Dziś czwarty dzień z rzędu na bieżni. Nie ma to jak mieć dobrą motywację, albo motywatorkę :-)
Miała być kontynuacja książki, ale repertuar w kinie wygrał. Blues Brothers 2000 - nie mogłem sobie odpuścić. Muzyka w tym filmie zawsze mnie pogodnie nastraja. Dziś tak na mnie działała, że o mały włos nie wyprzedziłem bieżni. Na szczęście skończyło się bez upadku ;-)
Przez chwilę zastanawiałem się jakbym wyglądał na bieżni w czarnym kapeluszu i ciemnych okularach... :-)
Dziś w kinie Marsjanin. Już to przerabiałem. Film nie urzekł mnie na tyle żebym chciał go oglądać po raz kolejny. W takim razie wracam na "zwykłe" bieżnie i zakładam słuchawki. Nie chce mi się długo szukać więc losowo wybieram Pacjentkę (Alex Michaelides). Póki co nie zachwyciła mnie, ale też jej nie porzuciłem. Zobaczymy jak się rozkręci.
Dziś kolejny dzień w kinie. Film do najambitniejszych nie należał: American Pie - Bractwo Beta, ale biegało się przy tym nawet spoko.
Trzeba chyba powoli ustalić jakiś konkretny plan treningów, bo póki co kończy się to na bieganiu żeby biegać. Warto by w to wpleść zgodnie z wstępnymi przymiarkami spinning, pływanie i trochę prawdziwej pracy na siłowni.
Dziś kolejne interwały na bieżni. Trochę dłuższe odcinki i cały czas na nachyleniu, tylko raz większym, a raz mniejszym. Wolno, ale w kość dawało. Ale co zrobić jak się wymyśliło rok z górskimi akcentami ;)