Ulewny Półmaraton Gliwicki

Niedziela, 22 października 2017 · Komentarze(2)
Od maratonu minęły trzy tygodnie więc... trzeba by gdzieś pobiec. Co prawda w planach był Tropiciel, ale nie wyszło więc jest Półmaraton Gliwicki. Tyle, że większość koleżanek i kolegów z firmy biegnie na 10km. Ja jednak w myśl zasady, która sprawdza się ponoć nie tylko w bieganiu: Mógłbym szybciej, ale wolę dłużej :-) startuję na długim dystansie.

Od kilku dni pogoda straszyła, że będzie ulewnie i... tak jest. Zimno i deszczowo. Nie chce mi się wychodzić z auta. W końcu jednak zbieram się i w towarzystwie żony ruszam na poszukiwanie znajomych. Są. Coraz więcej nas :-)

Etisoft running team © djk71

Nie udało się co prawda spotkać wszystkich, ale i tak z większością udało się choć piątkę przybić.

Ruszamy. Jak zwykle zbyt szybko. Próbuję hamować, ale niewiele to daje. Mimo takiej pogody jestem zaskoczony liczbą kibiców. Co prawda biorąc pod uwagę, że biegniemy przez centrum miasta mogłoby być ich więcej, ale i tak szacun dla tych, którzy wyszli, niejednokrotnie z małymi dziećmi, po to aby nas dopingować. To naprawdę wiele znaczy dla zawodników. Podobnie jak punkty muzyczne - lubię to.

Przebiegam prawie obok naszej hali produkcyjnej - niestety pusto tam... w końcu dziś niedziela. Zegarek pokazuje, że jest sporo do przodu w stosunku do założonego czasu, ale też sporo trasy było z górki. Jeszcze się nie podniecam, biegnę dalej.
Kozielska, plac Mickiewicza... fajnie się biegnie przez znajome miejsca.. W końcu jest i Rynek :-)

No i jest Rynek © djk71

I znów znajome uliczki, park Chopina, Palmiarnia... Zwycięstwa... Biegnie się spoko, ale zacząłem czuć zimno. Koszulka i kamizelka przykleiły mi się do ciała i raczej chłodzą niż grzeją... Żałuję, że nie wziąłem rękawiczek...

Rynek raz jeszcze © djk71

Znów Rynek, a po chwili Plac Krakowski. Jakoś szybko te kilometry dziś lecą... To dobrze. Na bufetach woda i cola. Dwukrotnie korzystam z tej drugiej... Wchodzi :-)

Zimnej Wody, Wincentego Pola... znów stosunkowo blisko Etisoftu :-) Przebiegam obok hali Podium rozmawiając z sympatyczną biegaczką z.... Lublina... Przy bufecie obok polibudy jednak znów każde z nas biegnie swoim tempem...
Przebiegamy obok Komagu, czyli... byłej siedziby Etisoftu.. :-)

Blisko Komagu © djk71


Zaczynam się lekko obawiać końcówki, bo to podbieg na Bojkowskiej. O dziwo prawie go nie zauważam, jedynie biegacze, którzy przeszli do marszu potwierdzają, że jest pod górkę :-)

Jeszcze pętelka po Nowych Gliwicach i jest meta. Czas: 2:15:00,25. Celowałem w 2:15, czyli przybiegłem wolniej o 1/4 sekundy :-)
To oznacza, że wynik z poprzedniego półmaratonu sprzed trzech miesięcy poprawiony o prawie 3 minuty. Jest dobrze ;-)

Jest i medal © djk71


Jestem zadowolony, mimo warunków biegło mi się bardzo dobrze. Wynik zgodny z oczekiwaniami. Było świetnie.
Na mecie Anetka zauważa, że mam zakrwawioną koszulkę... No tak... nie wziąłem plastrów...

Szukając wyzwań

Piątek, 20 października 2017 · Komentarze(4)
Dziś krótka przebieżka przed niedzielnym Półmaratonem Gliwickim. Chłodno.

Skopiuję część tego co w niedzielę napisałem na Facebooku, bo wiem (choć to dziwne ;) ), że nie wszyscy korzystają z tego serwisu.

