Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Poranek w Miechowicach

Czwartek, 22 lipca 2010 · Komentarze(19)
Poranek w Miechowicach

Było pięknie...

Bo nowy dzień wstaje... © djk71


Ale po kolei...

Wczoraj oglądając końcówkę zmagań Lecha napomknąłem Kosmie, że dziś przed pracą idę na rower. Krótka rozmowa i jeśli uda nam się wstać o 3 rano to spotkamy się gdzieś na trasie... Nie ma to jak wzajemna motywacja.

Budzik jakoś szybko zadzwonił, to pewnie wina tych niekończących się wczoraj karnych. Telefon do Moniki, która stwierdza, że to świetny pomysł ale... nie dziś. Trudno. Może w sumie ma rację. Ciemno i jakoś tak się nie chce. Może lepiej się położyć albo poprzeglądać internet. Może trochę pospamować na bikestats.pl (w sumie ostatnio nie mam na to czasu) :)

Można... ale można też coś wrzucić na ruszt i ruszyć gdzieś bez celu.

Ruszam w stronę Bytomia i już wiem - prawa strona Miechowic - tam nigdy nie jeżdżę, pamiętam tylko, że autobusy zawsze tamtędy jeździły co mnie denerwowało bo przez to nadkładały drogi.

Uciekam z drogi gdzieś miedzy garaże i ląduję obok ZEC Bytom.

Zespół Elektrociepłowni Bytom S.A. © djk71


Nigdy tu nie byłem. Znów skręt w jakąś uliczkę i ląduję obok C.H. Plejada. Pusto tu o tej porze. Wyjeżdżam i zastanawiam się czy to droga dla pieszych czy rowerów.

Co to za znak? © djk71


Muszę się bliżej przyjrzeć.

Muszę zmienić okulary © djk71


Chwila włóczęgi po kolejnych uliczkach i ląduję po drugiej stronie dzielnicy.

A tu...

Miechowicki wschód słońca © djk71


I jest krzyż, który ostatnio pokazywał Jacek

Krzyż o wschodzie słońca © djk71


Dobra, czas jechać dalej.

Komuś chyba się nie podoba śląska architektura i postanawia ją podrasować... Masakra...

Własnym oczom nie wierzę... © djk71


A niby na kibiców Górnika mówią Żabole...

Żabka kibicuje Polonii? © djk71


Już wiem kto to namalował...

Fanatycy seniorzy? © djk71


... osiedlowi fanatycy rocznik 1920 - wow - prawdziwi seniorzy...

Ech, pięknie było... trzeba to powtórzyć... ;-)

Przyjedziesz rowerem...?

Wtorek, 20 lipca 2010 · Komentarze(8)
Przyjedziesz rowerem...?
I znów ponad 3 tygodnie przerwy. W weekendy same imprezy ale za to jakie... :-) Ech działo się... :-) Czasem bardzo... Niby nie słucham zwykle takiej muzyki, ale jednak te kawałki się zna :)



Kiedy nie było imprez to praca, a jak już znalazło się wolne popołudnie to temperatura zabijała... Wiem, wiem... wymówki... :)

Dziś w pracy umawiam się z kumplem, że wieczorem na chwilę do niego wpadnę. "Przyjedziesz rowerem..." - bardziej stwierdza, niż pyta, na co ja odpowiadam "Nie, raczej autem". Masakra. Co ja robię, co ja mówię...

W tym momencie już wiem, że przyjadę rowerem. Chyba znów sobie muszę dać na wstrzymanie. Nie samą pracą człowiek żyje... To samo słyszę na wieczornym spotkaniu. Co ja robię? Przecież już to kiedyś przerabiałem, praca w pracy, praca w domu... Przecież od tego kilka lat temu uciekłem i co? Znowu to samo?

Masakra.

Jak fajnie znów się przejechać. Choć czuć przerwę. Dzień też niby chłodniejszy ale ciężko mi się oddycha. Mimo to fajnie, że jednak wybrałem rower. Tylko muszę to robić częściej.

