Po kilometry?

Środa, 6 stycznia 2010 · Komentarze(21)
Po kilometry?
Mając na uwadze dyskusję, jaka rozgorzała na blogu Eli i ogólne z niej wnioski, że statystyki nie są najważniejsze i w sumie nie jeździmy dla kilometrów... spoglądam na blog mojej rowerowej partnerki. I co tam widzę? Jeździła. Tak być nie może. Potem powie, że się nie przygotowywałem do sezonu :)

O dwudziestej zakładam ciuchy, włączam lampkę, do tego czołówka na kask i mała pętelka. Helenka - Stolarzowice - Miechowice - Rokitnica - Helenka.

Czołówka, choć tania, daje niezły efekt. Jestem w szoku.

Trudno wymyślić ciekawy wyjazd o tej godzinie w zimie... wiec chyba pojechałem po kilometry. Mimo to fajnie, choć dziś chłodno w stopy.

I stała się jasność

Poniedziałek, 4 stycznia 2010 · Komentarze(15)
I stała się jasność

Po długim i wyjątkowo sympatycznym sylwestrowaniu dziś trzeba było wrócić do rzeczywistości. Na otrzeźwienie dostałem kopa po zważeniu się. Sama waga mnie nie zdziwiła, choć nie mam powodów do radości. Gorzej było z pomiarem tkanki tłuszczowej, bo w porównaniu z zapisami z zeszłego roku jest koszmarnie - a łudziłem się, że to mięśnie tyle ważą ;-)

Po pracy obiadek i szybka rundka żeby wypróbować jeden z prezentów gwiazdkowych.

Do tej pory wydawało mi się, że lampka, którą sprzedawcy polecili mi przy zakupie roweru dwa lata temu jest wystarczająca. Nie było to oczywiście żadne cudo ale jeździłem po nocy i... jakoś to było.

Dziś wjechałem na chwilę do lasu i zrobiłem mały test porównawczy (wszystkie zdjęcia wykonane oczywiście z takimi samymi ustawieniami). Test jest bardzo amatorski ale widać małe różnice między tym co było, a tym co jest.

Najpierw bez lampek



Dalej ze starą lampką



Z nową w trybie pierwszym



W trybie drugim



I w trybie najsilniejszym



Widać różnicę :-)


Jedyne do czego mogę mieć zastrzeżenia to dość wąski strumień światła. Chyba trzeba będzie całość uzupełniać czołówką. No i akumulatorki pewnie będę często ładował ;-) Dlatego stara lampka zostanie i tam gdzie będzie wystarczająca będzie pewnie wciąż służyła.

Jeszcze raz dziękuję za wspaniały prezent :-)

Ślisko

Niedziela, 3 stycznia 2010 · Komentarze(16)
Ślisko
Dziś odsypialiśmy kilka ostatnich dni/nocy :) Kiedy w końcu zjadamy śniadanie okazuje się, że czasu już mamy niewiele, bo Kosma z Jackiem muszą wyjeżdżać. Szybki rzut oka na mapę i wytyczamy 24km pętelkę asfaltem.

Na osiedlu bielutko ale dziś już jadę odważniej. Dalej droga taka sobie ale da się jechać. Mijamy tablicę Zbrosławice (Ptakowice) i... na jezdni masakra. Biało, ślisko... wyobraźnia podpowiada - nie ma sensu ryzykować. Skręcam do lasu. Też ślisko ale tu co najwyżej ryzyko zderzenia z dzikiem, sarną lub lisem.

Ciężko się pedałuje po takiej nawierzchni ale fajnie. To nic, że koło co chwilę ucieka, to nic, że zamarznięte kałuże, to nic, że na podjazdach dostaję zadyszki. Monia ma jeszcze gorzej na swoim trekingu... Daje jednak radę.





Nawet kiedy za moimi plecami wymuszają na niej pierwszeństwo dwie sarenki :-)

W ramach rozgrzewki urządzamy krótką bitwę na śnieżki. Monika wygrała.

Z radości zaczęła się tarzać po śniegu wmawiając nam, że aniołek, którego zrobiła to orzeł.



