Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Lasek...

Wtorek, 3 czerwca 2008 · Komentarze(8)
Lasek...
Dziś znów wieczorem, choć wcześniej niż wczoraj. Na tyle wcześnie, że jeszcze dało się pojeździć po okolicznych lasach. Znalazłem fajną traskę po lesie (ok. 10km z możliwością wydłużenia) W sam raz na szybką przejażdżkę, kiedy czasu brak (jak ostatnio znów często się zdarza). Kółeczko lub dwa i spocić się można. Musi być tam ciekawie po deszczu... Pewnie wkrótce sprawdzę...

Ciemno

Niedziela, 1 czerwca 2008 · Komentarze(5)
Ciemno

Dziś w związku z wizytami cioć (nie dot. Kosmy), wujków, babć, dziadków... cały dzień zajęty. Na rower dopiero po 22 (stare nawyki), szybki kurs po okolicznych osiedlach. Chciałem jechać inną trasą, ale jak zobaczyłem, że jestem w czarnej koszulce, czarnych spodenkach i lampka powoli się domaga zmiany baterii to odpuściłem jazdę w całkowitych ciemnościach. Wystraszyłem się. Chyba potrzebna jakaś bardziej odblaskowa koszulka.

Bieszczady - dzień 9 – Epilog

Niedziela, 18 maja 2008 · Komentarze(8)
Bieszczady - dzień 9 – Epilog



4:10 wysiadam z pociągu. To już koniec przygody. Jeszcze tylko 10km do domu i trzeba się rozpakować i odłożyć na półkę wspomnień ostatnie 8 dni. Fantastyczne 8 dni. Ciężkie 8 dni. Ponad 800km w 8 dni w górach, z sakwami ważącymi ponad 17kg. I to wszystko zaledwie po 5 miesiącach przygody z rowerem.

Powinienem być zadowolony i… chyba jestem. Chyba bo… dopiero co wczoraj tuż przed odjazdem rozmawialiśmy o tym, że wszystko prawie zobaczyliśmy, zjechaliśmy, a ja już myślę, o tym, czego zobaczyć, zjeździć się nie udało. O tym, ile trudniejszych tras zostało nietkniętych… o tej słowackiej stronie, o ukraińskiej… o tym, że mimo tylu godzin spędzonych samotnie (Damian jednak jest szybszy i często uciekał mi gdzieś do przodu), mimo tego czasu sam na sam z sobą i górami… zabrakło mi go… Zabrakło na przemyślenia tego wszystkiego co powinienem był przemyśleć, zabrakło na położenie się na trawie i leżenie (ale i tak było jeszcze za zimno), zabrakło czasu na bliższe poznanie ludzi tam żyjących, zabrakło czasu na… wiele rzeczy…

Mimo to było świetnie.

Dzięki braciszku za pomysł, za planowanie, za towarzystwo, za… cały ten wyjazd.

Dzięki żonom za to, że nas puściły i dzieciom, że dzielnie znosiły moją nieobecność.

Pewnie teraz będzie chciało się czegoś więcej, kolejnej takiej wycieczki i pewnie nie będzie łatwo… się wyrwać. Chodzi mi po głowie kolejne marzenie o wyprawie, ale to pewnie nie wcześniej niż za dwa lata… w międzyczasie pewnie będzie wiele innych, zapewne mniejszych ale nie znaczy to, że gorszych.

Bieszczady 2008 jednak pozostaną już zawsze tą pierwszą, niezapomnianą wyprawą.

<==Dzień poprzedni

Bieszczady - dzień 0 – Prolog

Piątek, 9 maja 2008 · Komentarze(8)
Bieszczady - dzień 0 – Prolog
Oczywiście pakowanie na ostatnią chwilę. Jak zwykle nie udało się wcześniej, tak samo jak nie udało się wyjść wcześniej z pracy żeby przed podróżą się choć chwilę zdrzemnąć.

Dużo tego wszystkiego. Za dużo. Niby listę rzeczy do zabrania przygotowaliśmy dużo wcześniej i podzieliliśmy co kto bierze, ale jeszcze żona próbuje mi dodać to i tamto…. Wiem, że ma rację, że może się przydać, ale w końcu to ja będę musiał to codziennie wozić. Swoją drogą to cudowne, że tak się troszczy o mnie, mimo że zostawiam ją z dziećmi samą na 9 dni.

W końcu udaje się część rzeczy odrzucić i z trudnością zapiąć sakwy. Z dużą trudnością. Żegnam się i pora ruszyć w drogę, już i tak jestem spóźniony. Ale, ale… nie tak prędko… nie jestem w stanie znieść roweru po schodach. Jest… za ciężki. Żona pomaga mi go znieść i… jestem przerażony. Co z tego, że rower na dole, ale jak ja będę z tym wszystkim jeździł?

