Wpisy archiwalne w kategorii

Bieganie

Dystans całkowity:6906.40 km (w terenie 1496.49 km; 21.67%)
Czas w ruchu:834:20
Średnia prędkość:8.27 km/h
Maksymalna prędkość:183.00 km/h
Suma podjazdów:53278 m
Maks. tętno maksymalne:210 (108 %)
Maks. tętno średnie:193 (100 %)
Suma kalorii:447473 kcal
Liczba aktywności:878
Średnio na aktywność:7.87 km i 0h 57m
Więcej statystyk

Znów na bieżni

Piątek, 12 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Po holenderskich szaleństwach w temperaturze niewiele powyżej zera zaczęło mnie drapać w gardle. Myślałem, że dziś też  uda się przed pracą coś zrobić, ale po nocnym powrocie do domu padłem. Rano ledwo się zwlokłem z łóżka.
Zdążyłem spakować jednak torbę więc po pracy udałem się na siłownię.

Nie chciało mi się nic kombinować więc wskoczyłem na bieżnię i pół godzinki potruchtałem. Była okazja przemyśleć kilka tematów.


Spacer i bieganie

Czwartek, 11 kwietnia 2019 · Komentarze(3)
Wczoraj po szkoleniu zaliczyliśmy spacer po Nijmegen. Fajne miejsce, ciekawy klimat, ale zdecydowanie bardziej podobało nam się kilka kilometrów dalej, w Wijchen, gdzie nocujemy. Choć i tu były ciekawe miejsca.

Ciekawe co to? © djk71
Która godzina? © djk71
Piękne budynki i rowery © djk71

Z widokiem na rzekę © djk71

Okruchy historii © djk71

Akcent rowerowy © djk71

Ładna zabudowa © djk71

W parku © djk71

Kolejna wieża © djk71

Noc jakaś niespokojna, czułem zmęczenie, zastanawiałem się czy rano będzie mi się chciało wstać. Chciało się :-)
Dziś pobiegłem bez zaplanowanej wcześniej trasy. po prostu na azymut. I... trochę zły kąt obrałem, bo wbiegłem w ulicę równoległą do tej, o której myślałem i ta wyprowadziła mnie do lasu... Niespecjalnie się tym jednak przejmowałem, mimo, że wracałem tą samą drogę, a zwykle tego nie lubię... W Holandii jestem w stanie biegać nawet w ten sposób :-) Szkoda, że trzeba już wracać. Już, to znaczy po szkoleniu, czyli... w nocy...

Holenderskie truchtanie

Środa, 10 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Kolejna wizyta w Holandii. Kolejne piękne miasteczko. Czy ja kiedyś pisałem, że chciałbym tu mieszkać?

Wiatrak musi być © djk71

A może ETISOFT Netherlands?

Uroczy zamek © djk71

Wczoraj wieczorem długi spacer, dziś przed szkoleniem bieganie. Nikt nie chce iść ze mną. Trudno. Idę sam. Jak zawsze spokojne tempo, dziś bez żadnego bólu. No nie licząc chłodu. Szczególnie w drodze powrotnej, gdzie do niskiej temperatury dochodzi silny wiatr. Mimo to jestem zadowolony. Czas do pracy.

Jak nie łydki to piszczele

Poniedziałek, 8 kwietnia 2019 · Komentarze(1)
Po ostatnim bieganiu zupełnie niespodziewanie zaczęły mnie boleć łydki. Do tego stopnia, że miałem problemy z chodzeniem po schodach. Nie wiem o co chodzi, bo w butach biegło mi się świetnie. Dziś puściło więc... postanowiłem skorzystać ze słońca i chwilę potruchtać. Udało się ledwie niewiele ponad kilometr. Do szkoły. Szkoły, dziś bez uczniów.