Znów asfalt. Na Przyjemnej mało nie zrzuca nas z drogi jakiś wariat. Nie miał na tyle odwagi żeby się zatrzymać... a szkoda, bo Kosma by mu dzisiaj krzywdę pewnie zrobiła...



Mimo, że staw zamarznięty to ktoś chyba chce z niego spuścić wodę...



Krótki wyjazd, chwilami meczący ale... po raz kolejny pełen uśmiechu i radości...

Tour de Zabrze

Sobota, 2 stycznia 2010 · Komentarze(21)
Tour de Zabrze
Dzisiejszy poranek powitał nas śniegiem. Nie powiem żeby nas to ucieszyło. Mówi się jednak trudno i jedzie się dalej. Jako, że Asica z Młynarzem musieli już nas opuścić dziś na rower ruszamy w trójkę (Kosma, JPBike i ja). Tuż przed wyjazdem dzwoni do nas Dynio i... po chwili jedziemy już razem. Wcześniej jednak oczekując na Jacka chcemy wyciągnąć na rower Czarną Owcę. Niestety znów jej się udało i wypoczywa gdzieś poza Zabrzem. :-)

Jeden z fantastycznych prezentów gwiazdkowych podsunął nam pomysł żeby pokazać Jackowi Zabrze i może Gliwice. Ruszamy w stronę Mikulczyc. Rowerówka jak się spodziewałem bielutka. Nikt nie pomyślał o jej odśnieżeniu.



Mimo to jedzie się fajnie, choć ostrożnie... :-)

Dalej przez Hagera pokazać wagoniki i wieżę ciśnień. Stamtąd na Zandkę. Dobrze, że Jacek naprawił mi dziś hamulce. Było z górki, ślisko...

Na Zandce najpierw dom z dziurami po kulach, potem Dynio brata się z lokalsami i w końcu dojeżdżamy pod stalowy dom. Chłopcy są chyba pod wrażeniem.



Nie zaglądamy na cmentarz żydowski, bo dziś za zimno i za mokro. Jedziemy do Luizy. Nie zwiedzimy dziś sztolni ale obejrzymy sobie chociaż pojazdy wojskowe.



Dzieci szybko zaczęły się bawić



Niestety takie zabawy czasem źle się kończą.




Dalej kolejna wieża ciśnień. Robi wrażenie. Jest olbrzymia i piękna. Szkoda, że wciąż nie ma w niej knajpki, galerii...



Następny kawałek drogi to lodowisko. Udaje się na szczęście pokonać go bez upadku :)

Kolejny przystanek to Kościół św. Józefa znajdujący się na przeciwko stadionu Górnika Zabrze. Wszyscy wyszli stamtąd pod dużym wrażeniem. Myślę, że jeszcze wszyscy tam wrócimy.

Zimno więc decydujemy się wracać. Spokojnym tempem docieramy do domu, gdzie po chwili delektujemy się grzanym piwem. Fajna przejażdżka. Dzięki Dynio, że udało Ci się do nas dołączyć.

Brak widoków

Piątek, 1 stycznia 2010 · Komentarze(9)
Brak widoków
Sylwestrowa ekipa przyjechała z rowerami więc wypada z nich skorzystać. Po odespaniu imprezy, po obiadku i kolejnej dawce śmiechu decydujemy się jechać... zobaczyć Świerklaniec. Wszyscy już czekają na dole, kiedy ja walczę z hamulcami. Wymiana okładzin trwa na tyle długo, że reszta zdążyła zmarznąć.

W końcu jedziemy. Fajnie, tylko robi się już ciemno i jest mgła... Gdy dojeżdżamy do zbiornika Kozłowa Góra... nic nie widać... No tośmy zobaczyli Świerklaniec. Nie psuje nam to jednak nastrojów. Seria zwariowanych zdjęć i wracamy.
Niestety mgła, ciemność i deszcz sprawiły, że na zdjęciach prawie nic nie widać:





... prawie...



Tą samą drogą, gdyż jak stwierdza Młynarz wrażenia wizualne będą dziś takie same wszędzie.