Ruszam do Zabrza, po drodze zastanawiam się, czy w Rzeszowie nie pójdę na pocztę i nie wyślę części rzeczy do domu. Dziwnie szybko docieram do centrum i widząc ile mam jeszcze czasu – ruszam do Gliwic – nie chce mi się tyle czekać tutaj, a poza tym tam pociąg dłużej stoi i może łatwiej będzie mi się do niego zapakować.

Jest. Rower wisi w przedziale rowerowym, a ja - w związku z brakiem lepszych miejsc - siedzę na ziemi tuż pod nim. Do Krakowa towarzyszą mi turecka młodzież, a potem sympatyczna ekipa wybierająca się na wyprawę do Mołdawii. Do samego Rzeszowa nie zmrużam ani na chwilę oczu.

Dzień następny ==>

Na zamek po chleb...

Poniedziałek, 5 maja 2008 · Komentarze(14)
Na zamek po chleb...

Po weekendowych rodzinnych szaleństwach dziś tylko po chlebek do Miechowic.
Spokojnie przez las, podjazd pod piekarnię i... długa kolejka przed sklepem. O nie, nie będę stał. Jadę na zamek. Wstyd przyznać, ale mieszkając kilka kilometrów stąd nie wiedziałem, że był tu zamek. Dopiero rower sprawił, że zacząłem więcej czytać o okolicy.

Niestety zamek, podobnie jak wiele innych obiektów (patrz np. Mały Wersal w Świerklańcu) zakończył swój żywot pod koniec II Wojny Światowej spalony przez sowieckie wojska. Reszty dopełnili polscy saperzy w 1954 roku. I tego nie mogę przeboleć. To, że Ruscy palili co się dało to już trudno, ale to, że nasi nie starali się zadbać nawet o pozostałości to boli....

Więcej o zamku można znaleźć na przykład tutaj.





Za zamkiem stoi rozłożysty platan, pomnik przyrody im. Jana III Sobieskiego.

Bagażnik

Poniedziałek, 28 kwietnia 2008 · Komentarze(26)
Bagażnik

Dziś popołudnie pod znakiem szukania bagażnika do auta. Pewnie bym szukał i wahał się dłużej, ale skoro w środę wyjazd na weekend to trzeba było szybko podjąć decyzję. Jutro test.

Wieczorkiem szybka trasa po chlebek do Miechowic. W krótkich spodenkach i... było ciepło. Oby tak samo lub jeszcze cieplej było przez cały maj.

Pod napięciem

Sobota, 26 kwietnia 2008 · Komentarze(21)
Pod napięciem

Dziś znowu od rana nic nie wyszło. Wszystko nie tak. Kiedy w końcu już mam okazję żeby wyjść to... nie wiem czy mi się chce... Wychodzę... tylko po co? Znów trzeba zaraz wrócić bo coś tam... do duszy...

Jadę do lasu, jakąś droga, którą jeszcze nie jechałem. Po kilkuset metrach coraz więcej gałęzi, a droga zmienia się w ścieżkę, żeby po chwili zupełnie zniknąć. Bez sensu, to skąd się najpierw wzięły koleiny jak dla samochodów? Wracam. Ruszam inną drogą, szlag by to... ta sama historia. W końcu po 20 minutach jestem w punkcie wyjścia. Jadę do Miechowic, stamtąd już znanymi ścieżkami w las. Dalej wzdłuż torów wąskotorówki i wyjeżdżam na Stroszku obok DSD. Dziś wyjątkowo odpuszczam Dolinę i ruszam do Segietu. Pierwszy raz od mojego OTB się tu zapuszczam, czyżby jakiś uraz mi pozostał?



Ładnie tu, lubię takie dróżki.

Docieram do Rept, odpuszczam sobie jednak park, nie chce oglądać dziś ludzi. Przez jakieś pola docieram do Stolarzowic. Mam jeszcze chwilę czasu więc znów w las. I to był błąd. W pewnym momencie wjeżdżam na drogę leśną, którą mógłby spokojnie jechać samochód i... skąd ja to znam... po jakiś 2 km zwęża się i... znika. Nie chce mi się wracać i wdrapywać. Przedzieram się przez krzaki, jakieś
mokradła, strumyk, ląduję w Stolarzowicach. Jakiś koszmar. Asfaltem już prosto do domu.

Nie udała mi się ta przejażdżka. Mimo, że z założenia bez celu, tylko żeby się powłóczyć i odreagować to i tak same kłody pod koła... Nie odreagowałem...

Jedyny plus, że było ciepło i można było odpiąć rękawy od bluzy.

