Blog Roku

Wtorek, 20 stycznia 2009 · Komentarze(15)
Kategoria Ble ble ble
Blog Roku

Jestem w szoku. Od niedzieli wieczór dzięki Wam i Waszym głosom ten blog przesunął się z szarego końca na:

7 miejsce !!!
(na 744 startujących w kategorii Moje zainteresowania i pasje w konkursie Blog Roku. Co prawda dostanie się do pierwszej dziesiątki i przejście do następnego etapu, a mianowicie ocenie przez Kapitułę Konkursu wydaje się być raczej niemożliwe, bo głosowanie trwa raptem do czwartku do godziny 12:00, ale to i tak wielki sukces.
Spośród blogów rowerowych jesteśmy na 3 miejscu - szkoda, że te dwa przede mną nie są również z bikestats.pl (szkoda, też że nie ma takiej oddzielnej kategorii) :-)

Przy okazji krótka informacja dla tych, którzy głosowali i ew. jeszcze zamierzają głosować.

Oprócz tego, że macie szansę wygrać aparat fotograficzny Casio Exilim EX-Z80 - (nie jest to jakaś rewelacja, ale zawsze coś) to dochód z SMS-ów zostanie przekazany na opłacenie turnusów rehabilitacyjnych dzieci z porażeniem mózgowym. Więc zawsze to dobry uczynek :) W zeszłym roku zostało zebranych ponad 58 tys. na rzecz Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Słabowidzących w Krakowie.



Z jednej strony to fantastyczne, że dzięki dobrej woli ludzi udaje się pomóc tak wielu osobom - patrz wszystkie akcje charytatywne, fundacje, że nie wspomnę Orkiestry Jurka Owsiaka... Z drugiej to straszne, że tak wielu ludzi musi czekać na taką formę pomocy... Ciekawe jak to jest w krajach Europy Zachodniej, czy w Stanach... Czy również tak wielu jest zdanych na łaskę innych...?

Przypomniały mi się wyjazdy z niepełnosprawnymi sprzed wielu lat... zderzenie się z innym światem... coś co wydawało się być oczywiste, jasne stawało się w jednej minucie barierą nie do przejścia... było trudno... ale było warto...

Ogólnie jakoś wiele rzeczy mi się ostatnio przypomina... Wczoraj dzięki bratu przypomniało mi się nasze bieszczadzkie szaleństwo... ech działo się... A co w tym roku? Nie mam jeszcze żadnego planu..., a chciałbym mieć... Może jakaś podpowiedź...?

Zanim dojdę do siebie i znów siądę na rower będę miał o czym myśleć...

Masakra

Niedziela, 18 stycznia 2009 · Komentarze(18)
Kategoria Ble ble ble
Masakra
Wszedłem dziś na wagę i... 100,90 kg :( Masakra.

Koniec z chorowaniem - czas wrócić na rower.

BTW: Jak część z Was zauważyła zgłosiłem jakiś czas temu swój blog do konkursu Blog Roku. Teraz dopiero doczytałem, że zamiast uczciwych wyborów przez jury jest głosowanie SMS (a dopiero potem wybory). Widziałem już jak takie głosowania wyglądają w różnych konkursach.., siada cała rodzina i do roboty. Nie szkodzi. Może chociaż ktoś wejdzie i zarazi się naszymi rowerkami :-)

Widziałem, że w konkursie jeszcze dwie osoby zaprezentowały swoje fantastyczne blogi: Mavic i vanhelsing. Czyli jest nas siła jak mawiał Pawlak ;)

Z innej beczki, nie wiem czy widzieliście wirtualne ścieżki rowerowe... Mnie się podoba. Nawet bardzo... :-)

Spełniając życzenia

Środa, 14 stycznia 2009 · Komentarze(5)
Spełniając życzenia
Przymusowa przerwa w rowerowaniu. Niestety w piątek poczułem się niezbyt dobrze i wylądowałem w łóżku. W niedzielny wieczór dałem się jeszcze z temperaturą wyciągnąć na orkiestrowy koncert do Bytomia i muszę przyznać, że nie żałowałem.



