Umyty

Czwartek, 22 września 2011 · Komentarze(6)
Kategoria Samotnie, śląskie
Umyty
W końcu rower umyty po ostatnim wyjeździe :-) Wcześniej nie było czasu ani na mycie, ani na jeżdżenie. Dziś wypadało. W końcu dzień bez samochodu ;-) Po myciu sprawdzenie, czy jeszcze działa i jutro w drogę. Przed nami Jesienne Trudy :-)

Żeby jechać...

Sobota, 10 września 2011 · Komentarze(7)
Żeby jechać...

Na początku zagadka. Co to? :-)

Co to? © djk71


Ech, od poniedziałku miał być rower i każdego dnia coś przeszkadzało. Nie udało się nawet pojeździć z Młynarzem :-( A szkoda. Dziś też było ciężko ale nie wytrzymałem i na chwilę wyszedłem, bo od jutra Poznań więc znów nici z roweru :-(

Jadę. Bez kombinacji. Do lasu. Do Miechowic. Do Segietu. Żeby jechać i nie myśleć. Albo myśleć. Tylko o czym? O 29 calach? Przecież i tak cały czas o nich myślę :-) Myślę, czytam, przymierzam, porównuję... Raz jest bliżej, raz dalej... już rezerwuję, już wybieram, a potem znów coś nie tak. Kiedy znajduję to co chcę okazuje się, że będzie w... marcu, kwietniu...

W Segiecie wszystko psują...

A było tak cicho i pięknie © djk71


Ale błoto wciąż to samo... (to odpowiedź na zagadkę) :-)

Błotko © djk71


Za krótko. Chciałbym jeszcze. Niestety trzeba wracać. Znów trudniejszy przejazd przez autostradę. Fajnie, że widać postępy.

A1 - Maciejów - Pyrzowice © djk71


Oby moje postępy w zakupach też tak było widać :-)

Intensywnie

Poniedziałek, 5 września 2011 · Komentarze(7)
Intensywnie
Mało czasu, ma padać i ściemniać się będzie wkrótce. Nie szkodzi. Potrzebuję.

Potrzebuję rozładować emocje. Emocje, których ostatnio dużo. Za dużo. Za dużo takich. Choć są i przyjemne chwile, i sympatyczni ludzie... i to w pracy. Ma się zmienić. Wiele. Oby zmieniło się pozytywnie. Tak jak to widzę. Ale czuję, że może być ciężko. Choć może wszyscy już dorośliśmy? A może po prostu trzeba najpierw pójść na wódkę i powiedzieć sobie parę słów prosto w oczy? Czy się da? Nie wiem.

Uwielbiam ścieżki w naszym lesie. Pokręcone, z podjazdami i zjazdami. Nie są to góry, ale można się zmęczyć, można się wywrócić, można też się ucieszyć gdy widzi się postępy w stosunku do tego co było. I widać ile jeszcze można poprawić, ile jeszcze jest do zrobienia.

Tylko trzeba się za to poważnie wziąć. Czy można osiągnąć sukces? Pewnie tak. Tak samo jak w pracy. Tylko trzeba robić swoje nie zważając na innych. Albo trzeba im pomóc, trzeba to zrobić razem...

Zobaczymy. Musi się udać. Tak jak na rowerze. Drobnymi krokami... Uda się...

Rajd Rowerowy ścieżkami rowerowymi miasta Katowice

Sobota, 3 września 2011 · Komentarze(16)
Rajd Rowerowy ścieżkami rowerowymi miasta Katowice
Wczoraj Wiku zapytał co jutro robię, bo ma ochotę na rower. Oczywiście nie mógłbym odmówić. Nieopatrznie wspomniałem coś o Rajdzie Rowerowym w Katowicach. Wiktor podchwycił i jedziemy. Po przeczytaniu zasad rajdu sugerowałem co prawdę zmianę planów i ruszenie gdzieś w teren ale nic z tego nie wyszło.

Jedziemy do Katowic. Opłotkami żeby uniknąć ruchu. Najpierw Łagiewnicka.

Oby wszędzie tak było... © djk71


Potem trafiamy na fajną miejscówkę między blokami. Zdjęcia tego nie oddają, ale ktoś się postarał. Oby więcej takich miejsc.

