Wpisy archiwalne w miesiącu

Grudzień, 2019

Dystans całkowity:146.93 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:22:43
Średnia prędkość:10.61 km/h
Maksymalna prędkość:37.49 km/h
Suma podjazdów:861 m
Maks. tętno maksymalne:192 (94 %)
Maks. tętno średnie:182 (89 %)
Suma kalorii:13591 kcal
Liczba aktywności:24
Średnio na aktywność:9.80 km i 0h 56m
Więcej statystyk

Znowu wtopa

Niedziela, 22 grudnia 2019 · Komentarze(0)
Ledwo zdążyłem wrócić z roweru, wykąpać się, a już syn czekał żeby pojechać na siłownię.
Tradycyjnie na początku kilka setów w tenisa stołowego, mniej tradycyjnie: znów przegrałem 5:6. A może to nowa świecka tradycja? Co ja mówię... Jeszcze się odegram :-)

Mokro i błotniście ale fajnie :)

Niedziela, 22 grudnia 2019 · Komentarze(2)
Umówiliśmy się z Markiem na poranną niedzielną przejażdzkę. W sobotę wieczorem okazuje się, że czasu za wiele nie mamy, ale spróbujemy wykorzystać co się da. Wychodzę z domu trochę wcześniej żeby się nie gonić, nie spocić, poza tym dawno nie kręciłem więc nie wiem jak tam kondycja.

Wychodzę i... pada :-( A jeszcze przed chwilą było sucho. Hmmm... mam tylko nadzieję, że za chwilę nie dostanę SMS-a, że Marek się rozmyślił ;-) Jadę. Przypominają mi się dawne czasy, gdy pogoda nie była żadną wymówką, bez względu na to czy to był trening, zawody, czy zwykła przejażdżka. I...dziś już też nie przeszkadza ;)

Pochmurno i mgliście © djk71

Pusto w lesie, pusto na autostradzie...

Na autobanie też pusto © djk71

Dojeżdżam nad Brandkę.

Tam gdzieś się umówiłem © djk71

Chwila oczekiwania i jest Marek.

W oczekiwaniu © djk71

Ruszamy. Właściwie nie ma znaczenia gdzie. Żeby tylko pojeździć. Trochę żałujemy, że nie wizęliśmy błotników :-)

Przed nami DSD. NIe wiem czemu daję się markowi namówić na Red Rocka. Przecież wiem jak tam jest po deszczu. I rzeczywiście, na szczycie opony nabierają wagi, szerokości i charakteru ;-)

I kto będzie czyścił rower? © djk71

Krótki postój i ruszamy w drogę powrotną. Końcówkę jadę asfaltem, niech błoto odpadnie choć trochę z opon. Resztę i tak trzeba będzie czyścić.

Jak się potem okaże czyszczenie zajęło mi prawie tyle ile jazda. Ale warto było :-)

Bieg po Moczkę i Makówki

Sobota, 21 grudnia 2019 · Komentarze(4)
Po debiucie rok temu, byłem pewien, ze jeśli tylko uda mi się zapisać to w tym roku również wystartuję. Udało się, udało się też namówić Tereskę.

Ten bieg jest inny niż wszystkie. Wtedy gdy wszyscy biegają w przedświątecznej gorączce, tutaj ludzie świętują biegając :-) Biegając jedni kończą sezon, inni już zaczynają nowy... Ale wszyscy uśmiechają się do siebie, jeszcze bardziej i częściej niż zwykle. Zresztą trudno się nie uśmiechać patrząc na siebie. :)

Rok temu byłem zaskoczony, że trzeba (a właściwie wypada, bo obowiązku nie ma) się przebrać, dzięki pomocy żony w ostatniej chwili udało się zostać choinką, nawet świecącą ;-) W tym roku było kilka pomysłów, a w końcu wybór padł na... pidżamę syna :-)


Gotowy do biegu © djk71

Wybór wydawał się dobry... tylko... pogoda się nie spisała. Było ciepło. Nawet bardzo :-)

Robimy zdjęcia

Zapowiada się ciekawie © djk71

Mnóstwo zdjęć

Ale słodko © djk71

Trudno wybrać, które zamieścić, tyle ich jest.

Ale strasznie © djk71

Nie tylko ja robię zdjęcia...

