Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Z przeszkodami

Piątek, 18 marca 2011 · Komentarze(7)
Z przeszkodami
Wczoraj był ciężki dzień. Dosłownie i w przenośni. Dziś też się ciężko wstawało. Rzut oka za okno i nie pada. Hmmm. Późno, prawie szósta, ale co tam... ostatnio prawie nocowałem w pracy więc mogę chyba też chwilę później przyjechać rano.

Ubieram się i... coś się przednie koło słabo kręci. Coś nie jest mi dane wyjechać. Szybka (jak na mnie) korekta hamulców i jest lepiej. Jadę. Późno więc asfalt.

W Stolarzowicach na skrzyżowaniu przeskakuje mi łańcuch i spada. Odpychając się nogami zjeżdżam na pobocze, zakładam go na swoje miejsce i jadę dalej.

Na skrzyżowaniu z DK78 ostry start i znów przeskok łańcucha. Uderzam z całej siły kolanem w ramę. Boli. Chyba pora wracać. Nie, spróbuję kawałek pojechać, jak będzie bolało to zawrócę. Jakoś się udaje.

Pochmurno. Mgliście.

Ponuro ale trzeba do przodu... © djk71


Mży. Nic nie widzę. Okulary lądują w kieszeni.

W Reptach chwila przerwy przy kościele św. Mikołaja.

We mgle © djk71


Łańcuch dalej przeskakuje więc jak tu uciekać przed burkami? Tym razem się udało.

Dom. Wnosząc rower po schodach czuję kolano ale skończy się chyba tylko na siniaku.

Irracjonalne zachowanie

Środa, 16 marca 2011 · Komentarze(6)
Irracjonalne zachowanie

Po wczorajszym porannym koncercie wiedziałem, że muszę wyczyścić napęd. Wieczorem żona nalega żebym wyczyścił cały rower. W sumie nie dziwię jej się. Rower stojący w przejściu w mieszkaniu, z którego przy byle dotknięciu sypie się warstwa wysuszonego błota… Chwilę się waham ale pamiętając, że ostatnio dwukrotnie sama go myła zgadam się. Zajmuje mi trochę czasu doprowadzanie go do jako takiego wyglądu.

Rano, dużo później niż wczoraj, ruszam na krótką przejażdżkę. Krótką, bo obiecałem podwieźć koleżankę do pracy więc muszę wrócić o określonej porze do domu. Zjazd do Rokitnicy i… w las. Bardzo mądre. Wyczyszczonym rowerem pcham się w błoto. I kto tu takiego zrozumie? :-)

Pierwszy raz od dawna mam założony pulsometr. Mam wrażenie, że wariuje. Podobnie jak napęd - łańcuch przeskakuje przy każdym mocniejszym naciśnięciu na pedały :-( Czyżby czas na serwis? Boję się, bo znów mi każą wymienić pół osprzętu.

A pulsometr? Przez chwilę myślę, że to może baterie słabe, ale prawda jest taka, że błoto i nierówności terenu dają mi w kość. Tam gdzie słychać "pikanie" rzeczywiście z trudem łapię oddech. Ciężko. Nawet znaki mówią żebym się zatrzymał ale ja jadę dalej.

STOP © djk71


Ci, którzy znają te tereny wiedzą, że są one usłane bunkrami. Czyżby budowali nowe? ;-)

Nowe bunkry? © djk71


Grząsko, ślisko i nierówno - dwa razy muszę zeskoczyć z roweru. Po jednym pewni e będzie ślad na kolanie, ale udało się nie upaść.

Krótko ale męcząco.

A w domu wciąż rośnie...

Wciąż rośnie © djk71

Po Zabrzu

Sobota, 26 lutego 2011 · Komentarze(5)
Po Zabrzu
Ciężki tydzień za mną. Ciężki przede mną. Chyba.

Tym bardziej trzeba wykorzystać chwilę wolnego i słońce. Po zakupach i obiedzie ruszam na rower. Miało być w drugą stronę ale z pewnych względów jadę w stronę Zabrza. Z rowerówki zjeżdżam na budowaną ulicę Dojazdową.

Budowa nowej drogi © djk71


Nawet da się przejechać choć rower lekko ubłocony.

Droga już wytyczona © djk71


Jeszcze tylko przeskok przez przeszkodę...

A to co? © djk71


I już jestem po drugiej stronie

Po drugiej stronie © djk71


Przerażają mnie takie suche drzewa © djk71


Biskupice.

Tamtędy © djk71


Osiedle Młodego Górnika wciąż mnie zadziwia, a czasem przeraża.

Straszne są te baraki © djk71


Z jakiegoś powodu lubię pociągi.

Lubię kolej - czyżbym chciał gdzieś uciec? © djk71


I te śląskie klimaty.

