O poranku

Czwartek, 12 grudnia 2013 · Komentarze(10)
O poranku
Pobudka o 4:30 i w teren. W sumie nie tyle w teren, ile na rower. Dziś asfalt. Spróbujemy pokręcić szybciej. Co nie znaczy, że szybciej jechać ;-)

Z rana w miarę pusto na drogach, ale z każdą minutą aut przybywa.

Trochę powyżej zera, ale i tak w palce u stóp chłodno. A to tylko 1,5h. W sobotę czeka nas 15h i wciąż nie bardzo wiem jak sobie poradzić z zimnem. Oby się nie okazało, że to ono nas zmusi do wcześniejszego powrotu do bazy.

A propos zimna...



Kadencja: 96

Ciężarki

Środa, 11 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Siłownia
Ciężarki
Miała być siłownia..., a wyszło jak zwykle więc znów machanie hantlami. Myślałem, ze noga przeszła, ale jednak w niektórych ćwiczeniach czuję, że coś się działo.

Dziko, wariacko i powoli

Wtorek, 10 grudnia 2013 · Komentarze(6)
Dziko, wariacko i powoli
Przed pracą ciemno, po pracy ciemno. Nikt nie chce ze mną jechać więc jadę sam.
Pomysł: Repty. Przez całą drogę do parku jadę jak lodołamacz. Wszystko zmrożone.

Wjeżdżam do Parku, skręt w prawo i wielkie poruszenie... Kilka dzików przebiega mi przed rowerem. Zatrzymuję się. Chwila wahania, ok, cisza, jadę dalej, a właściwie chcę, bo... wyskakują następne sztuki. W sumie to przecież nie muszę jechać w tym kierunku. Odwrót :-)

Niby znam dobrze ścieżkę, ale po nocy wygląda zupełnie inaczej. Dojeżdżam do mostku i zastanawiam się czy skręcić w lewo na trasę wyścigową. Spróbuję, Kawałek. Mijam sztolnię i miejscami trzeba szukać ścieżki skrytej w ciemności i pod zmrożonymi liśćmi.

Chyba jednak lepiej wrócić. Jak się wywalę, to do co najmniej do rana oprócz dzików nikt mnie tu nie znajdzie. Ale jadę, choć to mocno powiedziane, bo co chwilę się zatrzymuję, albo korygując trasę, albo nie potrafiąc podjechać lub bojąc się zjechać.

W sumie niespełna 2km odcinek pokonuję w... 15 minut. Po drodze obiecuję sobie, że wracam już asfaltem, ale po dojechaniu do końca... wracam tą samą drogą. Tym razem 12 minut, niewiele lepiej. Oj dużo się jeszcze muszę nauczyć...

Inna sprawa, że wybór takiej trasy samemu w nocy, po lodzie to chyba lekkie wariactwo :-)

Nie było czasu na zdjęcia, więc zdjęcie z niedzieli nawiązujące do poprzedniego wpisu :-)

Wieczór w Biskupicach © djk71


Kadencja: 71

Kolejny rowerek

Niedziela, 8 grudnia 2013 · Komentarze(2)
Kategoria Siłownia

Kolejny "rowerek"

Wczoraj cały dzień poza domem, dziś też problemy z wyjściem na dwór. W ruchu tylko samochód, choć z niego też ładne widoki.

Nad Biskupicami świta © djk71

W końcu wieczorem udaje się zebrać i mimo śniegu idę pojeździć. Ślisko. To pierwsza jazda w tym roku po białym. Głównie trzeba się skupić by nie wylądować pod jakimś samochodem. Na dziurach miękko, ale to nie afekt działającego ponownie amora, a… niskiego ciśnienia w tylnym kole. Nie chce mi się przy tej temperaturze naprawiać usterki. Wracam o domu.

Zamiast tego rowerek stacjonarny. Szybsze (przynajmniej taki mi się wydaje) kręcenie ,w efekcie ostatnie 10 minut już z przerwami. Cały mokry. Dziś w towarzystwie kabaretów ;-)

Noga chyba wraca do zdrowia.

