Jaka Wigilia taki cały rok, czyli Wesołych Świąt

Sobota, 24 grudnia 2016 · Komentarze(5)
Ponoć jaka Wigilia taki cały rok. Nie wierzę w przesądy, ale na wszelki wypadek wyszedłem choć chwilę potruchtać ;) Tym razem na strefie. Sucho i spokojnie. Niezbyt wiele, ale zawsze coś jest więc szansa, że cały rok będę biegał. Boję się tylko żeby to nie było bieganie po sklepach, bo te dziś jak zwykle też zaliczyłem...

Wesołych Świąt © djk71

No i jeśli ma być taki cały rok to nie wiem, czy mam się cieszyć, czy smucić, bo dzień zacząłem od pracy... Co prawda był to koniec wczorajszego dnia, ale zakończyłem go już dziś o 1:30. Na szczęście to nie była praca firmowa... :-)

A z akcentów rowerowych to tuż przed kolacją wigilijną dotarły w końcu zamówione 15 dni temu (!) opony.Lepiej późno niż wcale, ciekawe jak się sprawdzą.

Zobaczymy jak się sprawdzi © djk71

Spokojnych Świąt Wam wszystkim życzę (i sobie też) :-)


99,9 + 2,4 = Big Noise

Czwartek, 15 grudnia 2016 · Komentarze(8)
Wczoraj waga pokazała 99,9kg :-( Co się dziwić skoro nic (oprócz jedzenia) nie robię. Nie jeżdżę, nie biegam, nie ćwiczę, prawie nie pływam... brak motywacji, brak planów... No dobra, wpisałem w kalendarz przyszłoroczne imprezy rowerowe, ale co z tego będzie nie wiadomo. Przydałby się też jakiś cykl imprez biegowych, gdzieś tu na Śląsku, ot tak żeby był powód do ćwiczeń.

No i wczoraj pojawił się jeszcze cel. Zupełnie niespodziewanie. Pojechałem spotkać się z chłopakami z Leśnej Rajzy, którzy zaplanowali spotkanie w sprawie przyszłorocznej wyprawy. Szczerze powiedziawszy nie w głowie mi była wyprawa, chciałem po prostu spotkać choć na chwilę kilka sympatycznych osób, których ostatnio rzadko mam okazję widzieć na rowerach. I nie chodzi o to, że oni nie jeżdżą... :-)

Miało być spotkanie, a wystarczyło 15 minut i w głowie się odezwał ten diabełek, który od razu zawołał: Jedziesz!!!

Nie będzie to takie proste, bo przeciwności jest sporo, ale zobaczymy, spróbuję. Błogosławieństwo żony jest :)

Dziś zmiana opony z tyłu i krótki wieczorny test, czy wszystko jest ok. Z tyłu tak. Z przodu niby też, ale X-King 2,4 na zmrożonym śniegu to porażka. Nie ślizga się, ale albo dawno nie jeździłem po śniegu, albo to jest najgłośniejsza opona jaką miałem. Nigdy nie słyszałem takiego hałasu. Jeśli pojadę w sobotę na Zimowe KoRNO, to... chyba ze słuchawkami, bo inaczej ogłuchnę. Po prostu szok.

Niby śniegu dużo nie ma, ale trzeba uważać © djk71

Krótka rundka po okolicy. Rzut oka na pomnik górników. Ciekawe, czy kiedyś go odnowią.


Pomnik wciąż zniszczony © djk71

I czas wracać do domu. Raz, że chłodno, dwa, że późno.
Chciałbym wrócić do treningów.

Z innej beczki, dziś dopiero zobaczyłem fragment koncertu, na którym Robert Brylewski się zabawił z organizatorami koncertu w Gdańsku :) Nie tylko słynne już koszulki, ale przede wszystkim idealnie dobrana setlista - szacun Robert!




Bez efektów

Piątek, 9 grudnia 2016 · Komentarze(0)
No i bez zmian. Wczoraj zacząłem się zastanawiać, czy problemy z oddychaniem to nie wspomnienia z dzieciństwa. Może, ale jak się tego pozbyć? Nie mam pojęcia.

Oddychanie głupcze!

Czwartek, 24 listopada 2016 · Komentarze(7)
Długa przerwa w pływaniu. I nie tylko w pływaniu...