Kopalnia © djk71


Podjeżdżam do często ostatnio fotografowanej przeze mnie koksowni.

Jeszcze cicho... zaraz się zacznie... © djk71


Jak na życzenie zaczyna pracować.

Fabryka chmur © djk71


W końcu wiem skąd się biorą chmury.

Jadę na Zabrza zobaczyć jak przygotowuje się do sezonu drużyna bikestats :-)

Na lodowisku © djk71


Na lodowisku © djk71


Momentami jest ciężko ale dają radę.

Tak też bywa © djk71


Chłodno kiedy się człowiek nie rusza więc jadę dalej. Przez Janek, Makoszowy do Kończyc. Po drodze przyglądają mi się sarenki :-)

Z daleka © djk71


W Makoszowach rzut oka na tamtejszy kościół. Dziwny.

Nie podoba mi się ten kościół © djk71


Jeszcze pomnik poświęcony poległym w walce o wyzwolenie narodowe i społeczne ziemi śląskiej.

Tu też ktoś walczył... © djk71


I wracam do domu zerkając po drodze jak postępy na lodowisku. Jest lepiej :-)

BTW: W ten weekend wznowiony rozgrywki ekstraklasy. Na Janku to widać.

Kolejne dzieło fanów Górnika © djk71


Fani czy fanatycy © djk71


Fajnie było. Wróciłem zmęczony ale BARDZO zadowolony.

Kilka prawd rowerowych

Czwartek, 17 lutego 2011 · Komentarze(8)
Kilka prawd rowerowych
Wczoraj wróciłem zmęczony i padłem. Po raz kolejny ostatnimi czasy zdarza mi się wcześnie zasypiać. Starość? Może, w każdym razie potrzebowałem się wyspać, choć w planach miałem jeszcze pracę.

Rano też się nie spieszę do pracy. I tak pewnie zostanę dłużej. Najpierw rower.
Trasą podobną jak ostatnio tylko w odwrotnym kierunku (helenka - Stolarzowice - Górniki - Repty - Ptakowice - Zbrosławice - Ptakowice -Górniki - Stolarzowice -Helenka). W czasie jazdy odkrywam/przypominam sobie kilka rowerowych prawd.

Pierwsza prawda pojawia się w mojej głowie bardzo szybko:

Z górki rowerem jedzie się łatwiej i szybciej (dotyczy w szczególności osób o kiepskiej kondycji).

Druga, zaraz po wyjeździe na DK78:

Ruch o poranku na krajówce każdego roboczego dnia jest taki sam. Lub większy.

Uciekam w teren i kolejna prawda:

Jeśli początek drogi terenowej wygląda źle (koleiny, lód, itp) to dalej nie będzie lepiej.

Nie było. W Zbrosławicach zaczyna mnie denerwować hałas:

Z czystym i nasmarowanym łańcuchem jeździ się łatwiej i ciszej. I nie ma obciachu jak się obok kogoś przejeżdża.

W końcu dom.

I znów udało się wrócić © djk71


Mimo wszystko:

Warto czasem ruszyć tyłek z domu zamiast leżeć w łóżku lub siedzieć przed telewizorem. Zamiast czasem powinno być chyba: zawsze

Różowy

Poniedziałek, 14 lutego 2011 · Komentarze(7)
Różowy
Wczorajszą przejażdżkę sponsorował kolor pomarańczowy. Dzisiejszą - różowy. Dziwne zdjęcia wyszły. Nie tknąłem ich żadnym programem, a mam wrażenie jakby się ktoś długo nad nimi znęcał. I to nieudolnie.

Jaki w końcu ma kolor Śląsk © djk71


Dzisiejszy poranek też mroźny. Niestety w najbliższym czasie nie widać szans na jazdę o innej porze dnia. Trzeba poczytać poradniki fotograficzne jak robić zdjęcia o poranku i... ćwiczyć... :-)

Po długiej przerwie...

Sobota, 5 lutego 2011 · Komentarze(9)
Po długiej przerwie...
Dawno nie jeździłem. Bardzo dawno. Tradycyjnie: brak czasu, brzydka pogoda, brak chęci… i milion innych powodów. Ten weekend w domu, do tego brak śniegu i nie pada… kończą się wymówki.. Trzeba jechać.

Przed wyjściem rzut oka na łańcuch… masakra. Szybkie smarowanie i w drogę. Szybko. Dziwnie szybko. Czyżby aż tak bardzo mi tego brakowało?

W Zbrosławicach podjazd pod kapliczkę i… brak sił. Wkrótce się okaże, że każdy kolejny podjazd wygląda tak samo. Czyli źle.

