Bandyci
Dziś znów wyjazd przed meczem. Asfaltem do Miechowic. Skręcam w polną drogę dojazdową do działki mojego ojca i... pierwsza glebka w tym roku. Na szczęście bezboleśnie. Dalej co parę metrów muszę się podpierać. Nierówna oblodzona droga, koszmar. Dojeżdżam do działki i szok. Niedawno komuś się nie spodobało, że była zbyt ładna i postarał się aby już taka nie była. Wiedziałem, że się wszystko spaliło, ale nie myślałem, że aż tak... :(

Ta działka była wszystkim dla taty... :( Bandyci.
Nic tu nie pomogę. Jadę dalej i... gdybym nie wiedział, że tu jest staw to bym po prostu wjechał na lód...
Kawałek dalej jedno z moich ulubionych miejsc. Mimo, że w sumie trochę smutne, to je lubię.

Z paroma podpórkami docieram do asfaltu. Po drodze trafiam na metę?

Dalej Radzionków, Karb, Bobrek, Ruda.
Ruda, która ma swój urok, lubię klimat tego miasta. Ulica Szczęść Boże... Ta nazwa często dziwi przyjezdnych. Dla miejscowych jednak jest czymś normalnym, spotykanym w wielu sąsiednich miastach.


Biskupice i zamiast jechać prosto do domu ruszam tyłami w stronę Mikulczyc. To nie był dobry wybór. Po wjeździe na ulicę Kościuszki ponowny koszmar. Nierówna, oblodzona droga, z każdym metrem coraz gorzej, boję się, że za chwilę znów wyląduję pod jakimś przejeżdżającym (na szczęście niezbyt często) samochodem.
Z ulgą docieram do głównej ulicy. Stąd już spokojnie do domu. Świetnie się jeździło, pewnie gdyby nie mecz jeszcze bym pokręcił. Jutro koniecznie do sklepu po przedni błotnik i smar.