Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Dwugłowy Smok

Niedziela, 31 października 2010 · Komentarze(17)
Dwugłowy Smok
Weekend świąteczny więc nie będzie zbyt wiele czasu na rower. Z tego powodu rano, zanim reszta rodzinki się obudzi i pozbiera, szybka godzinka w terenie.

Dobrze, że las tak blisko. Chłodno.

Chłodno © djk71


Wjazd pod górkę szybszy i łatwiejszy niż zwykle. Wręcz za mocno chyba odciążyłem tylne koło, bo zaczęło się ślizgać. W lesie ślicznie. Trochę ryzykownie się jedzie po ścieżkach pokrytych liściastym dywanem. Zupełnie nie wiadomo co kryje się pod spodem. I czasem nie wiadomo czy o jeszcze ścieżka, czy to coś, co wyprowadzi mnie po raz kolejny w krzaki.

Jesienny poranek © djk71


Dziś znów las pokonał mnie dwukrotnie. Dwa razy musiałem przedzierać się przez krzaki, bo przecież ta chora męska ambicja nie pozwoli mi zawrócić :)

Parafrazując jedną z bohaterek Rancza powiem: "Kto rano pojeździ ten dzień ma lepszy..."

Wczoraj też był piękny dzień. Umówiliśmy się z Amigą w Zabrzu na imprezie (bez rowerów) w formule Watch & Go: "Na tropach dwugłowego smoka". Sam pokaz filmu "Dwugłowy smok" zrobił na nas niesamowite wrażenie.

Dawno tu nie byłem... i nic się nie zmieniło © djk71


Dach, oświetlenie, ogrzewanie... © djk71


Myślę, że teraz od nowa będziemy się uczyć patrzeć na mijane codziennie budynki, które, co tu dużo mówić, do tej pory wydawało nam się, że nie grzeszyły urodą...

A może by tak jednolite okna? © djk71


UM dba o siebie :) © djk71


Spacer z architektem Bartkiem Cisowskim utwierdził nas w tym przekonaniu.

Czy ktoś po wojnie używał pędzla w tej bramie? © djk71


Niesamowite historie, wspaniałe miejsca, świetna atmosfera.

A ściana mogła być prosta © djk71


No może tylko lepiej było skończyć spacer na kościele św. Józefa... bo tego miejsca nic już nie było w stanie przebić.

Wspaniełe miejsce © djk71


Kościół światłem malowany © djk71


Górniczy ołtarz © djk71


Lasery mogą się schować... © djk71


Chciałbym uczestniczyć w kolejnych takich spotkaniach poświęconym innym stylom w architekturze.

Doły...

Niedziela, 24 października 2010 · Komentarze(13)
Doły...
Kolejny wypad pod hasłem: z dala od ludzi, rozładować emocje, nie myśleć…

Tak bywa. Tylko czemu? Czemu nikt nie słucha przedtem, tylko płacze potem. Czasem żałuję, że jednak nie wylądowałem na psychologii. Rzadko, bardzo rzadko mylę się w ocenie ludzi. Zwykle staram się nie być radykałem, ale jeśli chodzi o ludzi, to jeśli z kimś nie nadajemy na tych samych falach od razu, to zwykle nawet po latach nie zdarza mi się zmienić o nim zdania.

Tak jest w rodzinie, tak jest wśród znajomych, tak jest na forach/blogach, tak jest w pracy… Niestety… I za każdym razem na świeczniku są ci, którzy najgłośniej krzyczą, którzy potrafią w odpowiedni sposób pokazać jacy inni są mali, którzy potrafią przypisać sobie sukcesy, których tak naprawdę nie odnieśli, którzy… ech…

I ich porażek też nikt nie widzi, bo przecież do tej pory im przyklaskiwaliśmy, byliśmy z nimi, więc jak tu teraz przyznać się do porażki… Masakra…

Juz nawet rower czuje jesień... © djk71


Mniejsza o to jadę. Gdzieś. Do lasu. Zmęczyć się. Wziąłem mapę więc może Doły Piekarskie? Spróbujemy. Spróbujemy to dobre słowo, bo kilka podejść i za każdym razem ląduję gdzieś na ich obrzeżach. Czy tam się da w ogóle wjechać? Da. W końcu. Fajne wąskie ścieżki, choć po deszczu może tu być ciężko.

Piekarske Doły jesienią © djk71


Czas na zdjęcie i chwilę później ścieżka się kończy. Trudno, krótka wspinaczka i znów znajduję jakąś ścieżkę i tablicę informującą, że rzeczywiście jestem w Dołach. W Dołach i w dole. Trudno pozbyć się niektórych myśli…

Skręcam w prawo i to już wyjazd… Nie, wracam, jadę w drugą stronę i jest lepiej. Przy drodze zbiornik wodny. Fajnie.