A propos szkoły... Trzymam kciuki za nauczycieli. Obserwuję to środowisko od wielu lat. Zresztą znam to również z własnego doświadczenia. I nie jestem bezkrytyczny - znam nauczycieli, których pierwszy bym pogonił, ale znakomita większość robi to co robi dobrze. Niektórzy doskonale. I jak widzę (lub słyszę) komentarze zaczynające się od "18 godzin" to nie czytam ani nie słucham dalej... To mi wystarczy... Niejednokrotnie widywałem żonę, która potrafiła pracować 18 godzin... dziennie (choć czasem to już nie był dzień). Z tego większość w domu angażując w to rodzinę i znajomych... Ale co ja tam wiem...

I znów nie rozumiem pewnych zachowań, pewnych ludzi... Ale za to podziwiam tych, którzy postanowili stanąć po właściwej stronie mimo iż ich (czy naprawdę ich?) macierzysty związek zawodowy olał wszystkich i dogadał się z rządem....



Trzymajcie się.

Niestety za szkołą poczułem znajomy ból piszczeli. Dawno go nie było. Próbuję przez chwilę go zignorować, ale jest coraz silniejszy. Zatrzymuję się. Przechodzę do marszu. Spotykam koleżankę, chwilę rozmawiamy o tym, o czym mówią dziś wszyscy. Odpoczywam, choć nawet się nie spociłem. Nogi odpoczywają. Dobiegam najkrótszą drogą do domu. Nie cierpię, gdy tak się dzieje...

Z Salomonem i Suunto

Czwartek, 4 kwietnia 2019 · Komentarze(6)
Kolejny trening z Salomonem, czyli kolejna okazja do testowania butów.

Słońce idzie spać, a my na trening © djk71

Tym razem w moim rozmiarze były Speedcrossy Vario.

Kolejne buty do testów © djk71

Miałem trochę nadzieję na coś z mniejszym dropem ale okazało się, że Salomon raczej nie idzie w tę stronę. Z rozmów z Łukaszem, który prowadził trening, jak i z kolegami, którzy przybyli wspólnie potruchtać wynikało, że rop 10 jest ok i raczej rzadko kto zmniejsza. Ile w tym prawdy, a ile indywidualnych odczuć kolegów oczywiście nie wiem, ale warto było posłuchać. Zresztą chęć przetestowania mniejszego dropa nie wynika z tego, że teraz źle mi się biega, ile z ciekawości jak to jest jak mniejszy.

Przy okazji mam okazję przetestować Suunto 9. Biegnę więc z dwoma konkurencyjnymi zegarkami na dwóch rękach. Nie wziąłem paska HR więc oba mierzą tętno z nadgarstka. Chwilę przed startem bawię się ustawieniami nowej zabawki. Ma dotykowy ekran, ale chyba wolę klawisze :-) Nie do końca odpowiada mi menu, nie zawsze jest intuicyjne, ale trudno mi się obiektywnie wypowiadać po 10 minutach zabawy. Musiałbym go mieć z tydzień i pewnie wtedy bym przywyknął. Albo nie ;-)

I zabawa zegarkiem © djk71


Ruszamy. Mało nas, ale przynajmniej nie zgubimy się zbyt łatwo ;-)

Biegniemy chyba szybciej niż zwykle biegam. Niewiele, ale jednak szybciej. Co ciekawe Suunto pokazuje mi, że biegniemy szybko... nie chce mi się wierzyć. Mija kilometr. Wg Suunto. Garmin mi o tym powie jakieś 200m później. Zaczynają się dyskusje o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą... a dokładniej nad wadami i zaletami różnych marek.

Z każdym kilometrem różnica dystansów się zwiększa. Zobaczymy co będzie na mecie.

Za to buty spisują się znakomicie. Gorzej ze mną. Końcówkę biegnę już kilka metrów za grupą. Dobiegam jednak do końca.
Różnica dystansów to 800m na 5km. Dużo. Wybieram Suunto... bo choć pokazało błędny dystans (Garmin miał taki jak reszta) to dzięki temu, że czas był ten sam to... wyliczył mi lepsze tempo :-)
Drugi Suunto pokazał o ile pamiętam lepszy czas. Ciekawe co w tym nie zagrało.

Jeszcze tylko marketingowe zdjęcie.

I po treningu © djk71

I trzeba wracać do domu. Zmęczony ale zadowolony - ze spotkania kolejnych fajnych ludzi, z treningu, z możliwości przetestowania nowego sprzętu. Teraz się muszę zastanowić i wybrać jakieś buty terenowe.