Rowerek + ciężarki

Piątek, 6 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Siłownia
"Rowerek" + ciężarki
Na dworze jakieś wariactwo: huragany, orkany… Nie ma szans na rower więc siadam i kręcę w domku. House of Cards świetnie się sprawdził, tym bardziej, że wersja po angielsku więc trzeba się było skupić :-) Szkoda tylko, że siodełka nie da się ustawić wyżej.
Potem trochę zabaw z ciężarkami ;-) Po wczorajszym dziś cały dzień utykam :-(

Marszobieg i kontuzja

Poniedziałek, 2 grudnia 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie
Marszobieg i kontuzja
Kolejny bieg. Temperatura poniżej zera, ale rzeczywiście w adidasach w nogi nie jest zimno. Niestety pod koniec czuję lekki niepokój w okolicach Achillesa. Nie jest dobrze. Za szybko chyba na kontuzję?

6/7/3

Zmęczony w Kampinosie

Niedziela, 1 grudnia 2013 · Komentarze(4)
Zmęczony w Kampinosie
Korzystając z tego, że jestem u brata w planach był rowerek już wczoraj, ale pogoda skutecznie nas do tego zniechęciła. Dziś jednak zbieramy się i do Puszczy. Gdzieś mi się zapodział licznik, ale już się nie wracam. Niezbyt szybkim tempem pomykamy po lesie. Niestety nie wszystkie zjazdy udaje mi się zjechać. Choć ie wydają się być bardzo strome, to
znajdujące się obok drzewa skutecznie blokują mi psychikę :-(

Chwilę po asfalcie i fajna traska, gdzie niestety puls szaleje, aż do 199, mimo, że jadę na najlżejszych przełożeniach. Pod koniec, a właściwie chyba po 1/3 mam dość, bolą mnie plecy.

Wracamy do domu. Dziś rano przy śniadaniu droczymy się trochę z moim bratankiem próbując mu wmówić, że za oknem jest bocian. Tymczasem przy drodze co widzimy…

Bociek... Wiosna idzie? © djk71


Czyżby wiosna nadchodziła?

Po powrocie chcemy sprawdzić ciśnienie w amorze, niestety pompka okazuje się być uszkodzona i w rezultacie zostaję bez powietrza ;-( Trzeba chyba zainwestować w pompkę.

Marszobieg po Funexie

Poniedziałek, 25 listopada 2013 · Komentarze(0)
Kategoria Bieganie
Marszobieg po Funexie

Wczoraj wygraliśmy bilety na mecz Górnik - Podbeskidzie więc wieczór na stadionie. Dawno nie widziałem Igorka tak szczęśliwego ;-)

W locie © djk71


Dziś, na dworze około zera, a trzeba by się poruszać. Nie do końca wiem jakie obuwie ubrać do biegania. Na adidasy chyba za zimno, a trapery się do tego chyba nie nadają. Wybieram jednak ciepło. Jakoś daje radę. Trochę ciężko jak się nie potrafi zbytnio oddychać nosem, ale daję radę.

5/7/3

Funex Orient 2013

Sobota, 23 listopada 2013 · Komentarze(4)
Uczestnicy

Funex Orient 2013
Po raz kolejny w tym roku jedziemy z Amigą do Krakowa. Baza imprezy w WKS Wawel, znamy to miejsce z Transjury. Przyjeżdżamy rano, po bardzo krótkiej nocy. Nie chce nam się rozpakowywać, przebierzemy się w aucie. Jako, że mamy jeszcze trochę czasu do startu, to uskuteczniam krótką drzemkę :-).

Przebieramy się, przygotowujemy rowery i czas ruszyć na miejsce startu. Nie wiem czemu start nie jest na stadionie tylko jakieś 2-3km stąd. Próbujemy zapamiętać mapkę z lokalizacją startu i ruszamy. Dobrze, że na miejscu jest już kilku zawodników, bo nie wpadlibyśmy na to, że start może być jak to ktoś określił "in the midlle of nothing". Dosłownie. Obok jakieś garaże, nie wiem kto i czym się kierował wybierając to miejsce.