Ładnie © djk71


Tu można odpocząć... © djk71


Dojeżdżamy na Osiedle Tysiąclecie. Zapisy i ruszamy. Niestety rajd miał pokazać ścieżki rowerowe miasta, a ogólnie to jedziemy (albo idziemy) po chodnikach lub ulicach. Porażka.

Koniec końców dojeżdżamy do kepmingu 215 znanego mi z pieszego rajdu :-)

Na miejscu kiełbaska, woda, losowanie nagród, niestety nie wygraliśmy ani roweru, ani telewizora. Spotkaliśmy za to dawno nie widzianego Hose :) Zmienił rower?

Po mieście taki wystarcza... © djk71


Powrót przez centrum Katowic.

Odnowiony spodek © djk71


Końcówka przez las miechowicki.

W sumie się zmęczyłem. Nie wiem czemu. Czyżby to ciepło? Ale i tak było fajnie.

Po przerwie

Piątek, 2 września 2011 · Komentarze(7)
Po przerwie
Dwutygodniowa przerwa w jeżdżeniu spowodowana... Przede wszystkim pracą... dużo... za dużo... Za dużo pracy, za dużo przemyśleń... za dużo zmian... Zmęczyły mnie te dni..., niestety to nie koniec... I nie wiem czy mi się to wszystko podoba co się wokół dzieje :(

Do tego cały czas po głowie chodzi mi zmiana roweru... Pytanie po co, jak nie mam kiedy jeździć? ;-) Ale myślę wciąż... bardzo... Ktoś mnie zaraził i od kilku miesięcy jestem coraz bliżej... Właściwie to po paru testach, po wędrówkach po sklepach, pewnie bym już kupił, gdyby nie... gdyby nie brat... :) A teraz... zobaczymy... :-)

Do tego jeszcze inne tematy zwaliły się na głowę..., które też mi się nie podobają... :(

W efekcie dziś już nie wytrzymałem. Wyszedłem z pracy kilkadziesiąt minut wcześniej żeby choć chwilę pojeździć. Chwilę bo potem goście...

Szybko w las, teren, teren...

Ktoś wie co to było? © djk71


..., DSD, Segiet.. Fajnie i szybko,, tylko te myśli... :-)

Może jutro też się uda wyjść choć na chwilę...

Wielka Izerska Wyrypa 2011

Sobota, 20 sierpnia 2011 · Komentarze(15)
Wielka Izerska Wyrypa 2011

WSTĘP

Kolejna impreza na orientację w ramach Pucharu Polski. Pogórze Izerskie. Pierwszy raz na rowerze w tych stronach. I zapowiada się groźnie. Organizatorzy zapowiedzieli, że najlepsi podjadą wyżej niż na Rysy. Przyjeżdżamy z Moniką w piątek po 22 ale sekretariat jeszcze pracuje. Szybka i sprawna rejestracja i idziemy się rozpakować. Na miejscu oczywiście sporo znajomych twarzy :-) Wieczorna pogaduchy zamieniają się w nocne, co niektórym bardzo przeszkadza. Zresztą jak się potem okaże im wszystko przeszkadza. Ciekawe, że tylko im :-) Nawet cykanie :-)

Wczesna pobudka, śniadanie, pakowanie, ubieranie się. Ogólnie nie chce mi się. Bardzo. Nie wiem, czy to zmęczenie całym tygodniem, czy wczesna pora ale nie czuję żadnej adrenaliny. 6:20 odprawa techniczna. Dowiadujemy się, że są dwie trasy: wschodnia i zachodnia. Zaczynamy od dowolnej, potem wracamy do bazy i druga trasa. Ok, można zostawić część rzeczy w bazie.

PĘTLA ZACHODNIA

Zaczynamy od kierunku zachodniego. Rozdanie map i planowanie trasy.

