Najbrzydszy Szlak Rowerowy

Niedziela, 29 grudnia 2013 · Komentarze(11)

Najbrzydszy Szlak Rowerowy

3 lata temu powstał Zabrzański Szlak Rowerowy.Wówczas po objeździe miałem bardzo mieszane odczucia. Miałem wrażenie, że szlak został oznaczony tuż przed wyborami i... że wkrótce się rozwinie. Dziś mając w planie 3-godzinną przejażdżkę postanowiłem sprawdzić czy coś się zmieniło.

Dokąd tędy dojadę?
Dokąd tędy dojadę? © djk71

Ruszam w odwrotną stronę czyli na Krajszynę. Już ten podjazd budzi we mnie wątpliwość dla kogo jest to trasa, bo pewnie większość rowerzystów będzie tu wprowadzało rower. Potem przyjemny kawałek po miechowickim lesie i wylot w Rokitnicy. Zjazd w dół na dworzec autobusowy i podjazd obok stadionu.

Niestety kawałek dalej szlak jest wykorzystywany przez miłośników koni, co skutkuje, za przeproszeniem, zasranym do granic możliwości błotem.

Szlak rowerowy, czy konny?
Szlak rowerowy, czy konny? © djk71

Osiedle Młodego Górnika i pierwszy efekt działania dowcipnisiów, przy wyjeździe przekręcona tabliczka i ruszam w stronę przejazdu kolejowego, by po chwili zawrócić i już ruszyć we właściwą stronę. Przy wylocie z Drzymały na Bytomską strzałka nakazuje jechać prosto. Wjeżdżam na plac jakiejś firmy i zero wskazówek co dalej. Na czuja jadę polną ścieżką i okazuje się, że dobrze. Wylatuję w dość niebezpiecznym miejscu na Trębacką. Dobrze, że dziś nie ma ruchu i wyjeżdżający zza zakrętu kierowcy nie są zagrożeniem.

Przelot w stronę Zaborza to najpierw kąpiel pod wiaduktem kolejowym, wody mniej więcej do pół koła, a potem błotna przeprawa.

Głębiej niż się wydaje
Głębiej niż się wydaje © djk71

Przy prędkości 8km/h i kadencji około 75 puls skacze mi do ponad 170. W końcu wyjeżdżam na asfalt. Tu również zabawa żartownisiów sprawia, że mam okazję podziwiać mury miejscowego aresztu. Jak się później okaże to chyba jedyne atrakcyjne miejsce na całej trasie.

Graffiti na Zaborzu
Graffiti na Zaborzu © djk71

Przed wjazdem na Lompy, ,kilkadziesiąt metrów przez Wolności, na szczęście tu też dziś nie ma ruchu.

Okolice Lompy i Asnyka, to kolejne po Biskupicach miejsce gdzie puls skacze wyżej nie z powodu trasy, a z powodu miejsca i jego mieszkańców, na szczęście grudzień nie jest miesiącem pikników.

Przelot obok szybu Walenty też robi wrażenie. To już Ruda.

Kiedyś tu przyjadę
Kiedyś tu przyjadę © djk71

W Pawłowie przychodzi mi na myśl, że w końcu zobaczymy choć jeden kościół. Nie jest to mój ulubiony, ale zawsze przykuwa moją uwagę. Niestety skręcamy w ulicę Zembali żeby zobaczyć, że w Zabrzu są nie tylko rudery ale też nowe domy, tyle, że zabrakło kasy na drogi...

Kończyce i z Rogoźnickiej zjazd obok działek w teren, czyli... donikąd. Przy lesie droga skręca i dociera do rozjazdu gdzie nie ma żadnego oznaczenia. Ruszam w prawo i też nic nie ma. Wspomagam się GPS-em. Podpowiada, że w lewo. Ok. Kawałek dalej kolejny rozjazd i znak nie wiele pomaga., Na szczęście pamiętam, że w prawo.