Truchtanie i podsumowanie marca

Wtorek, 2 kwietnia 2019 · Komentarze(0)
Dziś miała być siłownia, ale, że nie wyszło to po pracy, a przed obiadem idę chwilę potruchtać. Bez planu, tak 30-60 minut w zależności od sił i chęci. Sił jakoś brakuje. Niby nic nie boli, ale jakiś taki zmęczony się czuję. Dobrze będzie krócej. Za to kilka skipów przy których pulsometr na moment wariuje. Ogólnie Fenix coś szalał, nie tylko puls ale przede wszystkim wysokościomierz. Nie ważne. Biegłem żeby pobiegać chwilę, a nie dla cyferek.

A skoro o cyferkach mowa, to może trzeba by było podsumować marzec.

- 16 aktywności, w tym:
- 13 x bieganie - 105,77 km (najdłuższy dystans 21,57 km)
- 3 x rower - 189,61 km (najdłuższy dystans 71,85 km)
- 0 x pływanie - 0,00 km
- 1 x siłownia - 0:39:11 h

Razem: 295,38 km W sumie podobnie jak w ubiegłym miesiącu, tylko dystanse rowerowe dłuższe - niestety mało ich. Ogólnie jestem zadowolony z tego miesiąca choć mogło być lepiej.

14 Półmaraton Warszawski

Niedziela, 31 marca 2019 · Komentarze(2)
Rok temu w warszawskim półmaratonie wystartowało nas z teamu 9 osób. W tym roku nie udało się powtórzyć tego wyniku. Inne starty w tym terminie, różne plany życiowe sprawiły, że miało nas przyjechać trzech, ostatecznie do Warszawy docieram ja z Adamem.

W dobrym nastroju © djk71

Niestety startuję sam, bo Adam od dwóch tygodni walczy z chorobą i dopiero kończy kurację. Co prawda klimat w biurze zawodów, kiedy w sobotę odbieramy pakiety sprawia, że jeszcze się łamie, ale ostatecznie wygrywa rozsądek - zajmie się robieniem zdjęć.

Biec, czy nie biec - oto jest pytanie © djk71

W hali Torwaru poznaję jednak znajomą Adama - Anetę i jej przyjaciółkę Magdę oraz Michała. Od słowa do słowa umawiamy się, że pobiegniemy razem. Planują biec na 2:10 - w zeszłym roku miałem czas nawet nieco lepszy, ale w tym taki wynik to byłoby marzenie.

Wieczorem idziemy jeszcze na krótki spacer.

Stolica wieczorem © djk71

Przy okazji musimy zerknąć na słynne schody.

Schody do...? © djk71

Więcej czasu jednak spędzamy obok Zachęty.

I co ja o tym myślę? © djk71

Najpierw chcieliśmy to ominąć © djk71

Wszystko można wykorzystać © djk71

A to kto? Mamy podejrzenia... © djk71

Rano śniadanko, wybór ciuchów - kiedy chowamy rzeczy do bagażnika w samochodzie (stoi bliżej mety niż depozyty) jeszcze się waham czy nie wziąć koszulki termicznej z długimi rękawami - Adam mnie ochrzania i decyduję się biec zupełnie na krótko ;-)  Jak się potem okaże to był doskonały pomysł. Momentami było nawet za ciepło - szczególnie w pełnym słońcu w czarnej czapce.

Spotykamy znajomych, do grupy dołącza Asia. Na starcie informuję ich, że biegnę z nimi, ale jakbym odpadł to mają się tym nie przejmować.

Logo firmy musi być © adamj
Silna (oby) grupa :-) © adamj

Ruszamy i rzeczywiście biegniemy w moim tempie. To dobrze. Od początku zagrzewa nas do biegu głośny doping kibiców. Zarówno tych przypadkowych, jak i zorganizowanych grup. To jest w Warszawie niesamowite.

