest drugi mostek! I jest punkt.

Teraz na PK11 - bród na rzece Ugoszcz (od południa). Mokro. Bardzo. Wydaje mi się, że precyzyjnie odmierzam odległość ale nie widzę wśród traw drogi.

Tylko gdzie tu biegnie droga? © djk71


Ryzykuję i idę przez kolejne grzęzawisko zastanawiając kiedy zmieni się w regularne bagno i zacznie mnie wciągać. Udaje się jednak dojść bez strat.

Jest punkt © djk71


Gdy zastanawiam się czy przejść przez bród (woda co najmniej do pasa) czy wrócić nadjeżdża zawodniczka, która decyduje się przeprawić przed rzekę. Ja wracam.

Spotykamy się przed PK7 - szczyt grzbietu - okazuje się, że próbowała przejść przez wodę ale było zbyt głęboko i zrezygnowała. Tym razem ona pierwsza odnajduje dociera na punkt - dzięki za głos :-)

Zjeżdżam ze szczytu i nie do końca jest pewien gdzie zjechałem. Jadę, znów na azymut. Po chwili okazuje się, ze jestem tam gdzie myślałem - Brzózka. Czas na PK8 - róg granicy kultur.

Jestem zmęczony. Do tego mam już dość komarów. Jest ich coraz więcej, szczególnie, że wody tu nie brakuje. Przez te kałuże i próby nie utonięcia gubię drogę i po raz kolejny jadę po omacku. Wyjeżdżam na asfalt. Jestem padnięty. Odpuszczam punkt, chcę jechać na metę. Postój w jedynym otwartym sklepie. O jak smakuje Cola.

Hmm… Po drodze jest jeszcze PK9 - płn-wch róg polany. Może spróbować? Ok, ostatni. Mokro, mokro, bardzo mokro. Znów spotykam Tomalosa. Grzęźniemy w błocie, opędzamy się bezskutecznie od komarów i próbujemy szukać punktu.

Iść czy płynąć? © djk71


W końcu jest droga, której nie mogliśmy odnaleźć. Tomek bez roweru pierwszy go odnajduje. Jeszcze tylko trzeba się wydostać stąd.

Kto wymyślił lokalizację tego punktu © djk71


Przejeżdżam obok punktu X - zagłębienie na grzbiecie. Nie mam siły. Odpuszczam. Dojeżdżam do mety.

Kiedy ja wcinam zupkę i kanapkę, które przygotowali organizatorzy… komary urządziły sobie ucztę na mojej głowie. Dokończyły w trakcie mycia roweru. Nie mam chyba na głowie miejsca bez bąbli…

Biorę zimny prysznic i idę zobaczyć wstępne wyniki. Kiepsko 14/17 w swojej kategorii i 49/59 w Open. Odnalezionych 10 z 27 punktów :-( Bardzo kiepsko.
Pocieszające jest tylko to, że tylko jedna osoba zaliczyła wszystkie punkty - Paweł Brudło - gratulacje.

Zadowolony, że przyjechałem ale zmęczony i zły z powodu wyników kładę się spać. Jutro wczesny wyjazd.

Do jazdy trzeba mieć chęć…

Sobota, 7 maja 2011 · Komentarze(12)
Do jazdy trzeba mieć chęć…

W zasadzie wszystko było ok. Tylko chęci brakło…

- Wczoraj kupiłem nowe opony. Co więcej, wymieniłem je od razu żeby dziś nie tracić czasu.
- Stałem się też posiadaczem modnego ostatnio buffa.
- Do tego zapowiedzieli na cały dzień ładną pogodę.

Czyli wszystko co potrzebne do jazdy.

Jeszcze kiedy odwoziłem rodzinkę na miejsce zbiórki - pojechali na wycieczkę w góry - zastanawiałem się jakie dalekie tereny dziś odwiedzę.

Wróciłem do domu. Chwilę popracowałem i jakoś się nie potrafiłem zebrać. Przebrałem się i nic… brak chęci do jazdy…

W końcu wyszedłem. Na zjeździe do Rokitnicy jest mi chłodno. W lesie na podjeździe do Miechowic… bezpłciowo. Nie czuję żadnej radości z jazdy. Rundka po lesie. Po drodze jacyś debile postawili kolejny szlaban na ścieżce rowerowej. Tylko, że tego się nie da objechać, podnieść… No comments…

wjazd na ścieżkę... :( © djk71


Dalsza jazda nie ma sensu. Po prostu mnie nie bawi. Nie wiem czemu. Może wciąż myślami jestem w pracy. W poniedziałek kolejna delegacja. Niby fajnie, niejeden by zazdrościł… Tylko wiem, że jak wrócę to znów będzie milion spraw… Nie to żebym nie lubił jeździć.. Lubię bardzo… tylko… zmęczony jestem natłokiem tematów… tematów rozpoczętych, czekających na rozpoczęcie… tematów ważnych i mniej ważnych i nieistotnych… Ech... dojeżdżam do domu... Pracować tez mi się nie chce... dziś...