Fotograf też musi mieć zdjęcie © djk71

Uwagę przykuwają nie tylko stroje.

Co to za jaja? © djk71

Pojawia się Tereska więc musi być i ścianka.

Tak się bawi ETISOFT © djk71

I kto tu jest biegaczem? © djk71

Niektórym się chyba święta pomyliły.

Wielkanoc czy Boże Narodzenie © djk71

Sprawdźmy co tam w koszyczku...

A co tam mamy w koszyczku? © djk71

O mały włos nie popsułem jednego przebrania. Wchodząc na salę zauważyłem jakiś stół i chciałem sobie na nim przycupnąć...  Powstrzymałem się w ostatniej chwili...

Na latającym dywanie © djk71

Ale od tyłu naprawdę nie wiedziałem co (kto) to ;-)

Pojawiły się i znane postacie:

Jest wszędzie © djk71

Przed startem jeszcze czas na kawę. Naprawdę można było dostać kawę, a dzieciaki bombony...

Automat działał i biegał!!! © djk71

W końcu pora wyjść na zewnątrz.., a tam równie ciekawie...

Kosmiczne wózki © djk71

I jakie towarzystwo...

Galeria VIP-ów © djk71

Rozgrzewka i idziemy na start.

Pamiętamy o smogu © djk71

Mobilna galeria © djk71

Piękniejsza twarz Kościoła © djk71

Po chwili odliczanie i ruszamy. Przed nami cztery pętle. Dwie dłuższe i dwie nieco krótsze. W sumie 10 km, przy czym to od startującego zależy ile pobiegnie.

Czas start © djk71

Moja żona z mężem Tereski robią zdjęcia :-)

No to ruszamy © djk71

Maszyna na kawę puszcza "Wodzionkę" :-)

Gra, polewa kawę i biega © djk71


Jest i ciastek © djk71

Brawa dla zawodników za pomysły, za poczucie humoru, ale również, a może przede wszystkim na organizatorów za danie nam szansy na wzięcie udziału w takiej imprezie.

Ksiądz już biegnie po kolędzie © djk71

Biegniemy. Jest ciepło, nawet bardzo. Tereska postanawia zmienić garderobę. Sam nie wiem, czy to z powodu ciepła, czy tylko taka kobieca wymówka żeby pokazać się też w innym stroju ;-)

Tereska się przebiera © djk71

Nie do końca wiem, czy niektórzy naprawdę się przebrali, czy po prostu próbują wmieszać się w tłum. Szczególnie, że na widok policjantów reagują dość nerwowo. W sumie to też nie wiem, czy to byli prawdziwi policjanci, czy może przebierańcy.

Łapać ich... © djk71

Inni uciekają chyba przed paparazzi...

Biegamy z nie byle kim © djk71

Jest ciepło. nawet bardzo. Strój nie pomaga. Nie pomaga też, że cały czas gadamy z Tereską. Choć tak rzadko mamy na to okazję, że szkoda tracić okazję. Niestety puls od drugiego kilometra ponad 180. Na szczęście można liczyć na pomoc.

Pierwsza pomoc © djk71

Kiedy wyprzedzamy samochód wiem, że biegnę za szybko w takich warunkach.

Biegnie samochód © djk71

Mówię Teresce, że chyba skończę na trzecim okrążeniu. Nie do końca pamiętam co powiedziała, ale pobiegłem i czwarte :-)

Wciąż razem © djk71

W sumie to wstyd by było rezygnować jak niektórzy biegli w pampersie i boso...

W pampersie, na boso © djk71

W końcu jest meta. Ponoć biegnę mocno czerwony.

Ostatnie okrążenie © djk71

A na mecie słodki medal :-)

Z piernikowymi medalami © djk71

Do tego jajka...

Bieg z jajami © djk71

I miłość... wylosowana... (bo ta prawdziwa była przecież za mną, zdjęcia robiła)....

Dostałem w prezencie miłość © djk71

Nie zabrakło oczywiście degustacji tytułowej moczki i makówek. Były świetne :-)

Nie wspomniałem, że w pakiecie startowym był... nietypowo... ręcznik okolicznościowy ;-)

W zestawie startowym tym razem... ręcznik © djk71

Podsumowując: super impreza, super klimat, super towarzystwo... A i jeszcze na trasie... super kibice.. Wielkie brawa dla nich.