Dwa tygodnie od maratonu i... oprócz radości pozostała... pustka. Jakiś cel został osiągnięty i trzeba by sobie postawić nowy. Na nowy sezon. Wiem, że mogę poprawić czas (i pewnie tak zrobię), ale potrzebuję czegoś innego, czegoś konkretnego... czegoś co mnie porwie... do czego musiałbym ćwiczyć, przygotowywać się... Czegoś co zmusi mnie do porannego treningu...
Sam nie wiem, czy bieganie, czy jazda na rowerze, czy jeszcze coś innego... a jak tak to czy orientacja, czy długie dystanse, a może coś jeszcze innego...
Pomóżcie... podsuńcie jakieś pomysły... Kto podsunie coś co wybiorę, albo co będzie największą dla mnie inspiracją na nowy sezon wygrywa... hmmm... do ustalenia...
Może wspólną setkę (lub więcej) rowerem, może wspólne bieganie... no dobra... dorzucam dobrą kawę i lody A może coś jeszcze innego.




Po kilku dniach liczba propozycji przerosła moje oczekiwania. Czekam jeszcze do niedzieli, a póki co to krótkie podsumowanie Waszych  dotychczasowych propozycji. Czekam na inne :-)

1. Biegowe:
- Bieg Rzeźnika Ultra
- Wings for Life
- Jesienny Maraton poniżej 3:29
- Runmageddon
- Korona Półmaratonów
- Korona Maratonów
- Zapisać się do Night Runners
- BMW Berlin Marathon
- Spartan Race w Hiszpanii lub Dubaju.
2. Rowerowe:
- Tour de Silesia (540km)
- BBTour - Bałtyk - Bieszczady - 1008km)
- MRDP - Maraton Rowerowy Dookoła Polski (3130km w 10 dni)
- Trasa Zabrze - Żary (ok. 330km)
- Trasa Zabrze - Dania (ok. 1000 km)
3. Multisport:
- Duathlon
- Triathlon
- Triathlon Zimowy (z łyżwami)
- Triathlon Ekstremalny SteelMan
4. Inne sporty i aktywności:
- Szermierka
- Badminton
- Piłka Ręczna
- Kajakarstwo
- Nurkowanie
- Kurs pilotażu
- Wyzwanie Chodakowskiej, Lewandowskiej i Mel B.
- Spacer farmera
- 200 pompek w 30 minut
- Maraton pływacki - "Przeprawa przez Jeziorsko"
5. Inne:
- Cover na gitarze
- Prawo jazdy na TIRa
- Dieta wege+bezglutenowa
- Balet
- Voice of Poland
- Talent Show
- Rzucić wszystko i pójść w góry
- 14h w restauracji

I pobiegane

Niedziela, 15 października 2017 · Komentarze(0)
Poranny rower nie wystarczył. Wieczorem więc krótka przebieżka. Ciepło. Bardzo ciepło. Mimo to chce mi się biegać. Brakowało mi tego. Trzeba wrócić... :-)

Zdjęcie z porannej przejażdżki... Uwielbiam Segiet :-)

Kolorowy Segiet © djk71

BTW: Przypominam o mojej prośbie z wcześniejszego wpisu...  I pewnie będę tak uśmiechał się, aż do 8 listopada :-)


Spacerowy rower

Niedziela, 15 października 2017 · Komentarze(0)
Wczoraj mimo ładnej pogody nie udało się ani chwili poćwiczyć (tak jakbym w poprzednie dni ćwiczył :-) ), więc dziś choć na krótko  przed obiadem na rower. Krótko, wolno, momentami bardzo (niespodzianki życiowe) ale fajnie. Tylko trochę za ciepło.
Jednak wciąż lubię włóczęgę na rowerze :-)

Z innej beczki... moja Żona została wytypowana do plebiscytu Nauczyciel na Medal (regulamin). Biorąc po uwagę to co robiła przez ostatnie... no dobra, nie napiszę ile lat, bo przecież Ona nawet tylu nie ma :-), to... uważam, że zasłużenie...  Zawsze to Anetka mnie wspierała w moich szaleństwach więc tym razem, to ja proszę, tych którzy znają Jej dokonania i którzy  są w stanie poświęcić 2,46zł (lub wielokrotność ;) ) o zagłosowanie na Nią - szczegóły na obrazku :-) Dziękuję.





Cała rodzinka biega

Niedziela, 8 października 2017 · Komentarze(0)
Dziś zawody były nietypowe, co nie znaczy, że mniej ważne.

Dystans 4,4 km. Najważniejsza nie była jednak odległość ale podjęcie decyzji o starcie. Mimo chłodu i deszczu liczna grupa zawodników wystartowała i dobiegła do mety. Wszyscy wygrali... bo spróbowali.