Jak za dziecięcych czasów... spotkajmy się "na garażach" © djk71

Krótkie rozmowy ze znajomymi i po chwili dostajemy po trzy mapy w folii i czas na planowanie trasy. W międzyczasie okazuje się, że dla Maćka zabrakło jednej z map. Własnym uszom nie wierzę… porażka…

I jak je zmieścić w mapniku? © djk71

Planujemy większą część trasy zostawiając końcówkę na potem kiedy już będziemy wiedzieli jak nam idzie. W ciągu dnia chcemy zaliczyć odcinek specjalny z tzw. Bazy Wysuniętej, bo spodziewamy się, że mogą z nim być problemy.

Ruszamy jako jedni z ostatnich, co zresztą nie jest nowością :-)

PK 1 - Siedzernia P. 249 (krzaki w miedzy - 1-SZY OBOWIĄZKOWY)
Przez całe zawody będziemy się zastanawiać co powodowało organizatorami, że nakazali nam zacząć od PK1 tym samym zawężając nieco liczbę wariantów trasy.
Jedzie się tak fajnie, że przejeżdżamy zaplanowany zakręt. Nie szkodzi, podjeżdżamy do punktu z drugiej strony. Po drodze fajny widok na lotnisko, ale szkoda nam czasu na robienie zdjęć. Miejscami ślisko na błocie.

PK 12 - Dolina Grzybowska (drzewo obok rowu)
Mijamy Balice i znów mijamy skręt. Wracamy ok. 500m i czeka nas dość stromy podjazd, na szczęście asfaltowy. Licznik pokazuje 18% nachylenie. Punkt łatwo odnaleziony, przy drodze. Krótka rozmowa ze znajomymi i zjazd w dół.

PK 2 - J. Kryspinowska (w środku
Do Jaskini dojeżdżamy bez problemów. Jest. Nawet ładnie opisana, tylko… nie ma punktu :-(

Nie wygląda to dobrze © djk71

Jest drzewo obok metrowej średnicy dziura i… nic. Szukamy w promieniu kilkunastu metrów i nie ma. Zaglądamy do dziury i nic.

Próba wejścia do środka © djk71

Na tablicy informacyjnej można co prawda przeczytać, że jaskinia ma ok. 250m długości, ale tu na to nie wygląda. Dzwonimy do organizatorów, ale Ci zapewniają nas, że punkt jest. Darek wchodzi jakieś 3m do wewnątrz i dalej nic. Szukamy w okolicy innego wejścia. Nie ma. Kiedy decydujemy się wracać spotykamy Pawła, który mówi nam, że już zaliczył ten punkt.

Okazuje się, że jest tam gdzie zaczęliśmy szukać, tylko trzeba wejść głębiej. Ale jak? Na szczęście pojawia się Basia, która sprytnie wczołguje się do środka i punkt zaliczony. Tego się nie spodziewaliśmy. A jeśli ktoś cierpi na klaustrofobię?

PK 3 - J. Na Łopiankach (w środku)
Przed nami następna jaskinia.

Ładnie tu © djk71

Tu też trzeba dotrzeć do środka, ale nie trzeba się czołgać. Jest ciasno, ale dajemy radę. Tylko Darek gubi lampkę. Jak robiłem zdjęcie to jej nie zauważyłem :-)

Gdzie jest lampka Amigi? © djk71

Na szczęście jeden z zawodników ją zabiera i oddaje Amidze.

BW - Nawojowa Góra (Dom Weselny ul. Nawoja 67)
Długa droga do Bazy Wysuniętej. Końcówka po resztkach asfaltu, który chyba miał za zadanie tylko łączyć dziury. Męczące. Dostajemy nową mapę, kolejne planowanie. Tym razem kolejność zaliczani punktów obowiązkowa. Patrząc na to jak jest w terenie wybieramy asfalty, ale nie wszędzie się da.

