Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:21585.71 km (w terenie 5808.48 km; 26.91%)
Czas w ruchu:1576:37
Średnia prędkość:14.75 km/h
Maksymalna prędkość:175.00 km/h
Suma podjazdów:51821 m
Maks. tętno maksymalne:210 (115 %)
Maks. tętno średnie:186 (98 %)
Suma kalorii:418539 kcal
Liczba aktywności:1409
Średnio na aktywność:17.68 km i 1h 07m
Więcej statystyk

Chłodny wieczór

Wtorek, 28 października 2008 · Komentarze(6)
Chłodny wieczór
Po tygodniowej przerwie dziś krótka wieczorna przejażdżka.



Teraz już chyba wszystkie będą wieczorne do wiosny, bo wieczór szybko zapada. Chyba, że któryś weekend uda się lepiej zorganizować niż ostatni… Choć początek ostatniego choć nie był rowerowy był fantastyczny :-)

A może nie weekend uda się zorganizować tylko inny dzień... Brzmi obiecująco... :-)

Trasa: Helenka-Stolarzowice-Repty-Tarnowskie Góry-Repty-Stolarzowice-Helenka.

Przerażony

Środa, 15 października 2008 · Komentarze(6)
Przerażony
Dziś pierwszy raz po Odysei. Rower po wstępnym czyszczeniu i regulacji. Widać różnicę. Po raz pierwszy chyba działają mi normalnie przerzutki. Hamulce też już dawno tak nie działały. Lekko obniżona kierownica - nie przeszkadza, ale efekt zobaczę pewnie dopiero przy podjazdach w terenie, gdzie czasem podnosiło mi przednie koło do przodu.

Krótka wieczorna przejażdżka przed meczem.
Helenka-Stolarzowice-Górniki-Wieszowa-Grzybowice-Mikulczyce-Rokitnica-Helenka

Testowa jazda z pulsometrem lekko przerażająca.

max: 195
avg: 162

Przed Odyseją

Wtorek, 30 września 2008 · Komentarze(13)
Przed Odyseją
Po 21 w deszczu po chleb. Wcześniej rzut oka na prognozę pogody na Odyseję i co widzę?

"Sobota - deszcz. Maks.: 8° C. Wiatr PnZd 10 km/h. Chance of precipitation 100%."

Czyli dokładnie tak jak w tej chwili. "Optymalne" warunki do treningu. Tylko dystans 10x krótszy.

Po powrocie wnioski: Chłodno w uda, okulary nie mają wycieraczek… Nic to, damy radę… ;-) Szkoda tylko, że zapomniałem mapnika kupić, a teraz już za późno :(

Po flaszce

Poniedziałek, 29 września 2008 · Komentarze(11)
Po flaszce
Dziś wyjazd jeszcze za dnia, choć później niż planowałem. Najpierw chwila walki w lesie. Potem kolejna nowa ścieżka, sporo błota (swoją drogą nie wiem kiedy zgubiłem przedni błotnik - wszystko leci mi na pysk), a dalej... skądś to już znam... Szeroka dróżka zwęża się, coraz bardziej zarasta i... kończy się... :( Rower na plecy (przecież nie będę wracał) i na szczęście już po kilkudziesięciu metrach jestem znów na ścieżce.

Zrobiło się ciemno więc ze Stroszka reszta trasy asfaltem. Przez Karb do Miechowic zachciało mi się skrótem i nagle słyszę jak rozwalam w drobny mak jakąś butelkę, najpierw jednym kołem, potem drugim. Pięknie, k... pięknie...

Jako, że powietrze nie uszło od razu mknę co sił w stronę domu. Nie chce mi się po ciemku, w lesie zmieniać dętki.

Dojeżdżam do domu i... koła wyglądają ok. Czyżbym miał szczęście? Zobaczymy rano...

W terenie

Niedziela, 28 września 2008 · Komentarze(19)
W terenie
Dziś wrócił Wiku. Dostaliśmy prezent :-)



Po wysłuchaniu barwnych opowieści syna ruszam w teren. Dosłownie w teren. Korzystając z tego, że jadę przy świetle słonecznym chcę powłóczyć się po lesie. W sumie Odyseja już nie długo, a tam pewnie nas takie klimaty nie ominą.

Las miechowicki kryje w sobie mnóstwo ścieżek, dziś część drogi jadę zupełnie nowymi trasami, w końcu ląduję koło „Wójcika” i stacji kolejki wąskotorowej Dąbrowa Miejska. Niestety pociąg się nie zatrzymał.



Wandale docierają wszędzie.



Idzie (jedzie?) jesień :-(



Dalej przez DSD, obok Kopalni Srebra i dalej przez Tarnowskie Góry (ten ostatni odcinek muszę jeszcze jakoś opanować żeby uniknąć asfaltu). Potem znów nową ścieżką nad Chechło. Ależ tu dziś fajnie. Niewielu ludzi, zero ruchu, aż mi się zachciało przez chwilę usiąść i odpocząć. Szkoda tylko, że trochę chłodno w cztery litery...



Jesteśmy umówieni ze znajomymi więc czas wracać. Kolejne nowe ścieżki. Ależ fajnie się tak jedzie nie wiedząc gdzie się wyląduje. W końcu trafiam nam stację i uzupełniam braki w oponach. Nie wiem czy nie za bardzo, bo już jadąc przez Dolomity mam wrażenie, że rower momentami ma mniejszą przyczepność.

W drodze do Miechowic, na błotnistych podjazdach jest jeszcze gorzej. W końcu docieram do domu. Było super. Chyba częściej będę penetrował te lasy. Tylko kiedy? Bo wieczorami się nie da... :(

Z niejasnych przyczyn zajmuję się niczym

Środa, 24 września 2008 · Komentarze(8)
Z niejasnych przyczyn zajmuję się niczym
Po bardzo długiej przerwie dziś znów na rower. Jak kiedyś bywało, wieczorem, po ciemku, przy niskiej temperaturze...

Wcześniej chwila zastanowienia się co ubrać. Trudny wybór. Zobaczymy, najwyżej zmarznę i wrócę wcześniej.

Ciemno więc asfalt, już po chwili zaczyna mi być zimno w uda i w palce, może jednak trzeba było wziąć rękawiczki z długimi palcami...

W Rokitnicy zaczyna mi przeszkadzać mżawka. Brak wycieraczek na okularach sprawia, że niewiele widzę. W Mikulczycach okulary lądują w kieszeni. Lepiej, dużo lepiej.

Centrum Zabrza, chłód jakby minął. Może dzięki temu, że przestało padać.
Jadę do Gliwic. W uszach punkowe przeróbki znanych przebojów. Mimo, że w wielu przypadkach przeróbki ograniczają się tylko do szybszego grania - fajnie się tego słucha.

W Gliwicach trafiam na kibiców Piastach wracających z meczu. Smutni, bo przegrali. W Czekanowie, po 25km czuję, że zaczynam słabnąć. Znam to uczucie, niby człowiek kręci jak przed chwilą, a rower jedzie coraz to wolniej. Widać efekty przerwy w jeżdżeniu. Kiedyś tego się bałem teraz wiem, że dojadę tylko wolniej.

Spokojnie jadę, niestety znów zaczęło mżyć.

Dom. Brakowało mi tego. Jazdy