Oczko wodne w Piekarskich Dołach © djk71


Choć ogólnie teren chyba bardziej nadający się do wędrówek pieszych. Fajnie by tu było posiedzieć, ale chłodno i pora wracać.

Tylko wyjechać stąd też nie jest łatwo. W końcu udaje się. Powrót przez Wielki Kanion Tarnogórski. Znów doły… :)

Wielki Kanion Tarnogórski © djk71


Finał na skróty i… chyba jednak muszę jeździć z kompasem… No comments...

Krótka trasa ale zmęczyłem się. Nie tylko jazdą...

A i jeszcze jedno: Mam w d...ole, że potem wszyscy mówią "Miałeś rację". Mam to gdzieś. Wolałbym nie mieć racji, albo wolałbym, żeby powiedzieli, że mam rację przed problemem, a nie po...

Zabrzański Szlak Rowerowy

Sobota, 23 października 2010 · Komentarze(19)
Zabrzański Szlak Rowerowy

Pierwsza od dawna "wolna" sobota. Prawie wolna, bo przeczucie mówi, że nawet jeśli pojadę to szybko zostanę ściągnięty z trasy. Zobaczymy. Świeci słoneczko. Jadę. Postanawiam przejechać choć kawałek nowego pomysłu naszych włodarzy - Zabrzańskiego Szlaku Rowerowego.

Przyznaję, że kiedy po raz pierwszy usłyszałem o pomyśle i zobaczyłem trasę zdziwiłem się. Nie bardzo rozumiem ideę. Raz polami, raz głównymi, ruchliwymi ulicami, z dala od i tak nielicznych tras rowerowych, z dala od interesujących punktów w mieście. Więc dla kogo? Po co?

Chciałem od razu wysłać komentarz do osoby odpowiedzialnej za pomysł. Postanowiłem jednak najpierw się przejechać zanim zacznę krytykować.

Zaczynam na Helence i tu już mam wątpliwości, kto wymyślił trasę koło stawu, przez leśne łąki.

W sam raz na rodzinną wycieczkę © djk71


Kiedyś tędy często jeździłem, ostatnio było dość rozkopane, co szybko znajduje potwierdzenie w moim ubłoconym bucie. Poślizg i muszę się podeprzeć. Nogę wciąga jak w bagno.

Znów w błoto... Żona się ucieszy... © djk71


I teraz zaskoczenie, po co mam wyjeżdżać koło szkoły (gdzie wręcz muszę wprowadzać rower pod górkę i potem jechać główną, ruchliwą drogą gdzie kiedyś mnie potrącono? Przecież tą ścieżką da się dojechać do Rokitnicy gdzie i tak za chwilę będę. Nie rozumiem.

Mam tu wjechać z rodziną? © djk71


W Rokitnicy zerkam, na dom, który się nieco zmniejszył w wyniku zimowego wybuchu.

Ktoś tu kiedyś mieszkał... © djk71


W końcu wjeżdżam na "ulicę" Traktorzystów. Mówiono mi o niej, ale jakoś wcześniej tu nie byłem. Fajna. Dzwonię do Tomka, z którym miałem dziś pojeździć, że dziś nie damy rady, bo bez sensu wyciągać chłopaka, jak może będę zaraz musiał wrócić do domu.

Traktorzystów - będę tu jeździł © djk71


Wyjeżdżam w Grzybowicach. Tylko czemu tu taki "myk" na Spółdzielczą, jak można by jechać prosto obok stadionu Społem? Nie rozumiem. Dalej znam trasę. Choć takich oznaczeń nigdy nie widziałem. Mam zawrócić? ;)

Mam zawrócić? © djk71


Wjeżdżam na polną drogę i na skrzyżowaniu chwila zwątpienia. A mapa w tym miejscu mi nie pomaga. Do przodu. Nie, wracam i skręcam w lewo (potem, w domu, okaże się, że jednak miałem jechać prosto). Polna ścieżka, trochę nie równa. Uciekając przed zbliżającą się kałużą wywracam się. Boli kolano i piszczel.

Leży, a ja przed chwilą z nim © djk71


Chwila przerwy i jadę dalej. Tu zagwozdka. Jak mam wjechać na drogę wzdłuż torów? W końcu się udaje. Magicznie.

