Czechy i Rosen Bank

Niedziela, 17 czerwca 2012 · Komentarze(6)
Czechy i Rosen Bank
Dziś od rana nastroje anty-czeskie... choć tak naprawdę to powinny być anty-polskie... bo sami sobie zgotowaliśmy taki los... Jako jednak, że dziś kolejne zawody Igorka w Grand Prix EuroRegionu Silesia 2012, a ostatnio ciągle przegrywa z Czechami to jest postanowienie aby powalczyć z nimi na ich terenie.

Jak przystało na zawody u naszych południowych sąsiadów organizacja jak zwykle na poziomie... innym... Już same namiary na miejsce zawodów: Havířov, a dokładniej: Horní Suchá. Zero adresu, mapki, jakiegoś punktu charakterystycznego... nic, a przecież można było wspomnieć chociaż o tym...

Franek © djk71


Choć kto wie co to jest.... szyb?

Życiorys Franka © djk71


Po kilkunastominutowym kluczeniu po mieście w końcu trzymając się na ogonie jakiegoś Czecha trafiamy na miejsce. Nie tylko my tak błądziliśmy, niektórzy nawet policję prosili o pomoc i nic. Masakra. Innych uwag byłoby jeszcze sporo ale potem znów mi napiszą, że marudzę :-)

Szybki objazd trasy... prosta technicznie choć nieprzyjemna, trawa i kamienie... do tego zero drzew, a z nieba leje się żar. Dwa okrążenia.

Dobry start. Po pierwszym okrążeniu widać zmęczenie ale jedzie mocno.

Dam radę... © djk71


Na drugim okrążeniu jest bardzo zmęczony ale dojeżdża na metę jako piąty - przed nim: czterech Czechów :-(

Podchodzę i widzę łzy w oczach. Niemożliwe, Igorek by nie płakał z powodu miejsca... Bo i nie taki jest powód :-( Jeden z czeskich zawodników kopnął go w kostkę w trakcie wyprzedzania. Widać, że go boli. To nie było fair... :-(

Po powrocie do domu długo walczę z sobą: jechać jeszcze, czy już nie? W końcu jadę. Cel prosty: zmęczyć się. Las miechowicki i jego ścieżki. Jadę, walczę i znów czuję lewe kolano :-( Niedobrze, bo to już kolejny raz czuję, że mam złą pozycję. Przesuwam siodełko do tyłu i... ból mija. Wystarczyło kilka milimetrów? Wystarczyło...

Zjazdy i podjazdy. Kilka razy Krajszyna i okolice. Potrzebowałem tego. Przy okazji odnajduję w końcu Rosen Bank, uzupełnienie Różanego Źródła Ile jeszcze tajemnic kryje ten las?

Rosen Bank © djk71

Dwie lewe ręce

Sobota, 16 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Dwie lewe ręce
Ten weekend już nie jest tak rowerowy jak ubiegły. Mimo to miała być dziś jakaś przejażdżka. I byłaby gdybym… nie miał dwóch lewych rąk.
Wczoraj dotykam (już mi to w nawyk weszło) swojego rowerka i... korba się nie kręci. A właściwie kręci się pod naporem siły. Zrzucam łańcuch i... wciąż to samo :-(

Czytam, czytam i... nic nie wiem, ale zaczynam się tym martwić...

Rano... rusza się lepiej, ale wciąż jest to raptem pół obrotu ;-( Serwis? Zobaczymy...

Działa - nie działa... © djk71


Zamiast tego zmieniam łańcuch, bo to powinienem już dawno zrobić i... zakładam go źle. Nie da się? Da się! Ja potrafię :-(

Rozkuwam i problem ze skuciem. Po skuciu - sztywne :-( Masakra. Do tego przerzutki coś ocierają. Jeszcze jakieś korekty i kiepsko to widzę.

