Wpisy archiwalne w kategorii

śląskie

Dystans całkowity:38153.24 km (w terenie 9220.57 km; 24.17%)
Czas w ruchu:2684:30
Średnia prędkość:15.15 km/h
Maksymalna prędkość:183.00 km/h
Suma podjazdów:68571 m
Maks. tętno maksymalne:210 (144 %)
Maks. tętno średnie:191 (100 %)
Suma kalorii:553057 kcal
Liczba aktywności:1921
Średnio na aktywność:22.79 km i 1h 23m
Więcej statystyk

Z pracy w większym ruchu. Święta?

Czwartek, 9 kwietnia 2020 · Komentarze(2)
Dziś znów ciepłe popołudnie. W drodze z pracy do domu muszę odebrać przesyłkę z Zabrza.
Jadę przez Sośnicę. Mam wrażenie, że ruch na drogach większy niż ostatnich dniach. Czyżby to efekt zbliżających się świąt?

Właściwie nie robię nawet zdjęć po drodze, bo muszę uważać na wyprzedzające mnie samochody.
Jeden z nielicznych pustych (przez chwilę) odcinków.

Tu wyjątkowo pusto © djk71

Dojeżdżam do Zabrza. Odbieram przesyłkę. Trzeba ją wyciągnąć z  kartonu, nie zamierzam też jechać z reklamówkami na kierownicy. Na szczęście udaje się wszystko zmieścić w plecaku.

Pełny plecak © djk71

Dodatkowe kilogramy na plecach nie zachęcają do żadnych kombinacji jeśli chodzi o trasę do domu. Wybieram najkrótszą drogę.
Mimo dodatkowego bagażu docieram do domu mniej zmęczony niż wczoraj.

Chłodny poranek

Czwartek, 9 kwietnia 2020 · Komentarze(3)
Kolejny wyjazd do pracy. O poranku wyjątkowo chłodno. Nie to, że zmarzłem, ale czuć.

O wschodzie słońca © djk71

Jedzie się spokojnie. Dziś nawet kilku innych rowerzystów spotkałem po drodze, dwóch mnie wyprzedziło.
Nie to, że taki wolny jestem ;), ale na dojazdy do pracy, szczególnie z uwzględnieniem omijania lasów, ten rower się średnio nadaje.

Jakoś jednak dojeżdżam do Gliwic.

Wieża koło stadionu Piasta © djk71

Dziś były tylko sarenki na trasie, ale za daleko żeby focić.

Droga do pracy

Środa, 8 kwietnia 2020 · Komentarze(0)
Drugi dzień do pracy rowerem. Dziś chwilę później ruszyłem, ale nie zamierzałem się spieszyć. Na spokojnie.
Infrastruktura drogowa pomgała w tym :-)

Powoli, odpocznij :-) © djk71

Wczoraj po drodze oglądałem sarny i bażanty, dziś wiewiórki i bażanty.
Zakaz wejścia do lasu więc zwierzyna wychodzi na drogi i łąki żebyśmy chociaż tak mogli je podziwiać :-)

Do lasu nie wolno © djk71



Z pracy, zmęczony

Środa, 8 kwietnia 2020 · Komentarze(4)
Zgodnie z prognozami kiedy wychodzę z pracy jest ciepło. Dziś już zupełnie na krótko. Chwila wahania którędy wracać.
Początek obok parku znanego mi głównie z Gliwickich Parkowych Prowokacji Biegowych. Dziś park pusty, ani rowerzystów, ani biegaczy...

W parku pusto, ale nie wolno... :-( © djk71

Ja też mijam go bokiem i jadę asfaltem.
Trzeba asfaltem © djk71

W sumie chcąc jeździć tylko asfaltami, to choć wariantów jest kilka to nuda. Wszystkie drogi znajome. Niczego ciekawego, nowego się nie spodziewam. Nawet nie ma co focić...

Do tego wracam jakiś zmęczony. Niby w nogach nawet siła jest ale tak ogólnie czuję się słaby.
Po drodze wizyta po pieczywo i chwilę później jestem w domku. Czas na obiad i odpczynek.


Rowerem z pracy

Wtorek, 7 kwietnia 2020 · Komentarze(2)
O poranku było rześko. Teraz 17 stopni więcej. Dobrze, że wybrałem jednak krótkie spodenki :-)
Powrót przez Sośnicę, Maciejów i trochę dookoła przez strefę ekonomiczną. Kolejne firmy się budują. I dobrze :)

Strefa rośnie © djk71

Taka pogoda mi odpowiada. Nawet trochę za ciepło, choć może to ja  niepotrzebnie pod koszulką zostawiłem jeszcze bieliznę.