Którędy jechać? © djk71


Ruszamy w stronę zakładu karnego. Robi wrażenie ale nie ma czasu na zdjęcia. Jedziemy na PK W08 - zakręt ścieżki. Fajnie się jedzie ale dziwnie ciężko. Punkt jest obok jeziorka. Jest jeziorko ale nie widać punktu. Jeden z wędkarzy chce nam pomóc ale i tak nie wie czego szukamy. Wracamy i znajdujemy właściwą ścieżkę. Ponoć jest tu rowerówka. Ten kto ją wyznaczył robił to chyba zza biurka. Do tego strasznie mokro. Ciężko. W końcu docieramy do punktu. Teraz już będzie lepiej ;-)

Jedziemy na W10 - skrzyżowanie ścieżek. Tu jeden, jedyny raz posiłkujemy się powiększeniem punktu, bo z głównej mapy niewiele widać. Udaje się bez problemu odnaleźć punkt. Bez problemu jeśli chodzi o nawigację, bo warunki…

Mokro © djk71


W drodze na W11 - skrzyżowanie ścieżki i strumienia - robi się ciepło. Monika się rozbiera.

Rozbiera się, czy ubiera? © djk71


Punkt znaleziony bez problemu, tylko mostek trochę dziurawy.

W nocy mogłoby być dziwnie na tym mostku © djk71


Jedziemy W13 - opis j.w. - podjazdy i zjazdy. Dojeżdżamy do skrzyżowania, jakieś 130m stąd powinna być ścieżka, która doprowadzi nas do punktu. Nie ma. Spotykamy Asię i Roberta, też nie mogą znaleźć punktu. Przedzieramy się komuś przez podwórko. Trudno zaciekawionym mieszkańcom wytłumaczyć czego szukamy :-)

Mokro, pokrzywy… Nagle z krzaków dobiega głos: Tu coś jest! To to :-) Jeden z miejscowych naprowadza nas na punkt, który jest źle zaznaczony na mapie ;-)

Jedziemy szukać W14 - słupka granicznego 11/85 - w dołku. Mijamy się kilkukrotnie z naszymi rywalami z poprzedniego punktu :-) W końcu na azymut trafiamy do Czech.

Na granicy © djk71


Teraz tylko odnaleźć punkt. Bez problemów.

Dziwne słupki graniczne © djk71


Do W12 - kolejnego skrzyżowania ścieżki i strumyka - decydujemy się jechać przez Czechy. Super droga. Trochę zjazdów i podjazdów. Punkt odnaleziony bez problemu. Dalej błotniście. Mocno.

Kolejny cel to W09 - skała na szczycie - czyli Czubatka. Fajny podjazd. Wybieram skrót i część trzeba podprowadzić ;-)
Fajny widok.

Czubatka © djk71


Chwila oddechu żeby zaplanować resztę trasy.

Którędy © djk71


Szutrowy zjazd i zmierzamy w stronę W07 - świetlica - przystanek. Tu czekają na nas banany, drożdżówki i woda. Korzystamy tracąc kilka minut. Potrzebujemy chyba jednak odpoczynku.

Ruszamy w stronę W06 - zachodni brzeg stawu. Wzdłuż torów męcząca przeprawa ale punkt odnaleziony dość szybko, choć niewiele brakło a byśmy się zapuścili w gęstwinę nie zauważając biegnącej obok ścieżki :-)

Jeziorko © djk71


Trochę okrężnie, przez Jerzmanki docieramy do Gozdanina. Tam wjeżdżamy prawie gospodarzowi na podwórko, ale po chwili już trafiamy do lasu i na W04 , czyli zagłębienie terenu.

Wracamy do Gozdanina i rowerówką jedziemy do W03 - GRODZISKO na szczycie. Przed punktem oznakowanie trasy nam ginie i zamiast jechać trasą wbijamy się na szczyt najbardziej chyba stromym podejściem wpychając tam rowery.

Stromo © djk71


W01 - na szczycie - odnajdujemy dość szybko.
W Henrykowie musimy obić na południe aby dojechać do przedostatniego punktu na tej mapie czyli W02 - piaskownica - zachodnia ściana. Mnóstwo pięknych asfaltowych dróg prowadzi na południe, nasza okazuje się być polną :-(

Chwilę wcześniej mały popas pod sklepem.

Piaskownię z rozpędu mijamy ale na szczęście po jakiś 150m korygujemy błąd.