Zaraz ruszamy © djk71


Nam udało się wystartować całą czteroosobową rodzinką. I było pięknie. I były uśmiechy na twarzach. I nikt nie przejmowałem się pogodą. Nikt nie marudził. Wszyscy Dotarli na metę szczęśliwi, a chwilę później z dumą odebrali medale wykonane samodzielnie przez organizatorów biegu...



Zaraz meta © djk71

Dziękujemy tym, którzy z nami biegli, i tym, którzy sprawili, że mogliśmy pobiec. Do zobaczenia następnym razem :-)


Skarbnikowe Gody

Sobota, 7 października 2017 · Komentarze(2)
Skarbnikowe Gody, czyli 95-lecie miasta Zabrza. W końcu jest okazja żeby wyjść na rower. Od firmowej wycieczki do Zakopanego, która odbyła się na początku czerwca przejechałem rowerem... niecałe 50 km. Wstyd. No, ale tłumaczeniem były treningi biegowe do maratonu. Maraton za mną więc... trzeba zastanowić się co dalej... Postawić sobie jakieś kolejne cele...

Tymczasem jest okazja żeby choć na chwilę odkurzyć rower. Ruszam więc do Zabrza zobaczyć co tam się dzieje.

A tam i trochę wspomnień....

Kiedyś było ich pełno © djk71
Tych też było sporo © djk71
I takie się widywało © djk71
Żuczek © djk71

Było też trochę akcentów militarnych...

United Nations © djk71
Ładny © djk71
Kto wie, że u nas jest Muzeum Techniki Wojskowej? © djk71

No i w końcu czas na świętowanie i paradę...

No to świętujemy © djk71
Parada rusza © djk71
Są i stare samochody © djk71
Nie może zabraknąć orkiestry górniczej © djk71
I oczywiście gość honorowy © djk71

Są też i znajome szkoły i twarze :-)

Sp 30 w Zabrzu © djk71
I szkoła naszych szczypiornistów © djk71

Warto było się ruszyć, mam nadzieję, że teraz tak będzie częściej (mam na myśli rower, a nie parady ;-) ).

Królewski dystans zaliczony :)

Niedziela, 1 października 2017 · Komentarze(17)
9 miesięcy przygotowań i... udało się! Maraton zaliczony! Jestem szczęśliwy!

Jest medal ;) © djk71


Ale po kolei... Po dziewięciu miesiącach przygotowań, momentami ciężkich, momentami nie wykonanych tak jak było zaplanowane, nadszedł ten dzień. 1 października 2017 - PKO Silesia Marathon.

Wczesnym rankiem ruszam do katowickiego Silesia City Center skąd startujemy. Chwila na przebranie się, wcześniej wizyta w Tesco, bo zapomniałem zapakować ręcznik. Potem oddaję ciuchy do depozytu i ruszam na rozgrzewkę. Niestety przychodzę na sam koniec.

Na starcie © djk71

Na miejscu niespodziewanie spotykam dawno niewidzianego kolegę jest więc okazja pogadać. Po chwili żegnam żonę i ruszamy.

Ruszamy © djk71

Od początku próbuję się nie podpalić, tym razem nie patrzę na tętno, biegnę na samopoczucie. Wolniej niż inni, swoim tempem, ale patrząc już w domu na puls to... po 5 minutach skoczył na 180+...

W okolicach Spodka czeka na rowerze Amiga. Jak się potem okaże będzie na mnie czekał z aparatem jeszcze w wielu miejscach :-)

Jeszcze świeży © djk71

Zbiegając obok Muzeum Śląskiego jeden z zawodników informuje mnie, że gubię żele... Niedobrze... Na szczęście tylko jeden wypadł na całej trasie.

Przebiegając przez Dolinę Trzech Stawów wciąż biegnie się świetnie. 10 km zaliczone. Zegarek pokazuje, że jestem kilka minut do przodu w stosunku do założonego tempa. Nie wiem, czy się cieszyć, że tak dobrze mi idzie, czy martwić, że zbytnio szarżuję.

W Dolinie Trzech Stawów © djk71

Biegniemy na Nikiszowiec... to miejsce jest niesamowite. Do tego kibice robią spory hałas. Jest świetnie. 15 km za mną.

Nikiszowiec jest piękny © djk71

Na Giszowcu robi się ciepło, zwijam rękawki. W okolicach 20 km zaczynam czuć na podbiegu zmęczeniu. Pierwsze przejście do marszu. Czyli nie uda się całości przebiec. Szkoda, ale celem głównym było dotarcie do mety w limicie czasu.