Komuś przeszkadzało
Komuś przeszkadzało © djk71

Wiosenna, przejazd pod autostradą i okazuje się, że w tym tunelu może być sucho. Zamiast na wprost znaki kierują w lewo przez las, ok robię bezsensowną, błotną pętlę i wyjeżdżam na Legnickiej. Zjazd w Szymały i jedyne historyczne miejsce (pomnik) mijamy od tyłu :-(

Kolejny śmietnik :-(

Takie miejsca są wszędzie
Takie miejsca są wszędzie © djk71

Przejazd pod autostradą i tylko dzięki zerknięciu wstecz domyślam się, że należy skręcić w prawo wzdłuż hałdy. Błotna droga z niespodziankami. Wylot przy stawie, który niestety trudno podziwiać, bo trzeba walczyć o utrzymanie równowagi.

Brudno tu
Brudno tu © djk71

Błoto daje w kość. Szkoda, że to nie to brązowe, nawet gliniane, ale to czarne, pokopalniane..

Przejazd wzdłuż torów na Sośnicę. Mam dość, jestem zmęczony. Kilkadziesiąt kilometrów za mną po błocie i... po trasie, która nie pokazuje mi nic z tego co chciałbym zobaczyć w Zabrzu.

Czerwone światła dla szlaku?
Czerwone światła dla szlaku? © djk71

Wyjazd na Roosevelta i kolejna boczna uliczka. Szkoda, że nie ma wskazówki, że kilkaset metrów dalej jest Ogród Botaniczny, Stadion Górnika, Kościół św. Józefa. No cóż, turyści tu wiele nie zobaczą.

Maciejów i kolejna bezsensowna pętla wylatująca obok kąpieliska. Tu też oznaczenia niewiele wskazują. Zmierzam w stronę Leśnej. To drogą, którą znają nie tylko Zabrzanie. Znają ją wszyscy okoliczni rowerzyści. Tu prawie nigdy nie jest sucho. To prawda. Tak tu, jak i na drodze do niej prowadzącej.

Błotniście dziś było
Błotniście dziś było © djk71

Mikulczyce. Powinienem teraz odbić w stronę Grzybowic, ale nie mam na to ochoty. Znam ten odcinek i wiem, że nie rożni się niczym od tego co za mną, a za mną 45 km, które są jak u jednego z byłych kandydatów na prezydenta... Pokazują Zabrze, gdzie "nie ma niczego". Jest brzydko, brudno i niebezpiecznie.

Trzy lata temu po przejechaniu tego szlaku chodziło mi po głowie, że został stworzony na potrzeby ówczesnych wyborów. Miałem jednak nadzieję, że to początek czegoś, co się wkrótce rozwinie:

  • że tabliczki zaczną wskazywać interesujące w okolicy miejsca.
  • że trasa miejscami zostanie utwardzona
  • że zostanie nieco skorygowana (i to się stało, ale chyba na gorsze)
  • że powstaną dodatkowe odnogi wiodące do ciekawych miejsc
  • że powstaną miejsca odpoczynku jak np. na Bytomskich Trasach Rowerowych
  • że....

Niestety nic takiego się nie stało. Mam wrażenie, że jest jeszcze gorzej. W Mikulczycach skręciłem w stronę Rokitnicy żeby po drodze wyczyścić rower. Poza tym wolałem nie sprawdzać czy trasa wciąż wiedzie przez teren kaplicy cmentarnej, bo a nuż bym się nadział na nabożeństwo żałobne wprawiając w zakłopotanie nie tylko siebie, ale i ludzi tam zgromadzonych...

Nie wiem dla kogo jest ta trasa, bo:

  • Trasa nie jest dla niedzielnych rowerzystów, bo miejscami się nieźle spocą prowadząc rower,
  • Nie jest to trasa dla dzieci, bo jest na niej kilka niebezpiecznych miejsc, nie tylko jeśli chodzi o samą drogę,
  • Nie jest to trasa komunikacyjna, bo nie ułatwia dojazdu z dzielnicy do dzielnicy, robiąc bezsensowne pętle gdzie tylko się da,
  • Nie jest to trasa turystyczna, bo nie tylko nie pokazuje żadnych ciekawych miejsc, ale wręcz przeciwnie pokazuje same nieciekawe miejsca,
  • Nie... chce mi się więcej pisać..., bo jedyny cel jaki widzę to trasa mająca na celu zdobycie dotacji unijnych pokazując jak biedne, brzydkie i brudne jest miasto Zabrze.....