Super impreza!!!!

Popołudniowy rozruch

Piątek, 20 grudnia 2019 · Komentarze(0)
Dziś był rewanż za ostatnią porażkę w ping ponga :-)
Potem trochę kręcenia na rowerku spinningowym i brzuszek ;)

Afternoon Activity

Środa, 18 grudnia 2019 · Komentarze(0)

Potwory

Środa, 18 grudnia 2019 · Komentarze(2)
Jeśli nie liczyć ostatniej wizyty na siłowni gdzie po 11 minutach na bieżni zrezygnowałem i poszedłem do domu to za mną najdłuższa przerwa w jakichkolwiek ćwiczeniach od marca 2018.

Tak to jest kiedy pojawiają się demony...

... potwory...

Potwory wokół mnie © djk71


i smoki...


Pobiegałem chwilę, a potem pograłem i poćwiczyłem z synem.

Powrót demonów

Środa, 11 grudnia 2019 · Komentarze(2)
Pojawiają się znikąd...

Najczęściej przychodzą w grupie. A może dopiero wtedy je zauważam, na te przychodzące solo już się widać uodporniłem. I one to chyba wiedzą. Namawiają się, obserwują, czekają na chwilę mojej nieuwagi, na to kiedy poczuję się pewniej. Na tyle pewnie żeby je zignorować, zapomnieć, wyrzucić ze swoich wspomnień. I wtedy się pojawiają.

Przychodzą w różny sposób...

Czasem kolejno, jeden za drugim, pozwalając mi się łudzić, że dam sobie z nimi radę, z jednym, z drugim, czasem nawet z trzecim... by w końcu dotarło do mnie, że jest ich nieskończenie wiele... i nie mam żadnych szans.
A czasem atakują wszystkie naraz, tak żebym nie miał żadnych złudzeń, że mogę z nimi walczyć... Wtedy rzeczywiście trudno jest nawet podnieść rękawicę...

Kiedy już zaatakują to robią to raz wolno, jakby delektując się swoją przewagą i moimi bezradnymi próbami walki, innym razem mocno, z całej siły, tak żeby rozłożyć mnie na łopatki w pierwszej rundzie.

Demony...


Któż to? © djk71

Tym razem długo się zbierały, kilka miesięcy spokoju, pozornego zwycięstwa, ale jak zwykle to tylko moje złudzenia, albo nadmierna pycha... Wydawało mi się, że sobie z nimi poradziłem. Jak zwykle się myliłem. Są straszne i nie sposób ich uniknąć. Są wszędzie...

Pojawiają się w przeróżny sposób, czasem pod postacią słowa... pisanego, mówionego, czy śpiewanego... Innym razem pod postacią ludzi... tych znanych i tych zupełnie obcych, często przypadkowych, zupełnie nieświadomych tego kogo reprezentują...

Dają o sobie znać pod postacią przedmiotów, wcale nie jakiś wymyślnych, niezwykłych, często po prostu przyjmując postać rzeczy codziennego użytku... tych, które jeszcze wczoraj, jeszcze godzinę, czy minutę temu leżały i nic nie znaczyły, w każdym razie nic złego, złowieszczego...

Są jeszcze takie, których nie ma... i nie wiem czy te nie są najgorsze... Nie kuszą, nie straszą, nie niszczą... Ich po prostu nie ma, i ten ich brak jest dopiero straszny...

Przychodzą i nie wiadomo kiedy odejdą. I czy odejdą... Jak długo pozostaną i czy może trzeba będzie je wyrzucić... za drzwi, za okno... I czy to się uda? Bo przecież tak wiele razy wydawały się być usunięte, a wracały, i uderzały... jeszcze boleśniej... ze zdwojoną siłą...

Kiedyś w nie nie wierzyłem, dziś trudno mi uwierzyć w życie bez nich... Być może są elementem tych wszystkich mądrości w stylu: co Cię nie zabije to Cię wzmocni... Tylko czy ja chcę być aż tak mocny?

Nie chcę... już nie...

Na bieżni też nie byłem... wytrzymałem dziesięć minut...

Bieg Mikołajkowy

Niedziela, 8 grudnia 2019 · Komentarze(2)
Na wczorajszej firmowej wigilii była okazja również podziękować wszystkim naszym firmowym biegaczom, piechurom i rowerzystom. Po raz kolejny udowodnili, że chcieć to móc. Cieszymy się, że nasze koleżanki i koledzy

Dziś Bieg Mikołajkowy w Katowicach.

