Syfon w Kędzierzynie
Udaje się, ale dość późno. Wspomagamy się samochodem i około czternastej lądujemy w rybnickich Stodołach. Podejrzewamy, że gdzieś tu będzie się zaczynał etap kajakowy na rajdzie. Ruszamy pokręcić po okolicy. Spokojne tempo. Spotykamy wąskotorówkę :-)

Wąskotorówka na trasie© djk71
Mijamy zabytkową stację, jednak nie ma tu w planach postoju.
Dojeżdżamy do klasztoru, tu też dziś nie ma czasu dziś na zwiedzanie, może w drodze powrotnej. Tylko szybkie zdjęcie

Są siły :-)© djk71
Chyba jakiś ślub się odbywa, a młodzi zajechali... czarną wołgą. Czy Wy też pamiętacie opowieści o tym aucie?

Wspomnienia z dzieciństwa© djk71
Jedziemy dalej. Po chwili zawracam. Napis na pomniku z daleka zwrócił mą uwagę. Wciąż mnie zaskakuje, że jednak w Polsce są miejsca gdzie nikomu to nie przeszkadza...

Nie wszystko trzeba zniszczyć© djk71
Zaliczamy podjazd na Schlossberg i mkniemy dalej lasami.
Dojeżdżamy do Kuźni Raciborskiej, tu będzie start imprezy.
Po drodze mijamy straż pożarną.

Wóz strażacki© djk71
Właściwie powinniśmy zawrócić i pokrążyć po okolicznych lasach, ale chodzi mi po głowie coś innego. Planując nad ranem trasę dojrzałem na mapie informację o... syfonie! Dość oryginalnej konstrukcji umożliwiającej przepływ rzeki Kłodnicy pod Kanałem Gliwickim. Przypomniała mi się bifurkacja w Wągrowcu (która ponoć wcale nie jest bifurkacją) i stwierdziłem, że muszę zobaczyć i to "skrzyżowanie".
Mijamy zakłady azotowe w KK i dojeżdżamy do celu.
U góry Kanał Gliwicki

Kanał Gliwicki© djk71
A kilka metrów niżej, pod nim, w poprzek przepływa Kłodnica.

A na dole Kłodnica© djk71
Widać, że są tu przygotowani do powodzi :-)

Przygotowani do powodzi?© djk71
Miejsce zaliczone, ale zaliczone też wielkie rozczarowanie. Spodziewaliśmy się czegoś bardziej widowiskowego. No trudno. Grunt, że był jakiś cel i przejechaliśmy 40km. Teraz trzeba już "tylko" wrócić :-)
Jedziemy, ale oboje czujemy coraz większe zmęczenie. W trakcie planowania wydawało mi się, że wrócimy lasami. No i tak z grubsza jedziemy, ale... asfaltami. Tak to jest jak się planuje nad ranem.
Docieramy do Starej Kuźni.

A może kwiatuszki?© djk71
Kawałek dalej padają mi baterie w nawigacji. Wracamy, bo mijaliśmy niedawno Lewiatana. Niestety czynny do 18:30, a jest 18:45. Ekspedientki mimo, że nas widzą upewniają się tylko, czy drzwi są dobrze zamknięte :-(
Przekładam baterie z aparatu i mam nadzieję, że wystarczą na dojazd do mety.
Z każdą chwilą robi się coraz ciemniej i chłodniej. Po chwili jest już zupełnie ciemno. Na szczęście oświetlenie daje radę i do samochodu jest już tylko 5km (od kilku kilometrów :-) ). Mijamy Rudy i wjeżdżamy na ostatni odcinek, ten sam którym już dziś jechaliśmy.
Koło stacji próbują nas jeszcze gonić psy, ale okazuje się, że mam bardziej donośny głos i chowają się za drzewem ;-)
Kilka km i jesteśmy na mecie. Dobrze, bo jest coraz chłodniej. Zmęczeni, ale i zadowoleni (przynajmniej ja) kończymy wycieczkę. Dobrze, że mnie Ala wyciągnęła, bo inaczej rower by całkiem zardzewiał.
Zawody za trzy tygodnie. Zakładam, że rowerowo damy radę... Gorzej będzie z innymi etapami. Ale jest jeszcze czas żeby poćwiczyć :-)