Piaskownia, czy piaskownica? © djk71


Jeszcze tylko jeden punkt -- W05 - przydrożny jar. Namierzony bez problemu i wracamy do bazy. Komplet punktów z pierwszej mapy i jest godzina 16:00. Hmm. Chcąc zaliczyć wszystkie punkty to w połowie trasy powinniśmy być co najmniej o 14:30. czyli 1,5 h w plecy. Ale nie jest źle. Niestety na przepaku spędzamy prawie pół godziny. Drożdżówka, uzupełnienie płynów, toaleta… za długo. BTW: Na mecie okaże się, że najlepsi byli na przepaku przed południem :-)

PĘTLA WSCHODNIA

Ruszamy na E01 - koniec ścieżki w wąwozie. Już na początku się gubimy, potem się męczymy na podjeździe i w końcu… horror. Gubimy ścieżkę i… żniwa… czyli jakieś 40 minut przedzieramy się przez pola. Porażka.

Wcześniej rzut oka na Lubań.

Widok na Lubań © djk71


W końcu docieramy do jakiejś drogi zjeżdżamy do asfaltu. Odnajdujemy zielony szlak i dojeżdżamy do punktu. 17:45, czyli prawie dwie godziny od zakończenia pierwszego etapu. Porażka.

Modyfikujemy plany. Mało czasu więc tylko szybkie punkty. Dojeżdżamy do Leśnej, a stamtąd w kierunku Zamku Czocha. Czuć zmęczenie. Znów podjazdy. E10 to drzewo w zagłębieniu terenu - odnajdujemy szybko. Jedziemy do Złotego Potoku, gdzie czeka na nas żurek. Szkoda czasu ale potrzebujemy czegoś ciepłego. Dobry żurek, ale tracimy tu jakieś 20 minut.

Po drodze widzimy jak koledzy (bodajże z Ustronia) walczą z łańcuchem. Ratujemy ich narzędziami i jedziemy dalej.

Kierunek: E12 - pod mostem. Bez problemu. Dochodzi dwudziesta. Chcę zaliczyć chociaż jeszcze jeden punkt ale Monika boi się, że nie zdążymy wrócić. Dziwne, zwykle było odwrotnie. To ja się o to obawiałem.

W końcu decydujemy się na powrót. Główną drogą, przez Gryfów, Olszynę i Lubań. Szybko. Mimo zmęczenia bardzo szybko. Nie mamy mapy Lubania więc decydujemy się zapytać kogoś o drogę na stacji. Akurat wychodzi jakaś rowerzystka i wskazuje nad drogę. Wciąż szybkim tempem docieramy do mety o 21:04. Mieliśmy jeszcze prawie godzinę zapasu.

PODSUMOWANIE
Wspaniały makaron na kolację i kolejne wieczorno-nocne pogaduchy. Sympatyczny wieczór, choć wszyscy jesteśmy zmęczeni. Rano pakowanie, śniadanko i ceremonia zakończenia imprezy. Rozdanie nagród, tombola…. Do samego końca profesjonalnie.

W Open lądujemy na 32 miejscu. Wśród kobiet Monika jest czwarta, a ja jestem na 29 miejscu (jeśli dobrze policzyłem).


Ogólnie jedna z fajniejszych imprez, na których byliśmy. Inna sprawa, że mam wrażenie, że większość imprez jest na coraz lepszym poziomie. Tu jednak muszę postawić wielką "Szóstkę" organizatorom. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Do perfekcji. Zawsze mówiłem, że najlepszą imprezą jest Bike Orient. I tak jest, ale Wyrypa rośnie na groźną konkurencję. Naprawdę fantastyczna organizacja. Wielkie dzięki. Tak trzymać ;) I do tego jeszcze świetne trasy. Nastawiałem się co prawda na góry, ale i tak było pięknie. Jak to mówili w jednym z filmów: Bunkrów nie ma ale i tak jest zaj… :-)

Przed wyrypą

Czwartek, 18 sierpnia 2011 · Komentarze(1)
Kategoria Samotnie, śląskie
Przed wyrypą

Jazda serwisowa przed sobotnią Izerską Wielką Wyrypą.