Wcześniej Olek mnie wyciągam, ale zdenerwowany odmawiam. W końcu decyduję się sprawdzić jak się rower będzie zachowywał po "naprawach". Dołącza do mnie Wiku i robimy szybką rundkę po lesie. Nawet jeździ i to całkiem nieźle. Korba jednak wciąż opornie.

Wracam do domu, bo za chwilę goście. Chcę pokazać żonie jak działa (nie działa) korba i... kręci się luźno. O co chodzi?

Zakończenie weekendu

Niedziela, 10 czerwca 2012 · Komentarze(8)
Zakończenie weekendu
Wyjątkowo udany weekend pod kątem rowerowym. Najpierw grupowe włóczęgi po okolicy (ze szczególnym uwzględnieniem Rept), potem fantastyczne Rudy i w końcu wczorajsze "Na kole ku familokom" - fantastyczna impreza :-)

Dziś przyszedł czas na zmagania sportowe. Piąte zawody z cyklu Grad Prix Euroregionu Silesia 2012. Tym razem po raz kolejny w Wodzisławiu. Mając w pamięci poprzednie zawody w tym miejscu oraz ilość pracy jaka czekała na mnie w domu odpuściłem start, ale Igorek oczywiście startuje ;-)

Objeżdżamy razem trasę, w kilku miejscach ślisko, w kilku stromo, do tego zakręty tuż nad jeziorem. Może być ciekawie :-)

Dla Igorka nie ma jednak rzeczy niemożliwych. Mimo, że po drodze zatrzymuje się żeby pomóc koledze, który upadł, na metę po fantastycznym finiszu dojeżdża jako trzeci. Znów wyprzedzili go Czesi.

Kolejne trofeum © djk71


Ładnie pojechał.
A w weekend piąty stadion wyglądał tak:

Kibicowanie wieczorową porą © amiga

Na kole ku familokom

Sobota, 9 czerwca 2012 · Komentarze(4)
Na kole ku familokom

Muzeum Górnicze po raz kolejny przygotowało interesującą imprezę pozwalającą poznać najbliższe okolice. Tym razem rowerowo. Wybrano cztery robotnicze dzielnice Zabrza. Na trzy z nich strach się zapuszczać samotnie ale w grupie i do tego z obstawą policji można spróbować.

Ruszamy całą rodzinką, towarzyszy nam Amiga, a na miejscu dołącza do nas Yoasia :-) Spotykamy też wielu innych znajomych. W sumie sporo ludzi jak na dzień po pierwszym meczu Polaków i do tego niezbyt zachęcającą pogodę.

Najpierw Kolonia B. Przyznaję, że byłem ciekaw gdzie to jest, bo z niczym mi się nie kojarzyło, oprócz tego, że wiedziałem, że to jest gdzieś na Zaborzu.

Kolonia B okazała się zapomnianymi przez Boga okolicami Lompy. Rzeczywiście, od czasu zburzenia szybu kopalni nasza wycieczka była prawdopodobnie największym wydarzeniem ostatnich kilkudziesięciu lat…

Życie... © djk71


Komentarze tubylców: Gliny i pedały… były tymi delikatnymi… Ciekawe kto i kiedy zainteresuje się tymi terenami…

Kolonia B, czy kolonia karna... © djk71


Następna stacja to znana mi Zandka. Niesamowite miejsce.

Nie wiem jak przekonano mnie żebym tam zostawił rower na dłuższą chwilę…

Porzucony? © djk71


Dom ze stali © djk71


Oprócz domu ze stali Darek Waleriański oprowadza nas po cmentarzu żydowskim. Po raz kolejny powtórzę… najpiękniejszym jaki widziałem…

Kolejnym celem jest Borsig w Biskupicach. Oprócz niesamowitej zabudowy podziwiamy kaplicę ewangelicką znajdującą się w… jednym z budynków mieszkalnych wśród mieszkań innych lokatorów. Szok.

W kaplicy © djk71


Niestety ktoś postarał się aby ją zniszczyć…

Nieliczne pozostałe malowidła © djk71


Jedziemy dalej…

Klapek SPD? © djk71


Ostatnim punktem program jest Osiedle Ballestrema w Rokitnicy. Chyba najpiękniejsze w Zabrzu.