Mimo, że na siedząco, mimo że w międzyczasie zdążyłem się na sali przespać, to było warto. Fantastyczny koncert grupy Plagiat 199 - niezapomniana licytacja wygrana w przedbiegach przez Kosmę (w sumie wylicytowaliśmy dwa zestawy (płyta + koszulka) - i niemniej świetny koncert Farben Lehre. Warto było.




Niestety w poniedziałek lekarz i tydzień w domu.

Jak się okazało ma to swoje dobre strony. Dzięki temu zacząłem czynić pierwsze kroki, aby spełniły się moje noworoczne życzenia. Czasem przydaje się trochę niespodziewanie wolnego czasu po to, aby uporządkować niektóre sprawy. Oby tylko nie skończyło się na tym tygodniu, oby to był po prostu dobry start w nowy rok...

I obym szybko wrócił na rower. Tylko czemu znów zrobiło się biało?

rower i (nie)bezpieczeństwo

Piątek, 9 stycznia 2009 · Komentarze(13)
Kategoria Ble ble ble
rower i (nie)bezpieczeństwo
Przeglądając wpis Wrocnama trafiłem na portal www.rowery.eko.org.pl, gdzie znalazłem poniższy artykuł.
Pozwoliłem sobie go zacytować z dedykacją dla tych, którzy klną na rowerzystów (choć oczywiście zgodzę się z tym, że czasem mają rację).



Strach jeździć po mieście: najwięcej rowerzystów w Unii Europejskiej ginie w Polsce - Piotr Kawałek

W naszym kraju ginie najwięcej rowerzystów ze wszystkich państw Unii Europejskiej. Najczęściej do wypadków dochodzi, gdy kierowca samochodu wymusza pierwszeństwo, nie bacząc na rowerzystę.

W Polsce ginie 16 rowerzystów na milion mieszkańców. To cztery razy więcej, niż, w krajach "starej" Unii Europejskiej. W 2007 roku na polskich drogach zginęło 498 rowerzystów, a 4530 zostało rannych. Danych za ubiegły rok jeszcze nie ma.

Pijani to tylko promil

Według stereotypów potrącenia przez samochody najczęściej zdarzają się pijanym rowerzystom, którzy na dodatek nieoświetleni nagle pojawiają się na drodze w środku nocy. Tymczasem tylko 5,5 procenta kierujących rowerem, którzy uczestniczyli w wypadku, piło wcześniej alkohol.

- Najczęściej rowerzyści są potrącani w biały dzień przy dobrej widoczności - mówi Marcin Hyła, specjalista od ruchu rowerowego. - Kierowcy muszą się nauczyć zacząć zwracać uwagę na rowerzystów, którzy w ogóle nie są chronieni, poza tym należy zmienić niektóre przepisy ruchu drogowego.

Rower też ma pierwszeństwo

Według statystyk, najczęściej do wypadków dochodzi z powodu nie udzielenia pierwszeństwa przejazdu rowerzyście lub kierowcy samochodu, co stanowi aż 72 procent wypadków. Dwanaście procent to najechania na pieszych, 9 procent najechanie na rowerzystę z tyłu.

Paradoksalnie najwięcej wypadków jest na ulicach, na których znajdują się ścieżki rowerowe, z tym, że dzieje się to w miejscach przecięcia ruchu rowerowego z pieszym. Na skrzyżowaniach kierowanych sygnalizacją świetlną dochodzi do niemal jednej trzeciej wypadków.

Aleksander Buczyński ze stowarzyszenia "Zielone Mazowsze", autor referatu "Bezpieczne korzystanie z roweru" zaprezentowanego na konferencji naukowo-technicznej "Miasto i Transport 2008" w Warszawie zwraca uwagę, że przy typowym programie sygnalizacji świetlnej rowerzysta pokonujący przejazd rowerowy na zielonym świetle może zostać rozjechany przez samochody nadjeżdżające z trzech rożnych kierunków.

Jego zdaniem większość działań pod szyldem bezpieczeństwa ruchu rowerowego koncentruje się na czynnikach takich jak trzeźwość czy oświetlenie rowerzystów, co jego zdaniem ma znaczenie trzeciorzędne.

- Takie działania to zupełna amatorszczyzna - krytykuje Hyła. - Lepiej, żeby w ogóle tego nie robić, bo szkoda wydawać pieniędzy.