Po torach czy ścieżką? © djk71


Ale podoba mi się. Wyjeżdżam w Mikulczycach koło częściowo zburzonego dworca. Teraz po zburzeniu tego co tu stało wejście na perony wygląda jak garaże ;-)

To nie garaże, to wejście na perony © djk71


Łąkowa, Leśna i lasem do kąpieliska w Maciejowie. Lubię tędy jeździć ale polecam przetestować ten szlak po deszczu!

Las, pięknie.

Aż chce się jechać © djk71


Skręt w nową ścieżkę i… ląduję na ulicy Madei. Skąd ten krzyż w takim miejscu?

Ktoś wie skąd krzyż tutaj © djk71


Wow, ale ładne osiedle domków…

Tu chwilę się gubię (nie widzę tego na mapie) i zamiast na Kruczka wyjeżdżam na Kondratowicza. Ok, mam mały skrót. Dojeżdżam do Wolności i widzę nowe tablice informacyjne, o których ostatnio wspominał Goofy601.

Nasze atrakcje, tylko czemu tak mało © djk71


Dalej Opawską ale część trasy robię Dożynkową zamiast Botaniczną. I chyba lepiej. Omijam ruchliwe skrzyżowanie z Roosvelta.

Wjazd do parku Powstańców Śląskich lekko zakamuflowany ale odnajduję go. Niestety, a może i dobrze, na pierwszym rozwidleniu odbijam za mocno w lewo i jadę wzdłuż torów. Nie szkodzi. Ścieżka spoko, a takie widoki lubię ;-)

Lubię tory... pragnienie wolności, podróży? © djk71


Wracam na właściwą trasę i wyjeżdżam w Makoszowach. Kawałek bardziej ruchliwym asfaltem ale szybko z niego uciekam. Z jakiegoś powodu jest zjazd z Legnickiej na Lubuską i powrót na Legnicką. Nie wiem po co, ale i tak go nie zauważam i skręcam od razu w Oświęcimską.

Wow. Ślicznie tu. Las Makoszowski robi wrażenie. Gdzieś tu muszę skręcić. Tylko gdzie? Tu? Robię kółko i wyjeżdżam, tam gdzie byłem 5 minut temu :-) Następny zakręt daleko ale próbuję i okazuje się, że to był dobry strzał. Kolejny szok. Wyjeżdżam przy wlocie na autostradę. Podobają mi się te ścieżki i skróty.

Las Makoszowski jesienią © djk71


Z Paderewskiego mam skręcić w prawo i robię to ale wszędzie brak przejazdu. W końcu stojąc na końcu jednej z uliczek zauważam rodzinkę na rowerach jakieś 50m ode mnie. Nie mogłem widzieć, ze tam jest ścieżka. W tym momencie dostaję wezwanie do domu. Mam natychmiast wracać. Trudno. I tak parę km zrobiłem. Rzut oka na mapę… i... i tak muszę wracać trasą prawie pokrywającą się ze szlakiem.

W Pawłowie robię małe skróty i zamiast wyjechać na Zaborzu na Lompy wyjeżdżam na Skargi. Chwilę później znów jestem na właściwej drodze w stronę Biskupic. Kolejna ścieżka, która mi się podoba. Wyjeżdżam na hałdzie. Z tej strony Biskupic jeszcze nie widziałem.

Biskupice widziane z hałdy © djk71


Biskupice raz jeszcze © djk71


Zjazd z hałdy i na piachu zaczynam tańczyć. Utrzymuję równowagę i wjeżdżam w Trębacką. Tu okazuje się potem był jakiś skrót ale ja się spieszę i jadę już tylko znajomymi ulicami. Zaczynam czuć zmęczenie. Dobrze, że nogi już nie bolą po upadku.

Mijam Biskupice i przy Szybie Zachodnim odkrywam ścieżkę obok której zawsze jechałem asfaltem. Fajna, tylko za dużo koniarzy tędy pewnie jeździ… i oczywiście nie sprzątają po sobie... :(

Żniwiarzy i Rokitnica. Omijam finałowy odcinek przez las i podjeżdżam asfaltem do domu. Zmęczony ale zadowolony.

Podsumowanie

Wbrew negatywnemu nastawieniu jestem zadowolony. Trasa w sumie ciekawa. Część dróg oczywiście znałem ale część była dla mnie nowością. I były to miejsca gdzie pewnie jeszcze wrócę. Fajnie, że udało się poprowadzić większość trasy terenem lub mało uczęszczanymi ulicami.