Ślicznie © djk71


Domki, każdy inny © djk71


Na koniec mały poczęstunek i konkurs z nagrodami. Aktywność Igorka zostaje nagrodzona i wraca z zestawem prezentów. W międzyczasie dowiadujemy się, że zakwitły tulipanowce naszym lesie więc… do domu jedziemy nieco okrężnie ;-)

Kwitnący tulipanowiec © djk71


Piękny dzień mimo momentami chłodu i deszczowej pogody.

BTW: Po powrocie okazuje się, że już o nas piszą na głównej stronie Głosu Zabrze :-)

I kto jest na pierwszym zdjęciu... Chyba będę zazdrosny :-)

Rudy... ale nie 102

Piątek, 8 czerwca 2012 · Komentarze(9)
Rudy... ale nie 102
Jako, że pogoda sprzyja to padł pomysł wyjazdu. Gdzie? Gdziekolwiek, byle wrócić przed 16-tą, bo... Euro :-)

Blisko był już Annaberg ale finalnie zostają Rudy, bo niby blisko ale rzadko tam zaglądamy, a w skansenie kolejowym jeszcze nigdy nie byłem.

Umawiamy się z Amigą o 8-ej gdzieś w Zabrzu i trafiamy na siebie na hałdzie w Makoszowach.

Rzut oka na mapę i wygląda, że szlakami rowerowymi można spokojnie dojechać do samych Rud. Przynajmniej palcem po mapie, bo jak się za chwilę okaże, w terenie czasem ze świecą szukać tych szlaków...

Krótki postój w Chudowie, dalej Gierałtowice - tu oznakowanie jak w Mikołowie :-)

Dalej księżycowe krajobrazy Szczygłowic, gdzie robimy przerwę na krótki popas.

Czy na Księżycu są takie kałuże? © djk71


I przez pola w towarzystwie pięknego stadka... niestety zoomu brak :-(

Kto znajdzie stadko? © djk71


Mijamy Ochojec i tuż przed Rudami odbijamy przypadkowo na Rybnik. Co prawda był plan tu zawitać, ale dopiero po Rudach, no ale skoro pomyliliśmy ścieżki to zmieniamy kolejność.

Daleko (głęboko) jeszcze? © djk71


Nad wodą © djk71


Krótka sesja na zaporze i jedziemy na ulicę Crunchips :-)

U nas nie ma takiej ulicy © djk71


Tak napawanie się widokiem starych pociągów. Szkoda tylko, że nikt nie pokusił się o opisanie tego co można zobaczyć. Może dlatego, że nie widomo w jakim języku…

Ruden? © djk71


Rudy © djk71


Jedyne co rozpoznałem to "psa, który jeździł koleją".

Pies, który jeździł koleją? © djk71


Miejsca w pociągu jeszcze były...

Pusto... za drogie bilety? © djk71


… ale toaleta była zamknięta...

Tak było kiedyś... Coś się zmieniło? © djk71


… a do tego pić nam się już chciało…

Pić! © djk71


... więc opuściliśmy to interesujące miejsce i ruszyliśmy w stronę wyremontowanego klasztoru Cystersów.

Ładnie tu teraz © djk71


W parku trochę nas zdziwił zamknięty mostek, ale wzorem innych przedostaliśmy się na drugą stronę. Wydawało nam się, że problem są deski na moście ale prawdopodobnie przyczyna zamknięcia była inna…

Trzyma się... © djk71


Darek postanowił sprawdzić jak będzie się można przedostać na drugą stronę jak już most się zupełnie zawali…

Chodzę po wodzie... © djk71


Nastał czas powrotu. Nieco okrężnie ale głównie z dala od dróg docieramy do Gliwic. Krótki koncert w palmiarni i ruszamy dalej.