I cały misterny plan...

Piątek, 25 kwietnia 2008 · Komentarze(6)
I cały misterny plan...

Wychodzę z pracy punkt 16. Ciepło, bardzo ciepło. Za godzinę powinienem być na rowerze i w końcu pośmigać w słońcu. Powinienem ale nie będę. Gdzie kluczyki od auta? Nie ma? Są. W zamkniętym aucie. W mordę...

Powrót do domu z koleżanką, obiad, kumpel jedzie do Gliwic, więc zabieram się z nim. Wracam i w końcu wychodzę na rower - jest... prawie dziewiętnasta... i... przez kolejną godzinę udaje mi się przejechać może z... 1,5 km. Szlag by to trafił.

Odechciało mi się jeździć. Ruszam jednak przez las i ech jednak lubię polne drogi ale... nie po ciemku. Mam dość. Do tego mam wrażenie, że mam mało powietrza. Po krótkiej włóczędze w Wieszowej, tankuję na stacji. Rzeczywiście było mało. Mam nadzieję, że to naturalny ubytek, a nie jakaś dziura.

Chwila krążenia po Rokitnicy, jakieś babsko zajeżdża mi drogę wyjeżdżając spod sklepu. Hamuję, ale daje mi się ją wyprzedzić i również zajeżdżam jej drogę.
- Co Pan robi?
- A Pani? Przecież by mnie Pani rozjechała.
- Nie widziałam Pana! - odpowiada z rozbrajającym uśmiechem
- Zauważyłem - no co miałem zrobić... pojechałem dalej.
Chwila na osiedlu i dom. Jestem wściekły.

Do duszy taki dzień i wszystkie plany. Dziś wieczór zaprzyjaźniam się z Żubrem.

Powtórka z rozrywki

Czwartek, 24 kwietnia 2008 · Komentarze(9)
Powtórka z rozrywki

Dziś prawie tą samą trasą, co wczoraj. Jedyna różnica to godzina - dziś wyjazd dopiero przed 22-tą i... w miejscach, gdzie wczoraj panowała ciemność - dziś nastała jasność. Poza tym trochę chyba cieplej.

Dobrze, że koleżanka wychodziła od nas późno - odprowadziłem ją, a przy okazji miałem pretekst żeby ruszyć zwłoki. I dobrze. A potem chciałem się chyba zmierzyć ze sobą, sprawdzić, czy jestem w stanie jechać szybciej. Udało się, niewiele szybciej, ale... ale... ale... szybciej :-)

Poza tym urlop zbliża się wielkimi krokami i trzeba ćwiczyć :-) Idzie weekend... może uda się pojeździć przy świetle słonecznym... Oby...

Ciemność, Ciemność widzę

Środa, 23 kwietnia 2008 · Komentarze(14)
Ciemność, Ciemność widzę

Dziś powrót do dawnych tradycji. Na rower dopiero po 21-tej. Chłodno się zrobiło. Chyba jednak o tej porze trzeba wciąż coś zakładać pod kask.

Bez większych planów - kierunek Miechowice (przez Stolarzowice), po ciemku przez las. Mały ruch na drodze. Z Miechowic do Rokitnicy znów ciemny las. Mijam Rokitnicę i w Wieszowej... zapada już całkowita ciemność. Nieczynna nawet stacja benzynowa. Wyłączyli prąd.

Przypomniało mi się jak wiele lat temu, byłem oprowadzany po jednej ze szkół w Wielkiej Brytanii przez dyrektora tegoż przybytku. Bardzo chwalił się nowoczesnymi komputerami, siecią itp. Chcąc pokazać, że mimo, iż jestem z Polski, to nie są mi obce nowe technologie, zapytałem m.in. czemu komputery nie są zabezpieczone UPS-ami. Jako, że widziałem iż nie bardzo wie o czym mówię, próbowałem wytłumaczyć, że to zabezpieczenia na wypadek nagłych problemów z zasilaniem, gdyby np. brakło prądu. "A dlaczego miałoby braknąć prądu?" zapytał.
Nie był w stanie zrozumieć pojęcia awarii, chwilowego zaniku zasilania... W końcu wyjaśnił mi, że gdyby były np. przeprowadzane jakieś prace związane z koniecznością wyłączenia prądu to zostałby o tym co najmniej tydzień wcześniej uprzedzony więc nie widzi problemu zaskoczenia. Odpuściłem... ;)

U nas wciąż nie jest to niczym dziwnym, jak się okazało z elektryczności nie mogli również dziś wieczór skorzystać mieszkańcy w Górnikach i Stolarzowicach. Na szczęście u mnie na osiedlu prąd wciąż jest.