Co zrobić, aby było lepiej

Według Buczyńskiego wpływ na bezpieczeństwo ruchu rowerowego ma również infrastruktura. Tam, gdzie ruch samochodowy jest intensywny i szybki, należy go segregować czyli rozdzielać poprzez budowę wydzielonych dróg dla rowerów. Tam, gdzie te drogi powstają, są one często niskiej jakości i zamiast poprawić bezpieczeństwo, pogarszają je. Kolejną sprawą jest tak zwana niewidzialna infrastruktura rowerowa, czyli ulice o ruchu uspokojonym, gdzie ruch rowerowy może odbywać się bezpiecznie.

Z badań wynika, że rowerzysta jest bezpieczniejszy na drodze, gdzie jeździ dużo rowerów. Według Buczyńskiego przy sporadycznym ruchu rowerowym kierowcy są nieprzyzwyczajeni do widoku rowerzysty i nie wiedzą, jakich zachowań można się po nim spodziewać.

W tekście wykorzystano dane z referatu Aleksandra Buczyńskiego na III Konferencji Naukowo-Technicznej "Miasto i Transport 2008", która odbyła się 11 grudnia 2008 na Politechnice Warszawskiej.



Tekst był opublikowany na wspomnianym portalu jednak faktycznie pochodzi ze strony www.gs24.pl/
Warto zerknąć też na wspomniany w artykule raport.

Przeszkody

Niedziela, 4 stycznia 2009 · Komentarze(34)
Przeszkody
W południe zaczynam się zastanawiać czy iść na rower. Zimno, pada śnieg więc.. idę. Następnym razem okazja do jazdy za dnia będzie dopiero za tydzień. Na osiedlu ślisko więc do lasu. Dziś już więcej ludzi niż ostatnio. Jak zwykle trochę spacerowiczów, biegaczy, a nawet jeden rowerzysta.

Dziś stawy nie tylko oblodzone ale również pokryte warstwą śniegu. Pięknie to wygląda.



Cały las wygląda pięknie. Penetruję kolejne ścieżki. Nie wszystkie są optymalne dla rowerów, muszę przeskakiwać przez strumyczki... co prawda wyglądają na zamarznięte, ale nie bardzo chcę wracać w mokrych butach.

Fantastycznie się jedzie, co nie znaczy, że łatwo. Dróżki, które jeszcze kilka dni budziły moje obawy - zmarznięte koleiny, nierówności grożące poślizgiem i upadkiem - dziś już nie są takie straszne. Pokrył je śnieg i... nie widać ich. Przez to jazda wydaje się łatwiejsza. Przeszkody, których nie widzę pokonuję z większą łatwością i bez strachu mimo, że mam świadomość, że gdzieś tam mogą być.

To chyba trochę tak jak w życiu. Ludzie, którzy nie mają wyobraźni, nie zastanawiają się nad potencjalnymi przeszkodami, są w stanie porwać się na więcej. Co więcej, nawet jeśli napotykają na przeszkody pokonują je z rozmachu, czasem nie mając świadomości, że cokolwiek próbowało stanąć im na drodze.
Oczywiście mają również szansę potknąć się o nie i wtedy upadek bywa o wiele boleśniejszy, bo niespodziewany.

I na rowerze pewnie tak jak w życiu trzeba ryzykować i nad pewnymi rzeczami nie należy się zastanawiać, ignorować je, brać je z rozpędu, a czasem jednak trzeba się zastanowić czy nie zejść z roweru i nie ominąć przeszkody lub wręcz nie zawrócić...

Tylko zawsze najtrudniej zdecydować czy jeszcze jechać, czy już się wycofać...

Przed wyjazdem z lasu starsza pani pyta "Jak się jeździ po śniegu?", kilkaset metrów dalej starszy pan pyta z uśmiechem (życzliwym) na ustach "jeszcze na rowerze?" ;). Sympatyczne.

Ninja

Czwartek, 1 stycznia 2009 · Komentarze(24)
Ninja
Tak reaguje Igorek widząć mnie po raz pierwszy w samej tylko kominiarce. :-)

Po odespaniu wczorajszej nocy Kosma wyciąga mnie na rower. Wielką chęcią jazdy pała też moja małżonka ale organizacyjnie nam się to nie udaje - ktoś musi zostać z dziećmi.