Po kwadransie mam dość. Czy to ma sens? Utknąłem w miejscu. Nie potrafię oddychać. Nie potrafię tego nawet bez pływania, stojąc w wodzie. Stoję i oddycham pod wodą - większość osób wtedy uspokaja oddech, odpoczywa, a ja... nie. Kiedy kończę oddychać pod wodą (nawet stojąc) to dopiero wtedy oddycham z ulgą i próbuję uspokoić oddychanie. Mam jakąś blokadę. Strach. I nie wiem przed czym. Nie potrafię tego w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. Ale muszę to przezwyciężyć. Tylko jeszcze nie wiem jak.

Zielony Las

Sobota, 12 listopada 2016 · Komentarze(8)
Uczestnicy
Zielony las… parafrazując klasyka powinien zapytać: A jaki ma być? Czerwony?

Po wczorajszym biegu dziś czuję uda. Umówieni byliśmy jednak na rower więc trzeba jechać. Piotr zaplanował wizytę w Zielonym Lesie. Najpierw myślałem, że to taka potoczna nazwa, ale na trasie widzę, że nazwa jest w powszechnym użyciu.

Zielony Las © djk71

W trójkę ruszamy dość szybkim tempem. Całą drogę z Piotrem zastanawiamy się co Jacek pije, że tak pędzi. Tym bardziej, że to mimo mrozu nie zamarza:-)

Kolor dziwny, nie zamarza © djk71

Najpierw ruszamy w stronę ruin wieży Bismarcka.

Wieża Bismarcka © djk71

Kawałek dalej kolejna wieża.

Kolejna wieża © djk71

Tym razem można się wspiąć na jej szczyt. Niestety pogoda sprawia, że niewiele widać, za to można podziwiać mieszankę jesieni i zimy.

Jesień to, czy zima? © djk71

Jak się chwilę potem dowiadujemy wieża była na Wzniesieniu Żarskim, najwyższym punkcie woj. lubuskiego.

Trasa ciekawa, jedziemy obok Doliny Śmierci :-)

Dolina Śmierci © djk71

Chwilę później na asfalcie dochodzi do małej kraksy, ale chłopaki wychodzą z niej bez szwanku.
Kolejny punkt to była fabryka ceramiki.

Ruiny fabryki © djk71

Piec? © djk71

Ciekawe miejsce

Zdobienia © djk71
Ładnie © djk71

Choć momentami mam wątpliwości czy to na pewno była fabryka.

Cele? © djk71

W drodze powrotnej zaliczamy jeszcze dwa zbiorniki wodne.

Nad wodą © djk71

I piękną terenową (choć nieco błotnistą) drogą wracamy do Żar.
Przy wjeździe jeszcze rzut oka na basen, niestety dziś za zimno na kąpiel.

Basen © djk71


I kończymy wycieczkę. Krótko, ale z mnóstwem atrakcji. I do tego w kapitalnym towarzystwie. Śmiechu było co niemiara.
Potrzebowałem tego. Brakuje mi takich wyjazdów. Brakuje mi takich chwil odpoczynku.

Dzięki chłopaki za świetny wypad.

5. Bieg Niepodległości

Piątek, 11 listopada 2016 · Komentarze(6)
Uczestnicy
Drugi bieg na 10km za mną.

Na mecie © djk71


Ale po kolei...

Dawno temu Młynarz namówił mnie żebym zapisał się na Bieg Niepodległości w Żaganiu. Raz, że fajna impreza, ponad 1000 startujących, dwa, że jak się zapiszę i zapłacę to w końcu nie będzie wymówki żeby ich odwiedzić, trzy będę miał motywację żeby potrenować.

Pomysł wydawał się świetny i tak zrobiłem.

Niestety z treningów nic nie wyszło, biegi skończyły się we wrześniu, co więcej było to marszobiegi i to dystansie o połowę krótszym. Z innych powodów jeszcze na dwa dni przed wyjazdem nie byłem pewien, czy pojedziemy, a jeśli nawet to byłem przekonany, że na pewno nie będę startował.

W końcu zapada decyzja - jedziemy. Żona mimo moich deklaracji pakuje mi ciuchy do biegania. Wieczorem przed startem podejmuję decyzję - biegnę. Choć to chyba mocne nadużycie, postaram się pokonać trasę dowolną techniką. Tyle, że limit czasu to 90 minut.