Deszczowa Mikołeska

Poniedziałek, 3 maja 2010 · Komentarze(18)
Deszczowa Mikołeska

Cały tydzień mocno roboczy więc w długi weekend... oczywiście pada deszcz. I to jakby na złość. W sobotę popołudnie zajęte więc wtedy właśnie przestaje padać, w niedzielę podobnie... Dziwnym trafem dziś rano... nie pada... Co więcej budzi mnie SMS z pytaniem czy jedziemy na Jurę... Pojechałbym ale popołudnie też zaplanowane więc samotnie ruszam w drogę. Myślałem, że wyciągnę Wiktorka (bo już ma rower dobry - właściciel nieszczęsnego serwisu ujął się ambicją i gratisowo zmienił pedały) ale jakoś długo spał...

Ruszam w stronę Ptakowic żeby odnaleźć Bramę Gwarków. Skręcam w dróżkę wskazaną przez fredziomf'a i... echo... nie ma... chwila szukania ale trudno szukać jak się nie wie dokładnie gdzie... Złe przygotowanie... trudno... następnym razem będzie lepiej.

I gdzie ta brama? © djk71


Kieruję się w stronę drogi i nagle... jest :-)

Brama Gwarków © djk71


Kilka zdjęć i trzeba uciekać bo komary zaczynają dawać o sobie znać. Tylko którędy... Kierunek wydaje się być dobry ale ścieżki nie widać. Co więcej napotykam kolejny potoczek. Chwila wędrówki wzdłuż i w końcu znajduję jakieś zwężenie... Spoko, tylko jeden but lekko mokry... Niestety po drugiej stronie jakieś pole... Masakra, nie lubię wchodzić komuś w teren... Błoto, trawa, koszmar... Wolno jak ślimak...

Wolno jakoś © djk71


W końcu droga. W Laryszowie rzut oka na mapę dokąd biegną drogi, którymi do tej pory nie jeździłem. W tym momencie podchodzi mieszkaniec pobliskiego domu, widać życzliwie chce pomóc... a jednak nie... "Kolarzu! palicie?" "Nie" "Ech w d..." i poszedł.

Mijam Miedary, Połomię i... co tu robić dalej? Brynek... ładnie tu...

Pałac w Brynku © djk71


Pałac w Brynku © djk71


Kierunek Mikołeska, sam nie wiem po co :-)

Wcześniej mijam nadleśnictwo w Brynku. Mijam i wracam. Mnóstwo tablic informacyjnych, fajnym językiem z obrazkami... Świetne miejsce na wycieczkę dla dzieci.

Ptasi Budzik © djk71


Do tego ścieżka przyrodnicza, z miejscem na ognisko...

Ścieżka przyrodnicza w Brynku © djk71


I dwa duże ptaki...

Śmigłowce w Brynku... a może helkoptery... © djk71


Dalej w las i... błotko... po chwili jestem cały czarny... Na szczęście zaczyna padać... może się umyję... W Mikołesce leje. Leje tak, że nie chce mi się szukać krzyża przydrożnego, który jest opisany na jednej z wielu tablic na wytyczonych w tej okolicy trasach.



Wracam w stronę domu. Las, las, las...pięknie... pięknie choć mokro... Wyjeżdżam w Pniowcu. Zamiast jechać w stronę domu, jadę w drugą stronę żeby zobaczyć gdzie się ostatnio zgubiłem jadąc z Kosmą. Jadę, mijam znajome tereny, wjeżdżam znowu w las i wyjeżdżam... dokładnie tam gdzie ostatnio. Tylko gdzie to jest? Tym razem jadę w drugą stronę i wyjeżdżam w Tarnowskich Górach. Patrząc w domu na mapę wygląda, że wylądowałem wcześniej gdzieś w okolicach Repecka.

Teraz już spokojnie do domu. Spokojnie ale jeszcze mnie nosi choć zaczynam czuć zmęczenie. Jeszcze las, jeszcze teren... jeszcze się zmęczyć...

I tak było. Brudny, zmęczony i zadowolony docieram do domku :) Dobrze, że choć w jeden dzień długiego weekendu się udało chwilę pojeździć...

Czy to na pewno jest serwis?

Wtorek, 30 marca 2010 · Komentarze(14)
Czy to na pewno jest serwis?
Szybkie - czy może raczej takie jak powinno być - wyjście z pracy z myślą o rowerze. Żeby pojeździć za dnia. Coś mnie jednak podkusiło i wpadłem na pomysł żeby podjechać z Wiktorka rowerem do serwisu. Muszę mu zmienić pedały, a odkręcenie ich w domowych warunkach zakończyło się porażką. Szybki telefon do szeroko reklamowanego punktu i mogę przyjechać.