W tym roku pierwszy raz nie jadę na spotkanie integracyjne. Jadę na Dymno. Mam nadzieję, że do tego czasu wróci mi ochota na jazdę...

Buty za 99 zł

Czwartek, 28 kwietnia 2011 · Komentarze(12)
Buty za 99 zł

Krótko. Sprawdzić jak będzie się jechało w butach SPD za 99 zł. Do parku w Reptach.

Po prostu... drzewa... © djk71


Tam lekka poprawa bloku w prawym bucie. Nie wiem czy to złudzenie, ale mam wrażenie, że coś nie tak i dlatego czuję prawą łydkę. czy ból pleców też z tego powodu? Oby to było tylko złudzenie, przypadek. Wracam do domu ostatnio odkrytym czerwonym szlakiem.

Jeden z przycisków w liczniku zaczyna odpadać po upadku :-(

Świąteczne szlaki

Poniedziałek, 25 kwietnia 2011 · Komentarze(13)
Świąteczne szlaki
Wczesna pobudka - w końcu to święta wiec szkoda marnować czasu. Szybkie śniadanie, ubieranie i mimo, że nie jestem miłośnikiem tego zwyczaju to… napełniam bidon wodą i.. budzę żonę :)

Dziś kierunek północny. W planach była Bibiela ale po spojrzeniu na mapę zdaję sobie sprawę, że w okolicy jest kilka szlaków turystycznych, po których nigdy nie jechałem. Tzn. wjeżdżałem na nie ale zwykle przypadkowo nie zastanawiając się dokąd wiodą. Może więc dziś je trochę spenetruję?

Mijam Górniki i wjeżdżam na czerwony Szlak Husarii Polskiej. W lesie uczta dla oczu i uszu. Wstające słońce, sarny i dziesiątki ptaków… Jest pięknie.

Szkoda, że tego nie słychać © djk71


Kawałek polem by po chwili znaleźć się obok kościoła św. Mikołaja w Reptach.

Bo nowy dzień wstaje... © djk71


Dalej czerwonym szlakiem ale odcinkiem, którym jeszcze nigdy nie jechałem. Fantastyczny dojazd do samego centrum Tarnowskich Gór. Tylko pola krzywe jak w Miechowie

Krzywe to pole... © djk71


Tym razem nie zatrzymuję się na Rynku tylko jadę dalej zielonym Szlakiem Stulecia Turystyki. Po drodze trafiam na zamek...

Nowy zamek? © djk71


Wow, okazuje się, że ktoś miał pomysł - to przedszkole "Bajeczny Zamek" :-)

Czy ten most jest zwodzony? © djk71


Docieram do Chechła. Jeszcze nigdy chyba nie było tu tak pusto. Spotykam jednego penetratora śmietników i jednego biegacza. Już wkrótce przybędą tu tysiące turystów spragnionych kąpieli wodnych.

Jaki to spokój... © djk71


Kawałek żółtym Szlakiem Gwarków Tarnogórskich i niebieskim Szlakiem Świerklanieckim dojeżdżam do Miasteczka Śląskiego.

Znów trafiam na zielony szlak i docieram do Pniowca. Pora wracać. Czarny Szlak Segiecki doprowadza mnie do centrum Tarnowskich Gór. Wcześniej podziwiam giełdę samochodową...

Giełda samochodowa? © djk71


Stamtąd już znanym czerwonym do Stolarzowic i asfaltem do domu.

Kolejna fajna przejażdżka, kolejny dzień z mnóstwem zwierząt na trasie (już przestałem je liczyć), kolejny samotny wypad z naciskiem na teren… Dobrze mi...