W moim pierwszym, i jak dotąd jedynym biegu, ponad dwa lata temu, miałem czas 56:49, dziś boję się, czy zmieszczę się w limicie. Cel jest taki żeby się zmieścić.

Przyjeżdżamy trochę wcześniej, bo w biegu dla dzieci staruje Kori. Radzi sobie doskonale :-)

Kori już po biegu © djk71


Idziemy z Piotrem się przebrać do auta. Zimno. Bardzo. Niewiele powyżej zera.

Przed startem © djk71


Ruszamy do swoich sektorów. Na minutę przed startem w z związku z dzisiejszym świętem rozbrzmiewa z głośników hymn. Fantastyczne zachowanie zawodników - wszyscy w jednym momencie przestają rozmawiać i się rozgrzewać. Genialna atmosfera.

Ruszamy. Biegnę z innymi równym tempem. W głowie świta myśl, że może spróbuję choć cały czas biec, wolno, ale biec. Pierwsze kilometry jakoś idą, ale szybko zaczynam czuć zmęczenie. Wkrótce pierwszy podbieg i przechodzę do marszu. I tak już będzie. Bieg (trucht) i marsz. Na półmetku już wiem, że zmieszczę się w limicie. Ale wiem też, że nie ma sensu nastawiać się na żaden czas. Trzeba po prostu dotrzeć do mety.

Biegnę © djk71


Po drodze mijam się z Piotrkiem. Mam nadzieję, że uda mu się osiągnąć zamierzony cel. Biegnie uśmiechnięty. Mnie na półmetku dopinguje Anetka z Igorem. Igorek biegnie nawet kawałek po chodniku dodając mi otuchy. Tak samo jest na ostatnim odcinku kiedy mam już zupełnie dosyć. Do tego wraz z moją rodzinką stoi przy trasie Jacek, który dotarł tu rowerem :-)

Już wiem, że dotrę do mety. Tuż przed metą dołącza do mnie Kornelia i dociąga mnie za rękę do mety :-)

Na szyi ląduje medal, a na twarzy uśmiech. Jestem na mecie. Cieszę się, że dałem się namówić. Potrzebowałem tego. W głowie od razu milion myśli, o kolejnych treningach, o kolejnych startach, o…Pewnie szybko uciekną, ale przez chwilę krążą jeszcze miło w głowie. Lubię to uczucie ;-)

Zmęczony, ale zadowolony. W tomboli udaje mi się jeszcze wygrać zimowy zestaw do biegania więc kolejny sukces :-)

Na zakończenie dnia nasi pokonują Rumunów po emocjonującym meczu. Czyli znów sukces :-) Dzień sukcesów. Dawno takiego nie było :-)

Tropiciel 21, czyli nie boimy się ASF

Niedziela, 30 października 2016 · Komentarze(8)
Uczestnicy
Na kolejnego Tropiciela zapisujemy się w składzie identycznym jak na ten w Miasteczku Śląskim. Niestety w związku z afrykańskim pomorem świń (African swine fever, ASF) - jakkolwiek by to nie brzmiało - termin zawodów zostaje zmieniony. Nowa data to początek długiego weekendu i wielu osobom to nie odpowiada, naszym koleżankom z zespołu również. Szkoda, bo ostatnio świetnie się bawiliśmy. Szczęśliwie w firmie, jak być może pamiętacie, mamy trochę osób jeżdżących na rowerach i szybko udaje się uzupełnić zespół. Dołącza do nas Krzysiek i Marcin.

Ruszamy z Gliwic w sobotni zimny i deszczowy wieczór. Pogoda potworna, brakuje jeszcze tylko śniegu. Mamy mieszane uczucia, co rusz w żartach padają pomysły dlaczego można by zrezygnować ze startu :-) Oczywiście to tylko żarty. Choć pogoda z każdą chwilą coraz gorsza. Na szczęście kiedy dojeżdżamy do Karłowic w opolskim (choć jeden z nas był przekonany, że jedziemy do Wrocławia :-) to przestaje padać. Chociaż tyle. :-)

Parkujemy, odbieramy zestawy startowe i mamy około godziny na przebranie się i przygotowanie rowerów.