Niestety przerzutki wcale nie pracują tak jak bym chciał. I nie wiele udało mi się z tym zrobić. Nie wróży to dobrze w kontekście zapowiedzi organizatorów: "Profil trasy: najlepsi wdrapią się wyżej niż Rysy :)"

Kiedyś się w końcu nauczę serwisu chociaż w tak prostym zakresie...

Iskry spod kół

Niedziela, 14 sierpnia 2011 · Komentarze(11)
Iskry spod kół

Jako, że wczoraj było wesoło, a ja potrzebuję odreagować z ochota przystaje na propozycję wyjazdu na Jurę.
Do tego jest pomysł żeby w ramach rozgrzewki pomóc Kosmie w remoncie. Umawiamy się z Amigą w pociągu i jedziemy do Dąbrowy Górniczej Ząbkowice. Stamtąd już rowerkami do Łośnia. Trafiamy na śniadanie i… brak pracy dla siły fachowej. Trudno :-) Na początek Pustynia Błędowska. Jestem tu już kolejny raz ale za każdym razem jestem pod wrażeniem.

Pustynia Błedowska © djk71


Dalej kierunek Rodaki i po drodze… Amiga nabiera nowych doświadczeń ;) I lepiej poznaje swój rower ;-)

To w końcu pieszo czy rowerem? © djk71


Górki i piaski :-) Przystanek Żelazko. Darek coś mówi o osobie, która podsunęła nam pomysł tej trasy :-)

Kawałek dalej podziwiamy strażnicę w Ryczowie…

Ciekawe jak się tam wchodzi © djk71



I jedziemy w stronę Ogrodzieńca. Jedzie się coraz fajniej, co nie znaczy, że łatwiej.

Niby klasyka ale jednak fajnie © djk71


Pod zamkiem tłumy ludzi.

Tam też wchodzą? © djk71


Chwila przerwy i decydujemy się jechać dalej w stronę Góry Birów.

Dalej wymyśliłem ruiny fabryki eternitu i cementowni ale wybieram mocno okrężną trasę. Warto było ;-)

Wow... © djk71


Niestety ruiny już chyba zagospodarowane więc nie ma co oglądać. W drodze z Józefowa trafiamy na ruiny dawnej Prochowni.

Niewile pozostało © djk71


Zaczynamy czuć głód. Znajdujemy jakąś przystań ale jedyne co udaje nam się tam sensownego kupić to cheeseburgery. Dobre i to.

Teraz na górę Chełm. Oczywiście nie szlakiem tylko inną drogą, która… jest nieco piaszczysta i zrywa przez końskie kopyta. Było się gdzie spocić. Trafiamy na szlak, który po chwili się urywa. Trudno. Zaliczymy tylko zbocza góry. Wyjeżdżamy w Hutkach - Kankach i stamtąd już asfaltem.

W Mitręgach niespodziewanie na zjeździe nie czyniąc niczego nadzwyczajnego… po raz pierwszy w życiu zrywam łańcuch, który wpada mi pod tylną oponę i w ten sposób kontynuuję zjazd próbując się zatrzymać. Amiga twierdzi, że tylko iskry mi spod kół leciały. Trochę strachu się najadłem kiedy hamulce nie działały, a wpadłem w poślizg. Szczęśliwie obyło się bez ofiar.

Teraz już tylko podjazd na skałki w Niegowonicach i można wracać.

Odpoczywamy na skałkach © djk71


Jeszcze chwila pomocy Kosmie i znaną drogą, posiłkując się pociągiem wracamy do domów.

Jura jest tak blisko więc nie rozumiem czemu nie ma mnie tam częściej… Naprawdę nie rozumiem.

Dzięki Darku za towarzystwo.

Ten pierwszy raz

Sobota, 13 sierpnia 2011 · Komentarze(10)
Ten pierwszy raz
W końcu Amiga zawitał do Zabrza :-) Najpierw wspólne śniadanie z naszymi Gośćmi - oprócz Kosmy zawitała do nas Alistar z rodzinką :-) Niestety nikt z nami nie chciał jechać więc ruszyliśmy sami. Na początek pokazałem Darkowi las miechowicki i ruiny. Potem BTR-ami do Segietu, gdzie spotykamy interesującą ofertę.