Szkoda, bo z całym szacunkiem dla tego co władze naszego miasta zrobiły i robią, ten szlak pozostanie w moich (a myślę, że nie tylko) oczach pomnikiem nieudolności... Tak brzydkiego szlaku rowerowego nie widziałem nigdzie w Polsce, a trochę już widziałem...

Kadencja: 80

Potrzebuję odpoczynku...czyli Panie Heńku

Sobota, 28 grudnia 2013 · Komentarze(8)

Potrzebuję odpoczynku...czyli Panie Heńku

Potrzebuję odpoczynku... więc po pracy poszedłem się zmęczyć.Ciemno, nie chce mi się dziś szukać ścieżek w świetle czołówki i lampek. Chcę pokręcić szybko. Tzn, nie szybko, bo wciąż nie umiem, ale tak żeby się zmęczyć. Mały ruch na drogach więc się udaje po asfalcie. Bunkier w uszach (uchu) pomaga kręcić...

Damy radę, damy, damy radę... Pewnie tak, zawsze dajemy, ale potrzebuję odpoczynku... od wszystkiego... Niestety na razie się na to nie zanosi. A szkoda...

Kadencja: 100

I po świętach

Czwartek, 26 grudnia 2013 · Komentarze(2)

I po świętach

Szybko minęły święta w tym roku. Miałem nadzieję na kilkudniowy odpoczynek, a tu jutro i w sobotę praca. Tak bywa. Choć rzeczywiście potrzebuję odpoczynku. Bardzo potrzebuję.

Wczoraj rower umyty, więc dziś nie ma parcia na teren. Asfaltem w stronę Tarnowskich Gór, Starych Tarnowic, potem Laryszów, Miedary, Zbrosławice i dom. Momentami czuć powiewy wiatru od południa. Echo halnego?

Zdjęć nie było na trasie więc w zamian jakaś muzyka. Świąteczna.

Kadencja: 96

Spalić wczorajsze kalorie

Środa, 25 grudnia 2013 · Komentarze(5)

Spalić wczorajsze kalorie

Trudno się było oprzeć temu co na wigilijnym stole (nie dotyczy ryb :) ). Dziś trzeba to spalić. Czasu nie ma zbyt dużo, ale chwilę przed obiadem udaje się pokręcić. Głównie BTR-y, czyli m.in. mój ulubiony Segiet. Na głównych drogach mniej błota niż wczoraj.

Błota coraz mniej
Błota coraz mniej © djk71

Dużo spacerowiczów. Niestety niektórym się wydaje, że ścieżki są tylko dla nich. Szczytem była całująca się na środku ścieżki, na zjeździe, para, a wokół nich resztę miejsca zajmowały odpoczywające psy. Okazało się, że potrafię efektownie hamować.

Mniej efektownie hamowałem kilka minut później, gdy ujechało mi tylne koło i rower się położył, a ja wylądowałem na czworaka. Prawa noga uderzyła w pedał, albo odwrotnie, w każdym razie bolało. Mam jednak nadzieję, że skończyło się na otarciach i siniakach.

Kadencja: 85

Przed Wieczerzą

Wtorek, 24 grudnia 2013 · Komentarze(5)

Przed Wieczerzą

Przed Wieczerzą Wigilijną, a czułem się jakbym jeździł po Śniadaniu Wielkanocnym...

Boże Narodzenie czy Wielkanoc?
Boże Narodzenie czy Wielkanoc? © djk71

Amiga ostrzegał mnie, że w lesie jest błoto, ale przecież musiałem sprawdzić sam :-) Jest.

Jako, że święta to postanowiłem wprowadzić do domu czysty rower. Niestety od rana na wszystkich myjniach kolejki po kilkanaście samochodów. Zrezygnowałem.

Nie ma czasu na stanie w kolejce, nie ma też czasu dziś na długi wpis. Wkrótce pojawią się goście.