Co z tego zabrać na trasę © djk71

Okazuje się, że czasu jest na styk. Na dzień dobry łamię mocowanie mapnika, na szczęście Amiga - nawet nie wiem kiedy - mocuje go przy użyciu taśmy. Zobaczymy czy wytrzyma całą trasę.

Start
Startujemy o godzinie 0:15.

Pamiątkowe zdjęcie przed startem © djk71

Na starcie okazuje się, że mapnik Marcina jest źle zamocowany. Nie ma już czasu na poprawy, mapnik zostaje u organizatorów. Odbieramy mapy, okazuje się, że dziś również punkt G nie jest zaznaczony na mapie, trzeba będzie go wyznaczyć na podstawie wskazówek, które otrzymamy na innych PK. Wytyczamy trasę do znanych punktów i ruszamy.

Endomono włącz!!! © djk71


PK H - wiata przy leśnej drodze

Do pierwszego punktu droga wiedzie asfaltem, jedynie na samym końcu wjeżdżamy do lasu. Żeby zaliczyć punkt czeka nas krótki test ze znajomości ssaków i ptaków. Nie stanowi to dla nas większego problemu :-)

PK C - skrzyżowanie leśnych dróg
Rzut oka na mapę i ruszamy dalej. Na kolejnym punkcie czeka nas trochę hazardu. Gramy w oczku. Krzysiek ma szczęśliwą rękę i od razu w pierwszym rozdaniu trafia 21 :-)

Karty - to lubię © djk71


PK J - skrzyżowanie leśnych dróg
Do kolejnego punktu decydujemy się jechać przez Roszkowice. Kończą się zabudowania, chwila wahania, bo poprzedni zawodnicy pojechali w prawo, ale my z pełnym przekonaniem ruszamy prosto. W pewnym momencie droga zakręca na zachód, a przecież my powinniśmy jechać na wschód. Coś jest nie tak. Mała korekta i wciąż nie tak bo są... tory. Wracamy do skraju zabudować. Już wiemy, mieliśmy skręcić w lewo. Na mapie jest jedna droga mniej niż w rzeczywistości, a my zapomnieliśmy spojrzeć na kompas na rozjeździe :-( Dwa kilometry i parę minut gratis :(

Na punkcie mamy pokazać jak wygląda jedna z pozycji do lotu w tunelu aerodynamicznym i odpowiedzieć gdzie znajduje się najbliższy taki tunel. To drugie było prostsze, co do pierwszej części zadania mam obawy, ale Krzychu już jest gotowy do lotu ;-)

Gotowy do lotu © djk71


PK F - do odnalezienia na zaznaczonym obszarze
Kolejny punkt jest ukryty nieco z dala od drogi, ale udaje się go namierzyć bez problemu. O dziwo tu nie ma żadnego zadania. Dowiadujemy się tylko, że jednego z kolejnych punktów będziemy szukać długo :-)

PK Y - wiata; przy leśnej drodze
Punkt nieco oddalony, można się tu dostać różnymi drogami, my chcąc nieco odpocząć wybieramy asfalt, dopiero końcówka leśną drogą. Temperatura cały czas około 6 stopni. Na punkcie dowiadujemy się, że jakimś cudem przekroczyliśmy ocean i jesteśmy na terytorium Kanady.

Kanada? © djk71

Rozpoznajemy wiszące za wiatą kawałki drzew i...

Co to za drzewo? © djk71

... gęsim piórem podpisujemy cyrograf i, o ile dobrze pamiętam, zaciągamy się na statek :-) Ale tylko na 6 lat.

Cyrograf podpisany © djk71


PK X - bunkier
Następny punkt jest bez obsługi, za to nieco ukryty w lesie. Odmierzamy właściwie odległość i pozostaje nam tylko odnaleźć bunkier. Z doświadczeń wiemy, że może być gdzieś pod nogami trudny do zauważenia w ciemnym lesie, ale tym razem jest inaczej. Marcin znajduje dużą budowlę z lampionem i perforatorem.

PK A - skrzyżowanie leśnych dróg
Cały czas chłodno, ale tego nie czujemy w trakcie jazdy, na szczęście wciąż nie pada. Na kolejnym punkcie planujemy mały popas i... dobrze trafiamy bo wita nas jakiś rzeźnik ;-)

Łatwo nie będzie © djk71

Kiedy ja zmieniam baterie w czołówce chłopaki zanurzają ręce w jakiś pudełkach ponoć pełnych robaków i szukają klocków, z których potem układają harcerską lilijkę.

