Wpisy archiwalne w kategorii

śląskie

Dystans całkowity:38153.24 km (w terenie 9220.57 km; 24.17%)
Czas w ruchu:2684:30
Średnia prędkość:15.15 km/h
Maksymalna prędkość:183.00 km/h
Suma podjazdów:68571 m
Maks. tętno maksymalne:210 (144 %)
Maks. tętno średnie:191 (100 %)
Suma kalorii:553057 kcal
Liczba aktywności:1921
Średnio na aktywność:22.79 km i 1h 23m
Więcej statystyk

Po ćmoku z przygodami

Poniedziałek, 16 marca 2020 · Komentarze(3)
Wychodząc z pracy spotykam kumpla. Od razu pada pytania kiedy na rower... Jak tylko się uda. Pogoda dobra więc trzeba się zdzwonić. Wracam do domu. Zjadam pomidorówkę i placki z twarogiem i bananami i... idę przeczyścić w końcu rower. Może coś się uda w najbliższym czasie. Udaje się szybciej niż myślę... Jeszcze przed końcem czyszczenia kumpel zagaduje, że o 19-tej mógłby... To ja też ;-) SMS do Marka, ale ten jeszcze nie uporał się z wczorajszą gumą... Trudno... następnym razem...

Szybko się ubieram, zbieram rzeczy i trzeba pędzić. W Rokitnicy zaczynam się zastanawiać, czy założyłem kask, bo... nie pamiętam momentu zakładania. Sprawdzam i jest. To dobrze, że to odruch i dobrze, że go nawet nie czuję, nie zauważam. Z drugiej strony po tylu latach jeżdżenia w kaskach trudno się temu dziwić...

Udaje się dojechać do  Mikulczyc na czas. Darek już jest. Chwila zastanowienia się gdzie jedziemy, ale w sumie nie ma to znaczenia. Wybór pada na Czechowice. W porządku rzadko tam bywam. Zachowując oczywiście bezpieczną odległość od siebie jedziemy. Mocno pedałujemy, choć na fullach to nie specjalnie przekłada się na prędkość :-)

Docieramy nad jezioro. Chwila rozmowy o pływaniu i ruszamy. To znaczy ja zaczynam... pływać.... Nie, nie w jeziorze. Przednie koło mi pływa. Złapałem gumę.

Do kosza? Nie, naprawiamy... © djk71

Ściągam oponę, dętkę i... jest kolec w oponie.

Czas na serwis © djk71

Zmiana dętki, dopompowanie również tyłu i możemy jechać dalej.
Dalej przed siebie. Przez las. Po ciemku. Lubię to. Choć kiedy wyjeżdżamy wprost na dzika to... adrenalina zaczyna działać. Na szczęście nie był nami zbytnio zainteresowany.

Chwila wahania, czy nie wyskoczyć na Rynek w Gliwicach, ale już późno, na jazdę temperatura ok, ale na postój trochę zbyt chłodno. Nie dziś. Wracamy do domu.

W Mikulczycach się rozstajemy i... oby do szybkiego następnego. Potrzebowałem tego.

Slow jogging tyłem (z żoną)

Niedziela, 15 marca 2020 · Komentarze(0)
Wczoraj pobiegałem z synem. Dziś były różne plany, ale jak to u mnie bywa najgorsza organizacja w weekendy... za dużo czasu...
Nie wyszedł rower, nie wyszło bieganie. Ostatecznie udaje się wyjść z żoną na slow jogging.

Razem w lesie © djk71

Ponieważ jest really slow to większość tyłem.

O ile wczoraj było w lesie pusto to dziś żona naliczyła chyba z 75 osób... Musiała się strasznie ze mną nudzić jak się wzięła liczenie...

Tu pusto, ale trochę ludzi minęliśmy © djk71

A może po prostu chciała pokazać swoim uczniom, że matematyki można się uczyć nie tylko w szkole...

Przyjmuję, że ta druga wersja to ta właściwa... :-)

Miś ucieka przed wirusem? © djk71

Udało się zaliczyć kilka podbiegów i zbiegów...  jakieś skipy no i bieg tyłem... zobaczymy jak jutro mięśnie zareagują...


Kolejny podbieg za mną © djk71

A jutro... do pracy... zobaczymy co będzie się działo w firmie, na drogach, w  świecie....



Ofiara Koronowirusa

Piątek, 6 marca 2020 · Komentarze(0)
Bieganie ostatnie mnie męczy więc dziś o poranku trochę ćwiczeń typowo siłowych.

Tym bardziej, że z powodu koronawirusa niedzielny Bieg Wiosenny odwołany. Wieczorem okazało się, że Półmaraton w Gdyni też odwołany. Nie ma motywacji do treningu biegowego. :-)

Trudno robię siłę. :)

Wciąż bez sił

Czwartek, 5 marca 2020 · Komentarze(0)
Kolejny dzień bez sil. Poranna próba na bieżni od początku wolniej niż planowałem. Gdyby nie to, że chciałem dosłuchać książkę do końca to pewnie skończyłbym jeszcze wcześniej.


Kiepski tydzień

Środa, 4 marca 2020 · Komentarze(0)
To nie jest dobry tydzień.

Czas płynie © djk71


W poniedziałek po pracy poszedłem na siłownię. Wszedłem na bieżnię i... przeszedłem... 4 minuty... Nie miałem siły, ani chęci nic robić... Wróciłem do domu.

We wtorek... Po raz kolejny organizacyjnie się nie udało nic zrobić...