Docieram do Szopienic, tu oprócz Darka, czeka na mnie Adam. Miło.

Kurtyna, ale słaba © djk71

Na przemian biegnę i idę dalej. Teraz jest już ciężko. Trzy km dalej czeka na mnie Agnieszka. Pociesza mnie, że to już tylko 10km do mety, ale to dopiero 29 km. Musimy jeszcze nad tą matematyką popracować... ;-)

Kawałek dalej kolejny znajomy na rowerze. Świetnie widzieć na trasie dopingujące Cię osoby. Nawet jeśli to tylko chwila, jeśli to tylko kilka zamienionych słów to niesamowicie podtrzymuje na duchu i daje kopa.

Dobiegam na Dąbrówkę Małą - 30 km - znam to miejsce doskonale - 5 lat technikum :-) Po drodze fajny doping z gitarą i organami. Szkoda tylko, że takich miejsc było tylko kilka...

Dopada mnie kryzys, ale znów spotykam Darka - więc znów jest kop :-)
Udaje się jednak dotrzeć do Siemianowic - 35km.

Bufety - dobrze, że są :-) © djk71

Tu odcinek, który daje mi najbardziej w kość długi podbieg (podejście) do wieży telewizyjnej w Bytkowie.
Po drodze kolejna niespodzianka - kolejny rowerzysta. Miło, że koledzy rowerzyści się nie obrazili na to, że prawie porzuciłem rower. Ale to tylko czasowo :-)

Jest Bytków i wjazd do Parku Śląskiego - 38,5 km. Już tylko niecałe 4 km. Tylko, albo aż....

No i przede mną końców w Parku Śląskim © djk71

Wcale nie jest łatwo, mimo, że większość z górki.

W końcu jednak widać Stadion Śląski. Trzeba spiąć się w sobie i nie dać ciała na bieżni...

I za chwilę wbiegam do tunelu © djk71

Wbiegam w tunel i.... uczucie jest niesamowite...

Wybiegam z tunelu © djk71

Po chwili wybiegam na bieżnię i rozglądam się wokół obserwując kibiców na trybunach. Człowiek przez chwilę czuje się jak prawdziwa gwiazda sportu.

Jest pięknie © djk71

Ostatnia prosta i widzę rodzinę, widzę znajomych z pracy. Jest pięknie! Chce mi się fruwać.

Są znajomi © djk71
Mam to :-) © djk71

Jest meta © djk71

Przebiegam linię mety i... jest euforia... i jakiś żal, że to już koniec. Ale górę bierze radość. Jest medal .

5:30:20

Teraz jeszcze tylko depozyt, bufet i kąpiel (szatnie i prysznice robią niesamowite wrażenie).

Czysty i przebrany wychodzę żeby spotkać się z rodziną i znajomymi. Szkoda, że były jeszcze inne plany i trzeba było tak szybko uciekać. Dziękuję jednak wszystkim, którzy byli na trasie, którzy dotarli na stadion i którzy trzymali za mnie kciuki. Udało się.

Co dalej? Nie wiem. Muszę odpocząć. Dopiero teraz wieczorem zaczynam odczuwać ten dystans w nogach. Dobrze, że jutro wolne :-)

Zdjęcia by moja żona i Amiga - dzięki ;-)

Podsumowanie przygotowań do maratonu

Piątek, 29 września 2017 · Komentarze(6)

No i stało się. Za dwa dni maraton. Nie tak przygotowania miały wyglądać, ale już nic nie poradzę. Spróbuję ;-)

Przez 9 miesięcy:
- miałem 84 treningi biegowe
- przebiegłem 728,46 km
- maksymalny dystans to tylko 30,15 km
- średni dystans: 8,67 km
- 7 biegów powyżej 20km, 1 powyżej 30 km
- samo bieganie zajęło mi 82:34:46 czasu
- średnie tempo 6:45 min/km

Czy to wszystko wystarczy, aby w niedzielę 1 października przebiec na PKO Silesia Marathon - 42,195 km ?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Ale postaram się. Dobiec. Bez względu na czas.
Na stronie maratonu jest trasa, gdyby ktoś chciał ślad gps to jest tutaj.

Nie wiem ile pobiegnę, ale zakładam, że około 5h. Jeśli ktoś będzie miał ochotę powitać mnie na mecie, czyli na Stadionie Śląskim - będzie mi miło. Jest to też okazja, żeby odwiedzić stadion po remoncie korzystając z Dnia Otwartego.