PK B - skrzyżowanie leśnych dróg
Na tym punkcie zajmujemy się chorym Kamilem. Co prawda nie wiem w jakim celu robimy przysiady dźwigając 100-kg chłopa, ale bez tego nie zaliczą nam punktu :-)

Kamil zaniemógł © djk71

PK D - ambona,; skrzyżowanie leśnych dróg
Ruszamy na wschód, ale droga jest kiepska i szybko decydujemy się wracać drogą, którą przyjechaliśmy. Na punkcie, jako kapitan, zostaję wysłany z kartą na ambonę (średnio się wspina po drabinie w SPD-kach.

I znów jakiś obcy teren © djk71

Marcin idzie do lasu walczyć z terrorystami.
Krzyś uzupełnia płyny...

Czas na łyka czegoś ciepłego © djk71

A Amiga...

Amiga... bez komentarza... :-) © djk71

Marcin pokonuje wszystkich więc ja mogę ponownie wspinać się po kartę i podpowiedź.

Okazuje się, że dostajemy kartkę gdzie na dwóch stronach mamy proste sudoku. Rozwiązujemy je i mamy wyliczone azymuty z punktu D i E do punktu G. Nanosimy na mapę i nie podoba  nam się to. Próbujemy ponownie i znów punkt wychodzi w dziwnym miejscu. Trudno, kiedy jednak mamy ruszać obsługa kiwa głową, że to na pewno jest źle. :-(

Spoglądam raz jeszcze i... wszystko jasne. Zamieniliśmy azymuty miejscami. Teraz punkt wydaje się być w bardziej prawdopodobnym miejscu. Kilkuminutowy postój sprawił, że ostygliśmy i zrobiło się nam nieco chłodno.

PK G - (ukryty, do odnalezienia)
Trafiamy do punktu i okazuje się, że jesteśmy w Sherwood.

Ponoć szeryf z Nottingham znów się rządzi © djk71

Czeka na nas łuk.

Trafię, czy nie? © djk71

Tym razem idzie nam trochę gorzej, ale Amiga zalicza punkt wypijając magiczną miksturę :-)

PK E - skrzyżowanie dróg leśnych
Punkt obstawiany przez harcerzy, więc czeka nas zmaganie się z węzłami. Mamy od tego specjalistę - Krzysiek nie ma z tym żadnego problemu.

Węzły. to lubię :) © djk71


PK I - leśna droga
Przed nami ostatni punkt. Żeby go podbić musimy przy użyciu lin złapać perforator i wynieść go poza ogrodzony obszar. Sprawna współpraca sprawia, że dziurkacz jest szybko w naszych rękach.

Łowienie linami © djk71


Meta
Do mety docieramy około 6:30 starego czasu, bo wg takiego odbywa się impreza, czyli jakieś 45 minut przed końcem limitu. Zmęczeni i zadowoleni. Mimo drobnych błędów, chłodu, zmęczenia świetnie się bawiliśmy. Tytuł Tropiciela nasz :-)

Odstawiamy rowery, przebieramy się, idziemy coś zjeść - czeka na nas gorący żurek i kiełbaska i pora się choć na chwilę położyć. Na sali jest rześko - termometr wskazuje 13,5 stopnia - to chyba żeby nie doznać szoku po trasie :-)

Czas odpocząć © djk71

Śpimy jakieś 1,5 godziny i budzimy się. Wkrótce zakończenie.

Zakończenie
Prezentacja najlepszych zespołów, dowiadujemy się o ile musimy poprawi czas na kolejnych zawodach (o sporo)  ;-)  W trakcie losowania udaje mi się wylosować zestaw map i innych pamiątek. Amidze również dopisuje szczęście - czeka nas jeszcze kolejna zabawa :)

Mamy szczęście w losowaniu © djk71

Pakujemy karimaty, śpiwory i ruszamy w drogę powrotną do domu. Było pięknie, szkoda, że to już koniec, ale na wiosnę... :-) Dzięki Panowie, że wspólną walkę i świetną zabawę!