Mimo wszystko wciąż nie do końca rozumiem ideę tej trasy. Nie pokazuje w ogóle piękna Zabrza, interesujących miejsc. Trudno ją w całości potraktować jako trasę na rodzinną wycieczkę. Miejscami mam też wrażenie, że ktoś na siłę szukał uliczek, żeby tylko sztucznie wydłużyć trasę lub poprowadzić bliżej granicy miasta.

Chciałbym też przy tej okazji usłyszeć, że jest to trasa nr 6 - Obwodnica i poznać pozostałe pięć: szlakiem architektury, szlakiem kościołów, rodzinnie, hardcore'owo...

I jeśli już powstanie jakieś oznaczenie to chciałbym wierzyć, że na skrzyżowaniach będzie informowało nie tylko o zabrzańskich punktach i szlakach ale też o tych z sąsiednich miast. Skoro trasa biegnie na granicy miasta to aż się prosi żeby łączyła się z tym co po sąsiedzku.

Zielone oczy

Piątek, 22 października 2010 · Komentarze(10)
Zielone oczy
Dziś musiałem pójść na rower. Dawno żaden tydzień nie dał mi tak w tyłek. Co ja mówię tydzień... dwa, a może nawet trzy... Dużo złych wieści. Dużo złych zdarzeń. Dużo pracy... Dużo wszystkiego... Za dużo...

Jedynym pozytywnym aspektem była weekendowa wizyta Kosmy, Asicy i Młynarza. I choć nie było rowerów to było przefajnie...

Jesień w pełni © djk71


Dziś powiedziałem, że o 14 wychodzę z pracy... I tak jest mi się ciężko skupić. O wpół do czwartej jestem już w aucie... I tak wcześnie. Przez chwilę się wydaje, że jednak nie uda się pokręcić. Na szczęście się udaje.

Jest po siedemnastej. Kierunek może być jeden. Masa w Bytomiu. Tym bardziej, że Dynio zapowiadał ognicho i grochówkę... ;-) Ruszam przez las i... Nie, dziś nie jest dzień masowy. Dziś jest dzień samotności. Chociaż gdzieś przeczytałem, że dziś dzień CAPS LOCKA ;)

Skręcam w nieznaną ścieżkę (ile ich tu jeszcze jest?) i krążę po lesie. Chcę się zmęczyć. Przedzieram się przez zaliścione ścieżki. Spojrzenie na licznik i... jadę 11km/h. A chciałem się zmęczyć... i jestem zmęczony... Masakra.

Wyjeżdżam koło "Wójcika" i... niespodziewane spotkanie... Szok. Niektórych ludzi bym się tu nie spodziewał... Krótka pogawędka i jadę dalej.

Ciemno. Nie przeszkadza mi to. Lampka i czołówka dają spoko radę. Tylko co pewien czas w krzakach widzę zielone oczy. Dziwne uczucie ;)

Wyjeżdżam w Rokitnicy. Stąd już asfaltem. Pod górkę. Postaram się nie zejść poniżej 20km/h. Jest 24-25. Chwila zamyślenia, czy na pewno dam radę i... pozamiatane... już jest 11. Już mi nie zależy.

Bez sensu. To nie jest kwestia kondycji. A przynajmniej nie tylko. To jakaś chora psycha. Będę walczył. Spróbuję.

Pushed Again...

Piątek, 8 października 2010 · Komentarze(14)
Pushed Again...

Nie wiem kiedy ten tydzień się zaczął, kiedy nadszedł jego koniec... Nie wiem jak to się stało, że tak szybko minął... Wszystko było nie tak, choć udało się wiele spraw w pracy pozamykać.

Mimo pięknej pogody nie udało się przez cały tydzień wyjść na rower. W weekend pewnie też będzie 0 km. Na szczęście na weekend są inne plany ;-)

Dziś później, o wiele później niż chciałem znoszę rower na dół i jadę. Gdzieś. Nie ważne gdzie. Odreagować. Najchętniej do lasu ale zbyt ciemno już. Jadę, hamuję i... nie mam z tyłu hamulca? Rozpięty? Nie... Więc o co chodzi? Czyżbym tak starł klocki na Odysei? Podkręcam mocno i coś łapie. Nieważne. Potem zobaczę.

Jadę do Zabrza. Pełno wariatów wokół. Piątkowy wieczór. Nie da się jeździć o tej porze przez miasto. Każdy czuje się najważniejszy. Banda idiotów. A chciałem odpocząć odreagować. Do tego coraz chłodniej w stopy. Wracam. To nie ma sensu.

Wprowadzam rower do klatki i... czuję opór. chyba znam ten efekt. Znów pęknięta szprycha. Który to już raz. Ale czego się dziwię w tym tygodniu? Pytanie tylko od kiedy jeżdżę z takim oporem? Czy już tak było na Odysei?

