Odyseja... Zabrzańska

Niedziela, 11 kwietnia 2010 · Komentarze(7)
Odyseja... Zabrzańska

Jako, że drugi dzień Odysei został odwołany zrezygnowaliśmy z noclegu w Olkuszu i wróciliśmy na Helenkę w towarzystwie organizatorów Bike Orientu :-) Po sympatycznym, choć wyjątkowo krótkim wieczorze - zmęczenie jednak dało znać o sobie - dziś w planach rower. Wszystkie prognozy wskazywały na ulewne deszcze ale kto by się tym przejmował :-)

Rano nie pada ale kiedy po śniadaniu siedzimy nad mapami… leje… Nie szkodzi. Nie jesteśmy z cukru. Wraz z Moniką, Piotrem i Pawłem schodzimy na dół i… spędzamy kilka… kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt minut pod daszkiem rozmawiając, grzebiąc przy rowerach i… zastanawiając się, czy naprawdę chcemy jechać. Leje koszmarnie.



W międzyczasie wychodzi z klatki sąsiadka z psem, który… boi się rowerów!!! Na widok ośmiu kółek przy wejściu do bloku… wygląda jakby chciał popełnić seppuku.

Gdy widzimy jak wraca postanawiamy go więcej nie stresować, tym bardziej, że jakby przestawało padać i ruszamy. Oczywiście nie przestało. Do tego 5 stopni sprawia, że po zjeździe do Rokitnicy palce u rąk wydają się być zamarznięte, a buty przemoczone… Będzie ciekawie.

Jedziemy sobie przez Mikulczyce do Zabrza podziwiając zrujnowaną wieżę ciśnień, pozostałości po hucie, Zandkę i stalowy dom, żydowski cmentarz (dziś tylko zza ogrodzenia) i lądujemy przy skansenie Królowa Luiza. Niestety w niektóre miejsca wstęp wzbroniony.



A niektóre pojazdy tu zaparkowana są ciekawe, a przede wszystkim szerokie...



Jest zimno. Bardzo zimno. Piotrek się przebiera, a Mavic drepcze w miejscu. Przy kolejnej wieży ciśnień po chwili dyskutujemy czy jechać do Gliwic czy poszukać jakiejś knajpki i trochę się ogrzać. Awaria roweru Pawła przesądza sprawę. Szukamy knajpki, co jest takie proste w takim dniu jak dziś, dodatkowo chcąc mieć możliwość zaparkowania gdzieś rowerów.

Przy okazji oglądamy jak ktoś zaparkował w cysternie. Nie widać parkującego ale nie chciało nam się podjeżdżać z drugiej strony.



W końcu znajdujemy pizzerię i jest… ciepło :-) Herbatka, pizza i jedziemy na dworzec odwieźć chłopaków. Szkoda, że tak krótko ale mam nadzieję, że jeszcze razem na Śląsku pojeździmy :)

Komentarze (7)

Ok, już się poprawiłem... ;-)

djk71 21:51 wtorek, 27 kwietnia 2010

Darek - co ty robisz przez ponad dwa tygodnie,że tak cicho.
pozdrawiam i proszę pozdrowić małżonkę.

Jurek57 19:36 wtorek, 27 kwietnia 2010

Ale czad! Zazdroszczę, zazdroszczę. :)

Mlynarz 09:21 poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Kajman
Nam też się nie chciało ale nikt nie chciał pierwszy wymiękać ;-)
alistar
Po prostu porażka... trzeba chyba chwytać każdą ciepłą chwilę, bo słabo ten rok się zapowiada...
Darth
Podziwiam... na to jestem już za stary albo... jeszcze do tego nie dorosłem ;-)

djk71 21:30 piątek, 16 kwietnia 2010

Leje że aż znowu zacząłem biegać żeby napędu nie katować.

Darth 19:54 piątek, 16 kwietnia 2010

...To co jest z ta wiosną na Śląsku? Cały czas leje zamiast słońca?

alistar 19:27 piątek, 16 kwietnia 2010

Podziwiam samozaparcie, mnie przy tym ciągłym deszczu nie chciało się nawet nosa wystawić.

Kajman 05:47 poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa jlrek

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]