Kapliczka w Zbrosławicach © djk71


Dalej polną drogą zobaczyć gdzie mnie zaprowadzi. Tak jak podejrzewałem, na drogę do Księżego Lasu. Tylko czemu była taka błotnista? Upaćkany od stóp do głów. Mimo to wolę polne i leśne drogi niż asfalt.

Byle nie po asfalcie © djk71


Księży Las. Wyjątkowo nie jadę pod kościół tylko skręcam w prawo. Już tamtędy jechałem ale nie pamiętam gdzie wiedzie ta droga. Po chwili się dowiaduję… Jasiona. Tylko gdzie dalej? W lewo. Łubie. Fajnie się jedzie tylko strasznie wieje. Docieram do Pyskowic. Nie wjeżdżam do centrum, tylko wracam w stronę domu, bo czas na obiad.

W Zbrosławicach kryzys. Nie mogę. Bolą mnie uda. Do tego średnie tempo około 10km/h. I postoje. Koszmarna końcówka. Częściowo na stojąco. Porażka.

W domu przeglądając RSS-y trafiam na wpis Lukaska:

"Niestety w drodze powrotnej ogromny wiatr dał mi popalić. Około 12 km przed końcem jechałem prędkością ~12 km/h. Wróciłem bardzo zmęczony, nie czułem nóg. Wszystko przed bardzo długą przerwę"

Jakbym czytał siebie. Jestem zmęczony ale cieszę się, ze pojeździłem.
Poza tym czemu się dziwię, ostatni raz "taki" dystans zrobiłem ponad 100 dni temu...

Inauguracja 2011

Niedziela, 2 stycznia 2011 · Komentarze(8)
Inauguracja 2011
W ubiegłych latach Nowy Rok witałem na rowerze. Wczoraj, choć w sumie była taka możliwość, jakoś nie było chęci. Nic na siłę. Mimo to dzień był całkiem udany. Dziś również od rana aktywnie (choć przy komputerze) :-) W końcu jednak decyduję się choć na krótką przejażdżkę. Nie chce mi się walczyć z terenem. Asfalt wygląda przyzwoicie więc szybka rundka po szosie.

Fajnie się jeździ kiedy człowiek nie myśli o problemach, kiedy odrzuca to co go męczy, boli… Próbuję po raz kolejny oddzielać prywatne tematy od pracy i odwrotnie. Prywatne rzeczy też próbuję selekcjonować, zajmować się tym co ważne lub tym co lubię i… nie mieszać kilku tematów jak to zdarzało mi się ostatnio dość często. Zobaczymy jak długo się tak uda.

Ptakowice, Zbrosławice… fajnie się jedzie choć dziś zabrakło kominiarki i zbyt chłodne powietrze wdziera się do płuc. Mam nadzieję, że nie skończy się to źle.

Ciekawe czy w tym roku uda mi się w końcu pojeździć więcej w zawodach PP. Chciałbym bardzo. Mam nadzieję, że życie po raz kolejny nie zmusi mnie do weryfikacji tych planów. Zobaczymy.

W Wieszowej chwila postoju na łyk czegoś ciepłego i rzut oka na budowę węzła na A1.

Budowa węzła Wieszowa na A1 © djk71


Ściemnia się więc pora włączyć przednią lampkę (tylna od dawna jest włączona). Pora… gdyby baterie działały. Tego się nie spodziewałem. Trudno. Jakoś dojadę.

Jeszcze tylko podjazd z Rokitnicy i dom. Lubię się tak spocić, dziwne, że to może sprawiać przyjemność, ale tak jest. Obym sobie częściej sprawiał taką przyjemność...

Podsumowanie?

Piątek, 31 grudnia 2010 · Komentarze(8)
Podsumowanie?

Dzień urlopu. Żeby choć chwilę odpocząć skoro w święta się to nie udało. Korzystając z okazji postanawiam wyjść choć na chwilę na rower. Nie jeździłem już ponad miesiąc. Będzie powód żeby zrobić wpis i podsumowanie roku.

Termometr pokazuje -8C. Nie szkodzi, jeździłem już w mrozie. Ruszam i jest ślisko. Do tego włożyłem kominiarkę i oczywiście od razu parują mi okulary i nic nie widzę. Wjazd do lasu masakryczny. Śliski, nierówny… nie… wycofuję się.

To trochę tak jak w życiu, jak coś na dzień dobry wydaje się być problematyczne, niepewne to może lepiej też się wycofać i nawet nie próbować.

Jadę asfaltem w stronę Miechowic. Może tam wjazd do lasu będzie przyjaźniejszy. Nie jest. Jest zasypany. Zaczyna mi być zimno w palce u rąk. Chyba jednak wrócę do domu, bo asfaltem to żadna przyjemność, co chwilę stres, gdy ktoś mnie wyprzedza. Dojeżdżam jednak do Miechowic i tam wjeżdżam do lasu. Zimno w uda. Po co ja to robię? Na przekór sobie? Na pokaz? Nie wiem.