Okazja? © djk71


DSD mocno odmienione, czyżby wznowili wydobycie?

Kiedyś tu było inaczej © djk71


I kolejka chyba już nie jeździ więc zaczynają rozkradać tory :-(

Komuś się przydało © djk71


Dalej sprawdzałem jak sobie Darek radzi z przejazdem :-)
"Darek! Otwórz!" zadziałało ;-)

Kawałek dalej jest coś… Ktoś wie co to?

A co to? © djk71


Przejazd przez Nakło i chwila postoju w ciekawym towarzystwie nad Chechłem :-)

Dudki :-) © djk71


Kolejny cel to zatopiona kopalnie w Bibieli. Choć jesteśmy blisko to bez mapy nie trafiam i lądujemy…. gdzieś…

Gdzie jesteśmy? © djk71


Zaczyna padać, a do domu… nie wiadomo jak daleko…

W końcu dojeżdżamy do… Pyrzowic ;-)

W górę © djk71


Stąd już wiadomo (mniej więcej) którędy. Darek podziwia park w Świerklańcu.

Jeszcze jedno zdjęcie © djk71


Nic dziwnego. Ładnie tu.

Świerklaniec © djk71


Czas wracać. Na budowie A1 postawili nowy dźwig :-)

Niech się mury... © djk71


Helenka. Na liczniku 96km z kawałkiem. Chyba jeszcze pokażę Amidze osiedle :-) Pokazałem :-)

Znamy się około 16 lat i pierwszy raz byliśmy razem na rowerze...

1602 m n.p.m. czyli Diallo Uphill Race Śnieżka 2011

Niedziela, 7 sierpnia 2011 · Komentarze(33)
1602 m n.p.m. czyli Diallo Uphill Race Śnieżka 2011

Decyzja


Już dawno Damian namawiał mnie na Śnieżkę. Nie decydowałem się bo jestem za słaby w górach, boję się kamieni, boję się zjazdów… W tym roku też namawiał, namawiał i namówił. Nawet po tym jak się zgodziłem nie byłem pewien czy to była dobra decyzja. Ale skoro powiedziało się: A… to trzeba jechać po medal ;-)

Mam medal ;-) © djk71


Wczoraj, pakowanie, przegląd roweru (niestety przerzutki coś szaleją, ale nie ruszałem ich żeby całkiem nie zepsuć). Dziś rano pobudka po trzeciej i jedziemy do Karpacza. Rejestracja, składanie rowerów, przebieranie się i mamy dużo czasu do startu.

Rozgrzewka

Jedziemy się rozgrzać. Damian przodem, ja za nim. Cały czas pod górkę. Na szczęście jedzie wolno. Przerzutki szaleją :-( Jedziemy do świątyni Wang. Końcówkę trasą saneczkową. Ostro w górę terenowo. W połowie drogi wystraszyłem się kamienia i zatrzymałem się. Po chwili ruszam i jeszcze jeden postój, bo nie wiem w którą stronę pojechał mój brat. Jest. Dojeżdżam i… niespodzianka :-( Zerwał hak. Czyli… koniec? Odkręca przerzutkę i bez łańcucha wraca ze mną do samochodu. Porażka. Na szczęście udaje mu się zamontować inny, zupełnie nie z tej bajki, ale da się jechać.

Nie martw się brat © djk71


Podjazd

Ustawiamy się na starcie, jedziemy powoli na miejsce właściwego startu i… w górę. Trochę szybciej niż na rozgrzewce ale i tak dużo wolniej niż czołówka. Przetasowania. Raz ktoś mnie wyprzedza, innym razem ja kogoś. Częściej chyba to pierwsze.