Bez powietrza, czyli #kogonieslychac

Piątek, 28 października 2016 · Komentarze(0)
I znów za diabła mi nie idzie z tym powietrzem. Jak się zatnę to już do końca boję się, że mi go gdzieś zabraknie i d..pa blada... Wszystko inne też się od razu sypie i trening bez sensu :-) 

A może to dlatego, że ostatnio mi powietrza wszędzie brakuje... Jakoś się duszę... wszystkim... Poziom tolerancji bliski zeru, poziom agresji... sto. Nie potrafię, a może nie chcę się już godzić z tym wszystkim. Tyle, że się nie da. Musiałbym wszystko rzucić i wyjechać gdzieś gdzie jeszcze można żyć z dala od pośpiechu, od internetu, od ludzi, od wiadomości, od dobrej zmiany...

Dobra zmiana... Od kilkudziesięciu lat słucham Trójki. Czasem częściej, czasem rzadziej, ale wciąż słucham. Codziennie w drodze do pracy słucham Antyradia żeby się obudzić... poza piątkiem. W piątek rano jest obowiązkowa Trójka i Wojtek Mann. Uwielbiam Jego spokojny głos, choćby nie wiem jak długi i ciężki był tydzień to kilka słów p. Wojtka sprawiają, że się uspokajam, dociera do mnie, że właśnie zaczyna się weekend. I nie ważne o czym mówi, może to być nawet prognoza pogody.

Dziś było tak samo. I jak zwykle pojawił się z książką redaktor Nogaś. Niestety... po raz ostatni. Uwielbiałem słuchać przekomarzania się obu Panów, tego jak rozmawiali o nowych pozycjach na rynku wydawniczym. Zawsze żałowałem tylko jednego, że pod koniec audycji nie dało się w aucie kliknąć opcji "Kupuję to!". Tak potrafili w kilka minut zachęcić do zapoznania się z nową lekturą. To już niestety czas przeszły. Redaktor Nogaś, podobnie jak wielu innych po wielu latach pracy w Trójce pożegnał się z rozgłośnią...

Często się mówi... Coś się kończy, coś się zaczyna... Tu niestety się tylko kończy... Szkoda... Nie to nie jest właściwe słowo... Jestem wściekły! Wściekły, że nawet tu wepchali swoje łapska... nawet tu... Tylko dlaczego nam to robią? Nie rozumiem. Nie chcę rozumieć... Nie potrafię... Tak jak nie potrafię oddychać w wodzie...


60 rocznica Powstania Węgierskiego

Niedziela, 23 października 2016 · Komentarze(0)
Takich rzeczy może człowiek się dowiedzieć (albo sobie przypomnieć) włączając TVP Sport. Oczywiście na innych kanałach TVP też. Ciekawe, czy rocznice powstań śląskich też tak będą wyróżniane... Nie przeczę, rewolucja węgierska była ważna i tragiczna, ale czy naprawdę na kanale sportowym musimy manifestować naszą miłość do Orbana?

Dziś krótka wizyta na basenie. Mimo niedzieli zupełna pustka. Czyżby dlatego, że w porze obiadowej i wszyscy wybrali karminadle?
Całkiem przyjemnie mi się pływało, połowa kraulem, połowa na grzbiecie. Wciąż szału nie ma, ale dziś spokojnie. no, w każdym razie spokojniej niż zwykle. I mimo, że krótko, to wróciłem zmęczony.

Psychika psychicznego kurdupla

Piątek, 21 października 2016 · Komentarze(0)
Sam nie wiem jak to się stało, że do tego kawałka dotarłem dopiero teraz. Przecież znam tam wiele kawałków Marka Dyjaka (znów jest mi bliski). Gdybym miał obstawiać kiedy został napisany, to obstawiłbym, że w ciągu ostatniego roku, a tu niespodzianka, utwór został napisany przed dwudziestu laty...




Dziś popołudnie na basenie. W towarzystwie Wiktora. Choć w towarzystwie to mocno powiedziane... przyjechaliśmy i wyjechaliśmy razem, a na basenie zamieniliśmy raptem kilka słów. Pozostały czas spędziłem próbując poprawiać miliony błędów. Ale wciąż mi się podoba. Spodziewałem się co prawda szybszych postępów, ale i tak mam wrażenie, że coś tam powoli (bardzo powoli) idzie do przodu.