Kiepska nawigacja

Sobota, 23 kwietnia 2011 · Komentarze(15)
Kiepska nawigacja
Od kilku dni wiedziałem, że dziś pojadę gdzieś dalej. Potrzebuję tego. Potrzebuję odreagować ostatnie tygodnie pełne napięcia. Jako, że dziś Wielka Sobota to nawet się nie łudzę, że ktoś ze mną pojedzie. I dobrze. Dziś chcę być sam. Czyżbym podświadomie chciał zrobić trening przed Dymnem? Może… :-)

Mimo, że wstaję wcześnie udaje mi się wyjechać dopiero przed szóstą. Anetka - patrząc na moje krótkie spodenki i krótki rękawek - pyta czy nie będzie mi zimno. Zimno? Ależ skąd, już jest ponad 10, a ma być więcej.

Ruszam i po 300m jest mi chłodno. Bardzo chłodno. Wracać? Nie, zakładam kurtkę przeciwdeszczową, nie pada, ale trochę przed wiatrem ochroni. Zjeżdżam do Rokitnicy i marzną mi palce u rąk. Stamtąd już terenem, dziś tak chcę - jak najmniej asfaltu.

Biskupice i w drodze do Rudy uciekam w Trębacką. Ląduję na Zaborzu. Stamtąd na Halembę. Chwila zagubienia i już jestem na właściwej drodze. Trafiam na pętlę autobusową, gdzie już kiedyś byłem. Las i pierwsze dziś sarny, a po chwili bażanty.

Przecinam drogę 925 i znów las. Fajnie. Tylko podobnie jak w Otwocku mylę prawą stronę z lewą. Klucząc po ścieżkach wydaje mi się, że naprawiam swój błąd, ale ląduję w Śmiłowicach. Chciałem dalej. Trudno, przecinam DK44 i trafiam na piękną drogę wśród pól. Niestety po kilku kilometrach ląduję na czyimś podwórku. Odwrót. Następna droga i to samo. Masakra.

W końcu ruszam w drugą stronę i jest Mokre. Ok, tylko co dalej? Ściągam kurtkę, chłodno ale da się wytrzymać. Mapa, z której korzystam nijak ma się do realiów. Znów jakieś kluczenie, by w końcu po długim czasie trafić do Mikołowa.

Ktoś mnie obserwuje © djk71


Chwila na Rynku i wyjazd z miasta "na czuja". Tym razem instynkt nie zawiódł. Wilkowyje. Tabliczka sugeruje, że mogłyby to być "te", ale niestety nie są….

A gdzie ławeczka? © djk71


Mapa kieruje mnie na ścieżki, które znów wydają się wieść do jakiś domów. Nie chce mi się ryzykować i decyduję się na las. Niestety droga koszmarna, prawie jak jeden z odcinków z Miechowa

Ścieżka? © djk71


Przed kupą kamieni ogarnia mnie strach i łapię za klamki. Efekt łatwy do przewidzenia wyskakuję z siodełka, ale jakimś cudem udaje mi się zeskoczyć na nogi.

Nagle w lesie czuję piwo. Mocno czuję. No tak… Potok Browarniany… :-)

Potok browarniany © djk71


W planach dotarcie do Żwakowa i trafienie na czerwony szlak do Pszczyny. Niestety nie jest łatwo. Trafiam na wycinkę lasu i… gubię się. Do tego skaczące sarny i niedźwiedzie… Tzn. nie niedźwiedzie ale psy jakieś takie podobne do nich.

Po chwili gubię… buta… Zostaje w błotnistej ścieżce… Stojąc na jednej nodze kusi mnie żeby wyciągnąć aparat ale się w ostatniej chwili powstrzymuję :-)

A tu zostawiłem buta... © djk71


Wylatuję w Wyrach. Jak to zrobiłem? Nie wiem.

Jeszcze dworzec, czy już knajpa? © djk71


Jeszcze jedno podejście i jest lepiej. Docieram w okolice Żwakowa , tylko nie ma mojego szlaku. Dzwoni Andrzej, który chciał do mnie dołączyć w Rybniku, bo taki był plan, niestety nie tym razem, za dużą mam obsuwę czasową.

Trafiam na Paprocany. Nie chce mi się ani focić, ani siedzieć, jestem wściekły, że nie mogę trafić tam gdzie chcę. W końcu jest gmina Kobiór i zaczynają się normalne oznaczenia. Szybko trafiam na właściwą drogę.

Ciągle coś w krzakach się rusza….

Uciekał mi... © djk71


Dojeżdżam do Pszczyny. 80km - hmmm to chyba rekord z Zabrza ;-( Popas i pół godziny odpoczynku. Kolejne miejsce, które można zwiedzać godzinami, a ja tylko je "zaliczam". Będzie powód żeby tu wrócić.