Trudno, przy słońcu pojeżdżę innym razem, drugą część obiadu też zjem później. Ważniejsze jest dziecko, może w końcu znów zacznie jeździć.

Mimo korków szybko dowożę rower, wchodzę do sklepu/serwisu i od drzwi słyszę "Proszę tu nie wchodzić z rowerem!!!" O staropolskim "dzień dobry" Pan chyba nie słyszał. Ok, wycofuję się, choć niby skąd miałem wiedzieć, że do serwisu nie można wprowadzać rowerów, tym bardziej, że innych drzwi nie widać. Wychodząc słyszę "Wyjdę tam do Pana". Ok.

Dzielnica niezbyt przyjemna więc uważnie przyglądam się wszystkim, którzy mnie mijają z.... widoczną wzajemnością. Choć nie wiem, czy patrzą na mnie, czy na mój, a właściwie Wiktorka rower. Po prawie pół godzinie czekania zaczynam mieć dosyć. To już chyba nie te czasy żeby klienta wystawić za drzwi i niech sobie czeka... Czas pakować rower do auta i wracać do domu.

W ostatniej chwili wychodzi sprzedawca/serwisant. "O co chodzi?" Wyjaśniam, że mam problem z odkręceniem pedałów SPD i pytam czy jest w stanie mi pomóc. "Zaraz wracam", tym razem Pan na szczęście faktycznie wraca po chwili. Zestaw imbusów, które trzyma w ręce nie budzi mojego zaufania ale to on jest specjalistą... Trzy ruchy kluczem i z pretensją w głosie dowiaduję się, że przeze mnie Pan sobie uszkodził klucz i drugiego nie zamierza niszczyć. Kto to widział tak zakręcone pedały, przecież powinny się lekko odkręcić...

Po chwili znów słyszę kwestię o zniszczonym kluczu... Czyżby "specjalista" oczekiwał, że pokryję koszty minuty pracy i niewłaściwego doboru narzędzia...? Niedoczekanie.

Jestem w szoku. Dawno mnie tak nikt nie potraktował. Nawet nie przypuszczałem, że to się jeszcze zdarza... poczułem się jak za komuny... Szok. Miałem o tym nie pisać bo każdemu zdarza się gorszy dzień. Myślałem, że szybko o tym zapomnę. Nie udało się więc piszę.

Wieczorem szybka rundka przez Stolarzowice, Górniki, Wieszową, Grzybowice, Mikulczyce i Rokitnicę. Po raz pierwszy byłem bliski wjazdu z Rokitnicy na Helenkę nie schodząc poniżej 20km/h ale znów się nie udało. Ale było bliziutko. Nieźle się zasapałem, ale o serwisie wciąż nie zapomniałem.

Nie powiem gdzie byłem w serwisie ale prędko tam się nie pojawię... Szkoda, bo po cichu liczyłem, że tam będę oddawał swój rower do serwisowania...

Dla... :(

Wtorek, 12 stycznia 2010 · Komentarze(15)
Dla... :(
Dziś odpuściłem niemiecki. I tak nie potrafiłbym się skoncentrować. Powolny powrót do domu. Obiad. Kawa. I rower. Po prostu dziś muszę. Muszę odreagować, wyłączyć myślenie. A może raczej skierować je na inne tory.

Rzut oka na rower i niespodzianka. Z tyłu zero powietrza. Tylko czemu akurat teraz? Co robić, ściągam dętkę i... jest cała. Jakiś sabotaż? Jak się już wziąłem do roboty to przy okazji załatałem noworoczną.

Dwudziesta, ale jakie to ma znaczenie gdy od dawno już jest ciemno... Wyjazd z osiedla masakryczy. Dalej trochę lepiej. Jadę starając się zabić myśli. W Ptakowicach robi się znów mało przyjemnie. Ślisko, miejscami bardzo. Skupiam uwagę to na drodze, to na jakiś tematach zastępczych. W sumie im mniej myślę o drodze tym jadę odważniej, a może po prostu ryzykowniej. Na szczęście kierowcy dziś dość kulturalnie mnie wyprzedzają. No może poza jednym tirem...