Mam tylko nadzieję, że jutrzejszy koncert w Krakowie będzie udany... Choć w tym tygodniu nawet w tym temacie wszystko idzie pod górkę...

Bez tytułu...

Wtorek, 28 września 2010 · Komentarze(10)
Bez tytułu...

Po prostu masakra. Wszędzie wokół masakra. Mam dość. Dość wielu rzeczy. Wielu osób. Po prostu chciałbym uciec gdzieś... Daleko...

Wieczorem po krótkiej drzemce postanawiam pójść na rower. Ciemno, mokro ale to nic. Muszę rozładować emocje. Do tego przydałoby się zobaczyć jak rower się sprawuje przed Odyseją.

Zjeżdżam do Rokitnicy i... może do lasu? Może... potem. Na razie do Zabrza. Centrum i... lampka zaczyna mnie ostrzegać, że zaraz padnie bateria. Szlag by to trafił. Co jeszcze będzie przeciwko mnie?

Koło dworca dowiaduję się ile to mamy zaprzyjaźnionych miast.

Zabrze miasto turystyki przemysłowej © djk71


Niestety, trzeba wracać do domu. Po ciemku jeździł nie będę, a baterii zapasowych brak. Zwykle wożę, ale dziś nie mogło się udać. Dobrze, że choć czołówkę wziąłem, choć tam już też nie pamiętam kiedy baterie zmieniałem.

Szkoda, że muszę wracać. Nie udało się rozładować emocji. Nie udało się pojechać do lasu. Za to coś przednia przerzutka zaczęła szwankować. Mam nadzieję, że to tylko brud...

Za krótko, za wolno, za... ech szkoda gadać... Nawet pisać się nie chce. Może następnym razem będę bardziej twórczy...

Z innej beczki:

Złomiarze ukradli znaki z miasteczka rowerowego
Co za chory kraj...

Bohater, czy niedoszły zabójca?

Niedziela, 19 września 2010 · Komentarze(24)
Bohater, czy niedoszły zabójca?
Wczoraj nie miałem zbyt dużo czasu na jazdę. Dziś... chęci do wstania z łóżka. Chyba wciąż odsypiam ubiegły tydzień.
W końcu po jedenastej zbieram się i jadę. Czasu niezbyt dużo ale trzeba choć trochę to wykorzystać.

Ruszam w stronę Miechowic i drogę zastępuje mi policjant informując mnie o trwającym tam właśnie maratonie. Chwila dyskusji i mogę jechać "ale po angielsku - tzn. tak jak biegają lewą stroną". Ok. Wśród biegających dostrzegam Prezydenta Bytomia. Słysząc szum kół woła "Wolę rower!" ale dzielnie biegnie dalej. Krótka wymiana zdań (zwykle spotykamy się na bytomskich masach krytycznych) i jadę dalej.

Prezydent Bytomia - jeździ na rowerze, biega.... © djk71


Leśne ścieżki to coś czego dziś mi trzeba. W samotności zmęczyć się i przestać mysleć o wielu sprawach.

Mijam Miechowice i wjeżdżam do Segietu. Fantastyczne miejsce. Bukowe tereny już w 1908 roku Niemcy chcieli otoczyć ochroną. Udało im się to dopiero (sic!) w 1942 roku.

Podjazdy, zjazdy... fantastycznie.

Po raz pierwszy dziś zauważam tablicę: Park kulturowy "Hałda Popłuczkowa". Często tędy przejeżdżam więc albo jest nowa albo byłem ślepy. Piękne widoki. Zakaz wjazdu pojazdów silnikowych ale jak widać po śladach wielu to nie przeszkadza.

Hałda Popłuczkowa © djk71


Wysoko - nie dla mnie © djk71


Kolor terenu © djk71


Jadę dalej. Kilkukrotnie, choć zwykle tego nie robię, wjeżdżam i wyjeżdżam z Segietu. Potrzebowałem się powspinać i pozjeżdżać (próbując nie łapać za klamki).

Kiedy waham się gdzie jechać podpowiedzi nasuwają się same.