Fajnie się jedzie w takiej grupie. To chyba mój pierwszy raz, na maratonach na orientację jest inaczej. Koniec asfaltu. I zaczynają się schody, a właściwie kostka, kocie łby, czy jak je tam zwał… I ostro do góry. Niektórzy już prowadzą rowery zamiast jechać. Diabełek podpowiada, żeby zrobić tak samo. Udaje się go jednak przegnać i z trudem ale jednak dojeżdżam do świątyni Wang. Wjeżdżamy w teren, jest gorzej, stromiej… i po chwili schodzę z roweru. Nie daję rady. Za stromo. Z trudem łapię oddech. Mam ochotę wrócić. Nie chcę pieszo wchodzić na szczyt. Idę jeszcze kawałek i kolejna próba jazdy. Udaje się. Jadę. Kolejne zejście przed bufetem koło Strzechy. Muszę podprowadzić.

Po chwili znów jadę. Jest lepiej . Wciąż ciężko ale chyba dopiero teraz uwierzyłem, że mogę dotrzeć na szczyt. Po drodze mało nie rozjeżdżam psa, którego jakaś mądra damulka wypuściła na długiej smyczy :-(

Jeszcze coś widać © djk71


Wieje. Na szczęście tylko przez chwilę w twarz. Na końcowym odcinku wieje w plecy. Niewiarygodne :-) Teraz już wiem, że dojadę. Już słyszę głos z megafonów. Ciężko, ale jadę. Uda się. Przed końcem podmuch wiatru uderza mnie z boku prawie zrzucając mnie z siodełka. Jak się potem okaże nie ja jeden dostałem taki cios. Chcę wsiadać na rower ale widzę, że wszyscy przede mną, który tego próbowali spadają i prowadzą rowery. Nie ma sensu walczyć z naturą. Choć szkoda, że ten ostatni, krótki odcinek "zrobię z buta".



Jest meta. 1:56h Dostaję medal i oczom nie wierzę. Zdjęcia robi mi Jacek. Co on tu robi? Okazuje się, że przybył pieszo z Jarkiem, za wcześnie jeszcze na taką trasę po kontuzji. Sesja zdjęciowa, kanapka, owoce i czekamy na resztę i zjazd.

Dotarłem :-) © djk71


Zjazd

Nie powiem, że się tego nie boję. Kto wie, czy nie bardziej niż podjazdu. Ruszamy. Lekki strach ale nie jest tak źle. Oby tylko hamulce wytrzymały, bo przede mną 14km zjazdu. Spoko. Spoko do kiedy nie zaczyna padać. Ale mimo to jadę. Czuć zapach palonych gum… i nie tylko. Po drodze spotykam Pawła, z którym niedawno jeździliśmy w Lubsku.

Już nie widać gdzie byliśmy.... © djk71


W pewnym momencie widzę jak jeden z kolegów upada, a po nim kilka następnych osób popisuje się sztuczkami. Jest ślisko. Bardzo. Strach znów zagląda w oczy. Na szczęście bez przygód zjeżdżamy do mety. Pakowanie, przebieranie się, szybki posiłek i czas na powrót.


Podsumowanie

Statystycznie:

Rozgrzewka:
Dystans: 10,77km Czas: 00:48h Prędkość maksymalna: 51,61km/h
Podjazd:
Dystans: 14,28km Czas: 01:59h Prędkość maksymalna: 40,65km/h
Zjazd:
Dystans: 14,07km Czas: 01:02h Prędkość maksymalna: 44,23km/h

Wynik (nie miał dziś znaczenia): Open: 293/321, M3: 87/101

Cel był jeden: dotrzeć na szczyt: Udało się :-)
Fajnie, że dałem radę, fajnie, że zjechałem… fajnie… Po prostu fajnie. Dawno nie byłem taki zadowolony. Fajnie, że dałem się namówić żonie i bratu.

BTW: Profil trasy mnie przerażał.


I jeszcze kilka zdjęć od Jacka :-)

Końcówka, gdy wiatr mnie zrzucił z roweru...

Zwiało mnie © jpbike


A może jeszcze spróbować jechać... © jpbike


Nie dam rady już chyba jechać © jpbike



To już końcówka © jpbike


Meta © jpbike


Jaki czas? © jpbike


Szybko... ubrać się... Zimno.. © jpbike


Z bratem © jpbike


Już jest dobrze © jpbike


I żeby nie było, że tylko prowadziłem... :-)
Zdjęcie zrobione przez matisliswidera (dzięki :-) )

A jednak jadę... i to przed innymi :-) © djk71


:-)