Wszystkim zaglądającym tu, życzę zdrowych i spokojnych Świąt, obyście w tym coraz bardziej zwariowanym świecie znaleźli przy okazji świąt chwilę dla bliskich i dla siebie.

A.... i smacznego... :-)

Kadencja: 83

Wolę śnieg niż błoto

Niedziela, 22 grudnia 2013 · Komentarze(8)

Wolę śnieg niż błoto

Przed wyjściem pytam żonę, która właśnie wróciła z kijków: błoto, czy śnieg? Śnieg. To nie biorę błotników. A mogłem spojrzeć na termometr...

Pięknie
Pięknie © djk71

Na początku rzeczywiście resztki śniegu, ale z każdym kolejnym kilometrem śnieg znika, za to jest więcej błota. Dziś tylko po okolicy, po ścieżkach, tych znanych i tych mniej znanych. To, że pryska w oczy to drobiazg, gorzej wtedy, gdy kiedy tylne koło jeździ na boki zamiast do przodu.

Droga czeka
Droga czeka © djk71

Hamulec działa jak wczoraj, czyli... jutro serwis. Pytanie czy znajdzie się jakiś, który zajmie się odpowietrzeniem w trakcie rozpoczynającego się weekendu...

Błotko
Błotko © djk71

Nie tylko rower jest brudny...

Błotko nie tylko na rowerze
Błotko nie tylko na rowerze © djk71

Kadencja: 83

Harce po śniegu bez zahamowań

Sobota, 21 grudnia 2013 · Komentarze(16)

Harce po śniegu bez zahamowań

Wolny dzień więc jest okazja pojeździć za dnia, ale ponieważ cały tydzień był wyjątkowy ciężki to najpierw odsypiam zaległości, potem bez powodzenia walczę z Igorkiem na boisku (FIFA) by w końcu około 13-tej wybrać się na rower.

Niestety łatwo nie jest. Przedni hamulec już przy wyjeździe na Nocną Maskarę nie były w najlepszym stanie, po imprezie zdecydowanie wymagają zmiany. Oczywiście jak zawsze drobne problemy, ale w końcu się udaje. Z tyłu tez nie jest dobrze, ale lepiej, niestety pojawia się jakiś dziwny efekt i naciśnięcie klamki sprawia, że ta wciska się zupełnie i koło nie hamuje, dopiero za drugim, trzecim razem jest ok. Zobaczymy jak będzie w terenie.

Do tego jeszcze przerzutki wariują, ale udaje się je ustawić. Niestety zajmuje to wszystko trochę czasu i wyjeżdżam dużo później niż planowałem.

Na dworze resztki śniegu, po wczorajszej nocy. Niby nie dużo, ale wystarczająco żeby uatrakcyjnić jazdę.

Do tego hamulec z tyłu działa jak dział w domu, czyli za pierwszym razem nie łapie nic, dopiero za drugim, trzecim razem można hamować, a wtedy jest dziś zabawa... ;-)

Ktoś wie o co chodzi? Efekt jest taki jakby go pompował, żeby klamka nabrała oporu.

Zabawy w lesie są ciekawe, z jednej strony śnieg sprawia, że jest łatwiej bo pierwsze nie widzę przeszkód (korzeni, kamieni, kolein, a po drugie są one jednak częściowo wyrównane przez śnieg.

Z drugiej strony jest trudniej, bo... nie wiadomo co jest pod śniegiem. Kilkukrotnie zeskakuję z roweru, ale obywa się bez wywrotki.

Trudno jest też zrozumieć niektóre znaki:

Zachód słońca podpowiada, że pora wracać do domu, bo lampki leżą na półce.

Szkoda, bo zabawa jest przednia, tylko wolałbym ufać hamulcom

Kadencja: 80

Zmęczony po Masakrze?

Środa, 18 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Samotnie, Siłownia

Zmęczony po Masakrze?

Zabawy z ciężarkami były strasznie ciężkie. Podobnie jak kilka ostatnich dni. Wciąż mi się chce spać. Efekt weekendowej Masakry?