W Boniowicach wyjeżdżam na DK94 i tam już jest czarno, tyle że mokro. Zaczyna mi być zimno w stopy. Pierwszy raz od dawna, czy to dlatego, że założyłem pierwszy raz dwie pary skarpet?

W Wieszowej przy dojeździe do zwężenia przy wysypce daję znać czającemu się za mną kierowcy tira, że może mnie spokojnie wyprzedzić. Zachowuje dystans i nawet dziękuje. Czyli są kulturalni tirowcy.

Wydaje mi się, że jadę dość szybko. Jak na takie warunki. Ale tego mi było potrzeba. Ciężko się czasem z niektórymi rzeczami pogodzić, choć niby człowiek jest dorosły i wie, że kiedyś nadejdą... Ciężko...

Przy wjeździe na osiedle wybieram ulicę, która powinna być bardziej przejezdna niż ta, którą wyjeżdżałem. Jest. I jest bardziej śliska. Na "dzień dobry" ślizg i w ostatniej chwili wypinam się z pedałów. Rower leży, mnie na szczęście udaje się nie upaść....

Trasa: Helenka - Stolarzowice - Górniki - Ptakowice - Zbrosławice - Kamieniec - Boniowice - Wieszowa - Górniki - Stolarzowice - Helenka

Po kilometry?

Środa, 6 stycznia 2010 · Komentarze(21)
Po kilometry?
Mając na uwadze dyskusję, jaka rozgorzała na blogu Eli i ogólne z niej wnioski, że statystyki nie są najważniejsze i w sumie nie jeździmy dla kilometrów... spoglądam na blog mojej rowerowej partnerki. I co tam widzę? Jeździła. Tak być nie może. Potem powie, że się nie przygotowywałem do sezonu :)

O dwudziestej zakładam ciuchy, włączam lampkę, do tego czołówka na kask i mała pętelka. Helenka - Stolarzowice - Miechowice - Rokitnica - Helenka.

Czołówka, choć tania, daje niezły efekt. Jestem w szoku.

Trudno wymyślić ciekawy wyjazd o tej godzinie w zimie... wiec chyba pojechałem po kilometry. Mimo to fajnie, choć dziś chłodno w stopy.

I stała się jasność

Poniedziałek, 4 stycznia 2010 · Komentarze(15)
I stała się jasność

Po długim i wyjątkowo sympatycznym sylwestrowaniu dziś trzeba było wrócić do rzeczywistości. Na otrzeźwienie dostałem kopa po zważeniu się. Sama waga mnie nie zdziwiła, choć nie mam powodów do radości. Gorzej było z pomiarem tkanki tłuszczowej, bo w porównaniu z zapisami z zeszłego roku jest koszmarnie - a łudziłem się, że to mięśnie tyle ważą ;-)

Po pracy obiadek i szybka rundka żeby wypróbować jeden z prezentów gwiazdkowych.

Do tej pory wydawało mi się, że lampka, którą sprzedawcy polecili mi przy zakupie roweru dwa lata temu jest wystarczająca. Nie było to oczywiście żadne cudo ale jeździłem po nocy i... jakoś to było.

Dziś wjechałem na chwilę do lasu i zrobiłem mały test porównawczy (wszystkie zdjęcia wykonane oczywiście z takimi samymi ustawieniami). Test jest bardzo amatorski ale widać małe różnice między tym co było, a tym co jest.

Najpierw bez lampek



Dalej ze starą lampką



Z nową w trybie pierwszym



W trybie drugim



I w trybie najsilniejszym



Widać różnicę :-)


Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia to dość wąski strumień światła. Chyba trzeba będzie całość uzupełniać czołówką. No i akumulatorki pewnie będę często ładował ;-) Dlatego stara lampka zostanie i tam gdzie będzie wystarczająca będzie pewnie wciąż służyła.

Jeszcze raz dziękuję za wspaniały prezent :-)

Pod fontannę

Poniedziałek, 17 sierpnia 2009 · Komentarze(19)
Pod fontannę
Po obiedzie na rower. No, może nie od razu. Najpierw krótka drzemka i dopiero potem w drogę. Gdziekolwiek, ale asfaltem bo już po 19-tej i chmury jakieś nadciągają - ciemno się robi.