1 - zejście jarów
Zapominamy o skali mapy i zamiast objechać asfaltem (lub jego resztkami) to pchamy się na przełaj. To nie był dobry pomysł, asfaltem niewiele byśmy nadrobili. Chwilę później jesteśmy już na szczęście na dobrej drodze i… pchamy rowery pod górkę. Nie da się jechać. Ciężko i ścieżka się kończy. Do tego opis: zejście jarów, czemu więc szukamy u góry?

Gdzie te jary? © djk71

Nie wiem jak tu trafiliśmy, schodzimy w dół i punkt jest. Dostaliśmy nieźle w kość na tym krótkim odcinku. Co więcej dalej też pchamy. W sumie chyba z 2 km pchania. Mam dość.

2 - szczycik obok strumyczka
Tu trafiamy bez problemu, nawet da się jechać. Spotykamy Pawła B., którego nie widzieliśmy na starcie. Jednak startuje, więc tych zawodów nie wygramy ;-)

3 - resztki ambony
Błoto i kolejne podprowadzanie. Mam dość. Mogę jeździć, ale nie pchać rower. Opadam zupełnie z sił.

4 - źródełko
Zupełnie nie pamiętam jak tu trafiliśmy. Pewnie było łatwo.

5 - paśnik
Tu też zupełnie bez problemów.

Czytnik na punkcie © djk71

6 - skrzyżowanie drogi i strumyczka
Tu również łatwo. Choć czuję straszne zmęczenie.

BW
Wracamy do bazy. Nie pamiętam już, w którym momencie mówię Darkowi żeby dalej jechał sam. Na byle podjeździe nie potrafię utrzymać tempa 8km/h. Rowerem! Porażka. Chcę wracać nam metę. Darek nie chce mnie zostawić. Dojeżdżamy do bazy. Nie pamiętam ile kilometrów przejechaliśmy na OS-ie: 15-17? Zajęło nam to prawie… 3 godziny.

Posilamy się pomidorową z ryżem. Pomimo, że jest nijaka bierzemy dokładkę. Korygujemy trasę. Rezygnujemy z odległych punktów i kierujemy się na Kraków chcąc zaliczyć to co będzie po drodze. W końcu po chyba pół godzinie przerwy ruszamy.

PK 6 - Moczydła (kępa drzew / krzyż...)
W Radwanowicach wjeżdżamy w boczną drogę i wprawiamy w osłupienie miejscowych, którzy zatrzymali nas informując, że dalej już nie ma drogi. Wmawiam im, że szukamy mostu kolejowego, co przyjmują z wielkim zdziwieniem, twierdząc, że tu nigdy nie było kolei. Dopiero potem okaże się, że pomyliły mi się opisy punktów :-)
Jedziemy w stronę Moczydeł i… brakuje nam drogi. Przejeżdżający drogą gospodarz informuje nas, ze droga była, ale teraz jest zaorana. Nie lubię pchać się komuś w szkodę, ale co robić. Darek rusza pierwszy i po 3m woła: Chodź tu!. Jest punkt. Ale jak? Wygląda, że jest przesunięty o jakieś 200m. Mieliśmy szczęście, że atakowaliśmy go z tej strony.

PK 9 - Łysa G. P. 427 (szczyt, obok ogrodzenia)
Teraz trochę asfaltu. Jedzie się spokojnie, aż za… bo w Karniowicach zamiast skręcić na Bolechowice i Żelków jedziemy dalej i lądujemy w Zielonej Małej. Kiedy zdajemy sobie sprawę co zrobiliśmy rozmowa jest krótka: Wracamy? Nie, nie dziś. Olewamy ten punkt, podobnie jak "dziesiątkę". Już nie mamy parcia na zdobywanie punktów.

PK 11 - Brzezie Szl. (krzaki za kapliczką)
Do 11-tki docieramy prawie bez przeszkód. Chłodno się zrobiło.