Chopin czy Szopen? © djk71



Chwilę później jesteśmy na Helence gdzie spotykamy Olka, który pogardził naszym towarzystwem w dniu dzisiejszym. Niech żałuje. Było interesująco i wesoło, a to jeszcze nie był koniec atrakcji tego dnia. Przecież zaczynało się Euro 2012 ;-)

Repty, Repty, Repty...

Czwartek, 7 czerwca 2012 · Komentarze(10)
Repty, Repty, Repty...

Ostatnio nie udaje się pojeździć w dni wolne od pracy. Dziś ma być inaczej. Choć chwila przed obiadem. Zgadujemy się z Olkiem i o 9-tej ruszamy. Chwilę wcześniej wysyłam SMS-a do Andrzeja, czy wybiera rower czy łóżko. Wybrał chyba łóżko więc my jedziemy do Rept. Przejechać się po trasie niedzielnego wyścigu. Gdy wjeżdżamy do parku dzwoni Andrzej. Ma niezbyt dużo czasu ale może choć na chwilę uda się spotkać. Szybka rundka po trasie wyścigu i jedziemy na spotkanie w Kamieńcu. Przyjeżdżamy prawie równocześnie.

Andrzej prowadzi nas lasem w stronę Miedar. Spokojne tempo, pogaduchy.
W końcu lądujemy obok pałacu w Kopaninie (za nic nie potrafiłem sobie przypomnieć tej nazwy na miejscu).

W tym momencie dzwoni moja małżonka, że złapała mi dziewczynę. No cóż. W zaistniałej sytuacji żegnamy się powoli z Andrzejem i jedziemy spotkać dziewczynę ;-)
Asia postanawia wziąć rewanż za niedzielny wyścig więc lądujemy po raz drugi dziś w Reptach :-)

Najpierw jednak Olek zawozi nas do Źródła Młodości

Przy Źródle Młodości © djk71


Potem już walka w terenie.

Olek daje czadu... © djk71


Kiedy Asia blokuje mi drogę na podjeździe, próbuję cofać się w dół co kończy się na szczęście niezbyt groźnym upadkiem.

Asia uśmiechnięta © djk71


Momentami wątpliwości gdzie jechać...

Którędy teraz? © djk71


Dwa okrążenia, uzupełnienie płynów i czas wracać. Nie to nie koniec, bo dostaję telefon, że Igorek już jest w stroju rowerowym i czeka na mnie. :-)

Żegnam ekipę, obiad i... jedziemy do... Rept ;-)

Zaraz Ty będziesz na mnie czekał... © djk71


Do Rept © djk71


Igor zaznacza jednak, że dziś bez górek... I tak jest dopóki nie wjeżdżamy do parku ;-) Najpierw rundka po "dorosłej" pętli, potem po dziecięcej.

W międzyczasie Igor pokazuje mi...

... jak się zjeżdża po schodach...

Ze schodów © djk71


... jak się po nich podjeżdża...

Po schodach © djk71


... jak się podjeżdża bez schodów...

Tyle teraz tata będzie oglądał... © djk71


... i jak się skacze...

Skakać też potrafię © djk71


Zaczynam się go bać... :-)

W drodze powrotnej krótki postój obok straży.

Straż © djk71


Oby więcej takich dni.

Mistrz Tarnowskich Gór

Niedziela, 3 czerwca 2012 · Komentarze(12)
Mistrz Tarnowskich Gór
Mistrz ale... nie ja ;-)

Wczoraj Igorek startował w Mistrzostwach Zabrza w Kolarstwie Górskim. Niestety tuż po starcie zakręt okazał się zbyt ciasny i nastąpiła mała kraksa z kilkoma innymi zawodnikami. Trasa była krótka więc ciężko było odrobić straty. W efekcie na metę dojechał jako czwarty ze... skrzywioną kierownicą. Wyglądało to śmiesznie ale i strasznie. Dobrze, że nic mu się nie stało. Fajna organizacja imprezy choć szkoda, że maluchy musiały czekać na dekorację cztery godziny. Na pocieszenie na końcu była tombola i prawie każdy (a może i wszyscy) coś wylosowali. Igor wylosował podwójny bilet do kina.