Jechać, czy nie jechać? © djk71


Fajne, ale nie dziś :-)

Pora wracać. Dojeżdżam rozpędzony do skrzyżowania ścieżek. Widoczność dobra, nikt nie jedzie więc prawie nie zwalniam. Prawie, bo przy skrzyżowaniu stoi rodzinka z maluchem na rowerku na czterech kółkach. Patrzą na mnie gdy z dużą prędkością zbliżam się w ich kierunku. Gdy jestem już prawie na skrzyżowaniu ojciec-idiota wypycha bezbronnego malucha na środek skrzyżowania. Nie wiem jak to zrobiłem. Zatrzymałem się tuż przed malcem. Cud. Nie wiem jak to zrobiłem. Dzieciak nawet nie zdążył się zorientować co się stało. Co mogło się stać. Ojciec usłyszał tylko niecenzuralny potok słów. Reszta dostanie mu się od żony w domu. Nie wiem kto był bardziej blady, ja, czy ona... Przecież gdyby rozpędzone 100 kg wpadło na to dziecko... lepiej nie myśleć... Nie wiem czy uratowałem mu życie, czy omal go nie zabiłem...

500m dalej siadam na trawie i siedzę. Nie potrafię jechać. Cały się trzęsę. Po kilu minutach siadam na rower i spokojnym tempem docieram do domu. Żona mówi, że mam jeszcze 20 minut czasu więc mogę jeszcze pojeździć. Nie chce mi się. Nie dzisiaj...

Spotkanie z własnym ja

Poniedziałek, 30 sierpnia 2010 · Komentarze(7)
Spotkanie z własnym ja
Wakacje się kończą. Urlop wyjątkowo długi jak na mnie, a jakoś tak... zabrakło go. Zabrakło czasu na rower (zrobiłem raptem trochę ponad 300km - choć muszę przyznać, że wszystkie mile wspominam). Zabrakło czasu na zrobienie zaległych rzeczy (choć kilka udało się wyprostować i co ważne nie powstały nowe zaległości). Zabrakło czasu na spotkanie z samym sobą...

Nie udał się też wyjazd na Łemkowski Orient choć bardzo się na niego nastawiałem. Późny (czy też bardziej poranny) powrót znad morza, brzydka pogoda i brak chętnych na wspólny wyjazd sprawiły, że zostałem w domu. A szkoda, bo wg relacji Aldony, Wojtka i ich dzieci było... interesująco :)

Na dziś i jutro prognozy pogody też niezbyt ciekawe więc rankiem korzystając z tego, że nie pada ruszam na krótką przejażdżkę. Szósta rano, 10 stopni na zewnątrz... Jak się ubrać? Długie spodnie, dwie koszulki z długim rękawem i... chłodno. Żałuję że nie zabrałem jakiejś kurtki.

Najpierw rundka po osiedlu w celu sfocenia nowego malowidła :-)

Helenka - 13 Dzielnica Zabrza © djk71


Potem zjazd do Rokitnicy i rzut oka na burzony właśnie pomnik Armii Radzieckiej (nie pamiętam dokładnej nazwy). Pomnik powstały bodaj w latach 50-tych. Wyglądał jak wiele podobnych. Nijaki, z czerwoną gwiazdą na szczycie. W latach 90-tych gwiazda zniknęła, a zaraz potem również tablica informacyjna. Od tej pory stał i straszył. Ile razy tamtędy przejeżdżałem chciałem pstryknąć fotkę. Tak na pamiątkę, zanim coś z nim zrobią. I nie zdążyłem.

Myślałem, że skończyła się era burzenia pomników © djk71


Trwa rozbiórka, choć ponoć wstrzymana ponieważ pomnik skrywa w sobie... kamień pamiątkowy wyrzeźbiony ku czci... faszystowskiego działacza Horsta Wessela. Kamień ten stał przed II wojną światową obok ówczesnego Ratusza. Został odsłonięty 17 września 1933 roku. Więcej ponoć opisały lokalne media ale nie miałem jeszcze czasu do nich zerknąć.

Tak wiele interesujących miejsc jest wokół nas, tak wiele z nich obiecujemy sobie zobaczyć, zwiedzić przy okazji... A czasem ta okazja może już się nigdy więcej nie zdarzyć... Coś się zawali, ktoś coś zniszczy...

Carpe diem - "Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie..."

Rowerową drogą do Mikulczyc (ciekawe kiedy będzie odcinek Helenka - Rokitnica) i centrum Zabrza.

"Spotkanie z własnym ja" - rzeźba Heinza Toboli (rzeźba, czy też jak podsłuchała kiedyś moja małżonka rozmowę pewnej pary - "płaskorzeźba - bo przecież jest płasko". Spotkanie, którego mi zabrakło w trakcie tego urlopu...

Heinz Tobola - "Spotkanie z własnym ja" © djk71


Czas wracać do domu. Przez Park Dubiela. Niby centrum, a wieki tu nie byłem... Pozmieniało się...

Siłownia w Parku Dubiela © djk71


Ale wciąż jest pięknie...