PK 13 - Kraków - Fort 41 a (w środku)
Chwilę zajmuje nam znalezienie właściwej dróżki do fortu, ale w końcu się udaje. Fort duży, większy niż nasze okoliczne bunkry. W środku niejedna impreza musiała się odbyć. Dziś na szczęście jest tu pusto. Niestety pamiątka po imprezach zostaje w oponie Darka roweru. Przerwa na zmianę dętki.

Chwila przerwy © djk71

PK 16 - Kraków - Lasek Wolski (dołek)
Po drodze wymuszona przerwa, potrzebuję cukru. Czuję zmęczenie, najchętniej bym już wrócił do bazy, ale widzę, że Darek chce jeszcze walczyć więc posilam się i jadę. Do Lasku docieramy bez problemu, ale tu już zaczyna być zabawa w szukanie właściwej ścieżki i dołka widocznego chyba tylko na rozświetleniu. W terenie całość jest pofałdowana, a ciemność nie pomaga w odnalezieniu właściwego miejsca.

Nie wiem jak Darek to robi, ale udaje mu się zsynchronizować obraz z mapy z terenem i mamy punkt. Sam bym tego nie zrobił. Szacun. Wielki szacun.

Ciężki momentami wyjazd z punktu. W końcu znów asfalt.

PK 15 - J. Jasna (w środku)
Jedziemy rowerówką wzdłuż drogi. Na Orlenie postój. Jaki duży i dobry hot-dog. Tego mi było trzeba.
Jaskinia odnaleziona bez problemu. Lampion jest tylko trzeba się tam wczołgać. Pokonuję pierwszy etap i kiedy zastanawiam się jak pokonać drugi wpada dziewczyna i porywając w locie nasze chipy wślizguje się tam jak jaszczurka. Chyba zdążyłem podziękować. Chyba, bo po chwili już jej nie było, a ja wychodząc… gubię Darka chipa. Na szczęście udaje się go odnaleźć :-)

Stąd punktu nie widać © djk71

Przed nami ostatni punkt.

PK 14 - Kraków - Stare Miasto (parkomat P 244 Plac Św. Ducha - weź paragon)
Tu nie będzie lampionu i czytnika, bo to centrum miasta. Jedziemy ulicami na azymut. Parkomatów jest kilka, ale szybko stajemy przed właściwym. Kierowcy stojących obok taksówek muszą być dziś nieźle zdziwieni jak co jakiś czas zjawiają się tu rowerzyści (piesi chyba też) i pobierają paragony.

Ile kosztuje parkowanie roweru? © djk71

Jeszcze tylko zdjęcie na Rynku i wracamy na metę.

Tu zawsze jest pięknie © djk71

Odbijamy się. Oddajemy chipy, dostajemy zwrot kaucji i… zbieramy się do domu. Wygrał Zbyszek, ale to nie jest dziwne, w końcu część punktów miał chyba pod domem :-)

Nie sprawdzamy nawet czy jest jakiś posiłek, nie przebieramy się, opłukujemy tylko z błota rowery i wracamy. Nie jesteśmy nawet jakoś bardzo wściekli, ale trochę żal, że brakło sił.

Nie dotyczy rowerów

Czwartek, 21 listopada 2013 · Komentarze(7)
Nie dotyczy rowerówrowery

Nie chciało mi się dziś wychodzić, chłodno, ciemno, w lesie mokro...
Ale tradycyjnie jak już zniosłem rower na dół to jeździło się bez problemów. Spokojnym tempem po Helence i Stolarzowicach.

Przy wjeździe do Stolarzowic szok...

W końcu © djk71


Nie dotyczy rowerów, w sumie to niczego nie zmienia, bo i tak rowerzyści głównie tamtędy skracali sobie drogę, ale fajnie, że ktoś zrobił z tym porządek.

Całą drogę mnie dręczyło pytanie kto i dlaczego? Nie żebym był przeciw, wręcz przeciwnie, tylko miejsce jest bardzo nijakie. Peryferia Bytomia, brak ścieżek rowerowych w najbliższej okolicy, zero ruchu na tej drodze, kto więc wymyślił, żeby mimo wszystko oficjalnie zezwolić na jazdę rowerem w tym miejscu?

Kadencja: 79