Jako, że mogą w nas krążyć jeszcze bąbelki z szampana wybieramy jako cel dzisiejszej przejażdżki miechowicki las. Pokazuję Monice naszą Dolinę Trzech Stawów. Ponieważ są zamarznięte to Kosma chce pokazać Młynarzowi kilka figur łyżwiarskich :) ale jako rozsądna kobieta, mająca w pamięci kilka ostatnich ofiar zabaw na zamarzniętych zbiornikach wodnych odpuszcza.



Dalej kilka innych ostatnio odkrytych ciekawostek. Przy schronie Monia pragnie penetracji... schronu.



Jedziemy dalej. Dziś wyjątkowo pusto w lesie. Pokonując kolejne ścieżki - tym razem zupełnie dla mnie nowe - docieramy do pieńka na skraju wąwozu. Przerwa. Przerwa na szampana. Kilka minut walki i jest otwarty. Monika prezentuje swoje zdolności artystyczne.



Aprat ustawiony z samowyzwalaczem i... nagły szum opon i szybkie "cześć". Dwóch wariatów na rowerach - w zimie!!! Jesteśmy w szoku.

Czas wracać. Kosma marznie. Nie przejechaliśmy dużo ale zdążyliśmy się zmęczyć. Coś czuję, że to będzie niezły teren na treningi. Było fajnie :-)

Rozpoczęliśmy Nowy Rowerowy Rok.

Zrobiłem to

Środa, 31 grudnia 2008 · Komentarze(31)
Zrobiłem to
Wbrew wczoraszym nastrojom i zapowiedziom dałem się podpuścić (patrz wczorajsze komentarze) i o 5:45 przy sześciostopniowym mrozie... wyszedłem na rower. Po co? Żeby zachować się jak dziecko i dokręcić do 6000km. Co ja nie dam rady? Ja?

Ubrany cieplej po 3km poczułem, że nie jest mi zimno ale zaczyna mi być mokro. Jak się potem jednak okazało wcale się tak mocno nie spociłem. Dalej mi było zimno w palce u nóg (chyba pora odłożyć SPD do wiosny) i w palce rąk (dziwne, bo w zeszłym roku nie miałem tego problemu).

Helenka-Stolarzowice-Górniki-Wieszowa-Grzybowice-Mikulczyce-Rokitnica-Helenka-Stolarzowice-Helenka.

I dokręciłem. Na siłę i bez sensu, bo nie sprawiło mi to radości. Za bardzo na siłę.

Zrobiłem w ciągu roku 6000 km. 500km miesięcznie. Około 16,5km dziennie. Dużo to czy mało?

Biorąc pod uwagę, że:
- wsiadłem na rower po 20 latach przerwy,
- zacząłem jeździć po ponad 2 latach braku jakiejkolwiek aktywności sportowej
- pracuję, wyjeżdżam w delegacje,
- mam rodzinę,
- mam już swoje lata...
... to dużo. Jak dla mnie.

Co na przyszły rok? Powinienem mieć gotowe plany, cele... a nie mam. Brak czasu, a może strach przed zdefiniowaniem konkretnych założeń...

Na pewno będę chciał jeździć - jednak mi się spodobało. Na pewno będę chciał się wciąż bawić w jazdę na orientację - wciągnęło mnie to. Na pewno... nie wiem... muszę to wszystko przemyśleć i doprecyzować.

Wiem jedno. Chciałbym, aby jazda sprawiała mi co najmniej taką przyjemność:



Czas na życzenia noworoczne
Lepszego zarządzania czasem...
Lepszego zarządzania finansami...
Sprecyzowanie celów (nie tylko rowerowych)...
Powrotu do dalszej uczciwej nauki języków...
Powrotu do gitary... (?)
Czerpania przyjemności z jazdy...