W Radzionkowie Kosma mówi, że nie chciałaby teraz złapać kapcia, jak to zdarzyło się jej ostatnio. Mówię, że powinno sobie postawić taki cel: dzień bez kapcia i do niego dążyć.

Szkoda, że je sobie takiego nie wyznaczyłem. Kilkadziesiąt metrów dalej najeżdżam na coś co brzmi jak szkło i... na Stroszku wymieniam dętkę. Nic to, trzeba jechać dalej. Dalej ale niezbyt daleko. Kilkadziesiąt metrów dalej stop. A przecież sprawdziłem oponę. Ale tylko od wewnątrz. Znajduję kawałek szkła z zewnętrznej strony. Ech... W czasie kiedy ja ściągam dętkę Monika zakłada łatkę na drugą. Dziękuję :-) Dzięki temu ekipa mniej marznie i możemy jechać dalej.



Tym razem już bez przeszkód docieramy do domu. Jeden z sąsiadów jest chyba lekko zdziwiony widząc pięć osób maszerujących po schodach z rowerami w Noworoczny wieczór...

Niewiele zobaczyliśmy ale... było po prostu fajnie. I o to chodzi :)

P.S.
Zdjęcia (cudownie odzyskane) dzięki uprzejmości Jacka :-)

Zamiast podsumowania

Czwartek, 31 grudnia 2009 · Komentarze(10)
Kategoria Ble ble ble
Zamiast podsumowania
Nie będzie podsumowania, rekordów, osiągnięć, bo... ich nie było. No może poza pamiętną dwusetką zrobioną w towarzystwie ekipy jadącej dookoła Polski. Ten rok jeśli chodzi o jazdy był gorszy od poprzedniego ale za to to co przeżyłem ze wspaniałymi ludźmi poznanymi dzięki bikestats to... moje :-)

Dziękuję wszystkim, których poznałem w realu. Dziękuję wszystkim, których nie udało mi się poznać (jeszcze) ale z którymi wymieniłem tyle komentarzy, którzy mnie zainspirowali do czegoś... Dziękuję.

A podsumowaniem tego wszystkiego jest dzisiejszy wieczór spędzany w jakże miłym gronie ;-)



Tylko nasze rumaki musieliśmy na balkon wystawić...



Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku ;-)

Dlaczego ja to robię?

Poniedziałek, 28 grudnia 2009 · Komentarze(24)
Kategoria Ble ble ble
Dlaczego ja to robię?
Po powrocie do domu okazuje się, że po wczorajszej błotnej masakrze mój rower wciąż brudny. Nikt się nad nim nie zlitował. Dobra, zrobię to sam. Zasadniczo czynność w miarę prosta, tyle tylko, że w mieszkaniu w bloku nie jest to już tak łatwe. Po prawie trzech godzinach walki - rower umyty. W sumie dwa razy dłużej go myłem niż na nim jeździłem... To nie jest normalne...

Co więcej, myślę, że wielu z tu obecnych na widok mojego "dzieła" złapało by się za głowę i.. wzięło do mycia... Chciałbym kiedyś się nauczyć/odważyć robić to tak jak JPbike.

Zdjęcie z Jacka wpisu:



Z innej beczki.
Na stronie Rowerowych Gliwic znalazłem informację o wydanej przez Europejski Komitet Ekonomiczno - Społeczny publikacji pt."Europejski słownik rowerowy". Czasem może się przydać - Rowerowe Gliwice

Spalić kalorie

Niedziela, 27 grudnia 2009 · Komentarze(16)
Spalić kalorie
Ponad miesiąc przerwy. Dziś motywator-Kosma w końcu wyciąga mnie na rower. Odgrażała się, że zrobi to wczoraj wieczorem ale chyba już jej się nie chciało po wycieczce do Siewierza. Dziś za to plany są ambitne. Długo się zbieramy, w końcu ruszamy z Helenki. Na pierwszym skrzyżowaniu zmieniamy decyzję i decydujemy się odwiedzić po raz kolejny Księży Las. Nie dlatego, że jest tam tak fajnie, ale dlatego, że jest tam w miarę mały ruch.