Jak tu pusto... © djk71


Tym bardziej, że ktoś mnie podrywał…

Może Pan usiądzie... © djk71


Tylko drzewa jakieś takie….

Dziwne drzewa © djk71


Wyjeżdżam oczywiście dookoła. Przez Łąkę i Porębę. Tu się musiało kiedyś dziać… pałace, zamki, bażantarnie… Musiało być pięknie.

Bażantarnia © djk71


Znów las… Lubię to… Niestety od miejscowości Zgoń - asfalt. Ornontowice, Bujaków i Paniowy. Podjeżdżam pod kościół ale dziś tam tłoczno więc tylko rzut oka z zewnątrz i kupno Coli w sklepie. Potrzebowałem czegoś innego niż izotoniki…

Kościół w Paniowach © djk71


Z Halemby znów lasem… Znów mi się podoba… :-) Końcówka już asfaltem, bo czuję zmęczenie i nie chce mi się szukać alternatyw.

Świetny dzień. Potrzebowałem się zmęczyć, wyżyć i pobyć ze sobą. szkoda tylko,że nawigacyjnie było kiepsko. Niestety była to wypadkowa moich umiejętności, kiepskich oznaczeń w terenie i beznadziejnych map.

Krótko ale szybko

Poniedziałek, 18 kwietnia 2011 · Komentarze(3)
Krótko ale szybko

Rano zaskoczył mnie Amiga wysyłając MMS-a, że jedzie do pracy... rowerem. Brawo. Okazało się, że rowerem jedzie tylko 10 min. dłużej niż pociągiem.

Po obiedzie też nie wytrzymałem i ruszyłem choć chwilę pojeździć. Wczoraj podobało mi się w lesie wiec dzisiaj powtórka. Tylko w drugą stronę - Las Miechowicki i BTR-y. Przy wjeździe do Segietu nowa nawierzchnia. na drodze dwa ujadające burki... Właściciele wyszli po chwili zadowoleni, że pieski mnie wystraszyły... Może powinienem iść za przykładem Niewe i kupić sobie gaz... Tylko kogo nim traktować? Psy czy właścicieli?

Ugryzą, czy tylko poszczekają? © djk71


Kawałek dalej podziwiam Wielki Kanion Tarnogórski oświetlony zachodzącym słońcem.

Wileki Kanion... Tarnogórski © djk71


Można by tak siedzieć bez końca, ale słońce zaczyna mówić dobranoc...

Czas wracać © djk71


Czas zbierać się do domu. Klucząc przez las wyjeżdżam w Rokitnicy. Do domu asfaltem po raz pierwszy chyba nie schodząc poniżej 20km/h na podjeździe. Zmęczony ale fajnie było.

Niedziela więc do kościoła (-ów)

Niedziela, 3 kwietnia 2011 · Komentarze(17)
Niedziela więc do kościoła (-ów)

Siedzę
Podnoszę się
Wstaję
Podnoszę lewą rękę
Podnoszę prawą rękę
Zaczynam poruszać
Najmniejszym palcem lewej ręki
Zginam - prostuję
Zginam - prostuję
Zginam - prostuję
Zginam - prostuję

Otwieram oczy
Widzę
Powoli zaczynam wykonywać
Okrężne ruchy głową
Trochę boli
Szyja - kark
Szyja - kark
Szyja - kark
Szyja - kark

Zginam lewą nogę
Prostuję lewą nogę
Zginam lewą nogę
Prostuję lewą nogę
Zginam lewą nogę
Prostuję lewą nogę

Żyję


Tak śpiewało kiedyś Voo Voo. Tak dzisiaj ja się czułem po wczorajszym rajdzie.
Boli mnie wiele części ciała. W tym ta na 4 litery. Od marszu? Od siłowni? Nie wiem.

W planach była dłuższa przejażdżka ale dziś się ledwie ruszam. No cóż, wychodzi brak kondycji.

Śniadanie. Ustalenie planów na resztę dnia i…idę na rower. Wcześniej żona pomaga mi naprawić kask, mam nadzieję, że nie będę miał więcej niespodzianek takich jak w piątek.

Przez telefon Kosma straszy mnie, że najgorsze jest schodzenie po schodach. Hmmm, dziś to tylko cztery piętra, a nie trzydzieści jak wczoraj ;-)

O dziwo udaje się zejść bez większych problemów. Ruszam i… nic nie czuję, nic mnie nie boli. Fajnie. Tylko gdzie tu jechać? Chudów. Mekka okolicznych rowerzystów i motocyklistów, a ja byłem tam rowerem chyba tylko raz.
Czas nadrobić zaległości. Asfaltem, bo… nie znam innej drogi, a poza tym nie będzie już czasu na mycie sprzętu.