Zielono ale smutno... © djk71


Szybki powrót do domu. Zmarzłem trochę. Jesień idzie?

Wspominając Młynarz Orient

Wtorek, 17 sierpnia 2010 · Komentarze(3)
Wspominając Młynarz Orient
Dziś chciałem wstać bladym świtem i zrobić dłuższą rundkę, ale już nie pierwszy raz nie wyszło. Kiedy już byłem na nogach zaczęło chmurzyć się i padać. Mimo to postanawiam jechać i w tym samy momencie Piotrek informuje mnie, że o 13-tej ruszamy w teren ale samochodem. Dobra mam trochę ponad godzinkę więc... choć na chwilę jadę. Od Piotrka dostaję propozycję krótkiej trasy, biorę mapę i jadę. Na trasie znów mnóstwo bruku. To często spotykana nawierzchnia w tych stronach.

Bruk - nie lubie tego © djk71


W Jabłońcu postanawiam odnaleźć zaznaczone na mapie ruiny ale chyba je mijam i nie chce mi się wracać. Za to trafiam na fajny odcinek leśny. W Golinie jakiś dureń z firmy kurierskiej mało mnie nie potrąca włączając się do ruchu, a potem przestraszony ucieka.

Zieleniec i kawałek dalej trzy dęby. Znam to miejsce i prawię całą trasę z ubiegłorocznego Młynarz Orientu ;-)

Trzy dęby © djk71


Jasionna, Bronice, Zieleniec, Lisia Góra i Jasień. Fajna droga, nawet rozpędzić się można ;-)

Krótko ale potrzebnie.

Bez chęci donikąd...

Niedziela, 25 lipca 2010 · Komentarze(18)
Bez chęci donikąd...
Miałem wstać wcześnie żeby dziś bez żadnych ograniczeń pojeździć. Wstaję około dziewiątej i... jest szaro, pochmurno... bez pośpiechu zjadam śniadanie i tkwię nad mapą i wpisami bibera zastanawiając się jak tu ułożyć trasę żeby zaliczyć choć kilka punktów, którymi nas kusi na swoim blogu.

Wychodzę, dojeżdżam na sąsiednie osiedle i już wiem. To nie jest dzień na jazdę. Pochmurno, chłodno (zakładam bluzę) i wieje. Małe kółko po okolicy i wracam do domu. Bywa i tak.

Ul. Przyjemna... prace nad A1 w pełni.

Przyjemna? © djk71


Skoro nie jadę nigdzie dalej to zobaczę inny odcinek budowy, gdzie ponoć budują pod autostradą przejazd dla rowerów. Czyżby to to?

Tunel dla rowerów? © djk71


Przez las niebieskim, a potem zielonym szlakiem wracam do Stolarzowic.

Od kilku dni coś mi dziwnie cyka/trzeszczy w okolicach siodełka, sztycy... strasznie to denerwujące, szczególnie w kontekście tego co napisała yoasia. Brrr... wole nie myśleć.

Chwila postoju i poszukiwania winowajcy. To chyba piasek.

Czegoś tu brakuje... © djk71


Mam nadzieję i choć mi się wcale nie chce jadę dalej. Dawno nie miałem takich oporów przed jazdą.

Ptakowice, Kamieniec, Boniowice i w drodze do Świętoszowic odbijam w polną drogę. Bo tak, bo tam jeszcze nie byłem. I nie warto było. Do Karchowic nie mam ochoty jechać. Wracam.

Rzut oka na leśniczówkę.

Leśniczówka w Ziemięcicach (a może w Świętoszowicach) © djk71


I skrótem do Ziemięcic. Mijam ruiny starego kościółka i ląduję w centrum wioski. Wszystko dziwnie przybrane, czyżby jakaś impreza?

Jadwigafest w Ziemięcicach © djk71


Oczywiście Jadwigafest, ale nie mam ochoty na samotną zabawę. Jadę dalej. W Świętoszwicach skręcam w kolejną drogę, gdzie jeszcze nigdy nie jechałem. Wcześniej jednak oglądam ciekawy kwietnik.

Oryginalny kwietnik © djk71


Docieram do Grzybowic. Choć mam tu blisko, to chyba najsłabiej znam tę okolicę. Nigdy nie miałem tu znajomych, nic nie musiałem tu załatwiać. Dziś pora nadrobić zaległości.

To taka trochę wiejska dzielnica Zabrza.

Konik :) © djk71


Dziwnie wygląda tutejszy kościół.

Kto zaprojektował ten kosciół? © djk71


Jadę do Mikulczyc zobaczyć stary, nieczynny dworzec kolejowy.