Mikołajkowy medal © djk71

Kolejna super zorganizowana impreza przez MK Team. Kiedy przyjeżdżam w towarzystwie żony i Agnieszki na start, pierwsze co nam się rzuca w oczy, a raczej nogi to... lód na chodnikach. Nie jest dobrze. Rano się nad tym zastanawiałem, ale doszedłem do wniosku, że jest za ciepło. Pomyliłem się.

Miejscami ślisko © djk71

Kiedy odbieramy pakiety słyszymy ostrzeżenia organizatorów dot. nawierzchni. Robią to co prawda z uśmiechem, starając się nie wprowadzać nerwowej atmosfery, ale widać, że boją się o nas.

Przed biegiem spotykam kolejną Agnieszkę. Zdjęcia muszą być :-)

Sesja na ściance © djk71

Z żona przed startem © djk71

Rozgrzewka. Jak zawsze tutaj spokojnie i wesoło, w tanecznym rytmie, ale... to nie moja bajka...

Niby proste © djk71

Zanim zdążę zajarzyć, którą rękę i nogę przesunąć w którą stronę to na scenie dzieje się już coś innego. Do tego rozprasza mnie muzyka :-)

Niektórzy potrafią © djk71

Po chwili ruszamy.

Mikołaj z nami © djk71

Tradycyjnie biegnę sam próbując się nie podpalić. Na początku rzeczywiście są miejsca gdzie jest ślisko, ale potem już jest ok. na drugiej pętli już wcale tego nie zauważam. Może to sprawka słońca, które pięknie świeci przez cały bieg.

Po drodze wyprzedza mnie kolejna koleżanka z firmy - Patka :-)

Mijam oznaczenie drugiego kilometra i... zaczynam czuć piszczele :-( Od dawna już tego nie czułem. Niedobrze. Niestety z każdym kolejnym krokiem jest coraz gorzej. W okolicach czwartego kilometra spotykam Anetkę. Mówię, że chyba nie dam rady. Kawałek dalej jest punkt nawodnienia. Zatrzymuję się na chwilę i organizm mówi: Skończ to, bo sobie zrobisz krzywdę. Albo chociaż przejdź do marszu. Nie słucham. Zdążę jeszcze jeśli będzie tak źle.

Jest ciężko :-( © djk71


Mijam linię mety... po raz pierwszy. Przede mną jeszcze jedna pętla. Około 7 km przestaję czuć ból. Jest jeszcze jakiś dyskomfort, ale jest zdecydowanie lepiej. Albo minęło, albo przywykłem. Cieszę się, że nie odpuściłem. Końcówkę już biegnę spokojnie.

Jakiś kilometr przed metą doganiam Agnieszkę z firmy. Wyprzedzam ją, ale zwalniam. Pobiegniemy do mety wspólnie. Życiówki i tak się nie spodziewam :-)

Z uśmiechami na ustach przekraczamy linię mety.

Mamy to :-) © djk71

Dzięki za bieg! © djk71

Tam już czeka Agi mąż i Aga, z którą przyjechaliśmy do Katowic. Już z medalami.

A teraz medal © djk71

Po chwili i my odbieramy swoje, oddajemy chipy, bierzemy przydziałowe napoje i ruszamy... do domu.

Pamiętać o chipie © djk71

Super zorganizowany bieg. Mimo bólu jestem zadowolony, że wystartowałem.

Jeszcze jeden sukces w tym roku © djk71

Na starcie NW ma stanąć dziś jeszcze Karolina, ale spieszę się i nie udaje nam się spotkać.

1300 km i Mikołaj

Piątek, 6 grudnia 2019 · Komentarze(0)
Dziś Mikołaj i... bardzo aktywny dzień. Na szczęście udaje się choć na chwilę wpaść na siłownię. Krótkie bieganie na bieżni, ale trochę szybciej niż ostatnio. Przekraczam dystans 1300 km. Tak, tyle przebiegłem w tym roku. Szok :-)

Na siłownię zawitał Mikołaj, ale chyba byłem niegrzeczny bo... nic nie dostałem ;-(

Mikołaj na siłowni © djk71