Urodziny i nie tylko
Jako, że dziś urodzinki Igorka, a wczoraj dostał wymarzony prezent to dziś... trzeba sprawdzić czy prezent działa.
Całą rodzinką ruszamy na podbój Puszczy Kampinoskiej. Od początku Igor narzuca niezłe tempo, momentami nawet 19,5 km/h. Niestety jeszcze nie wie, że na szutrze, piasku rower zachowuje się inaczej.

Mimo glebki rusza dalej, po chwili wbijamy się na żółty szlak (ponoć rowerowy zielony) i jedziemy w kierunku byłej szkoły cyrkowej w Julinku. Mimo, że nie lubię cyrku, szkoda, że niewiele z niej zostało. Brniemy przez piachy, dopiero po chwili zauważając, że równolegle biegnie fajna leśna ścieżka. Po ścieżce jedzie się nam zdecydowanie łatwiej i przyjemniej. Dojeżdżamy do szkoły, zaliczamy waypointa, rundka wokół i powrót. Po dojeździe do Leszna Igorowi jeszcze mało i ruszamy w stronę ponoć najgrubszego drzewa w Polsce. Tuż przed Igor zalicza kolejną glebkę, ale jest twardy i sunie dalej, kolejny poślizg (z którego wyszedł szczęśliwie) komentuje: "Ale trick zrobiłem". Zaliczenie kolejnego waypointa i powrót do domu. Kilkaset metrów od domu Anetce zawodzą hamulce i wjeżdża w Igorka, szczęśliwie nikomu nic się nie stało.
Oprócz szybkich momentów były i bardzo wolne (gdy Igor spacerował) więc średnia wyszła 9,6km/h :-)
Nie wyszedł nam wyjazd z Damianem, który wyjechał przed naszym powrotem więc po obiedzie ruszam na szybką samotną rundkę. Najpierw główną drogą dojeżdżam do Kampinosu, dużo aut, za dużo. Za to próbuję jechać dość szybko, nawet mi to wychodzi, natomiast wiem jedno. Coś nie tak przy zbyt dużej kadencji. W poniedziałek też próbowałem jechać z dużą kadencją i potem czułem mocno uda. Dziś po dojeździe do Kampinosu też miałem podobny efekt. Chwila wolniejszej jazdy i znów szybsze tempo. Fajnie się jedzie tak bez aut, dobrym asfaltem. Jedno co mnie zaskakuje to dziwne oznaczenia miejscowości.

Nie do końca wiem, gdzie wjeżdżam. Jak się potem okaże takich przypadków jest w okolicy więcej.

W Czarnowie, a może w ... dojeżdża do mnie Damian. Kończymy trasę już wspólnie.
Wracam mokry, ale mięśni już nie czuję, jakoś przeszło, ciekawe jak będzie rano?
Średnia z tego odcinka 25,5 km/h na dystansie 25 km.