Środa, dziś... Udało się pójść na siłownię. Na bieżnię.... Dłuższe interwały udało się rozpocząć... Nie udało się skończyć... Znów złe myśli zabiły myśli o treningu. Nawet nie próbowałem walczyć...

Nie chciało mi się biegać, nie chce mi się pisać...

Mało picia

Sobota, 29 lutego 2020 · Komentarze(2)
Wczorajszy trening nie wyszedł. Dziś musiał być. Pozostało tylko wahanie, czy na dworze, czy na siłowni. Wybór padł na siłownię. Słucham kolejnej książki, która mnie wciągnęła więc nie boję się nudy.

I rzeczywiście biegnie się spokojnie. Na ekranie brzeg morza, w uszach historia Jacka Reachera. Wszystko jest ok. Ludzie na bieżniach obok się zmieniają, a ja wciąż biegnę. O dziwo okazało się, że na bieżni daje się ustawić maksymalną długość treningu na 120 min. Dziś to nie problem, bo tyle planowałem.

Za mało picia sobie tylko zaplanowałem. Zamiast wziąć bidon 0,6 litra i w trakcie treningu go sobie uzupełnić, to postanowiłem wziąć butelkę 0,75. I to mimo wolnego truchtania było zbyt mało.

Czuję to do teraz. Trzeba uzupełniać płyny. Tym bardziej, że dziś wyjątkowo mecz przed tv, a napojów w sklepach coraz więcej.

Bezalkoholowo przed telewizorem © djk71

Trening i czas

Czwartek, 27 lutego 2020 · Komentarze(0)
Po pracy siłownia.
Krótka, bo raz, że jestem zmęczony, dwa że milion ludzi, a trzy dziś w planach miałem tylko chwilę się poruszać. Bieganie zaplanowane na sobotę, w piątek mocniejszy rowerek stacjonarny. Miał być... bo  nie wyszedł... jak zwykle organizacyjnie.





Lubię treningi poranne, bo:
- rano mam mnóstwo siły, nie jestem zmęczony, ani fizycznie, ani psychicznie
- "nie kradnę" czasu rodzinnego, bo i tak wszyscy jeszcze wtedy śpią
- jest pusto, obojętnie czy to na siłowni, czy na dworze
- do pracy przychodzę pozytywnie "naładowany"
- jeśli zaliczę trening rano to już nie muszę myśleć po pracy, że jeszcze muszę jeszcze coś zrobić
- nawet jeśli muszę zostać dłużej w pracy, albo muszę nagle coś załatwić popołudniu to już mi to nie koliduje z treningiem
- jak mi mało to zawsze mogę zrobić trening uzupełniający... :-)

Jest tylko kilka małych "ale":
- muszę wstać, a to nie jest łatwe jeśli kto w nocy przerywa sen...
- muszę się szybko zebrać, o ile jestem w stanie wszystko szybko znaleźć / spakować / ogarnąć...

Poranny trening oznacza, że wszystko musi być dopięte na ostatni guzik, tu nie ma czasu na 5 minut opóźnienia, bo coś...  Kilka minut opóźnienia oznacza, że treningu nie będzie, a zamiast tego będzie wściekłość i zły humor na resztę dnia, szczególnie jeśli nie będzie możliwości nadrobienia tego popołudniu lub wieczorem :-(

Poza strefą komfortu

Środa, 26 lutego 2020 · Komentarze(0)
Dziś poranny bieg na bieżni z trochę większą prędkością niż zwykle. I co najważniejsze na dłuższym dystansie, bo ok. 9 km w tempie ok. 5:46. Oczywiście głowa kilkukrotnie sugerowała zmniejszenie tempa, ale dziś udało się jej nie słuchać. Póki nogi podawały i czas pozwalał to się nie poddawałem. Puls wysoki, ale przy takim tempie to już nic dziwnego, do maksimum jednak nawet się nie zbliżył :-)

Żal trochę przerwy spowodowanej styczniową kontuzją, ale na to się nie ma wpływu. Trudno, trzeba dalej robić swoje.
Na siłowni pustka o świcie, w sumie może z dwadzieścia-trzydzieści osób się przewinęło. Cisza, spokój. Na ekranie koncert Analogsów z Przystanku Woodstock, a potem początek koncertu The Bill. Wciąż nie wiem, czy to czego słucham mam jakikolwiek wpływ na tempo biegania.





Slow jogging w towarzystwie żony

Środa, 26 lutego 2020 · Komentarze(0)
Wieczorem żona zaproponowała spacer. Powiedziała, że może weźmie kije. Do Nordic Walkingu jakoś wciąż się nie mogę przekonać więc stwierdziłem, że sobie obok Niej potruchtam. Co prawda rano był już trening biegowy, nawet dość intensywny, ale teraz nie zapowiadało się szybkie tempo.  Postanowiłem sprawdzić czym jest slow jogging.

Ostatecznie małżonka zostawiła kije w domu, ale ja i tak truchtałem. Tempo wolne, ale po ponad godzince wróciłem nawet lekko spocony. I w sumie nie wiem jak się przy takiej pogodzie ubrać na takie truchtanie. Bo niby się nie zmęczyłem, a jednak trochę spociłem, a do tego momentami było mi chłodno w ramiona... I bądź człowieku mądry...

Anetce chyba się spodobało, bo wracając zapowiadała powtórkę...  Zobaczymy :)

Znów z synem na siłowni

Wtorek, 25 lutego 2020 · Komentarze(0)
Dziś dzień wolny w pracy. Trzeba było załatwić kilka spraw. W międzyczasie udało się też wskoczyć na siłownię. Rozgrzewka, trochę ćwiczeń i ping pong. Dałem radę.