Dalej lasem, znów parują mi okulary… nie podoba mi się taka jazda. Wiele rzeczy mi się ostatnio nie podoba.

Strasznie marudny się ostatnio zrobiłem. Dobra koniec. Trzeba się trochę pocieszyć jazdą. Jest podjazd. Cała naprzód. Taaa… łańcuch zaczyna przeskakiwać. Podobnie jak w życiu. Jak już człowiek chce coś zmienić, coś innego zrobić to… atak z najmniej spodziewanej strony… do duszy...

Nie to nie. Dalej już asfaltem. Teraz już mi zimno wszędzie. Dziwne, krótko a zmarzłem :-(

Cała ta przejażdżka była podsumowaniem tego roku. Nie tylko rowerowego.
Brak radości. Sporo niepowodzeń. Strach przed nieznanym. Strach czasem niczym nieuzasadniony bo przecież tak naprawdę ani razu się nie poślizgnąłem, ani razu nie przewróciłem a jednak się bałem i rezygnowałem… Nie tak miała wyglądać ta przejażdżka, nie tak miał wyglądać ten rok..

Po wejściu do domu dzieci uświadomiły mi, że nie wziąłem kasku i pojechałem w samej kominiarce. Dobrze, że tego nie wiedziałem bo pewnie po pierwszym kilometrze bym wrócił.

Może w przyszłym roku…

Żeby nie było zbyt pesymistycznie to coś co już Goofy601 pokazywał ale... z dobrych znaków trzeba się cieszyć :-)

Zabrzański Szlak Rowerowy © djk71

Znów biało :-(

Niedziela, 28 listopada 2010 · Komentarze(13)
Znów biało :(
Od trzech tygodni echo... zero czasu na rower... i nie tylko... Zarządzaniem czasem... zarządzanie sobą w czasie... jak zwał, tak zwał... I co z tego, że znam teorię... jak nie potrafię jej wcielić w życie...

Śnieg... fajny w górach... fajny w czasie świąt... fajny kiedy rzucamy się śnieżkami... a poza tym... Masakra... Zasypane samochody... nieodśnieżone i śliskie schody... zimno... i do tego ludzie jeżdżący 15-20 km/h samochodami...

Z drugiej strony pierwszy kilometr na rowerze też jechałem dziś na sztywnych nogach... szczególnie po ścieżkach, o których wiem, że nie są najrówniejsze i że to tylko śnieg próbuje mnie dziś oszukać...

Trochę lasu mi znów wycięli...

I przyszła zima © djk71


Im dalej w las tym swobodniej się jedzie, choć nie powiem, że stres zupełnie minął. Mijam Miechowice i wjeżdżam na teren budowy autostrady A1.

Zmieściłem się... © djk71


Dziś tu zero ruchu... i pewnie będzie tak do wiosny...

Przerwa do wiosny? © djk71


Klocki jakieś... © djk71


Pora wracać. Ciekawe kiedy znów się uda pojeździć... Czy dopiero jak stopnieje śnieg, czy może gdy w końcu zrobię coś ze swoim czasem...

Poranne kółka...

Poniedziałek, 1 listopada 2010 · Komentarze(9)
Poranne kółka...

Myślałem, że dziś żaden rower się nie uda, ale biorąc pod uwagę, że najdalszy wyjazd na groby zaliczyliśmy wczoraj, to dziś nie było rano parcia na wczesny start. W związku z tym małe śniadanko i w teren. Zaraz po wyjściu uderza mnie ściana ciepłego powietrza. Zupełnie inaczej niż wczoraj.

Wjazd do lasu i jedna bluza ląduje w kieszeni. Za ciepło się ubrałem. Mało czasu więc rundka bytomskimi trasami rowerowymi. Wciąż się boję co kryje pod sobą gruba warstwa liści.

Wiem skąd te liście na ścieżkach © djk71


Wjeżdżam na niebieski szlak i coś mi nie gra. Jakoś inaczej.

A gdzie liście? © djk71


Już wiem. Wysypali trasę drobnymi kamyczkami. Fajnie. Równiej, ale miejscami koła się ślizgają lub zapadają. Musi się ubić i będzie dobrze.

Nie wszyscy po tym lubią jeździć.... © djk71


Segiet. Dzwonię do domu upewnić się ile mam jeszcze czasu. Wystarczająco żeby zrobić czerwoną rundkę i wrócić zielonym do domu.

Dziś tylko jeden rowerzysta na trasie. Za to mnóstwo biegaczy.
Fajne takie poranne jazdy :-)