Zimno i dziurawo

Wtorek, 17 grudnia 2013 · Komentarze(3)

Zimno i dziurawo
Wczorajszy wieczór upłynął pod znakiem łatania dętek po weekendowej Masakrze.

W trakcie imprezy jedna dętka zmieniona, drugą dopompowywałem, ale i tak na mecie już nic nie było. W tylnej znaleziona dziurka, załatana. Z przodu też miękko więc kontrola i kolejna znaleziona dziurka. Kiedy i z tą sobie poradziłem zauważyłem, że z tyłu znów zeszło powietrze... Kolejna łatka, bo... była tam jeszcze jedna dziurka. I... rano okazuje się, że z tyłu znów flak :-(

Nie było czasu tego naprawiać przed pracą, więc po powrocie rzut oka co się dzieje.. i łatka puściła... Korekta i późnym wieczorem na rower.

Niestety za lekko się ubrałem, szczególnie jeśli chodzi o stopy i bez względu na to co robiłem (np. duża kadencja) to stóp i tak się nie udało ogrzać. Dyskomfort sprawił, że marzyłem już tylko o tym żeby dotrzeć do domu. Poza tym pod koniec czułem jednak zmęczenie - efekt weekendowego szaleństwa chyba.

Kadencja: 89

Nocna Masakra 2013

Sobota, 14 grudnia 2013 · Komentarze(15)
Uczestnicy

Nocna Masakra 2013

Ostatnia już chyba impreza na orientację w tym roku, na którą się wybieramy. Po krótkiej nocy ruszamy w drogę do Ińska. Daleko. Dojeżdżamy na miejsce około czternastej. Planowana godzina startu: 16:30. Meta: 7:30. 15h do naszej dyspozycji… :-)

Nocna Masakra © djk71

Czasu mamy akurat tyle żeby załatwić formalności, porozmawiać trochę ze znajomymi, rozpakować się, przygotować rowery i coś zjeść.

Trzeba coś zjeść przed startem © djk71

Największy problem to podjęcie decyzji w co się ubrać. 15 godzin jazdy w temperaturze 1-4 stopni. Na szczęście (choć czy na pewno) nie ma mrozu, może jedynie trochę pokropić.

Ubrani i spakowani stawiamy się na odprawie, a może to raczej odprawa się zaczyna obok nas :-). Inni w tym czasie przygotowują się do... odpoczynku :-)

Niektórzy się obijają © djk71

Do odnalezienia mamy 18 punktów kontrolnych, oznacza to, że skoro optymalny dystans to ok. 200km, to będą długie przeloty między punktami. Czyli każdy punkt co ok. 45 minut. Bierzemy mapy (1:100 000) oraz opisy punktów i zaczynamy planowanie. Nie łudzimy się, że zaliczymy wszystkie punkty, ale zaznaczamy całą trasę, najwyżej w trakcie jazdy będziemy ją modyfikowali. Start o 16:50, ruszamy kilka minut później.

PK 2 - Paśnik, po drabince do góry
Ruszamy na północny-zachód. Już krótko po starcie nie wiem, czy to pojawiająca się mgła, czy mżawka sprawiają, że niewiele widzę. Okulary trzeba schować do kieszeni. Nie ułatwi to nawigowania. Zjeżdżamy z asfaltu i zaczyna się zabawa. Nie mam mrozu, a padało, więc jest… błotko… Dojeżdżamy w okolice punktu, chwila poszukiwań i jest. Paśnik dla niedźwiedzi, dinozaurów? I czy potrafią wchodzić po drabince? :-)
Punkt zaliczony o 17:50. Jest dobrze.

PK 6 - Skrzyżowanie przecinek
Ruszamy do następnego punktu. Wjeżdżamy do lasu od strony Linówka. Na rozjeździe Darek sugeruje zjazd w lewo. Nie podoba mi się. Za wcześnie. 250m dalej jest droga. Skręcamy. Niestety szybko się kończy. Chyba. Do tego jest mokro. Wracamy. Sam nie wiem czemu, bo przecież tu nam się dystans zgadza. Wracamy do poprzedniego rozjazdu i zaczynamy przeprawę przez błoto. Rowery zaczynają tańczyć, momentami trzeba je prowadzić. Jest przecinka, ale trochę dalej niż być powinna. Przeczesujemy całą okolicę, drzewo, po drzewie. Nie ma. Zajmuje nam to trochę czasu. Jeszcze raz ruszamy w stronę poprzedniego miejsca, szukamy innej przecinki, nie ma. Patrzymy na zegarki - jest już chyba około 20-tej. Gdzie uciekło nam tyle czasu?
Rezygnujemy z dalszego szukania.