Bufet na 5 km sprawia, że się rozdzielamy. Nie widzę nikogo z mojej grupy. Trudno, biegnę sam, szkoda tylko, że nie wziąłem słuchawek.
Wg danych z punktu pomiaru czasu na 5 km - prognozowany czas całości to 2:11:52.

Po chwili jednak doganiam Anetę i Magdę. Michał dołączy do nas chyba przed 10 km. Asi już nie spotkamy na trasie.
Wg danych z punktu pomiaru czasu na 10 km - prognozowany czas całości to 2:11:30. Czyli biegniemy równo, nawet lekko przyśpieszyliśmy.

Biegniemy po drugiej stronie Wisły. Jest świetnie, kolejne kilometry mijamy wyjątkowo szybko. Zupełnie nie czuję zmęczenia, ale... spoglądam na zegarek i tętno jest w okolicach 184 uderzeń. Niedobrze. Nie powinno być takie. Wiem jednak, że nie będę go już w stanie obniżyć. Źle, bo to oznacza, że dobiegnę umierając na mecie, albo zetnie mnie nagle jeszcze gdzieś po drodze. Trudno., nic już nie poradzę - biegnę dalej.

Gdzieś w okolicach chyba 13-14 km ekipa zaczyna mi odchodzić. Nie dużo, jakieś 2-3 m, ale nie wygląda to dobrze. Na szczęście udaje mi się w końcu do nich dołączyć.

Na Moście Świętokrzyskim © adamj

Wg danych z punktu pomiaru czasu na 15 km - prognozowany czas całości to 2:12:13 - wolniej.

W okolicach szesnastego kilometra odpada Michał - myślę, że słońce dobija nie tylko mnie...
Znów biegnę tylko z dziewczynami. Przed nami długa prosta. Pamiętam ją (zresztą jak większość trasy) z ubiegłego roku - dała mi w kość. Póki co jest dobrze. Dobrze, ale tylko do 19 km. Nie wiem, czy to Aneta przyśpieszyła, czy ja zwolniłem, ale dziewczyny w szybkim tempie mi uciekają. Patrzę na puls i nawet nie próbuję podejmować pogoni. Tym bardziej, że w tunelu widzę leżącego zawodnika, którym opiekują się ratownicy. Jedzie karetka, ale nie wjeżdża do tunelu. Zajmuje się osobą, przed wjazdem do niego.
Kawałek dalej kolejna osoba i jeszcze jedna. Biegnę swoim tempem. Już niczego nie nadrobię...
Wg danych z punktu pomiaru czasu na 20 km - prognozowany czas całości to 2:14:19 - znacznie wolniej

Przebiegam przez linię mety. Czas: 2:15:17 - sześć minut wolniej niż rok temu, a z drugiej strony 21 minut szybciej niż w pierwszym tegorocznym półmaratonie - Biegu Cyborga.

I jestem na mecie © djk71

Zmęczony, ale zadowolony. Medal ląduje na szyi.

Znów to zrobiłem :-) © djk71

Po chwili dostaję wodę, izotonik, piwo bezalkoholowe, folię do okrycia się... rąk mi brakuje. Na szczęście po chwili spotykam Adama. Rozglądałem się za resztą ekipy, ale nie udało mi się ich odnaleźć.

Można odpocząć © adamj

Dopiero po chwili odpoczynku udaje nam się zdzwonić i ponownie spotkać. Wszyscy jeszcze przeżywamy bieg. Czas udać się na coś do jedzenia.

W końcu ruszamy do domu. Droga długa, ale spokojnym tempem udaje się wieczorem dotrzeć na miejsce. To był udany dzień, a właściwie dwa dni. Męczące, ale sympatyczne. Dziękuję super ekipo za to co na trasie, jak i poza nią.

BTW: Zegarek pokazał mi o kilkaset metrów dłuższy dystans niż miał być. Co ciekawe wielu osobom na trasie również zegarki na poszczególnych kilometrach pokazywały inne odległości. Satelity aż tak szalały, czy rzeczywiście dystans był dłuższy?

Na bieżni przed meczem

Piątek, 29 marca 2019 · Komentarze(0)
Po świetnym, aktywnym początku roku... przerwa. Dwa tygodnie prawie bez biegania. No dobra, był raz... z obtartymi stopami. Porażka, ale nie pierwszy raz życie potrafi zabić chęć do... życia...

