KoRNO 2014Amiga leczy rany
więc dziś jadę sam. Kiedy przyjeżdżam, w bazie jeszcze pustki, po chwili jednak
zjawiają się kolejni zawodnicy, niektórzy podobnie jak ja najpierw odwiedzili
Pogorię :-)
Standardowo
przygotowanie roweru, przebranie się i rozmówki ze znajomymi w oczekiwaniu na
start. Widząc, że jestem sam kilkoro znajomych oferuje wspólną jazdę (wielkie
dzięki raz jeszcze), ale dziś decyduję się jechać samotnie.

Broda? A co z aerodynamiką?
© djk71
Odprawa, dostajemy
po dwie mapy A3 w skali 1: 50 000 i czas narysować trasę. Do zaliczenia mamy
tylko 11 punktów kontrolnych, co oznacza, że przy trasie 100km będą długie
przeloty. Do tego trasa nasuwa się sama, pytanie tylko czy zacząć od północy,
czy od wschodu. Nie lubię tego, bo to oznacza, że na trasie będą
"pociągi".
PK 3 - podest
Decyduję się na
wschód. Mijam kolejnych zawodników, ale trochę niepokoi mnie puls, od samego
początku bardzo wysoki. Dawno już tak nie miałem. Pierwszy punkt prosty, choć
kto wie, czy bym go nie minął gdyby nie wyjeżdżający z niego zawodnik.
PK 1 - zagłębienie
terenu
Wyjeżdżając z punktu
wjeżdżamy na siebie (dosłownie) z Marzką z Dziabniętych, a dopiero co tuż przed
punktem pytałem o nią Artura. Marzka zalicza glebę, mnie udaje się ustać, na
szczęście nikomu się nic nie stało.
Jadę dalej. Chwilę
później spotykam Jarka W. z kolegą. Wyprzedzają mnie, ale siedzę im na kole i
to jest błąd. Skupiam się na jeździe i zapominam o mierzeniu odległości.
Skręcamy w lewo i to nie to. Oni wracają, a ja krążę bez sensu w okolicy, by w
końcu wrócić do szlabanu i bezbłędnie dotrzeć do punktu. Wszyscy szukają góry,
aw opisie jest dół ;-) Straciłem tu
jednak niepotrzebnie aż kwadrans.
PK 4 - kamieniołom
Jadę do Sikorki,
stamtąd skręcam na Ząbkowice i jakoś z rozpędu dojeżdżam prawie do ronda. Cofam
się lekko i jadę w stronę znanego mi z innych imprez kamieniołomu.

To jeszcze nie tu
© djk71
Kieruję się na jego
północny- zachodni kraniec, co okazuje się być dobrym wyjściem, bo mimo, że nie
do końca mi się zgadzają odległości to do punktu dojeżdżam bezbłędnie.

Widok z punktu
© djk71
Po drodze i na mecie
okaże się, że wielu zawodników miało tu problem, bo punkt był źle zaznaczony i
jeśli ktoś tylko patrzył na odległość lub na odniesienie względem lasu to miał
pecha. Ciekawe jak to finalnie rozwiązali sędziowie.
PK 10 - wiadukt
Znaną drogą docieram
do Łęki. Punkt jest na górze wiaduktu. Chyba w tym samym miejscu był kiedyś na
innej
imprezie.
PK 11 - krzyż
Przelot asfaltem do
Błędowa. Podjazd w pola do krzyża.
PK 8 - kamieniołom
Wyjeżdżając z punktu
nie ma na mapie żadnych ścieżek ale w terenie są. Niestety zjeżdżam pod płoty
gospodarstw, dopiero po chwili udaje się odnaleźć przejazd. Spotykam jadącego z
przeciwka Grześka… no to już wiadomo kto wygra :-)
Mała zmyłka przed
punktem, zamiast w lewo skręcam w prawo, ale po chwili naprawiam swój błąd.

Kolejny kamieniołom
© djk71
PK 9 - strumyk
Zjazd od Łaz. Mijamy
się z Tomalosem. Puls cały czas bardzo wysoki. Trochę mi się zaczyna ciężej
jechać. Przed punktem gdzieś gubi mi się zielony szlak. Jak się okazuje nie
tylko mnie. Rzucamy rowery (zupełnie nie wiem czemu, bo i tak potem chcę jechać
zielonym szlakiem) i idziemy szukać punktu. Jest punkt i błoto.
Wracamy po rowery i…
powrót w to samo miejsce. Spotykam znajomych ze Szkoły Fechtungu i Dominka -
jadą z przeciwnego kierunku.
PK 6 - kępa drzew
Kolejny długi
przelot. Początkowo mocno błotny. Jedziemy z Arturem. Mijamy Siewierz. Raz
jeden z przodu, raz drugi. Chyba, żaden z nas nie ma tyle siły żeby uciec
drugiemu. Nikt też chyba nie ma takiej chęci. Punkt prosty.
PK 2 - brzeg stawu
Ścieżka, która na
mapie nie wygląda zbyt zachęcająco w rzeczywistości okazuje się dużo
lepsza. Kolejne dziurki na karcie.
PK 7 - nasyp
kolejowy
Jedziemy na
południe. Mam wątpliwości, czy droga, do której chcemy dojechać nie jest czasem
trasą kolejową, ale trzęsąca się mapa i okulary nie ułatwiają weryfikacji. Rzut
oka na opis punktu i wszystko jasne. Na szczęście wzdłuż torów jest też ścieżka
:-)

Komuś się nudziło
© djk71
PK 5 - brzeg jeziora
Przed na i ostatni
punkt. Na zjeździe rozpędzam się i gdyby nie Artur pewnie za chwilę musiałbym
się wracać :). Perforator w ruch i pora
wracać na metę.

Podbijamy ostatni punkt
© djk71
Meta
Przed nami jakieś
10km. Cały czas na południe. Chwilę wahaliśmy się czy jechać przez las, ale
stwierdziliśmy, że będzie krócej. Krócej nie znaczy szybciej. Chwila walki z
mokradłami ale po chwili już jesteśmy Ratanicach. Stąd już prosta droga obok
Pogorii do mety.
Nie jest źle.
Komplet punktów i prawie 2,5 godziny przed limitem czasu. Na mecie dyskusje
(wśród zawodników i sędziów) co zrobić z PK 4.
W sumie trasa szybka i prosta. Chyba najprostsze KoRnO z tych na których byłem.
Szybki posiłek
regeneracyjny, mycie roweru i czas się żegnać. Obiecałem dziecku, że się
pospieszę, abyśmy zdążyli jeszcze pójść na mecz.Zdążyliśmy, przy kasie okazało się, że
zostało 6 ostatnich biletów ;-) Po nas już tylko cztery :-) Górnik wygrał 2:0 i wciąż jest liderem.
Miło spędzony dzień
:-)