Nieczynny dworzec Zabrze Mikulczyce © djk71


Kawałek dalej moim oczom ukazuje się nieistniejąca już firma Sport Hofer. Ciekawe czy ktoś pamięta z czego była znana?

Dawna firma Sport Hofer © djk71


Kolejną "nową" drogą docieram na Leśną, gdzie wita mnie struś. Tyle razy tędy jechałem ale go nigdy wcześniej nie spotkałem. Tylko jakiś wstydliwy był. Jak wyciągałem aparat to uciekał, a jak chowałem to podchodził.

Zabrzański struś © djk71


Z Leśnej znów nietypowo w stronę Czekanowa. Po drodze pola...

Będzie pop corn... © djk71


i znów budowa A1...

Budowa A1 w Czekanowie © djk71


Przecinam 78-kę i docieram do drogi w stronę Szałszy i Zbrosławic.
Jadę do Szałszy, dalej przez las do Maciejowa a stamtąd do Sośnicy. Po co? Nie wiem. Tak sobie. Po prostu nie chce mi się nigdzie dalej jechać, więc włóczę się po okolicy.

W Sośnicy chwila przerwy obok hali Sośnicy i szkoły gdzie kiedyś uczyłem... Ile to już lat...

Hala Sośnicy © djk71


Rzut oka na mapę i ruszam przez las wzdłuż torów żeby później przebić się do Parku Powstańców Śląskich. I miało się udać tylko... tunel lekko zamoczony i brzydko pachnie.

Zalany tunel © djk71


Wracam. Przez tory się nie będę przebijał bo dużo ich, a poza tym stoją tam pociągi. A niektóre nawet straszą.

Kto to? Konduktor? © djk71


Wracam na drogę, przy wjeździe do Zabrza dowiaduję się jakim to aktywnym miastem jesteśmy.

Aktywne rodziny zabrzańskie © djk71


Dojeżdżam do stadionu Górnika. Komuś znów coś przeszkadzało. Musiał ktoś chlapnąć farbą :-(

Wandali nigdzie nie brakuje © djk71


Wandali nigdzie nie brakuje © djk71


Zaczęło padać a mnie przeszła niechęć do jazdy.

Przejeżdżam przez Lasek Makoszowski i pod czujnym okiem strażnika wjeżdżam do kolejnego parku.

Strażnik parku © djk71


Wyjeżdżam na Zaborzu i próbuję wydostać się na Wolności, ale wszędzie budowa Drogowej Trasy Średnicowej. W końcu trafiam na jakieś nieczynne jeszcze przejście.

Przejście pod DTŚ-ką © djk71


Kościół św. Jadwigi na Zaborzu. Chyba nigdy go nie fociłem, ale dziś też nie bardzo jest okazja, bo msza. Więc tylko ciche zdjęcie z oddali.

Kościół św. Jadwigi © djk71


Ruszam w stronę Biskupic. Chwila kręcenia się po okolicy i na Osiedlu Młodego Górnika (ciekawe czy są tam jeszcze jacyś młodzi górnicy) skręcam w prawo. Straszne błoto, ale już i tak jestem cały brudny. Po jakimś czasie niespodzianka. Brama. A nie można było postawić znaku, że droga bez przejazdu? Wracam. Nie pierwszy dziś raz.

Do Rokitnicy jadę leśną drogą (też po raz pierwszy). ciekaw jestem co było kiedyś w tym budynku.

A co to? © djk71


Dzwonię do teściów, że rezygnuję z obiadu, bo jestem cały ubłocony.

Patrzę na licznik i... jest ponad 85km... Hmmmm, a może by tak dokręcić do setki? W sumie czemu nie. Nie czuję się zmęczony więc... jedziemy przez Wieszową :-)

W Górnikach dopada mnie zapach pizzy i... chyba najwyższy czas coś zjeść. Już po 18-tej. Pizza taka sobie ale zjadłem ze smakiem. Dojeżdżam na Helenkę i... brakuje kilka kilometrów do 100. Przecież nie będę dokręcał... a może... A jednak... ;-) Patrolowy objazd dzielnicy, rzut oka na wciąż niedokończoną budowlę na granicy Helenki i Stolarzowic...

Zamek budują? © djk71


I można wracać do domu. Jest ponad 100. Sporo jak na dzień, w którym nie było chęci do jazdy. Tym bardziej, że nie oddaliłem się chyba od domu o więcej niż 15km...

EDIT: Sprawdziłem na mapie. Oddaliłem się od domu w linii prostej góra 11,2km.