W międzyczasie dwukrotnie pojechałem na siłownię. Dojechałem, zaparkowałem i po kilku minutach ruszyłem w drogę powrotną. Nawet nie otworzyłem drzwi siłowni. Wczoraj wyszedłem z domu, wsiadłam do auta i zanim uruchomiłem silnik musiałem zmienić zdanie - z siłowni zrobił się tour de sklepy.

Dziś też mocno napięty harmonogram. Najpierw odwozimy syna na kadrę potem... Właśnie... wczoraj żona zaproponowała, że skoro mamy wolny wieczór to może pójdziemy do kina. Nie byłem do końca przekonany więc zaproponowałem inne wydarzenie kulturalne... Zgodziła się. Co prawda nie wiem, czy gdybym od razu powiedział, że mam na myśli mecz piłki nożnej to też poszłoby tak łatwo... ;-)

Jako, że przed meczem mamy chwilę wolnego, a siłownia jest pod stadionem to... jedziemy na Arenę Zabrze :-)

Jeszcze pusto © djk71

Trochę biegania, chyba mocniejszego niż planowałem, ale tak wyszło. Chyba musiałem odreagować. Choć tak naprawdę to odreagowywałem kilkadziesiąt minut i kilkanaście, a może kilkadziesiąt metrów wyżej. Dobrze, że byłem z żoną, a nie z dzieckiem, bo emocje były...

W tle stara trybuna © djk71


Po treningu zegarek pokazuje mi 72h odpoczynku. Mam nadzieję, że to tylko błędne wskazanie, bo nie wszystko jest ustawione jeszcze po ostatnim resecie sprzętu. Szczególnie, że w niedzielę... trochę dłuższy bieg.

Blazy zamiast Kompanii :(

Sobota, 23 marca 2019 · Komentarze(0)
Po niedzielnym rowerze przez trzy kolejne dni walczyłem z bólem łydki. Uczucie jakbym coś naciągnął, naderwał. Odpuściłem  bieganie, siłownię żeby być gotowym na piątkowo-sobotni start w zawodach. Jeszcze w czwartek wieczorem łudziłem się, że Kompania KORNA to będzie fajny początek sezonu rowerowych maratonów na orientację. Niestety po raz kolejny życie wygrało. Lord SFAROC pokonał mnie jeszcze przed startem.


Miałem tam być... :( © djk71

Dziś w takim razie postanowiłem pobiegać, w końcu za tydzień połówka. Zamiast Asicsów, w których zwykle biegam, z jakiegoś powodu wziąłem Salomony. Też już w nich przecież biegałem, choć zwykle po śniegu lub błocie.

Dziś... się nie sprawdziły. Wolne truchtanie po lesie i... czuję, że od 5 km... obcierają mnie buty... Masakra... Nie pamiętam kiedy ostatni raz mi się to zdarzyło. Co gorsza, stąd nie ma drogi na skróty, przede mną jeszcze piątka. Świetnie, chciałem się odprężyć, potruchtać, posłuchać książki, nie myśleć...

To ostatnie częściowo się udało... co prawda myślałem, ale głównie o piętach...  :(

Podbiegi na bieżni

Sobota, 16 marca 2019 · Komentarze(0)
Dziś po głowie chodziła siłownia, bieganie, rower... Była nawet myśl, żeby to wszystko połączyć. Ostatecznie udało się pójść na chwilę na siłownię. Na tyle krótko, że musiałem wybierać: ćwiczenia lub bieganie na bieżni. Po wczorajszych interwałach rozsądek podpowiadał ćwiczenia więc... wybrałem... bieganie. Żeby nie było zbyt prosto postanowiłem zrobić trochę podbiegów. I udało się, choć łatwo nie było. Zmęczony, ale zadowolony z treningu.

Jednocześnie zaliczone pierwsze wyzwania na SmartGymie i w nagrodę przy wyjściu dostaję bidon :-)

Za regualrne wizyty na siłowni © djk71