PK 7 - Drewniana wieża, południowo-wschodnia podpora
Z wieżą nie powinno być chyba problemu. Długi przelot do Ciemnika. Postanawiamy zjeść jakiegoś kabanosa i zatrzymujemy się na przystanku autobusowym. Stawiamy rowery i słychać jakiś syk… Dziura w tylnym kole :-( Oprócz posiłku czeka mnie serwis. Kolejny zmarnowany czas.
Ruszamy i w lesie niespodzianka, niewiele widać, tylko najbliższe drzewa. Jeśli punkt nie jest tuż przy ścieżce to może się okazać, że go miniemy nie zauważając go. Odbijamy z głównej ścieżki na wschód, docieramy na skraj lasu, a wieży nie ma, tzn. my jej nie widzimy. W międzyczasie Amiga gubi licznik. Jeszcze chwila szukania i poddajemy się. Mgła z nami zwyciężyła.

PK 1 - Urwany nasyp, na dole w strumieniu, przejście możliwe
Jedziemy w stronę Krzemienia, a następnie asfaltem w stronę Bytowa. Rozpędzamy się trochę za daleko, ale ma to swoje dobre strony. Zauważmy czynny (choć już po godzinach otwarcia) sklep. Jesteśmy niewątpliwą atrakcją dla imprezujących tam mieszkańców. Szybko dowiaduję się jaką żyłkę trzeba mieć na 32-kg szczupaka i, że mapa jest do niczego, bo przez pryzmat butelki miejscowości są poodwracane :-) W końcu żegnamy się i ruszamy w stronę punktu. Jest strumyk i nawet dwa mostki, ale punktu nie ma. Szukamy wszędzie i nic. Jeszcze raz rzut oka na opis i na kompas. Hmmm, czy to na pewno jest nasyp? I czemu kierunek się nie zgadza? Ruszamy dalej i mamy urwany nasyp. Jest też punkt i jest 22:58. Ponad 5 godzin od poprzedniego punktu. Masakra.

PK 10 - Most kolejowy, możliwe przejście dołem wzdłuż rzeki, drzewo ok 20m na zachód
Kolejny długi przelot. Jesteśmy w Rybakach. Za mostem powinien być zjazd na czerwony szlak. Niestety nie ma po nim śladu . Musimy brać pod uwagę, że mapa może nie być najnowsza. Niestety z tej strony nie ma też chyba żadnej sensownej ścieżki. Decydujemy się na zjazd do Recza i atak z tamtej strony. Mijamy tory kolejowe, jakoś nie chce nam się włóczyć po czynnej linii kolejowej.
Skręcamy w prawo w ul. Srebrną i ulica się kończy… baranami. Wracamy. Na głównej ulicy zaczepiają nas policjanci z drogówki, którzy akurat mają przerwę w kontroli kierowców. Dopytują się co to za impreza i usilnie chcą nam pomóc. Ich rozmowa budzi momentami uśmiech na naszych twarzach, ale trzeba przyznać, że starają się bardzo. Żegnamy się i ruszamy jeszcze raz w Srebrną. Obok baranów jest ścieżka, którą decydujemy się podążać. Początkowo jedziemy, jednak później czeka nas długi spacer. Szum rzeki oraz nasyp po prawej stronie utwierdzają nas w przekonaniu, że to dobra droga. W końcu jest strumyk. Początkowo szukamy punktu nie po tej stronie rzeczki, ale w końcu odnajdujemy go z drugiej strony. Oznacza to przeprawę po położnej nad wodą drabince, której jeden ze szczebli potem się zarwie pod Krzyśkiem, zwycięzcą dzisiejszych zawodów.
1:18 - Prawie 2,5h od poprzedniego punktu i prawie 7,5 godziny od startu. Ogólnie jest ciepło, ale stopy po ich całkowitym zamoczeniu w wodzie dają o sobie znać, co jakiś czas.