Dojeżdżam bez problemów.

Znów w Chudowie © djk71


Chwila przerwy na złapanie oddechu i… serburgera :-)
Sympatyczna pogawędka z rowerzystą, który przyjechał tu z wnuczkiem i ruszam dalej.

Nie wiem czemu ale takie wieże kojarzą mi się ze strażą pożarną.

Wieża kościoła w Chudowie © djk71


Na azymut do Bujakowa. Po drodze obserwuję w jaki dziwny sposób łatają tu dziury w asfalcie - kostką.

Nowa metoda łatania dziur - kostką. Taniej? © djk71


Takich miejsc na trasie jest sporo.

Celem było sanktuarium, ale skupiłem się głownie na ogrodzie przykościelnym.

Ojciec Pio schowany w drzewie © djk71


Piękne miejsce.

Urosło czy zawisło © djk71


Można nawet pogodę sprawdzić.

Pogodynka © djk71


Pięknie tu będzie za miesiąc, dwa…

Zamyślić się tu można © djk71


Tylko na co kościołowi takie zabawki?

W przykościelnym ogrodzie? © djk71



Kolejna pogawędka tym razem z bikerem z Chorzowa.

Ruszam do Paniówek. Zawsze oglądałem ten kościół z drogi. Czas się w końcu przy nim zatrzymać. Z bliska nie robi już takiego wrażenia.

Borowa wieś, a nie Paniówki © djk71


Czas wracać. Na azymut. Kierunek jest dobry tylko… po drodze niespodzianka.

Niespodzianka na trasie © djk71


Muszę się wycofać i ruszyć lasem w stronę Halemby. Stamtąd już asfaltem do domu.

W centrum na trafiam na koniec manifestacji w obronie zwierząt.

Marsz (nie) milczenia © djk71


Dom. Teraz tylko zejść z roweru i wejść na czwarte piętro :-)
Bałem się, że będzie gorzej. Teraz do soboty przerwa.

Po serwisie

Piątek, 1 kwietnia 2011 · Komentarze(8)
Po serwisie
Po tygodniowym pobycie w serwisie w końcu dostałem rower w swoje ręce. Dobrze, że tyle to trwało bo... albo bym żałował, że nie mogę jeździć, albo miałbym wyrzuty, że jeżdżę zamiast pracować.

Późno ale muszę choć na chwilę wyjść i sprawdzić, czy się kręci. Kręci. I przerzutki znów działają. I przednia też :-) Ciekawe jak długo tak będzie.

Ciekawe kiedy znów będzie tak lśnić... © djk71


W Stolarzowicach na skrzyżowaniu przestaję widzieć. Ciemność. Wystraszyłem się nie na żarty. Okazało się, że zaczep daszka w kasku jest pęknięty i daszek opadł mi na oczy. Koszmarne uczucie. Szczególnie na skrzyżowaniu.

Na szczęście nic innego nie przeszkadza. Tylko szkoda, że czasu brak. Jutro też nie pojeżdżę, bo... inne atrakcje w planie :-)

Za to mam nadzieję w niedzielę trochę pokręcić. Potem tydzień kolejnych targów i... Otwock. Tam mnie jeszcze nie widzieli :-)

Za to w miniony weekend udało mi się odwiedzić Asicę i Młynarza. Ech działo się. Przypomnieli mi ich powrót z wyprawy dookoła Polski.

Pałac w Brodach © djk71


Niewiele się tam zmieniło od tego czasu.

Może tylko bardziej wieje, bo robotnicy, którzy tam się krzątali nie mogli utrzymać pionu.

Kosma chciała zwiedzić pałac dokładniej ale nie było gdzie kupić biletów.

A jednak ktoś tam był... © djk71


Poboczne budynki ktoś wyremontował, na pałac nie starczyło kasy.

Część udało się wyremontować © djk71


Potem Piotrek pokazał nam jak wygląda ośmiornica. Sosna - ośmiornica.

Ośmiornica © djk71


Ech, chciało się tam zostać...

Zielono mi © djk71


Posiedzieć...

Szkoda drzew © djk71


Popływać...

Molo? © djk71


A wieczorem pobawić się przy ognisku...

Płonie ognisko © djk71


Ogień zachęcał do tańca...

Któż to? © djk71


Ale nie skusiliśmy się.

Fajnie było. Potrzebowałem oddechu...