Dziś XVI Mistrzostwa Tarnowskich Gór w kolarstwie górskim w Reptach. Testowaliśmy dość wymagającą trasę kilka dni temu. Igor był super dzielny. Dziś przy rejestracji dowiadujemy się, że Jego kategoria jedzie po uproszczonej trasie. Lekki zawód, ale cóż... w przyszłym roku będzie trasa trudniejsza.

Jedziemy na objazd trasy. Jest gdzie się spocić.

Przypinamy numerek i czas na start.

Jeszcze tylko numerek... © djk71


Organizatorzy mówią, że można towarzyszyć zawodnikom o ile nie będzie to przeszkadzało innym.

Igor startuje i od razu wychodzi na prowadzenie. Jadę na skróty i po chwili widzę pilota, a tuż za nim Igorka, ma prawie 100m przewagi. Zaczyna się podjazd. Jadę za nimi. Podjazd daje mu jeszcze większą przewagę. Po chwili za pilotem jest już tylko Igor. Reszty nie widać. Pilot się nie nudzi... :-) Dopiero ostatni podjazd wydaje się być zbyt męczący i Igorek mądrze schodzi z roweru i wpycha go na szczyt.

Na ostatnim odcinku do mety już nie widać zmęczenia. Mimo, że ma sporą przewagę daje z siebie wszystko. Wpada na metę kilka minut przed resztą. Mądrze pojechał ;-)

I już po wszystkim :-) Mistrz Tarnowskich Gór © djk71


Po zawodach pojeździł jeszcze z kolegami, a po powrocie... zrobił wszystkie zaległe wpisy na blogu :-)

Po korzeniach

Czwartek, 31 maja 2012 · Komentarze(1)
Po korzeniach
Szybka próba regulacji przerzutek Igorka i jedziemy sprawdzić, czy działają. Oczywiście las i podjazdy i zjazdy... po korzeniach...

Korzonki... te w terenie nie bolą © djk71


Oczywiście dla Igorka to żadne wyzwania, przejeżdża wszystko ;-)

Z górki... © djk71


Niestety wieczorem aparat nie daje rady... :-(

Ból, wstyd i zmęczenie

Wtorek, 29 maja 2012 · Komentarze(10)
Ból, wstyd i zmęczenie

Kolejny ciężki tydzień. Powinienem siedzieć do wieczora w pracy, ale nie mogę, nie potrafię... Jestem zmęczony pracą. Muszę odreagować, to już staje się normą :-( Już wiem, że będzie rower. Pytanie czy sam, czy z Igorkiem? Oczywiście, że z Igorkiem. Jedziemy do Rept, bo tam w niedzielę zawody. Trzeba zrobić objazd trasy. Nie wiem, czy zdążymy, bo już późno, ale spróbujemy.

Jedziemy przez Stolarzowice odkrytą niedawno z Amigą ścieżką.

Ambona na stawie? © djk71


Spokojnym tempem, bo Igor wydaje się być zmęczony. Dojeżdżamy do parku i przy mostku spotykamy zawodników, którzy prawdopodobnie robią to, co my chcemy zrobić. Przy okazji naprowadzają nas na ścieżkę, którą nigdy wcześniej nie jechałem, a która jest… fantastyczna. Wąska ścieżka pełna zjazdów, podjazdów, zakrętów….

Ten mur widzę po raz pierwszy © djk71


Momentami wcale nie takich prostych - jak dla mnie. Dla mnie, bo kiedy przed jednym ze zjazdów zatrzymuję się żeby powiedzieć Igorkowi, że tu sprowadzimy rowery, On - zjeżdża i podjeżdża czekając na mnie po drugiej stronie. Powinienem się wstydzić...

Igor już tam? © djk71


Nie pozostaje nic innego jak również zjechać. Trochę asekurancko, ale po chwili jestem tuż za Igorkiem. Świetna trasa, ale czas na powrót.