Jeśli ktoś będzie miał szansę pojawić się gdzieś na trasie i pokibicować... będzie mi tym bardziej miło. Będzie mi to na pewno bardzo potrzebne. Szczególnie w drugiej części trasy.

Nie jestem w stanie powiedzieć, o której godzinie gdzie będę, ale kalkulator podpowiada, że (czasy bardzo szacunkowe):

9:00 - start z ulicy Ściegiennego w Katowicach - obok Silesia City Center
9:06 - okolice ronda
9:18 - skrzyżowanie Warszawskiej i Granicznej
9:31 - CH Trzy Stawy
9:48 - nawrotka na Muchowcu
10:18 - Cmentarz Komunalny
10:40 - Nikiszowiec
11:00 - Giszowiec
11:23 - Mysłowice - Obrzeżna Zachodnia
11:54 - Szopienice - kościół św. Jadwigi
12:31 - okolice Osiedla Kukuczki w Katowicach
12:46 - Dąbrówka Mała
13:08 - Wojskowe Zakłady Mechaniczne w Siemianowicach
13:32 - Wieża telewizyjna w Bytkowie
14:00 - Meta na Stadionie Śląskim.


Oczywiście czasy powyżej czysto teoretyczne i im bliżej końca tym pewnie bardziej mogą odbiegać od tego co napisałem.

Jeśli ktoś będzie mógł gdzieś kibicować będzie świetnie :-) Niestety asysta rowerowa na trasie zabroniona - grozi dyskwalifikacją zawodnika, co nie znaczy, że nie można podjechać na kilka punktów :-)

I jeszcze żeby mnie było łatwiej wypatrzeć w tłumie... mój numer :-) Na pewno będę biegł w teamowej koszulce.


W niedzielę startuję z nr 899 © djk71

Ostatnie długie wybieganie

Niedziela, 10 września 2017 · Komentarze(3)
Trzy tygodnie do maratonu.

Dziś ostatnie chyba długie wybieganie. Ciepło. Dla testu nie zakładam czapki. Szybko tego żałuję. Oczy pełne słonego potu. Założony na rękę buff nie nadąża z wycieraniem. Zakładam go na głowę, trochę lepiej, ale niestety ten nie jest najwyższej jakości i trochę zbyt mocno uciska mi skronie. Po kilku kilometrach go ściągam i znów nie widzę nic na oczy :-( Czapka musi być.

Czapka musi być © djk71


Dziś nie pilnuję tętna i już w czwartej minucie jestem 180+. Trudno, zobaczymy jak zareaguje organizm dalej. O dziwo jakoś biegnę. Przez 17,5 km nie jest źle (oprócz oczu), potem niestety do bolącej od 1,5 miesiąca lewej stopy dochodzi ból prawego Achillesa :-( Zatrzymuję się na chwilę. Idę, chcę biec... boli... Jeszcze kawałek spaceru i jeszcze... w sumie 2 km :-( Podbiegam tylko końcówkę do domu.

W domu okazuje się, że... otarł mnie but stąd ten ból... Mam nadzieję, że to tylko od otarcie, a nie faktycznie ścięgno... Zresztą w domu już prawie nie boli. W przeciwieństwie do lewej stopy. Ta boli coraz bardziej. W sumie łatwiej mi się biegnie, niż chodzi. Przynajmniej wtedy nie kuleję...

Długie wybieganie

Wtorek, 5 września 2017 · Komentarze(0)
Nietypowo, bo długie wybieganie zamiast w weekend to we wtorek po pracy.

Po raz kolejny zamiast muzyki słucham książki. Przez większość trasy biegnie się spokojnie choć wolno. Może jednak muzyka dyktuje tempo? Przez pierwsze 15 km spoko, potem zaczynam czuć zmęczenie. Nie ma wyboru biegnę.
Równo na 21 km łapie mnie skurcz w prawą łydkę. Po raz pierwszy chyba odkąd biegam. Po chwili jednak ruszam dalej. Wbiegając na osiedle mam 25km. Wystarczy na dziś. Czuję zmęczenie.

Do maratonu pozostaje niecałe 4 tygodnie. To było ostatnie tak długie wybieganie. Czy wystarczy, aby 1 października pokonać 42km? Zobaczymy. Będzie to pewnie wypadkowa wydolności, mięśni i... głowy...