Najpierw jednak chcę zerknąć w okolice Przyjemnej gdzie trwa budowa autostrady A1. Już wkrótce nie będzie ona taka przyjemna i cicha. Na całym odcinku Sośnica-Piekary widać trwające prace.



Decydujemy się jechać na azymut przez las. Widać, że dawno nie jeździłem. Zmrożone leśne drogi momentami przerażają mnie bardziej niż zwykle. Docieramy na skraj lasu. Przed nami pole. Wracamy czy...? Czy.... :-) Mkniemy przez pole, tam w końcu musi być jakaś cywilizacja.



Monika szukając drogi płoszy lisa. Czy może odwrotnie? ;)
Niestety lis uciekł z kadru.



Droga, czy raczej pole staje się coraz bardziej błotniste. Dajemy jednak radę.





W końcu wyjeżdżamy w Zbrosławicach. Niestety naszą radość z asfaltu przerywa kapeć u Moniki. Zimne, brudne koło... niezbyt przyjemne ale Kosma daje radę ;-)





Choć przez chwilę ma wątpliwości czy taki kształt ma jej koło...



Błotna przeprawa, przeciągająca się naprawa sprawiają, że decydujemy się wracać. Trochę szybsze tempo powoduje, że szybko tracę siły. Czuję się jakbym przejechał już co najmniej kilkadziesiąt kilometrów. Kiepsko.

Dojeżdżamy ubłoceni do domu. Niewiele kilometrów ale mnóstwo zabawy i uśmiechu. Ech, już zapomniałem jak to jest. A jest fajnie...

I zapomniałem się pochwalić. Dzieciątko też mnie zmotywowało do jazdy ;-)



Choć prezenty były też inne ;-)



Dziękuję Dzieciątku ;-)

Spokojnych Świąt

Czwartek, 24 grudnia 2009 · Komentarze(8)
Spokojnych Świąt
W tym roku nie udało mi się jak w latach ubiegłych pojeździć na rowerze w Wigilię. Czemu się tu dziwić skoro przez cały grudzień nie wyszedłem na rower ani razu. Wstyd. Gdzie te czasy, gdy będąc zaledwie przez tydzień właścicielem roweru potrafiłem w Wigilię robić na nim fikołki....

Nic, to. Dziś nie pora na marudzenie. Idą Święta więc wszystkim zarażonym cyklozą życzę... jak najwięcej radości, spokoju i odpoczynku - zarówno tym, którzy będą odpoczywali na rowerze, jak i tym, którzy będą odpoczywali od roweru...

Żeby nie było za słodko i wesoło to piosenka w klimacie świątecznym ale nieco smutna. Taka to już przekorna jest ta kapela... ale i tak ich lubię... :-)
<object height="350" width="425"></object>

Marudzenie

Sobota, 5 grudnia 2009 · Komentarze(55)
Kategoria Ble ble ble
Marudzenie
Niradhara na swoim blogu napisała dziś:
"Dzień wstał szary i ponury, jakaś brudna mgła spowiła świat i wszystko zdawało się mówić: (...) odpuść sobie, ułóż się wygodnie na kanapie, włącz TV i zacznij wreszcie hodować oponkę."

Jak u mnie, tylko jak tak właśnie zrobiłem... :( W przeciwieństwie do Eli.

Zrobiłem tak po raz kolejny w ostatnim czasie i to nie tylko w kwestii rowerowej... Nie potrafię się zabrać do wielu rzeczy, a jak już się wezmę to nie potrafię się na nich skupić, skoncentrować, wszystko idzie wolniej niż powinno, wolniej i gorzej niż działo się kiedyś.

Przemęczenie? Jesienna depresja? A może zwyczajne lenistwo? A może problem z organizacją czasu? Nie wiem...

W każdym razie nie jest mi z tym dobrze...

Do tego dziś ekipa rządzi na Mini Nocnej Masakrze. W zeszłym roku było fantastycznie, żałuję, że dziś mnie tam nie ma...




Nie wiem. Muszę coś z tym zrobić. Jakoś sobie to wszystko poukładać. Znów wrócić do normalnego rytmu życia. Tylko... jak? Nie wiem. Nie mam pojęcia... Ech.. sorry za marudzenie...