Nie objeżdżamy całości, tylko spod bramy parku wracamy trasą, którą tu przybyliśmy. Trzeba uważać na korzenie i inne niespodzianki, ale jedzie się świetnie. Igor nawet kiedy upada robi to profesjonalnie :-)

Upadać też trzeba umieć © djk71


Pod koniec Igorkowi zaczynają szaleć przerzutki. Próba korekty tylko połowicznie udana :-( Spokojnym tempem wracamy.

Czas wracać © djk71


Denerwują mnie znów piszczące hamulce, nawet w trakcie jazdy, kiedy nie hamuję.

Bardziej jednak niepokoi mnie lekki ból kolan. Mam dziwne wrażenie, że chyba jednak siedzę zbyt z przodu, tylko, że siodełka chyba już się nie da cofnąć, musze to sprawdzić, bo nie podoba mi się to ;-( Bardzo mi się nie poodoba.

Dziękuję Igorku za towarzystwo i pokazanie mi jak się jeździ ;-) To rzeczywiście Twój rekordowy dystans na nowym rowerze, ale myślę, że bardzo szybko go pobijesz ;-)

Najlepszy Polak i zabytki

Niedziela, 27 maja 2012 · Komentarze(12)
Najlepszy Polak i zabytki

Działo się...

Piękny dzióbek... © djk71


... ale po kolei...

Po wczorajszej przejażdżce i nocnym reżyserowaniu dziś rano wyjazd na kolejne zawody z cyklu Grand Prix Euroregionu Silesia 2012. Startuje tylko Igorek. Rejestracja, numerek na rower, chwila skupienia...

Chwila zadumy © djk71


I ruszamy z Igorkiem oraz Amigą na objazd trasy. No cóż, miałem nadzieję na zrobienie kilku zdjęć ale nie było na to czasu. Wąskie ścieżki, zjazdy takie, że pewnie gdybym był na wycieczce to z kilku bym sprowadził rower, a tu... Igor zjeżdża... więc trzeba gnać za nim ;-)
Niezbyt łatwa trasa, mało miejsc do wyprzedzania...

Oczekiwanie na start. Dziadek z Darkiem zostają na starcie, a ja idę na podjazd, który na początku pokonał Igorka, ale po chwili już był zaliczony.

Jadą. Część wprowadza, Igorek jedzie...

Oni prowadzą, ja jadę © djk71


Po chwili inni tarasują drogę i już też trzeba prowadzić.

Jakby mi nie zajechali drogi to bym wjechał © djk71


Do końca walczymy.

Jeszcze kawałek do mety © djk71


W efekcie... 4 miejsce, przed nim 3 Czechów. Czyli... najlepszy z Polski ;-)

Wracamy do domu.

Obiad i jedziemy z Darkiem do Chudowa. Trochę później niż planowaliśmy. Dołącza do nas Olek. Skoro jest Olek to oczywiście nie jedziemy najkrótszą drogą tylko... Zabrzańską Trasą Rowerową :-)

Przed Chudowem wiatr i deszcz, który skutecznie wypłoszył część wystawców, jak i sporo zwiedzających. Dobrze. Mniejszy tłum. Źle, bo nie udało się spotkać z kilkoma znajomymi.

Za to kilka ciekawych autek :-)

Królowa w wersji milicyjnej © djk71


W życiu piękne są tylko chwile © djk71


Octawia Kombi © djk71


Piękne © djk71


Są też motory

Zagraniczne © djk71


Plamiasty © djk71


Niektórzy ich mocno pilnują:

Ostrzeżenie © djk71


A chłopaki zastanawiają się czym ja się tak podniecam...

Długo jeszcze? © djk71

Czas wracać. Wskazaną przez Amigę trasą docieramy szybko do Makoszów. Stamtąd już chyba najkrótszą (z dala od głównych dróg) trasą na północ.

Fajny rowerowy dzień.