Rowerem do pracy

Wtorek, 7 kwietnia 2020 · Komentarze(2)
Trochę odmiany. Z pracy zdalnej wracam do biura. Wyjazdy na delegację raczej się nie szykują, więc wybieram dojazd rowerem.
Wieczorem trochę wahania co na siebie założyć, przygotowuję kilka wariantów.

Ostatecznie rano zakładam krótkie spodenki i nogawki. Na górę ciepłą kurtkę.
Wybór dobry, jest chłodno. Nogi czują różnicę między długimi ocieplanymi spodniami, a wersją, którą wybrałem. Szczególnie, że nie jadę zbyt szybko, nie chcę się spocić. Ale nie jest źle.

Rowerówka o poranku © djk71

Po drodze mijam jedna rowerzystkę.
Chwilę waham się którędy jechać, bo ulica Leśna w pewnym momencie wiedzie przez kawałek lasu. Niby obrzeżami, ale zawsze... Ryzykuję. Przy końcu leśnego odcinka widzę taśmę zabraniającą wjazdu w głąb lasu. Ale to obok drogi. Zakładam, że tu jednak mogłem jechać :-)

Jadę do pracy © djk71

Krótko przed historią z wirusem kupiłem sobie plecak rowerowy. Nie do końca go potrzebowałem, bo w końcu mało jeżdżę i mam jakieś w domu, ale ten mi się spodobał i był dodatkowo w super cenie. Dziś sprawdził się doskonale. No może trochę zbyt duży, bo... wtedy kusi żeby włożyć coś jeszcze, i jeszcze...  :-) Ale dziś to dobrze, bo trzeba było wziąć cywilne ciuchy, buty...


Po pagórkach przed obiadem

Niedziela, 29 marca 2020 · Komentarze(5)
Wczoraj udało się pobiegać, dziś udało się wyjść na rower. Profilaktycznie załatałem dętkę, bo nie zrobiłem tego jeszcze od ostatniej wycieczki.

Oczywiście z dala od ludzi więc... do lasu. Zupełnie pusto nie było, ale w sumie spokojnie. W przeciwieństwie do wczoraj dziś wszyscy wydawali się przestrzegać przepisów i poruszali się solo lub w parach.

Po drodze kilku rowerzystów i kilku biegaczy.

Skoro docieram do DSD to hałda musi być :-)

Widok z hałdy © djk71

Sporo chłodniej niż wczoraj.

Który to już raz tu jestem? © djk71

Pagórki, których tu nie brakuje sprawiają, że udaje mi się spocić.

Jesiennie, pagórkowato © djk71

A miało być spokojnie...
Ale nie da się, ścieżki aż kuszą żeby choć trochę poszaleć...

I kolejny podjazd.... © djk71

Szkoda,  że od jutro znów ochłodzenie...
Jeszcze krotka rundka po Miechowickiej Ostoi Leśnej...

W szeregu, ale slalomem © djk71

Czas wracać na obiad... Chyba zasłużyłem...
BTW: W sumie to pięknie mam koło domu ;-)

Cieplutko :)

Sobota, 28 marca 2020 · Komentarze(3)
Nie wiem jak to się dzieje, ale w weekendy zwykle najmniej ćwiczę. I to nie dlatego, że śpię długo, bo wstałem o 6:30.
Nie chcę dziś w to wnikać. Tak jak nie chcę pisać o polityce, choć może powinienem..

Najważniejsze, że udało się wyjść. Była chwila wahania, czy rower, czy bieganie, ale to drugie wygrało. Szczególnie, że można było na krótko.

W lesie trochę ludzi spacerujących ale ogólnie spokój.

Jak muszle na drzewach © djk71

Nie licząc trzech imprezujących grupek młodzieży ;-(


W słonecznym świetle © djk71

Pomimo spokojnego tempa wyjątkowo wysoki puls. Ciekawe czemu...

Home office, świnia i las

Środa, 25 marca 2020 · Komentarze(3)
Wydawało mi się, że home office będzie sprzyjał aktywności sportowej. Przecież mogę się dłużej wyspać, bo nie muszę dojechać do firmy, szybciej kończę, bo odpada czas powrotu do domu. Czyli w sumie mam więcej czasu. Tak w teorii..., a w praktyce rzeczywiście niby tak jest, ale nie do końca...


