Na szczęście gorzej wyglądało przez okno. W sumie jak wyszedłem to już nie było tak źle. Tylko ten slalom między kałużami... no bo wiadomo, buty jeszcze czyste :-)
I kolejny dzień, gdy obowiązki kolejno nie pozwalają mi pójść ani rano na siłownię, ani po pracy na spinning. W takim razie zostaje wieczorne bieganie. Początek bardziej męczący niż zwykle, ale potem już spokojnie. Patrząc na dotychczasowe czasy, z każdym kolejnym treningiem jest coraz szybciej, choć wciąż jest to tylko truchtanie (marszobiegi). Oczywiście wiem, że tak nie będzie w nieskończoność, ale teraz to cieszy :-)
W planach była poranna siłownia, ale ponieważ lubię swoich gości to wyłączyłem budziki i... zapomniałem ich włączyć. Wieczorem miało być kręcenie w miejscu, ale wieczorek poetycki się przedłużył i nie zdążyłem. Ale nie żałuję, że poszedłem. Oprócz dawki poezji zostałem zaskoczony miejscem. Nie dość, że w końcu po raz pierwszy miałem okazję gościć w Domu Kawalera to jeszcze okazało się, że mieści się tam ponoć jedyne w Polsce Fortepianarium. Najstarszy z instrumentów pochodzi z ok. 1790 roku! Ponoć jest to najstarszy, działający instrument tego typu w Polsce.
Aż żal, że nie wziąłem ze sobą aparatu, musiała wystarczyć komórka.
Weekend w rowerowym gronie, ale wyjątkowo bez rowerów. Nie udało się też nikogo namówić na bieganie. W związku z tym dopiero po wyjeździe przyjaciół ubieram się i ruszam na kolejny wieczorny trening biegowy.
Ciepło. Biegnie się fajnie. Wręcz jakiś niedosyt. Chciałoby się pobiec więcej, szybciej, dalej, ale trzymam się planu.
Od wczorajszego ranka czuję lekki ból gardła. Do tego nikt mi nie powiedział do jakiej temperatury powinno się biegać na dworze.
Andretti pokazuje, że jest -6 (nawet z lekkim kawałkiem).
Trudno idę. A właściwie biegnę (i idę). I wciąż jest całkiem ok. Nawet chłód mi nie przeszkadza. Podejrzane to, ciekawe gdzie jest haczyk...
Rok temu próby biegania dość szybko się skończyły po niepokojącym bólu w okolicach Achillesa. W tym roku postanowiłem spróbować raz jeszcze. Pomny doświadczeń, bieganie poprzedziłem badaniami stopy i doborem obuwia. Czy to coś pomoże, czy to tylko marketingowe chwyty - nie wiem. Na pewno uspokoiłem sumienie.
Buty kupione więc trzeba pobiegać. Wcześniej jeszcze przejrzanych mnóstwo różnych stron o bieganiu i kilka (-naście, -dzieścia) różnych planów treningowych dla początkujących. I to bardzo różnych. Wspólnym mianownikiem jest tylko marszobieg w pierwszych tygodniach.
Próbujemy. Co prawda zakładałem, że będę biegał raczej po asfalcie, ale pierwsze kroki skierowałem do lasu...
Cztery serie i o dziwo, mimo, że niby trudniejsze niż rok temu, to jakoś łatwiej zrobione. Zobaczymy jaki efekt będzie jutro :-)
Marszobieg i kontuzja Kolejny bieg. Temperatura poniżej zera, ale rzeczywiście w adidasach w nogi nie jest zimno. Niestety pod koniec czuję lekki niepokój w okolicach Achillesa. Nie jest dobrze. Za szybko chyba na kontuzję?
Dziś, na dworze około zera, a trzeba by się poruszać. Nie do końca wiem jakie obuwie ubrać do biegania. Na adidasy chyba za zimno, a trapery się do tego chyba nie nadają. Wybieram jednak ciepło. Jakoś daje radę. Trochę ciężko jak się nie potrafi zbytnio oddychać nosem, ale daję radę.
Marszobieg to bieganie, czy chodzenie? Bo nie wiem do jakiej aktywności przypisać... Przypisałem do biegania, bo tak brzmi dumniej ;-) Poza tym taki jest cel (chyba) :-)
Kiedy ja ostatni raz biegałem? W Technikum? To już... kilkadziesiąt lat temu...
Mile zaskoczyła mnie moja małżonka dzielnie mi towarzysząc przez cała drogę.
A może zacząć z biegać z Bajką jak Ci w niedzielę? Żart.
Z innej beczki bardzo nas ucieszyła wiadomość jaką otrzymaliśmy w poniedziałek.
Wiersz Wiktora, piąty rok z rzędu, został opublikowany w Antologii Poezji Dziecięcej. Już samo to jest dużym wyróżnieniem, bo przykładowo w tym roku zostało zgłoszonych 2000 wierszy ze 130 szkół. Opublikowano 120 utworów. Dziś na wernisażu okazało się, że I miejsce w kategorii gimnazjum zdobył... Wiktor. Takie chwile cieszą choć szkoda, że nie mogliśmy być tam razem z Nim.
Recenzentem jubileuszowego X tomiku był tym razem Daniel Olbrychski.