Miał być poranny basen, ale tak spałem, że się nie udało. Miał być basen po pracy, ale za późno z niej wyszedłem. Kiedy w końcu udaje mi się wieczorem odwieźć rodzinkę do marketu - pod basenem milion samochodów. Jeszcze nigdy tyle nie widziałem. Nic dziwnego, piątek wieczór. Mam ochotę zrezygnować, ale dla świętego spokoju postanawiam zajrzeć i okazuje się, że jest pustka. Na dwóch torach jakiś aerobik i coś tam jeszcze, a na pozostałych po 2-3 osoby. Trzeba więc iść. Nie wiem gdzie podziała się reszta właścicieli samochodów....
Wracam do domu mocno zmęczony. Jutro dzień odpoczynku. Potrzebuję tego.
No i jakoś przeżyłem ten dzień. "Tylko" 3 pączki zjedzone, a była okazja sporo więcej... W sumie to dzień się tak ułożył, że kreple były zamiast obiadu.
Wieczorkiem cieplutko. Oby tak już zostało. Ubrałem się lżej niż zwykle, ale i tak za ciepło. Łydkę wciąż trochę czuję, ale zbytnio w biegu nie przeszkadzało. Cieszę się, że udało się wyjść. Nawet za bardzo nie trzeba było z diabełkiem walczyć :-)
Ale żeby sumienie było czyste to rano basen... Wypiłem tyle wody, że na pączki chyba już w żołądku nie starczy miejsca. No może na zbyt wiele nie wystarczy ;-)
Zawsze się śmiałem jak ludzie mówili, że ich coś boli na zmianę pogody... Dziś zaczęła mnie boleć łydka. Na dworze wzrosła temperatura i przyszedł deszcz. Czyżby to wspomnienie naderwanych mięśni łydki? Może być... Tylko czemu teraz? A może zamiast się dziwić i narzekać trzeba się po prostu przyzwyczaić... I biegać! I jeździć!
Wieczorem wizyta na basenie. Zmęczony jakiś. Do tego na początku sporo ludzi więc podwójnie męcząco. Ale działałem. Przy wyjściu mijam się z grupką znajomych :-) Tylko czemu dopiero przy wyjściu?
Po wczorajszej próbie biegania jest całkiem nieźle, poza tym, że padłem wieczorem ze zmęczenia. Zastanawiałem się czy rano będzie mi się chciało wstać na basen, ale chciało się ;-) Trochę zmęczony w wodzie, ale mimo to fajnie było.
Wróciłem do pracy to powinienem wrócić do treningów. Miesiąc przerwy, czyli zaczynamy od zera... tylko czy będę w stanie biegać? Jak nie spróbuję to się nie dowiem.
Po pracy przebieram się i z dość sporymi obawami ruszam. Żeby tylko sprawdzić, czy jestem w stanie przebierać nogami. Jestem. Niestety dosłownie przebierać, a nie biegać... Raz - zupełny brak kondycji, dwa - jakaś taka wewnętrzna obawa, że każdy kolejny krok to może być ból... Krótkie kółko wokół osiedla. Ledwie jestem w stanie złapać oddech. Na szczęście plecy spoko. Sporo pracy przede mną.
Dziś pierwszy raz po... miesiącu do biura... Już zapomniałem jak to jest... Najpierw jednak basen... Wstałem później niż planowałem więc i pobyt na pływalni krótszy.
Trzeba też wrócić do biegania i roweru... Zastanawiałem się, czy da się połączyć rower i pływanie... Da się :-)
Wracam z delegacji i... okazuje się, że jeszcze zdążę na basen przed zamknięciem. Szybko zmieniam torby i udaje się. Jak bardzo tego potrzebowałem. Nie tylko dlatego, że za mną ponad 1000km w aucie, gdzie uprawiałem z bólu jogę, ale ogólnie mam potrzebę ruchu. Co ciekawe w Amsterdamie mimo miliona rowerów na ulicach bardziej kusił mnie widok biegaczy. Ale nie wiem, czy będę w stanie :( Spróbujemy w przyszłym tygodniu.
Oczywiście na rowerze też bym chętnie pojeździł, ale nie w takim tłumie jak tam... Nie wiem, czy potrafiłbym... Tam ludzie jeżdżą zupełnie inaczej. Szybko i bezstresowo. Wśród samochodów, tramwajów, a przede wszystkim wśród tysięcy turystów. I nic się nie dzieje... Tego się nie da opowiedzieć, mimo, że widziałem to na oczy już nie pierwszy raz to wciąż robi to na mnie niesamowite wrażenie.... Zresztą nie tylko to...
Łatwo nie było, ale pobudka po piątej. O szóstej na basenie. Kilka osób już w kolejce do kasy. Szybka szatnia i do wody. Dziś nie ma czasu na odpoczynki, bo za chwilę ruszam na delegację. Niby krótko i niezbyt dużo, ale wychodzę zmęczony. Zastanawiam się jak dziś droga podziała na moje plecy. I czy będę po powrocie w stanie wrócić do biegania... Oby...
Kolejny poranek na basenie... Właściwie to mógłbym tam zamieszkać... Plecy nie bolą.. Na grzbiecie można pływać bez końca (nie trzeba myśleć o oddychaniu), a co jakiś czas nawet udaje się w kraulu oddychać... Po prostu idealnie... Niestety potem trzeba się już normalnie ruszać... Jutro przede mną ponad 1000km w aucie... zobaczymy, czy zakończę podróż w hotelu, czy w szpitalu...
Niestety znów będzie kilka dni przerwy w ruchu... Szkoda... bo czas leci, a starty w imprezach coraz bliżej...