Stolarzowice, Górniki, Wieszowa, Grzybowice, zaczyna kropić. Do tego boję się. Boję się kierowców, na których w ostatnich dniach tak bardzo kląłem i którzy dziś też dają popis swoich umiejętności.

A propos kierowców i ich zachowań na drogach to ostatnio trafiłem na projekt 50kmh. Coś w tym jest.

Mijam Mikulczyce, na Koperniku czas wyciągnąć kurtkę. Zaczyna padać. Gdy dojeżdżam do Pstrowskiego deszcz mija ale wciąż jest tak samo parno jak było, gdy ruszałem w drogę.

Rzut oka na wyremontowany plac i nową fontannę. Nie jest taka jak wrocławska ale jak na zabrzańskie warunki to jednak coś.





Trzeba będzie spróbować ją sfocić jak nie będzie kropiło i najlepiej jak będę z kimś. Jakoś wciąż się boją o pozostawione obok siebie rzeczy kiedy wokół kręcą się nastolatkowie niektórych nacji...

Powrót przez Mikulczyce i nową ścieżkę rowerową. W sumie całkiem przyzwoitą i nieźle oznaczoną, choć brakuje mi znaku "Rowerzyści" od strony Mikulczyc - myślę, że mógłby się przydać, bo wyjeżdżający zza zakrętu od strony Rokitnicy mogą się nie spodziewać rowerów przekraczających drogę w kierunku ścieżki.

Nie podoba mi się też przejazd rowerowy przy wjeździe do Rokitnicy, rowerzyści muszą przejechać na drugą stronę drogi za wzniesieniem, co też może zaskoczyć niektórych kierowców.

Ale ogólnie nie jest źle. Ciekawe jakie będą dalsze kroki w tej kwestii... W Zabrzu, ale i na całym Śląsku infrastruktura rowerowa mocno kuleje, żeby nie powiedzieć, że jej prawie nie ma.

Ostatnio trafiłem na stronę Śląskiej Inicjatywy Rowerowej. Grupa jest młoda (stażem) ale dodając do tego co najmniej 4 znane mi masy krytyczne w regionie (katowicka, zagłębiowska, gliwicka i bytomska) może... może coś zacznie się zmieniać. Może uda się pokazać włodarzom naszego regionu, że tu też chcemy jeździć na rowerach.

Po lesie

Piątek, 7 sierpnia 2009 · Komentarze(0)
Po lesie
Dziś po pracy szybka rundka do Ojca na działkę w Miechowicach. Obiadek sprawił, że nie bardzo chciało mi się jechać gdzieś dalej. Mimo to powłóczyłem się trochę po leśnych ścieżkach, a na osiedlu odkryłem nowe rondo… interesujące… niestety padły mi baterie. Pstryknę następnym razem.

Świerklaniec - odreagować

Piątek, 31 lipca 2009 · Komentarze(0)
Świerklaniec - odreagować
Muszę odreagować. Ciężki dzień, ciężki tydzień. Ciężko.

Po obiedzie siadam na rower i do przodu. Niby chcę się wyżyć, ale nie chce mi się walczyć z terenem. Asfalt, gdzieś do przodu. Świerklaniec - dawno tam nie byłem. Spokojnie przez Stroszek, Radzionków i dalej przez ulubiony zjazd Wiktora (tzn. Wiku bardziej woli podjazd ;-) ). Niestety tu też chyba walczą z kanalizacją i część drogi rozkopana. Na zjeździe trzeba uważać na auta jadące z przeciwka.

Zbiornik Kozłowa Góra i mknę sobie wałem. Nawet mi się zatrzymywać nie chce. No może na chwilę tylko. Do parku nie wjeżdżam.

Wyjeżdżam na asfalt między stojące w korku samochody. Roboty drogowe :-) Mój pas jest na szczęście wolny. Dopiero po chwili pojawia się za mną "L-ka" - oj, ta pani mnie nie wyprzedzi… Trudno wszyscy pojadą moim tempem. Na pierwszym zjeździe zwalniam drogę i uciekam w osiedle. Jakiś lokalny festyn, nie zatrzymuję się, po co… Powrót przez Orzech i dalej tą samą drogę co poprzednio.

Potrzeba mi tego było.