Gdzie strumyk płynie z wolna © djk71

Z jednej strony wstaję wcześnie, ubieram się jakbym szedł do pracy (no prawie), jem śniadanie i zaczynam pracę. I jest ok, można skupić się na tym nad czym pracuję. Nikt nie przeszkadza.

W pracy często zakładam słuchawki żeby odciąć się od tego co dzieję się obok. Ale nie zawsze to pomaga. Mimo wszystko kilka osób w pokoju plus goście sprawiają, że ciągle coś się dzieje. Ktoś przyjdzie, ktoś zagada, ktoś zażartuje... I jeśli tylko słuchawki nie były na uszach to... pozamiatane... Gdzieś kiedyś czytałem, że powrót do przerwanej pracy potrafi zająć czasem nawet do 20 minut. Wydaje mi się to przesadzone, ale pewnie w połowę z tego jestem w stanie uwierzyć.

Oczywiście pracując w domu też można być rozproszonym, bo maile, bo telefony, bo komunikatory... Na szczęście część z tego można wyłączyć. Jeśli nie na stałe to chociaż ograniczyć zaglądanie do nich. I w części tak zrobiłem. Zaczynam sobie przypominać szkolenia i te wszystkie techniki zarządzania sobą w czasie, zarządzania projektami itp...

I choć jakąś część udało się kiedyś wdrożyć to reszta przegrała z codziennym życiem. A teraz wydaje się być znakomita okazja żeby do tego wrócić. Strasznie to dziwne, bo pewnie wielu by się cieszyło z braku kontroli, a tu człowiek stara się sam sobie narzucić dodatkowe zasady, dodatkowe rygory... Ale chyba tak trzeba żeby jakoś dać sobie radę z tą sytuacją.

Klimat bardziej jesienny niż wiosenny © djk71

I tu druga strona pracy z domu. Kiedy mogę pracować bez przeszkód zaczynam się w to wkręcać. Bo okazuje się, że da się zrobić więcej, że da się wziąć za rzeczy, które leżały odłogiem i czekały na lepsze czasy. Że można zrobić rzeczy do końca, a nie tylko je tknąć i odłożyć, bo pojawiały się inne, "ważniejsze" tematy... Bo można ruszyć nowe tematy, nauczyć się czegoś... Tylko to wkręca...

I niestety to sprawia, że łatwo zapomnieć o czasie pracy i o tym tzw. work life balance.

Dziś wstałem w kiepskim nastroju. Ci, którzy regularnie czytają mojego bloga znają te moje wahania nastroju. Dziś był ten gorszy dzień. Tak się przynajmniej zapowiadał. Na szczęście praca pozwoliła zapomnieć o problemach, a pod koniec już żyłem myślą, że w końcu pójdę pobiegać, bo nie robiłem tego od... poprzedniej niedzieli. Miałem pójść wczoraj, ale skończyło się na ćwiczeniach w domu słuchając webinaru jednego z naszych dostawców.

Dziś udało się. Ruszyłem do lasu i przez godzinkę udało się potruchtać. Bez celu, bez parcia na dystans, czy tempo. Po prostu sobie biegłem. I było super. :-) Muszę się pilnować i sprawić żeby te chwile oddechu (choć czasem prawie bez oddechu) mi nie uciekały, jak to się ostatnio zdarzało.

Słonko bawi się światłem © djk71

P.S. W tytule było o świni. No tak, miałem o tym wcześniej napisać, ale zapomniałem.

Ja jednak jestem typem samotnika. Nie odczuwam żadnego problemu związanego z rzadszym widywaniem znajomych w obecnej sytuacji. To nie znaczy, że nie lubię ludzi. Lubię porozmawiać ze znajomymi, pożartować, zrobić coś wspólnie, ale brak tego nie jest dla mnie problemem. Potrafię spędzać czas z samym sobą.

I co jakiś czas właśnie znajomi mi zarzucają, że... jestem świnią. Bo nie zadzwonię, bo nie zagadam na komunikatorze, nie zaproszę na rower, czy do wspólnego biegania. A to nie tak. Ja po prostu nie chcę im przeszkadzać, dzwonić nie w porę, "zmuszać" do rozmowy. No dobra... może się po prostu próbuję tłumaczyć, a prawda jest taka, że jednak jestem świnią....