Zapowiadana ładna pogoda więc w planie bieg i basen. Przez chwilę mi nawet przeszło przez głowę żeby do tego dodać jeszcze rower, ale później rozsądek podpowiedział, że co za dużo to niezdrowo.
Rano lekkie śniadanie, w planach szybki sklep i bieganie. Niestety szybko plany się zmieniły i bieganie zaczynam o 15-tej. Trochę późno w stosunku do posiłku... Ale jeść obiad i iść biegać to też niezbyt dobrze.
Ruszam do lasu i jest fatalnie. błoto lub mokry śnieg. Biegnie się źle. Po 3 km decyduję się na asfalt. Tam lepiej dopóki nie wbiegam na rowerówkę. Tam jest gorzej niż w lesie. Błoto, śnieg... uwalone i mokre buty... i tak samo ślisko...
Po 50-ciu minutach mam dość. Nie mam siły biec. Zaczynam maszerować. Dawno mnie tak nie odcięło. Nie da się jednak biegać z pustym żołądkiem. A może to efekt wczorajszej siłowni i innych ćwiczeń?
Bieg i po drodze jeszcze dwukrotnie przejście w marsz... Porażka.
Na basen też już chyba nie dam rady. Nie tak to miało być.
Otrzymałem zaproszenie na inną siłownię. Całkiem pozytywne wrażenia. Trochę inne ćwiczenia, pewnie jutro będą zakwasy ;-) Niestety okazało się, że Multisport nie jest tam uznawany, a karnet trzeba od razu wykupić na 12 miesięcy :-( Szkoda.
Po pracy spinning więc będzie gdzie spalić. Tak miało być, okazało się, że trener chory i zajęcia odwołane. To mnie załatwili...
Wieczorem basen. Chociaż tyle. Ale kiepsko dziś było. Zero postępów. Wręcz cofanie się... Plusem jest to, że coraz mniej mi woda przeszkadza, ale pływanie bez wspomagaczy to porażka...
I w sumie coś w tym jest. Po dziwnym tygodniu, który skutecznie rozwalił plan treningowy w końcu powrót do normalności. Późno więc nie chciało mi się kombinować. Cztery kółka wokół osiedla. Pod koniec zastanawiałem się czy nie zrobić jeszcze jednego, ale odpuściłem. Trzeba się trzymać planu, przynajmniej jeśli chodzi o górną granicę :-)
Fajnie mi się biegło tylko trochę zbyt ciepło się ubrałem. Wciąż nie potrafię dopasować cuchów do pogody. Albo z ciepło, albo zbyt chłodno. Dziś totalnie spocony :-(
Przy okazji na portalu Polska Na rowery jest relacja z warsztatów, na których byłem... I nawet mnie tam uwiecznili :-)
Kolejna poranna siłownia. Chyba potrzebuję lekkiej zmiany ćwiczeń, bo mimo, że obciążenie jest zmienne i nie narzekam na łatwiznę, czy nudę, to czuję, że organizm już do tego zestawu zbytnio przywykł.
Po wczorajszych badaniach, dziś wciąż na gościnnych występach wypad na basen w Ożarowie. Strasznie tłoczno, ale daliśmy radę. Pierwsze próby z bojką między nogami. Dziwnie.
Ogólnie popływałem, ale jak to brat określił stylem na Tarzana... Przecież wiem, że sporo pracy przede mną...
Dziś zamiast treningu udział w warsztatach dot. badań wydolnościowych i ich wykorzystania w treningu w ramach Akademii Rowerowej Cezarego Zamany. Interesujące, choć nie wszystko do końca rozumiałem, szczególnie ba początku.
Częścią warsztatów było organizowane przez 4Sport Lab badanie, którego dzięki wygranej w konkursie stałem się bohaterem/królikiem doświadczalnym :-)
Ciekawe doświadczenie. Przez chwilę trzeba było przywyknąć do maski. Początkowo spoko, później coraz ciężej, ale wciąż spokojnie. Spodziewałem się, że w pewnym momencie odetnie mi oddech. Okazało się jednak, że to nogi nie miały siły już kręcić i z tego powodu musiałem przerwać.
Teraz czekam na wyniki i opis. Pytanie, czy i jak uda się to wykorzystać.
Taką moc maksymalną osiągnął Cezary Zamana podczas Konkursu Mocy. Strzelałem, że 1250W i byłem najbliżej prawdy. Dzięki temu wygrałem uczestnictwo w warsztatach dot. badań wydolnościowych oraz... pakiet badań :-) Będzie chwila prawdy :-) Miałem miłą niespodziankę na rozpoczęcie dnia :-)
Za to wieczorem, tuż przed bieganiem inna niespodzianka:
Z płetwami jest łatwo. No może nie łatwo, ale dużo łatwiej. Człowiek nie zauważa kiedy pokonuje kolejne długości basenu. Bez... dużo trudniej, wolniej, bardziej się męczę... Mimo to bardzo mi się dziś podobało. Jakoś tak swobodniej się czułem. Mam wrażenie, że pokonuję kolejne bariery, w tym te które siedzą w głowie... Ale widzę jak wiele jeszcze pracy przede mną.
Najważniejsze, że już mi sprawia przyjemność chodzenie na basen. Najchętniej chodziłbym częściej, tylko czasu brak.