Tego wszystkiego życzę sobie.
Jeśli ktoś znajdzie tu coś dla siebie... nie krępujcie się :-)

Magiczne rondo

Wtorek, 30 grudnia 2008 · Komentarze(20)
Magiczne rondo
Szybki powrót z pracy i szybko na rower. Po co? Oczywiście żeby do końca roku dokręcić do 6 tysięcy. Po co? Bo to okrągła liczba, bo ładnie dzieli się przez 12, bo... Właśnie... bo co? Przecież nigdy mi nie zależało na rekordach, na wynikach, na pokazywaniu się innym. Nawet na rowerze setek nie "dokręcałem" na siłę... więc? W szkole, w pracy, w domu... wyniki zostawiałem innym, ja wiedziałem czy jestem lepszy, czy gorszy... wiedziałem dla siebie.

Często to denerwowało (wciąż denerwuje) moich bliskich, bo inni dzięki temu, że we właściwym momencie podniosą rękę, wychylą się, podpiszą pod projektem, który wykonał za nich ktoś inny, spijają śmietankę. "Mają" wyniki więc mają profity...

Więc czemu teraz na siłę wychodzę po ciemku, w zimnie na rower? Nie wiem, ale wychodzę. Jest zimno, ruszam, im szybciej jadę tym zimniej... Ciemno, miejscami ślisko i coraz zimniej. Po co ja to robię? Dojeżdżam do Zbrosławic i mam dość. Nie sprawia mi to przyjemności. Zawracam. Jadę do domu. Wciąż zimno. Mam gdzieś 6 tysięcy. Nie muszę tego robić. Zmarzłem.

W sumie to chyba w każdym jest jakieś pragnienie pokazania się, zdobycia czegoś, nawet jeśli tak jak ja mówi, ze mu na tym nie zależy... I być może jutro jeszcze będzie mnie męczyło żeby wyjść, i może wyjdę... kto wie... dziś mam dość.

Dziś kumpel podesłał mi linka do magicznego ronda. Interesujące....

Grüner Schlund

Niedziela, 28 grudnia 2008 · Komentarze(7)
Grüner Schlund
Wykorzystując możliwość jazdy "za dnia" szybko przed obiadem na rower. Chłodno. W lesie też mniej ludzi. Kilka osób z pieskiem, jedna biegająca para i jeden rowerzysta, z którym się parę razy minęliśmy. Fajny jest ten nasz lasek.

Kryje sporo tajemnic i ciekawych miejsc, jak np. ten głaz z napisem "Grüner Schlund" (Zielona otchłań)





Czy też schron obok domu pomocy społecznej.



Niestety po wielu ścieżkach trudno się jeździ. Zamarznięte rozjeźdżone błoto sprawia, że trzeba jechać bardzo skupionym, łatwo o wywrotkę. Po niektórych można "pędzić" powyżej 20km/h nawet mimo, że są pokryte śniegiem, po niektórych przejazd (podjazd) z prędkością 11km/h to ogromny dla mnie sukces. Nie szkodzi, jest gdzie trenować.

Swoją drogą nie wiedziałem, że nasz mieszany las jest aż tak bardzo mieszany...

Żeby spalić...

Sobota, 27 grudnia 2008 · Komentarze(10)
Żeby spalić...
... trochę kalorii.

Po świątecznym obżarstwie zakończonym fantastycznym wieczorem (który jak zwykle przeciągnął się prawie do rana) w towarzystwie Kosmy i Kobry, dziś nadszedł czas żeby spalić parę kalorii. Poza tym koniec roku się zbliża i warto by było do tych 6 tys dojeździć, a czasu już niewiele :-)

Do lasku miechowickiego powłóczyć się po zamarzniętych ścieżkach. Nie było pusto, ale też niezbyt tłoczno. Na dzień dobry kilka sarenek, potem trochę spacerowiczów (głównie z psami), jacyś chodziarze, biegacze, a nawet dwóch rowerzystów.

Powłóczyłem się trochę, żeby w końcu opanować topografię najbliższego mi terenu. Jeszcze kilka przejażdżek i chyba się uda. Fajny teren na treningi w terenie, choć przy takich warunkach jak dziś trzeba dodatkowo uważać.






Dziś pierwszy raz w kominiarce - wniosek - okulary trzeba zostawić w domu.

Ogólnie sympatycznie choć bardzo męcząco - ciekawe czy to wina obżarstwa, czy śniegu? :-)