Za to jest czas na przemyślenia. Dużo przemyśleń. Bo wcześniej było ciężko. Ciężko w weekend. Ciężko przez cały tydzień. Ciężko dziś. Ale czasem tak być musi żeby coś dotarło. żeby coś dostrzec.
Bo czasem jest jak z tym zdjęciem. Niektórzy od razu widzą gdzie było zrobione, a niektórzy muszą dłużej patrzeć, a i tak nie zobaczą.
Bo jest blok. Bo coś nie pozwala spojrzeć z innej strony niż robiło się to przez ostatnie lata. I czasem musi się dopiero coś wydarzyć. Wcale nie wielkiego. Czasem coś drobnego żeby człowiek spojrzał inaczej. I zaczął się przyglądać. I zastanawiać, czy czasem nie stoi przed ścianą. Ścianą z wielkiej płyty. Ci, którzy mieszkali w blokach wiedzą, że w takiej ścianie trudno czasem wywiercić nawet małą dziurę...
I wtedy trzeba się zastanowić, czy jest sens dalej walczyć z tą ścianą, czy lepiej się przeprowadzić...
Dziwne. Przyjeżdżam na siłownię o dziesiątej rano, długi weekend, piątek więc wydawałoby się, że Ci co zdecydowali się pójść do pracy już pracują, ci którzy wzięli urlopy wyjechali gdzieś, a tu... Pełno ludzi. Oczywiście biorąc pod uwagę wielkość siłowni tłoku nie było, ale pamiętam czasy, że gdy w tygodniu wychodziłem z siłowni ok. ósmej rano to wiatr hulał tam o takiej porze.
Dziś znów bieżnia. Pierwszy raz od dawna interwały. Bardzo krótkie - 10 sekundowe, ale zawsze. I tak trochę zbyt zachowawczo, ale to wina bieżni, bo system zwiększania prędkości nieco średni.
Już zapomniałem jak to jest ćwiczyć na siłowni. Dziś w końcu udało się przyjść i trochę ruszyć inne mięśnie niż tylko te aktywowane w trakcie biegania.
Po tym jak trochę powalczyłem siłowo postanowiłem jeszcze chwilę rozruszać nogi. Powoli, na bieżni, i bez większych problemów. Dziś mało osób biegało. Nic dziwnego, skoro jest ciepło i można to robić na dworze.