PK 17 - Mostek, drzewo ok 40m na SW
Kolejne prawie pół godziny zajmuje nam powrót z punktu do głównej drogi w Reczu. Rzut oka na mapę i nie jest dobrze, niewiele możemy zrobić. W takim tempie zaliczymy jeszcze góra 1-2 punkty. Niestety żaden nie jest w drodze do mety. Ruszamy w stronę PK 17, co prawda na trasie jest jeszcze PK 5 , ale ma opis: Dół i jest w lesie z dala od ścieżek. Skoro nie znaleźliśmy wieży to nie wierzę w odnalezienie zagłębienia w ziemi.
Jedziemy DK10. Przed nami około 25km, nie podoba mi się to, monotonia o tej porze nie wróży dobrze. I nie mylę się. W pewnym momencie zaczyna mi się coś śnić. To był moment, ale natychmiast zatrzymuję się i zaczynam prowadzić rower. Dobrze, że ruch o tej porze w weekend nie jest tu duży. Darek zauważa, że zniknąłem i wraca. Chwili prowadzimy rowery, ale po chwili znów pedałujemy. Jest ciężko, chce mi się spać.

Stacja benzynowa. Czas na kawę i może jakiegoś hot-doga. Wchodzimy do restauracji, kawa i… obiadek (śniadanko?) :-)
Ostatnie korekty trasy i czas ruszać. W międzyczasie uskuteczniam chyba jakieś dwie 2-3 minutowe drzemki :-)

W Suchaniu skręcamy na Sulino. Punkt banalny do odnalezienia, czemu poprzednie ni były takie? :-) Jest 4:12. Mamy zaliczone… 4 punkty. Porażka.

Meta
Czas na powrót. Bolą mnie już 4 litery. Za nami już ponad 11 godzin w terenie.
Sulino, Odargowo, Szadzko… Mijamy punkt H (miejsce na odpoczynek), ale nie zatrzymujemy się. Dobrzany, Kozy, Odole i droga, którą już dziś jechaliśmy z PK6. Choć się staram to Darek mi ucieka. Okazuje się, że oprócz braku sił… mam mało powietrza z tyłu. Kolejna dziura, czy coś jednak zostało w oponie? Przecież sprawdzałem. Do bazy już nie jest daleko, decyduje się tylko dopompować koło i jedziemy. Ostatnie 2-3 km czuję się już paskudnie. Już chcę się położyć. Może być bez mycia… :-)

6:30 Jesteśmy na mecie, po masakrycznej jak dla nas trasie, z koszmarnym dorobkiem punktowym. Oddajemy karty i dowiadujemy się, że nikt jeszcze nie przyjechał z kompletem punktów, a liderzy Pucharu już dawno zjechali i śpią.

Karta prawie pusta © djk71

Szybka kąpiel w zimnej wodzie i wskakujemy w śpiwory, by choć 45 minut się przespać - powinniśmy wrócić do domu tak szybko jak się da, a przed nami ponad 500km.

Budzi nas zimno, to chyba zmęczenie daje o sobie znać. Wraca Krzysiek z insERT Team i okazuje się, że to on dziś wygrywa. Zebrał 14PK, to świadczy o tym jak było ciężko, skoro zwycięzca nie znajduje aż 4 punktów.

Ktoś na forum napisał, że gdyby imprezą interesowały się tabloidy to tytuł artykułu brzmiałby:
ZMASAKROWANE CIAŁA UCZESTNIKÓW RAJDU!
Kto winien? Organizator czy pogoda?

Zmęczeni, niezbyt zadowoleni z wyniku, ale chyba ogólnie zadowoleni z przyjazdu wracamy do domu.
Daniel (organizator) do spółki z pogodą, dał nam dziś (i wczoraj) popalić :-) Ale warto było tu być ;-)